Wpisy z tagiem: nuda

wtorek, 16 marca 2010
Zgroza, regencie!
Czasem dobrze poczekać ze spisywaniem wrażeń z lektury (zwłaszcza tych negatywnych, choć pozytywne też powinny "ostygnąć"). Bo "po drodze" może się wydarzyć coś, co radykalnie zmieni optykę.

I tak było z nieszczęsnymi Przenośnymi drzwiami Toma Holta, które wlekły się za mną od dłuższego czasu i które traktowałam jako zło konieczne. Przebrnęłam przez nie wreszcie, choć były nudne i bezbarwne jak cholera, a "akcja" zaczynała się w okolicach 200 strony. Od czasu do czasu autorowi udał się jakiś "żarcik", ale zaraz dla równowagi trafiały się epickie porażki w rodzaju smoczych bobków "udających" rodzynki w czekoladzie i pozwalających czytać w myślach:/
Właściwie bez fantastyki byłoby to dużo znośniejsze, taka gorzka obyczajówka. Nuuuudna.
Ale MOŻE BYĆ GORZEJ.

Pisałam tu, zdaje się, o swoich obawach dotyczących kontynuacji słynnego "cyklu anielskiego", czyli Zbieracza Burz. Ciężko zapukać od spodu w dno, jakim był Siewca Wiatru, jeśli chodzi o psychologiczną masakrę dokonaną bez pardonu na sympatycznych postaciach znanych z opowiadań. A jednak się udało:)
O ile technicznie, jako powieść, Zbieracz jest wyraźnie lepszy od migawkowego i chaotycznego Siewcy (nawet z poprawką na fakt, że właściwie nie posiada fabuły, ma spójniejszą strukturę), to bohaterom przydarzyła się zbiorowa kastracja resztek osobowości. Lub też grupowa transformacja w jęczące, użalające się nad sobą, żałosne indywidua. Kłócą się, więc już tak chętnie nie zdrabniają swoich imion. Co jest jedynym plusem sytuacji:> Nigdy nie było w cyklu anielskim głębokich portretów psychologicznych. Teraz nie ma żadnych. Logika fabularna trzeszczy okrutnie, a sporymi fragmentami po prostu robi sobie wolne. Frey dostaje rozkaz zniszczenia Ziemi. Reszta wyższych skrzydlatych chce go powstrzymać. Frey ucieka. Ale wraca po miecz. Odkrywszy, że miecz zabrał Razjel, znowu ucieka. Ukrywa się, ale jak tylko słyszy o uwolnieniu Hiji, jak ostatni idiota spotyka się z nią W SWOJEJ KRYJÓWCE. (Aha, ważne, nie może zniszczyć Ziemi bez miecza, bo chce się upewnić, że rozkaz wydała mu Jasność, a nie Cień. Choć jest pewny, ale jednak:P Wspominałam coś o braku logiki?:) No i tak się bawią w berka, a w dodatku Michał jest zazdrosny, że to Frey pokonał Antykreatora, i zaczyna brykać. Najśmieszniejsza jest (w zamyśle zapewne najstraszliwsza) scena czarnomagicznego rytuału niezbędnego do uwolnienia Hiji, w trakcie której martwe mięso tańczy:D Najżałośniejsza, i to zdecydowanie, jest rozmowa Daimona i Hiji w ziemskiej kryjówce Tańczącego Na Zgliszczach. Ona już go nie lubi, bo przefarbował włosy i ma brudne ubranie, a poza tym brata się z plebsem. Jemu serce pęka, ale przy okazji łuski spadają z oczu: jego "dziewczynka" jest wychowaną pod kloszem idiotką, która nic nie wie o życiu i świecie.
Kurtyna.
DRAMAT. Ale i tak najbardziej mi szkoda Asmodeusza i Lampki (Daimonka już po Siewcy spisałam na straty).
sobota, 27 lutego 2010
Kim Harrison po raz drugi i sarmackie mitręgi
O pierwszym tomie przygód Rachel Morgan pisałam tutaj jakiś czas temu - jako poprawnym, ale bez szału. Największego plusa miał za niską zawartość romance w paranormalu. Z rozpędu zabrałam się za część drugą (również dla odpoczynku psychicznego po Nadchodzi). Początek nie był zachwycający: akcji niewiele, dłużyzny, zapowiadało się, że będzie tak, jak sądziłam - odcinanie kuponów i kopiowanie formułki.
Kiedy jednak opowieść nabrała wreszcie tempa, okazało się, że jest zgoła inaczej. Autorka sprawnie kontynuuje główne wątki z poprzedniego tomu, potwierdzając tym samym istnienie tak zwanej "szerszej wizji" całego cyklu. Poznajemy bliżej wampirzą część podziemia Cincinnati, pojawia się ponownie demon, który w Przynieście... odegrał znaczącą rolę. Dostajemy również rozwiązanie zagadki, dotyczącej przynależności rasowej radnego Kalamacka, a ponadto interesujące fakty z przeszłości Rachel, które każą jej zmienić optykę w sprawie nielegalnej produkcji bioleków. Komplikuje się też jej relacja z Ivy, a to za sprawą blizny z wampirzą śliną, pozostałej po ugryzieniu demona na łabędziej szyjce panny Morgan. Nawet beznadziejne początkowo sekwencje z Nickiem, nową miłością czarownicy, przybierają w pewnym momencie interesujący obrót. Dobry, zły i nieumarły, z dużo ciekawszą ponadto czysto kryminalną zagadką, znacząco przebija Przynieście mi głowę wiedźmy. Choć nic nie zapowiadało progresu w serii. Dlatego - o zgrozo - z zainteresowaniem czekam na kontynuację:)

***

Obecnie natomiast męczę się z pierwszym tomem Samozwańca Komudy, który jest tak rozwlekły, że aż zęby bolą. Po 150 stronach stolnikowic Dydyński zdążył a) wrócić z Inflant do domu (przy czym akcja nie zaczyna się w Inflantach, a w pobliżu jego rodowej siedziby:P) oraz b) pochować ojca, odkrywając przy okazji mroczną tajemnicę z jego przeszłości. Autor głównie popisuje się erudycją bez grama finezji, w dodatku ustawicznie traktując Czytelnika jak ostatniego idiotę. Ale nie przekreślam, to wciąż może być fajna historia, lubię Dymitriady. Choć ostentacyjna i podkreślana przy każdej okazji nienawiść do Moskwy (aka rankor) w mniej więcej takich samych proporcjach irytuje mnie i bawi. Historiozofię Sienkiewicza (o ile w ogóle można o czymś takim mówić na poważnie) Komuda potępia zasadnie, ale stylistycznie do pięt mu nie dorasta, choć w Samozwańcu ambicje na tej niwie są widoczne gołym okiem.
piątek, 08 stycznia 2010
Parnassus - nieporozumienie ?
Ja naprawdę nie wiem, jak do tego doszło,że Gilliam zrobił film, w którym przez pierwszą godzinę NIC się nie dzieje, a przez drugą się dzieje, ale bez większego sensu. No, ja przepraszam, ale ten film jest NUDNY. Film jednego z Pythonów. Nic go nie ratuje. Johnny Depp go nie ratuje. No, to możecie sobie zwizualizować rozmiary klęski:) WIELKIE rozczarowanie. Lojalnie przestrzegam, nie idźcie, szkoda czasu i pieniędzy.
Cholera, a tyle się po tym filmie spodziewałam:(
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka