Wpisy z tagiem: Aleksandra Marinina

niedziela, 02 lipca 2017
Lato z kryminałem 2017 (1): M&M, czyli Marinina i Marwood
Życie po życiu to była Kamieńska ostatniej szansy. Albo będzie dobra, albo żegnam się z cyklem na zawsze, bo ostatnio przynosił same rozczarowania. Cóż, Marinina znowu zdołała przekonać mnie swoją historią, więc z Nastią się jeszcze spotkamy. Tym razem wydająca Kamieńską na emeryturze Czwarta Strona zdecydowała się przedstawić czytelnikom pierwszą sprawę byłej analityczki kryminalnej w sektorze prywatnym. W prowincjonalnym Tomilinie ktoś zamordował, w odstępie półrocznym, w przedziwny i identyczny sposób, dwie starsze panie. Jedna wracała z wieczoru artystycznego znanej aktorki, druga, emerytowana śledcza prokuratury, została znaleziona na budowie. Łączyła je przynależność do zaskakująco nowoczesnego klubu Złota Jesień, w którym emeryci mogli różnorodnie spędzać wolny czas, m.in. nauczyć się obsługi Internetu i nawiązywać za jego pośrednictwem korespondencyjne znajomości. Poza tym ofiary dzieliło w zasadzie wszystko, co było przyczyną ich wzajemnej antypatii. Połączyły je pośmiertnie rozbite lusterka na na piersiach i kolczyki wyrwane z uszu.
Nastia musi wyjaśnić, czy w rozpropagowanej przez miejscową gazetę teorii, zgodnie z którą zabójcą jest obłąkany potomek rodu Rumiancewów, dawnych właścicieli posiadłości zajmowanej przez klub Złota Jesień, tkwi ziarno prawdy. Klub to oczko w głowie miejscowego oligarchy, Andrieja Biegorskiego, zleceniodawcy agencji detektywistycznej Stasowa. Biegorski jest osobą skrajnie apodyktyczną, szybko jednak się przekona, że Nastia nie będzie tańczyła tak, jak on chciałby jej zagrać.
Życie po życiu to taki klasyczny kryminał w starym stylu, z zamkniętą pulą podejrzanych, wyizolowaną posiadłością i siecią wzajemnych powiązań między postaciami, typowych dla małego, prowincjonalnego miasteczka z zaimpregnowaną hierarchią społeczną. Działa to na korzyść intrygi, w ramach której Marinina po raz pierwszy od dość dawna pokazuje, że jeśli chce, potrafi skonstruować sensowną i wielowątkową zagadkę z niebanalnym, a jednak niewydumanym rozwiązaniem, nie uciekając się do wątpliwych chwytów, takich jak eugeniczne eksperymenty, czy wygodnych wytrychów w stylu wszechmocnych macek mafii. Oczywiście, jak zwykle, tworzy również galerię postaci o zróżnicowanych życiorysach, demonstrując przy okazji, jak rozmaicie przejście na emeryturę może wpłynąć na ludzki charakter. Dotyczy to także głównej bohaterki, która z trudem odnajduje się w nowej roli i uczy działać bez wsparcia autorytetu funkcjonariuszki stołecznego wydziału zabójstw.

Najmroczniejszy sekret to moja pierwsza powieść Alex Marwood, bo recenzje poprzednich sugerowały, że raczej nie przypadłyby mi one do gustu. W tym wypadku o sięgnięciu po książkę zdecydowała Facebookowa polecanka Wojciecha Chmielarza. I nie zawiodłam się, choć lektura była dla mnie dosyć paradoksalnym doświadczeniem. Głównie zapewne wzięło się to stąd, że wbrew marketingowej oprawie kryminał jest to jedynie przy okazji, a głównie powieść obyczajowa. W czym, rzecz jasna, nie ma nic złego, ale jednak zawartość rozmija się z oczekiwaniami. W każdym razie w centrum historii znajduje się zagadka zniknięcia dziecka sprzed dwunastu lat, a jej bohaterami są rodzina i przyjaciele Seana - dewelopera-psychopaty. Sean jest postacią skrajnie antypatyczną, zatem jego śmierć nie budzi wielkiego smutku nawet w jego dzieciach. I nic dziwnego - ciężko żałować faceta, który zmienia żony jak rękawiczki, bo jest zazdrosny, że zamiast koncentrować się wyłącznie na nim i pełnić rolę wdzięcznej bankietowej ozdoby, zaczynają poświęcać uwagę ich wspólnym dzieciom. Pogrzeb Seana, zmarłego w kompromitujących okolicznościach, staje się jednak okazją do spotkania jego rodzin z rożnych etapów życia. Milly, jego druga pod względem starszeństwa córka, wspomina przy tej okazji dzień zaginięcia swojej trzyletniej przyrodniej siostry Coco, tuż po 50. urodzinach Seana. Jak się okazuje, nie tylko ona powraca myślami do tych wydarzeń, a z mozaiki wspomnień całej grupy bohaterów Marwood komponuje przerażająco-fascynujący obraz, z którego w końcu wyłania się prawda o zniknięciu Coco, ale przede wszystkim ponura prawda o priorytetach ludzi przywykłych do przywilejów klasy wyższej. Składanie tej mozaiki w całość, dzięki przekonującym portretom psychologicznym bohaterów i wielości perspektyw narracyjnych, stale podtrzymuje zainteresowanie czytelnika, co jest o tyle paradoksalne, że z czysto formalnego punktu widzenia powieść przypomina polski film - w zasadzie niemal nic się w niej nie dzieje. Są jednak pozycje dowodzące, że akcja to nie wszystko, i ta się do nich zalicza.
niedziela, 18 grudnia 2016
Kamieńska raz jeszcze
Długo się zastanawiałam, czy chce mi się w tym tygodniu produkować zwykły wpis i czy to w ogóle adekwatne, zważywszy na to, co się dzieje w kraju. Choćby taki drobiazg, że w zasadzie nie mamy legalnie uchwalonego budżetu na przyszły rok, a to chyba dopiero początek. Ale ostatecznie doszłam do wniosku, że ten blog nie jest, nigdy nie był i być nie powinien miejscem, w którym zajmuję się polityką. Tu jestem widzem i czytelnikiem. Tutaj odpoczywam. Także od tego cyrku, w jaki garstka totalnie oderwanych od realiów codziennego życia wieloletnich beneficjentów systemu zamieniła kraj, za nic sobie mając głos suwerena marznącego na masowych spontanicznych demonstracjach i przepisy prawa.
Stąd opiszę wam kolejny kryminał, bo wpisy serialowe jakoś nie cieszą się popularnością:) Nie wiem, czy mnie pewne schematy cyklu o Kamieńskiej zaczynają po prostu nużyć, czy zwyczajnie akurat jesteśmy w dolnej partii sinusoidy cyklu, który od początku był mocno nierówny. Dość, że to już trzecia z rzędu (po wyjątkowo słabym Styliście i sporo lepszej, choć z wydumanym wątkiem eksperymentów eugenicznych,  Iluzji grzechu) powieść o przygodach leniwej analityczki kryminalnej, która pozostawiła mnie dziwnie obojętną.
I tym razem naprawdę trudno mi powiedzieć, dlaczego w zasadzie tak się stało, bo w teorii Jasne oblicze śmierci należy do tych powieści Marininy, które lubię najbardziej. W intrydze nie ma żadnych paranaukowych elementów ani spisków sięgających służb specjalnych, politycznych elit i szczytów władzy. Wszystko kręci się wokół wątków obyczajowych, a opisywanie relacji międzyludzkich zawsze było mocną stroną autorki, podobnie jak oddawanie realiów codziennego życia mieszkańców Moskwy. Tutaj jednak nawet to słabuje. I już chyba wiem, dlaczego (warto jednak pisać notki na blogu!). Zarówno historia dwóch przyjaciółek, które wyjechały się razem dorobić w zagranicznym kurorcie, jak i zasadnicza dla fabuły opowieść o trzech nierozłącznych kamratach jeszcze z czasów studenckich (dwóm z nich lojalność wobec trzeciego rujnuje życie rodzinne) po prostu porażają sztucznością. Ci ludzie są kukiełkami, które zachowują się w określony sposób, bo taki jest wymóg fabuły, ale kompletnie się im nie wierzy. Ani czytelnika nie obchodzą. Koniec końców, wszystkie trybiki do siebie pasują, a niezwykła lojalność trzech muszkieterów okazuje się mieć mroczne korzenie w przeszłości, więc teoretycznie na poziomie konstrukcyjnym powieści niczego nie da się zarzucić, a i czyta się nie najgorzej, bo wielość wątków skutecznie podtrzymuje zainteresowanie. Ale gdy wszystko się skończy i na całość można spojrzeć z dystansu, widać te słabo maskowane sznurki władczyni marionetek i absurdalną wręcz liczbę czysto operetkowych zbiegów okoliczności, niezbędnych, by wydarzenia potoczyły się według planu. Jest to zatem, jak na możliwości Marininy, książka przeciętna. Widać zmęczenie materiału. Szkoda.
sobota, 16 lipca 2016
Lata z kryminałami c.d.
Upały szczęśliwie odpuściły w tym tygodniu, ale i tak pozostałam przy lżejszych lekturach. Nie wiem, co się ostatnio dzieje, ale chyba czytam troszkę szybciej niż przeciętnie. No to jedziemy z wrażeniami:)

Christer Mjaset To ty jesteś Bobbym Fischerem - powieść obyczajowa z mocno zakonspirowanym wątkiem kryminalnym. Wyprawa paczki przyjaciół w czasy dawno utraconej młodości przy okazji pogrzebu jednego z nich. Szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia co do tej książki. Czyta się całkiem przyjemnie, ale w zasadzie to materiału starczyłoby raczej na dłuższe opowiadanie niż niedługą mimo wszystkich wtrętów i ozdobników powieść. Ponadto, chociaż zwykle nie mam tego rodzaju wymagań, braki fabularnej dynamiki mocno eksponują totalną przezroczystość wszystkich postaci, na czele z głównym bohaterem. Zdystansowana emocjonalnie narracja w formie beznamiętnego raportu z przywoływanych zdarzeń była zapewne celowym zabiegiem autora, ale w połączeniu z dwiema wskazanymi wyżej cechami utworu sprawiła, że mimo teoretycznego dramatyzmu losy postaci i rozwiązanie tajemnicy z przeszłości (które dość szybko można zacząć podejrzewać) były mi całkowicie obojętne. Nie jest to zła lektura, ale o wiele lepiej oceniam Białe kruki.

Samuel Bjørk Sezon niewinnych - jedno z dwóch odkryć kryminalnych ostatniego czasu, powieść, która wciągnęła mnie niemal równie mocno, co polecane niedawno W obcej skórze. Choć pod wieloma względami jej ustępuje, przede wszystkim jeśli chodzi o koncepcyjną oryginalność, bo jednak seryjny morderca dzieci ścigany przez specjalną jednostkę z charyzmatycznym szefem (Holger) i wybitnie empatyczną śledczą w szponach nałogów, nękaną problemami z przeszłości (Mia) to mocno zużyty schemat. Niemniej są tu elementy świeże, zarówno w kreacji postaci (tu raczej w przypadku Holgera, który pod każdym względem odbiega od stereotypu policyjnego herosa, niż Mii, której kreacja niebezpiecznie balansuje na granicy karykatury, tymczasem jednak jej nie przekraczając). Ale za to jak to jest dobrze rozpisane! Suspens i dynamika, że po prostu palce lizać, co skutecznie przykrywa mniejsze i większe głupotki, przynajmniej do czasu zakończenia lektury. A jeśli tak twierdzi ktoś tak czepialski jak ja, to można wierzyć na słowo. Nesbo to to nie jest, ale jak na debiutanta rokuje naprawdę wyśmienicie i trafia na moja listę must read.

Aleksandra Marinina Egzekucja w dobrej wierze - czyli aktualna, bo pisana w 2015 roku, Kamieńska na emeryturze. Poza tym, że bohaterka ma 54 lata, nie pracuje już w policji i od czasu do czasu narzeka na zmęczenie wywołane wiekiem, nie da się tego zauważyć. A gwarantuje odpoczynek od wkurzających motywów przemiany z szarej myszki w boginię seksu, więc ja tam co do zasady jestem za. Jest to tom z gatunku gospodarczo-biznesowych, bo Nastia z Jurą Korotkowem lecą na Syberię, by szukać odpowiedniej działki pod pensjonat - nową inwestycję banku brata Kamieńskiej. Wpadają tym samym w sam środek lokalnych układów biznesowo-politycznych, zwalczające się stronnictwa forsują bowiem odmienny przebieg nowej magistrali, a infrastruktura to dla lokalizacji pensjonatu kluczowa kwestia. W dodatku zbliżają się wybory samorządowe, a ktoś ewidentnie ryje pod aktualnym merem. I jako broń wykorzystuje ekologię. Do tego lokalny koloryt, różnice między działaniem policji na prowincji i w stolicy, zróżnicowana galeria interesujących i wiarygodnych postaci oraz trupy - te w szafie, z przeszłości, i te jak najbardziej dosłowne. W sumie bardzo udane połączenie, choć fabularnie nie jest to najlepsze dokonanie autorki. Ale spokojnie środek stawki.

James Runcie Sidney Chambers - Cień śmierci. Sześć opowiadań o księdzu z niewielkiej miejscowości w pobliżu Cambridge, który w pierwszej połowie lat 50. wspomaga miejscowego policjanta w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Cztery z nich zostały przeniesione na ekran w pierwszym sezonie polecanego tutaj przeze mnie swego czasu serialu Grantchester (tak się nazywa miasteczko, w którym ksiądz ma parafię). I dla osób, które zaczęły swoją znajomość z Sidneyem i Geordiem od serialu, książka będzie z tego względu pewnym rozczarowaniem. Bo fabularnie serial jest ekranizowanym opowiadaniom bardzo wierny, a stylistycznie historyjki są suche, wręcz napuszone (nie czytałam oryginału, więc nie wiem, na ile to kwestia stylu autora, a na ile wyborów tłumacza). O wiele bardziej autentyczni, żywi i budzący sympatię są zatem bohaterowie w swoich ekranowych wcieleniach niż na kartach opowiadań. W serialu lepsza jest również dramaturgia. Tylko dwa ostatnie opowiadania nie zostały (jeszcze) zekranizowane, ale suspensem to one nie powalają, co w zasadzie wyjaśnia motywy takiej decyzji twórców serialu. Niemniej, nawet znając większość fabuł, całość czyta się całkiem przyjemnie. Choć rekomenduję lekturę, a potem oglądanie serialu, który jest lepszy od literackiego pierwowzoru, co zdarza się bardzo rzadko.
piątek, 14 lutego 2014
Męskie gry, czyli ostatnia Kamieńska
Nie że ostatnia w ogóle, ale ostatni z dotąd wydanych w naszym pięknym kraju tomów cyklu kryminalnego o perypetiach Nasti (czy to się na pewno pisze przez jedno i? Zawsze, jak taki zapis widzę, mój wewnętrzny Nazgul Ortografii odczuwa dziwny dyskomfort...) Kamieńskiej, która chyba już właściwie powinna się nazywać Czistiakowa (bo wszak wyszła za swojego osobistego kucharza Loszkę) - ale nie bądźmy drobiazgowi. Może została przy panieńskim. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, ale tom okołoślubny (Śmierć i trochę miłości) jest jednym z najlepszych w cyklu.
Pozwalam sobie na takie dygresje, bo w końcu mamy Dzień Patrona Epileptyków i Psychicznie Chorych.

W tym tomie zresztą Loszki nie ma, bo wyjeżdża na cykl wykładów do Ameryki, żeby zarobić na remont mieszkania (akcja powieści rozgrywa się w roku 1995, co daje do myślenia w kwestii zaległości wydawniczych - co prawda nie wiem, czy Marinina jeszcze ciągnie serię, ale jeśli, to w obecnym tempie jednego tytułu na rok nigdy jej W.A.B. nie dogoni...). Co, oczywiście, oznacza, że małżonka żywi się czerstwym chlebem, o ile w ogóle zmusi się do jedzenia. Dzięki temu może się w pewnym momencie wbić w - niegdyś za ciasne, ale za to modne - spodnie. I jeszcze jej luz zostaje. A nie jedzenie Kamieńskiej w głowie, bo w pracy dramat na dramacie (w odmianie tragicznej, oczywiście).

Wszystko zło bierze początek od odejścia Gordiejewa, zwanego Pączkiem. Pączek idzie w generały, coby na emeryturę przejść w perspektywicznym finansowo stopniu. Jego miejsce na Pietrowce zajmuje niejaki Mielnik. którego nasza bohaterka nie lubi, bo nie jest Pączkiem. A z upływem czasu nie lubi go tylko coraz to silniej, bo narzuca Mielnik podwładnym o wiele bardziej rygorystyczny styl pracy, co z miejsca czyni go w oczach funkcjonariuszy Paniskiem.
A tu jeszcze, złośliwie, ktoś udusił siedem osób. Stosując takie samo, jałowe kryminalistycznie, modus operandi. Nastia, Korotkow i Misza Docenko pracują nad sprawą, ale za każdym zakrętem pakują się w ślepe zaułki.
Ponadto kontynuowany jest po raz kolejny - zapoczątkowany w tomie Gra na cudzym boisku - wątek znajomości Kamieńskiej z mafijnym potentatem Denisowem. Tym razem gangster z Miasta udziela pani major cennej dla śledztwa w sprawie dusiciela, ale zarazem mocno enigmatycznej informacji. Podążając po tej nitce do kłębka, Kamieńska nie raz pożałuje danego znajomemu słowa...

Męskie gry powieścią, z której oceną mam niejaki problem. Podoba mi się, że pokazują ludzkie oblicze głównej bohaterki, która zachowuje się na ich kartach silnie emocjonalnie, a niekiedy po prostu dziecinnie. Dobrym ruchem jest odsunięcie Gordiejewa i wytrącenie wywiadowców z komfortowego schematu działań. Ponadto Marinina jak zwykle zgrabnie splata - pozornie początkowo kompletnie niepowiązane - wątki, z których każdy jest psychologicznie interesujący, a występujące w nich postaci, w teorii drugoplanowe, mają swoją wiarygodność i indywidualność. O niektórych elementach irytujących wspominałam wyżej. Ale nie znalazło także tym razem mojego uznania Ostateczne Rozwiązanie, pozbawione finezji, choć nie logiki. Niemniej, aż do finału intryga jest autentycznie zajmująca, co każe uznać Męskie gry za dobry kryminał.
Ostatni problem to ten, że tom, choć wydany w 2004 roku, jest szesnasty w serii, a nie ma do dziś polskiej wersji tomów 11-15. Przyjdzie je zatem czytać achronologicznie, kiedy w końcu się ukażą. No i minus dla wydawcy - e-book dostępny wyłącznie w wersji e-pub, po chałupniczej konwersji do mobi w niektórych miejscach tekst się rozłazi. Choć fakt, w niewielu.
czwartek, 04 lipca 2013
Teatr węży - akt drugi i lekturowa teoria względności
Pośród cieni  Agnieszki Hałas, czyli drugi tom cyklu powieściowego o Krzyczącym w Ciemności, było trzecią w ostatnim czasie powieścią, którą połknęłam właściwie w ciągu doby. Chcę napisać na jej temat coś więcej i opublikować gdzieś recenzję, tymczasem więc stwierdzę tylko tyle, że dostrzegam znaczny progres w stosunku do tomu pierwszego, czyli Dwóch kart, wydanych przez niestety nieistniejące już lubelskie wydawnictwo Ifryt. Co oznacza, że zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Znającym postać Krzyczącego cyklu zresztą zapewne polecać nie trzeba. Nieznającym, a lubiącym niejednoznaczne moralnie postaci z mroczną tajemnicą, zdecydowanie natomiast rekomenduję zawarcie z nim znajomości. Tak elegancki styl snucia opowieści rzadko się przy tym trafia nie tylko w fantastyce, ale w ogóle w literaturze.

Drugą pochłoniętą pozycją, na którą chciałabym zwrócić waszą uwagę, jest Wurt Jeffa Noona. Więcej pod linkiem, naprawdę warto, wyjątkowa rzecz.

Trzecia rzecz to Obraz pośmiertny Marininy, czyli kolejny tom przygód Kamieńskiej. I to, niestety, pierwsza od dłuższego czasu wyraźnie słabsza pozycja w cyklu. Co w pochłanianiu jednak mi nie przeszkodziło, bo historia wciąż ciekawa i sprawnie zaserwowana.
I w tym miejscu przechodzimy do rozważań o lekturowej teorii względności. Otóż po Wurcie, a przed Hałas, podjęłam próbę wywiązania się z recenzenckiego obowiązku. I po prostu nie dałam rady. Przeczytawszy 30 stron ze szczotki, która najwyraźniej nie zaznała korekty, bo postaciom żeńskim nagminnie przypisywane tam były męskie końcówki fleksyjne, uznałam, że kontrast pomiędzy znakomitym Wurtem a rzeczoną pozycją, którą wzięłam na siebie dobrowolnie, dając autorowi piątą szansę (jak widać, pogłoski o moim okrucieństwie są mocno przesadzone), po prostu mnie przerasta. Przeczytanie choćby tylko jednej jeszcze strony po prostu nie wchodziło w rachubę.

Z powyższego wynika dla mnie jedno - pozycje pochłonięte, oceniane całościowo, reprezentują rozmaity poziom, dzieli je także przynależność gatunkowa. W moim prywatnym równaniu opisującym szybkość lektury zmienna odpowiadająca sprawności stylistycznej autora ma wartość kluczową. Ponieważ teraz zamierzam się zmusić do przebrnięcia przez obowiązek, jak na wzorowego recenzenta przystało, szybkość zapewne znacząco spadnie. A co dla was jest najważniejsze?
sobota, 14 stycznia 2012
Lubię Gloktę od pierwszego akapitu
Pracowity tydzień, nie było czasu na blogowanie. Przeczytałam w zeszły weekend następną Kamieńską (a raczej poprzednią, bo Płotki giną pierwsze w cyklu chronologicznie poprzedzają Śmierć i trochę miłości). Za wiele nowego do refleksji o pisarstwie Marininej dodać nie mogę, ale uważam za warte podkreślenia, że Płotki to pod każdym względem najlepsza z pięciu przeczytanych przeze mnie odsłon cyklu o przygodach leniwej analityczki z komputerem zamiast mózgu. Tak się wciągnęłam, że całość łyknęłam w niecałą dobę.
Nie polecam natomiast Obsydianowego serca Ju Honisch, którego pierwszy tom domęczyłam w tygodniu, a do drugiego wcale mi się nie śpieszy. Książka reklamuje się jako powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku, ale im bardziej się w nią zagłębiałam, tym bardziej żadnego z tych elementów tam nie było.
Była nuda, przegadanie i chaos. Więcej w recce, jak już ją napiszę.

A, dostałam od Mikołaja jeszcze stówkę. I nie mogłam się oprzeć (a i zbyt mocno się nie starałam), by nie kupić 3 tomów trylogii Abercrombiego Pierwsze Prawo w oryginale. Książki przyszły w idealnym stanie, choć nie były opisane jako nowe, a kosztowały mnie wraz z wysyłką zawrotną sumę 66 PLN. Tak że: transakcja życia na początek roku:) Plus przyjemne z pożytecznym, bo strasznie dawno nie czytałam niczego po angielsku.
Stąd też tytuł notki, bo ledwo zdążyłam zacząć The blade itself, już polubiłam cyniczne komentarze inkwizytora Glokty:D
wtorek, 06 grudnia 2011
Barbarotti kontra Kamieńska
Tym razem w tym starciu wygrywa bohaterka Marininej (chyba tak to się odmienia, przynajmniej tak to czyni wydawca, ale to jeszcze o niczym nie przesądza:>). Śmierć i trochę miłości to, obok Zabójcy mimo woli, top czytanych przeze mnie przygód Anastazji K. Przy czym walorem jest - ponownie - nie tyle sama intryga kryminalna, co świetnie odmalowane tło socjologiczne i wiarygodne psychologicznie portrety bohaterów. Przy jednym zwrocie akcji, bardzo nie-książkowym, takim życiowym (ale nie w stylu Domu nad rozlewiskiem, tylko prawdziwego życia), autentycznie zbierałam szczękę z podłogi.
Natomiast najnowszy Barbarotti, czyli Drugie życie pana Roosa, trochę mnie rozczarował. Znaczy, był interesujący, ale do samego końca spodziewałam się strzelby, która, niestety, nie wypaliła. I, choć to rozwiązanie odbiegające od gatunkowego szablonu, poczułam się, delikatnie rzecz ujmując, trochę nabita w butelkę. Z czytanych przeze mnie książek Nessera tę oceniam najniżej, jakieś 6/10. Co nie znaczy, że nie warto.
niedziela, 08 sierpnia 2010
Lato z kryminałem - Aleksandra Marinina, Jo Nesbo
Po Rhezusie zrozumiała, jak myślę, potrzeba odpoczynku od fantastyki. Pierwsze spotkanie z Anastazją Pawłowną Kamieńską w czwartej z kolei powieści cyklu, Zabójcy mimo woli, wspominam bardzo dobrze. Sięgnęłam więc po jej debiut, wydany w tegorocznej kolekcji Polityki, Kolację z zabójcą. W dalszym ciągu czytało się przyjemnie, choć w porównaniu z poprzednią pozycja wypadł nieco słabiej. Przede wszystkim - intryga naciągana maksymalnie, sztucznie ustawiona, rozwiązanie zagadki niedostępne czytelnikowi przed olśnieniem bohaterki, a zatem mało wiarygodne. Totalnie nie przekonała mnie również metamorfoza Nastii w piękną dziennikarkę, dokonana li i jedynie z pomocą szkieł kontaktowych, makijażu i farby do włosów (no litości, toż to prawie jak Fandorin i jego sztuczne wąsy w Azazelu!). A już do białej gorączki zaczęły mnie doprowadzać ustawiczne zapewnienia autorki, jaka to Nastia nieatrakcyjna, a jednak, jak się ubierze i podmaluje - bóstwo:/
Ale po dalsze tomy sięgnę:)
Wczoraj rozpoczęłam znajomość z Harrym Holem, bohaterem cyklu powieści Jo Nesbo, od Trzeciego klucza - tutaj jestem dopiero na początku, więc refleksja natury technicznej: strasznie trudno ogarnąć chronologię cyklu, połapać się, co, kiedy i dlaczego zostało wydane w Polsce, a co nie.
Podobnie jest zresztą z Marininą, po wydaniu siedmiu czy ośmiu tomów zgodnie z chronologią, wydawca przeskoczył do siedemnastego - i bądź tu mądry i pisz wiersze:/
Ale dobry kryminał nie jest zły:D

UPDATE:

Hej, ten Nesbo jest naprawdę bardzo dobry! Polecam przygody komisarza Harry'ego Holego (chyba tak to się odmienia z norweska). Dawno nie czytałam tak porządnego kryminału, a Trzeci klucz to ponoć nie jego najlepsza książka. Już się cieszę na leżący na półce Pierwszy śnieg. I przeglądam Allegro w poszukiwaniu pozostałych, ale nie mówcie nikomu:>

Tymczasem Palimpsest Valente - jeszcze nie wiem, o co chodzi, ale już mi się podoba. Wojciech Szypuła to fenomenalny tłumacz jest.
piątek, 16 lipca 2010
Przerwa z powodu awarii obwodów
Miała miejsce. Obecne temperatury nie sprzyjają głębokim refleksjom ani czytaniu ambitnej literatury. Tym samym mam wymówkę, dlaczego po dwóch częściach (sześciu opowiadaniach) przerwałam czytanie Accelerando - wrócę, ale raczej nie przed zmianą pogody.W ogóle nie będę się spieszyć. Na tego typu rzeczy trzeba mieć nastrój, bo to naprawdę hard sf.
Wpadł mi za to służbowo trzeci Weeks, czyli Poza Cieniem i początkowo aż mi się w głowie zakręciło od ogromu przepaści dzielącej te dwie pozycje, ale szybko się przestawiłam, bo to z kolei rzecz idealna na kanikułę - wszyscy tam są wszechmocni, większość właściwie nieśmiertelna, a jak nawet żadne z powyższych, to są królami uzbrojonymi w artefakty o megamocach. I znowu wiem, skąd się biorą pokutujące w rozmaitych kręgach stereotypy o fantastyce. Ale czytało się bezproblemowo i spory ubaw był.
W następstwie stwierdziłam, że potrzebna mi odskocznia i sięgnęłam po Zabójcę mimo woli Aleksandry Marininy, znów zaczynając cykl od środka. Na razie mogę powiedzieć tyle, że styl mi się podoba:) Na Erynie chwilowo nie mam nerwów:>

A dwa ostatnie numery Polityki nietypowo wręcz dobre. Dużo ciekawego czytania.

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka