Wpisy z tagiem: Marcin Mortka

środa, 18 maja 2011
Bigos literacki
W końcu udało mi się nadgonić zaległości recenzenckie na tyle, by wykroić czas na przeczytanie czegoś z prywatnych zbiorów. Na pierwszy ogień poszedł 3 tom Miecza i kwiatów Marcina Mortki, bo byłam ciekawa finału.

I muszę przyznać, że mam z tą książką pewien problem. Czytało mi się ją chyba najlepiej ze wszystkich części, ale jednocześnie nastąpiło nagłe, gwałtowne przesunięcie konwencji w stronę metafizyczno-symboliczną, przez co nie do końca mi do poprzedniczek przystawała.
Ale gdy się oswoiłam, to popłynęłam z nurtem opowieści, a i patos jakoś mało mi przeszkadzał, choć zwykle jestem nań nadwrażliwa. Jakoś tak Autorowi udało się niektórymi scenami trafić prosto do mojego serca, z całkowitym pominięciem sceptycznego rozumu. Rezultat - oczy na "mokrym miejscu". Nie zdarza się często. Tak więc cykl, mimo słabszych momentów (najsłabszy chyba drugi tom), jako całość polecam.
Mimo to, nadal w moim prywatnym rankingu nie zagraża debiutanckiej Ostatniej sadze.

Następnie powróciłam do obowiązków i od razu trafiłam na rafę. A imię jej Trojka. Chapman dołącza do grupy autorów z Uczty Wyobraźni, z którymi mam zdecydowane "szumy komunikacyjne". Bogom opiekuńczym recenzentów dziękuję, że jest o niebo przystępniejszy i mniejszy objętościowo niż Harrison w Viriconium. Werdyktu jeszcze nie wydaję, bo jestem w 1/8, ale zdecydowanie nie mój typ literatury.

Później (a wszystko to wczoraj) trafił mnie jasny szlag po nieudanej probie instalacji nowozakupionego Wiedźmina 2 z powodu błędu danych CRC. Stwierdziłam, że w związku z tym nie mam zdrowia do dalszego mordowania się z Chapmanem i biorę wolny wieczór.

Sięgnęłam po 3 tom Stovera. Jako rozrywka Caine nie zawodzi nigdy.
Ale dzisiaj mamy nowy dzień i znów podejmę rękawicę. Poproszę o wsparcie:)

czwartek, 15 lipca 2010
Z okazji wiadomej rocznicy
Warto przypomnieć, a tym, którzy nie mieli niewątpliwej przyjemności dotąd się z nim zetknąć, przedstawić pierwszy raz, fenomenalne opowiadanie 1410 czyli kilka słów prawdy o Grunwaldzie autorstwa Marcina Mortki, które opublikował w listopadzie 2003 Fahrenheit.
Wizja jest tak sugestywna, ze zmieniła moje wyobrażenia o wielkiej bitwie i niektórych postaciach historycznych (Jadwiga!Witold! Zawisza Czarny! Przepraszam, ponosi mnie entuzjazm:) już raczej na wieki. Nigdy nie pozbędę się z wyobraźni Kunona Lichtensteina ścierającego z twarzy owsiankę, a lekcja języków obcych Jagiełły jest po prostu kultowa. Zresztą, kultowych tekstów i obrazów jest w tym opowiadaniu na pęczki. Ja zamierzam uczcić rocznicę powtórka z rozrywki, bo to znakomita rozrywka.
sobota, 12 września 2009
Od ostatniej notki przeczytałam
Mike Carey Przebierańcy

Będzie recenzja w F, podlinkuję, tymczasem tylko napiszę, że czytało się błyskiem, wspaniale przy najnowszych przygodach Fixa odpoczęłam i uważam tom 3 za lepszy od drugiego, choć nie tak dobry, jak pierwszy. Oprócz elementów standardowych będzie wyprawa do Hameryki, jako też mafia amerykańska na gościnnych pozagrobowych występach w Lądku Zdroju, to znaczy, oczywiście, Londynie. Polecam fanom cyklu, nie-fanów odsyłając jednakowoż do wciąż dzierżącego palmę bezdyskusyjnego pierwszeństwa tomu pierwszego - Mojego własnego diabła

Marcin Mortka Miecz i kwiaty tom I

Jak wyżej, tzn. zrecenzowany dla F. Odpuściłam ostatnimi czasu Mortkę bez żalu, ale sentyment do "Ostatniej sagi" kazał się zainteresować jego najnowszym dziełem, osadzonym w realiach trzeciej krucjaty. Jest ciekawie, choć zdecydowanie nie bez wad. Główny plus to bohater, młody Gaston de Baideaux z Pikardii, któremu zderzenie z realiami Ziemi Świętej burzy uświęcone wyobrażenia o rycerskim etosie. Poza tym sympatyczna z niego sierota i uczy się co nieco o sztuce (prze)życia od...swojego własnego Diabła. Ot, wyszło niezamierzone nawiązanie intertekstualne:) 

Maja Lidia Kossakowska Upiór południa. Czerń.
 
Garść impresji.

Z tego miejsca chciałabym pozdrowić Anteriona, gdyż, czytając Czerń, po raz pierwszy byłam gotowa zgodzić się w całej rozciągłości z lansowaną niegdyś przez niego (a zwalczaną - m.in. - przeze mnie) tezą, że Kossakowska jest grafomanką:)

Maja Lidia Kossakowska Upiór Południa. Pamięć umarłych. Drugi tom cyklu trafił do mnie znacznie bardziej niż pierwszy - bardziej przekonująco udało się tym razem wykreować nastrój "czegoś wiszącego w powietrzu" upalnego Dzikiego Zachodu posecesyjnej Ameryki. Nie ma tu sztuczności i egzaltacji, jest klimat i choć całość budzi mocne skojarzenia z Kingowską Zieloną milą, to jednak ta opowieść o etosie rewolwerowca wyrównującego rachunki krzywd zza grobu potrafi zaangażować emocjonalnie. Fabularnie jest przewidywalna, a niektóre "elementy fantastyczne" oddano zbyt grubą kreską, ale z czystym sumieniem daję 7/10. Choć do Faulknera temu Upiorowi równie daleko jak poprzedniemu do Fight clubu.

Obecnie przypominam sobie natomiast Króla Bezmiarów Kresa Feliksa i jest to prawdziwa przyjemność, bo choć ogólny zarys fabuły pamiętam, to jednak detale wywietrzały przez ponad 4 lata. Pozostało ogólne wspomnienie znakomitej marinistycznej powieści przygodowej, tak dobrej, że nie zdołał jej zepsuć nawet trącący na milę brazylijskim tasiemcem wątek Ridi i córek. Miło znowu spotkać Raladana, który należy do moich ulubionych bohaterów cyklu szererskiego:D No i Kres jest znakomity językowo.

Idealna odmiana po tych cholernych aktach prawnych do egzaminu wstępnego na aplikację:/ Jeszcze tydzień. Potem jeszcze 3 tygodnie pisania memoire i jako szczęśliwa bezrobotna (tj. poszukująca pracy:) będę mogła znowu systematyczniej prowadzić bloga.


| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka