Wpisy z tagiem: Bernard Cornwell

piątek, 01 kwietnia 2011
Gdy władał u nas Artur król/dobre to było władanie
Rycerzy dzielnych i na schwał/miał wesolutką kompanię, jak śpiewał, o ile mnie pamięć nie myli, Mały John. Skończyłam Excalibura, ostatni tom trylogii arturiańskiej Bernarda Cornwella. Całość oceniam bardzo wysoko, jednak ostatniej odsłonie przekładu wyraźnie zaszkodziła zmiana tłumacza. No, nic nie poradzę, styl Żebrowskiego (Jerzego) bardziej mi się podobał, w dodatku był wolny od językowych potworków i zwykłych błędów, przy których korekta zaspała. Trochę za dużo, jak na mój gust, w tym tomie patosu, no ale niech tam. W końcu mamy prawdziwą magię, która jednakowoż jest raczej śmieszna niż straszna. Prawdziwa miłość od biedy może być. Ale epickie starcie w finale, Czarny Rycerz kontra Biały Rycerz, to już jednak trochę za wiele, jak na moją tolerancję. Rozumiem, symbolika etc, ale...
Poza tym, pewnie przez tłumaczenie (które nie jest złe, po prostu zauważalnie gorsze), powstaje wrażenie, że są w tym tomie mielizny większe nawet niż w początkowych partiach Zimowego monarchy. Jednak, jak już się zabrałam, to przeczytałam całość (stron 565) w 5 dni, więc nie jest źle.
Całościowo jest trylogia arturiańska rzeczą znakomitą, której lekturę gorąco polecam wszystkim fanom powieści historycznych. Sama nie mam wątpliwości, że sięgnę po inne dokonania autora.
wtorek, 22 lutego 2011
Romansu z Cornwellem ciąg dalszy
Skończyłam drugą część cyklu arturiańskiego, czyli Nieprzyjaciela Boga. Wszystkie superlatywy, którymi obsypałam nie tak dawno tom pierwszy, pozostają w mocy w odniesieniu do kontynuacji, która jednakowoż podobała mi się nawet bardziej. Początkowo myślałam, że będzie inaczej, ale nawet zwykle działający na mnie jak płachta na byka wątek romantyczny Cornwell poprowadził tak, by mnie nie zirytować. A to jest RZADKA umiejętność. Później było tylko lepiej - jego wersja historii Tristana i Izoldy nie tylko potwierdziła mój wcześniejszy zarzut o egoizmie Artura, ale dodała do listy obrzydliwą hipokryzję tej postaci. Pozytywnie zaskoczyła mnie obrona Ginewry przez Nimue.
Wielowymiarowość to bardzo dobra rzecz. Tempo równiejsze niż w Zimowym monarsze, w moim przypadku również silniejsze było zaangażowanie w tekst na poziomie emocjonalnym.
Trzeciego tomu, niestety, w bibliotece już nie mają. Tak się natomiast fortunnie składa, że Instytut Wydawniczy Erica wznawia go...jutro. Cztery dyszki wydam bez wahania.
wtorek, 15 lutego 2011
Lancelot był bucem, czyli za co pokochałam Cornwella
Bo pokochałam, po lekturze pierwszego tomu trylogii arturiańskiej, czyli Zimowego monarchy. W książce tej podobało mi się właściwie wszystko - narracja, decyzja o zrobieniu z mitu powieści historycznej, Merlin, zdroworozsądkowe podejście do magicznych rytuałów, odbrązowienie Artura (który tu jest paskudnym egoistą), a przede wszystkim ośmieszanie Lancelota, którego strach jest większy nawet od jego ego:D
Lubię autorów z koncepcją. Jeszcze bardziej lubię autorów z umiejętnościami pozwalającymi płynnie wcielić tę koncepcję w życie. Niezaślepionych sympatią do bohaterów, skupionych na ukazaniu opisywanej rzeczywistości z wielu perspektyw. I dodatkowo cyników z poczuciem humoru. Na podstawie Zimowego monarchy mogę stwierdzić z pewnością, że Bernard Cornwell zalicza się do ich grona, a ja muszę się rozejrzeć za kolejnymi częściami cyklu arturiańskiego i nie tylko.
Czytał ktoś coś? Które pozycje autora polecacie?
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka