Wpisy z tagiem: Departament Q

sobota, 16 czerwca 2018
Lato z kryminałem 2018 (1): Motywy osobiste i Kartoteka 64
Jako że upały są z nami już od dawna, czas zainaugurować tegoroczne Lato z kryminałem. W pierwszym zestawie dosyć zróżnicowane pozycje.

Motywy osobiste to kolejna odsłona cyklu o Nastii Kamieńskiej, w której, po przejściu na emeryturę, bohaterka odkrywa, że poza pracą także istnieje życie. Swoją drogą, nieustannie mnie śmieszy, że Kamieńska, mając lat 49, postrzega siebie jako staruszkę. Ciekawe, ile w tym przeniesienia osobistych odczuć i problemów autorki. Ale wracając do naszych baranów - tym razem Nastia ma wyjaśnić zagadkę zabójstwa staruszka, który i tak był już terminalnie chory i zostało mu bardzo niewiele życia. Śledczy uznali, że sprawcą był włamywacz i szukaj wiatru w polu, ale to nie przekonuje córki zmarłego, która zleca agencji detektywistycznej Stasowa przeprowadzenie dochodzenia. A że tak się dogodnie składa, iż zdarzenie miało miejsce w nadmorskim kurorcie, zaś dochodzenie ma być prowadzone w okresie, gdy przypadają w niedługim odstępie czasu dwa święta państwowe i sporo dni wolnych, Kamieńska postanawia zabrać ze sobą męża i połączyć dochodzenie z wakacjami.
I w tym miejscu szczerze przyznam, że wątek relacji Kamieńskiej z Czistiakowem, ich wspólnej pracy, a przede wszystkim pierwszego od bardzo dawna wspólnego urlopu, był dla mnie najciekawszą częścią powieści. Jasne, intryga, jak zawsze u tej autorki, jest drobiazgowo przemyślana. Jak często u niej bywa, przyczyna zabójstwa kryje się w odległej przeszłości, a samo odkrycie tożsamości zabójcy ma podrzędne znaczenie, ważniejsze są historie i motywacje poszczególnych bohaterów (stąd zresztą tytuł). Jeśli kogoś nie nęci pogłębiona warstwa obyczajowa, to uczciwie ostrzegam - dostajemy tym razem głównie ten element, intryga kryminalna raczej się snuje niż rozwija, i to zdecydowanie w tle. Mnie to nie przeszkadzało, ale jestem w stanie sobie wyobrazić, że czytelnika sięgającego po ten tom z gatunkowym nastawieniem lektura nieźle wymęczy.

Kartoteka 64 to czwarta część serii Adlera-Olsena o Departamencie Q, w której ponownie spotykamy się z wiecznie niezadowolonym Carlem Morckiem i jego tajemniczym asystentem Hasanem al-Assadem, specjalizującymi się w wyjaśnianiu dawno porzuconych spraw. Tym razem zajmą się serią skumulowanych w czasie zagadkowych zaginięć sprzed ćwierćwiecza i szukając wspólnego punktu między ofiarami, trafią prosto w wyjątkowo mocno cuchnące nazistowską ideologią bagno, w którym unurzane były także instytucje duńskiego państwa. Brzmi całkiem ciekawie, prawda? Zresztą, również w poprzednich częściach pomysły były zdecydowanie najmocniejszą stroną autora, z wykonaniem bywało już rozmaicie. Niestety, tym razem realizacja pozostawia bardzo wiele do życzenia. Nie wystarczy, jak się okazuje, wziąć na warsztat gorącego tematu, dorzucić tajnej organizacji skupiającej funkcjonariuszy państwowych rozmaitego autoramentu, a modus operandi mszczącej się ofiary pożyczyć od Agathy Christie, żeby wszystko zagrało, jak należy. Może nie byłoby jeszcze tak kiepsko, gdyby główny zły nie okazał się tak groteskową postacią, a w szpary kryminalno-politycznej intrygi Adler-Olsen, w rozpaczliwej próbie wprowadzenia wątku realistyczno-humorystycznego, nie powtykał naturalistycznych do granic dobrego smaku, a czasem i poza nie, opisów epidemii grypy na komendzie. Dla mnie gwoździem do trumny tej pozycji okazało się fatalne tłumaczenie - tłumaczka jest ta sama od początku, więc nie wiem, co się wydarzyło. Czy zmienił się redaktor, czy korektor, czy może ktoś przez pomyłkę puścił do druku tłumaczenie w surowej wersji? Nie mam, niestety, możliwości, żeby to prześledzić, bo poprzednich części wyzbyłam się bez większego żalu. Czytałam e-booka, a zaznaczenia na czytniku kompletnie mnie nie przekonują, zatem nie mam przykładów, ale w tekście po prostu roi się od stylistycznych nieporadności, które częstokroć nie mają nic wspólnego z polską składnią i sprawiają wrażenie, że tłumaczył translator. Z wszystkich wymienionych powodów - zdecydowanie nie polecam.
niedziela, 26 lipca 2015
Lipiec z kryminałem: Ostre przedmioty, Wybawienie i Galveston
I owszem, będzie kolejna kompilacja. Jestem tak zmordowana upałami, że na nic więcej nie mam siły. Na szczęście, kolejny tydzień zapowiada się bardziej umiarkowanie. Jako się rzekło, aura nie sprzyjała skomplikowanym i wymagającym lekturom, postanowiłam zatem wrócić do wypróbowanych autorów (z różnym skutkiem) oraz dać szansę scenarzyście serialu True Detective, który swoim literackim debiutem przyjemnie mnie zaskoczył.

Pierwsza była debiutancka powieść Gillian Flynn, której twórczość poznawałam w kolejności odwrotnej od chronologii jej powstawania, skutkiem czego Ostre przedmioty zostały mi na deser. Cóż mogę powiedzieć? Tekst ma wszelkie wady debiutu (dziennikarka z trudną przeszłością powraca do rodzinnego miasteczka, by badać serię mordów na dzieciach, a przy okazji stawić czoło traumatycznym wspomnieniom z dzieciństwa). Największą z nich, oprócz dosyć sztampowej konstrukcji (z wyłączeniem skłonności Camille do samookaleczeń, do której nawiązuje tytuł, a która stanowi oryginalny element), jest przewidywalność fabuły. Rozwiązanie kryminalnej zagadki dość szybko staje się dla czytelnika oczywiste, przynajmniej w części, a końcowy twist wiele tu nie zmienia. Poza tym jest mocno przerysowany. Moim zdaniem najlepszą książką autorki pozostaje Mroczny zakątek, bo najdojrzalszą warsztatowo Zaginioną dziewczynę psuje całkowicie wydumane i nieprzystające do kreacji bohaterów zakończenie. Niemniej, Ostre przedmioty mimo wszystkich wad czyta się jednym tchem, gdyż autorka potrafi przekonująco wykreować klaustrofobiczną atmosferę małego amerykańskiego miasteczka i oddać plątaninę jego wewnętrznych stosunków. Nie mogę więc napisać, że nie warto.

Galveston Nica Piazzolatto dowodzi, że autor potrafi stworzyć poza przekonującym nastrojem, charakterystycznym dla historii spod znaku noir,  i wiarygodnymi postaciami, również spójną od początku do końca fabułę, co jak na razie w obu sezonach True Detective nie wyszło mu najlepiej (mam tu na myśli zwłaszcza skrajnie rozczarowujące zakończenie pierwszej serii, druga jak na razie - mimo że jesteśmy za połową emisji - bardziej męczy niż intryguje). To bardzo miłe zaskoczenie. Dzięki unikalnemu klimatowi i umiejętnej żonglerce planami czasowymi historia gangsterskiego cyngla, który pod wpływem lekarskiej diagnozy postanawia odmienić swoje życie, a w tym samym momencie staje się z myśliwego zwierzyną ściganą na polecenie swojego dawnego szefa, staje się czymś więcej niż tylko kolejnym wariantem znanej gatunkowej kliszy. Rewolucji nie ma, ale prawdziwa przyjemność z lektury - jak najbardziej.

Na koniec chyba największa niespodzianka i książka, którą po słabiutkich Zabójcach bażantów w zasadzie zdecydowana byłam sobie darować. Wybawienie, czyli trzecia sprawa rozwiązywana przez duński Departament Q. Adler - Olsen po raz kolejny eksploatuje sprawdzony schemat, łącząc wątki współczesne z odległą przeszłością. Tym razem jednak powraca do wysokiego poziomu, jaki reprezentowała Kobieta w klatce, a moim zdaniem intryga Wybawienia jest wręcz najlepsza w cyklu. Najciekawsza i najbardziej dopracowana. Doskonałe wrażenie nieco psuje zakończenie, w którym Carl i Assad po raz kolejny samotnie i bez broni stawiają czoło mordercy, ale cała reszta wynagradza z naddatkiem ten drobny zgrzyt. Nic więcej nie napiszę o okolicznościach sprawy ani o sposobie działania sprawcy, bo to kwestie, które najlepiej odkryć samodzielnie, do czego zachęcam.

Kontynuując obecny trend, zabrałam się za Tajemnicę domu Helclów Maryli Szymiczkowej. Zaczyna się ciekawie:)
środa, 29 stycznia 2014
Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach
Kobieta (młoda i politycznego sukcesu, bo wiceprzewodnicząca partii, z perspektywami na wysiudanie szefa w niedalekiej przyszłości) to Marete. Jej balast to brat, Uffe, którym opiekuje się po śmierci rodziców, gdyż w wyniku urazów - doznanych przed wielu laty w wypadku samochodowym - cofnął się w rozwoju. W efekcie Marete nie ma szans na życie osobiste. Czy raczej - świadomie z prywatnego szczęścia rezygnuje, by poświęcić się opiece nad bratem. Jedyną  wspólną atrakcją w rządzonym rutyną życiu rodzeństwa jest coroczny rejs do Berlina. W trakcie kolejnej takiej wycieczki Marete znika z promu. Śledczy przyjmują, że popełniła samobójstwo. Mija pięć lat.
Na scenę wkracza mężczyzna, czyli Carl. Śledczy z Wydziału Zabójstw, postrzelony na miejscu zdarzenia, gdzie jeden z członków jego zespołu zginął, a drugi dostał kulę w kręgosłup i jest sparaliżowany. Carl przed opisanymi  wydarzeniami nie był popularny wśród pozostałych współpracowników, bo miał trudny charakter. Sytuacja nie uległa pod wpływem ostatnich wypadków polepszeniu. Po powrocie do pracy szef deleguje go do nowo utworzonego Departamentu Q, odpowiednika polskiego Archiwum X. Jednostki, która ma ponownie zbadać niewyjaśnione sprawy. Jakże dogodnie dla wszystkich - jednoosobowej. Carl dostaje tylko asystenta, uchodźcę Assada. Gdy w końcu zabiera się do pracy, postanawia ponownie zbadać zniknięcie Marete. Na jaw wychodzi przy tej okazji wiele zaniedbań z poprzedniego śledztwa...
Powieść Adlera-Olsena (kolejne nazwisko z Listy Autorów Od Dawna Mi Polecanych) Kobieta w klatce na pewno potrafi zaintrygować. Dwudzielna narracja, prowadzona na przemian z perspektywy dwójki bohaterów, wręcz to gwarantuje. W samej zagadce zniknięcia parlamentarzystki także jest spory fabularny potencjał. W sekwencjach Marete autor sprawnie buduje nastrój i napięcie, nastawienie Carla do nowego zadania i jego boje z policyjną biurokracją, w które wkłada mniej energii niż w walkę z prywatnymi demonami, także wypadają wiarygodnie.
Samo dochodzenie jest odpowiednio skomplikowane, liczą się tu drobiazgi, najwyraźniej szczegółowo przemyślane. Powieść, dzięki wszystkim powyższym czynnikom, po prostu dobrze się czyta.
Ma ona jednak jako kryminał jedną, za to fundamentalną wadę.
Bardzo wcześnie można odgadnąć motyw - a także tożsamość - sprawcy. To Adler-Olsen po prostu spalił. Gdyby za podobny pomysł wziął się Jo Nesbo, potrafiłby elegancko zmylić tropy.
To sprawia, że o ile bezpośrednio po lekturze uznałam ją za dobrą, w miarę upływu czasu oceniam Kobietę w klatce coraz niżej. Na pewno jednak dam autorowi jeszcze przynajmniej jedną szansę.

***

Obejrzałam też ekranizację. Choć intrygę i przebieg śledztwa w porównaniu do pierwowzoru znacznie uproszczono (przycięto zwłaszcza wątek Marete), jako film niezależny Kobieta w klatce wypada przyzwoicie. Jest dynamiczna, bez logicznych dziur, nie nudzi. Ale i nie powala. 7/10
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka