Wpisy z tagiem: fantastyka polska

wtorek, 20 czerwca 2017
Zaległości
Zwykle kilka nieopisanych tytułów sobie chomikuję, żeby mieć materiał na notki także w czasie czytania powieści dłuższych (jak będący aktualnie w toku Skrytobójca błazna Robin Hobb, którą to autorkę przy okazji po raz kolejny gorąco polecam fanom psychologicznego fantasy). Ostatnio zorientowałam się, że sytuacja nieco wymknęła się spod kontroli i czas się trochę odgruzować, zanim całkiem zapomnę, o czym były niektóre książki. Tradycyjnie w takich sytuacjach proponuję impresje w wersji kompaktowej.

Siła niższa Marty Kisiel - jakkolwiek autorkę bardzo lubię, cenię jej styl i intertekstualność, to - przy całej sympatii dla bohaterów Dożywocia - czytanie kontynuacji było ciężkim doświadczeniem. Za dużo tam tego humoru, zbyt nachalnego jak dla mnie i w większości zupełnie nie w moim typie, a za mało fabuły (już chyba nawet Dożywocie miało jej więcej). Doczytałam w sytuacjach przymusowych typu poczekalnie, łącznie męczyłam się trzy tygodnie, ale nie mogę, niestety, z czystym sumieniem powiedzieć, że dla cameo nieszczęsnego Panicza Szczęsnego było warto. Trzecie i ostatnie spotkanie z twórczością autorki.

Konklawe Roberta Harrisa to taka solidna rozrywka, którą dobrze się czyta, błyskawicznie i z zaangażowaniem w fabułę, ale po zakończeniu lektury nie zostaje z niej za wiele. Mocno przewidywalna, choć, przyznaję, końcowy twist mimo wszystko zdołał mnie zaskoczyć. Być może zabrzmi to dziwnie w kontekście rozgrywek między kardynałami zamkniętymi w Kaplicy Sykstyńskiej - idealna wakacyjna lektura. Ale osobiście wolałam bardziej monumentalne i cięższe gatunkowo dzieła tego autora.

Krwawe zwierciadło Brenta Weeksa, czyli czwarty tom rozrastającej się w nieskończoność sagi Powiernika Światła, trafiło na idealny moment, kiedy potrzebowałam odmóżdżenia przy nieskomplikowanej, a dynamicznej rozrywce. W pierwszej lidze rozrywkowej fantasy autor chyba nigdy nie zagra, ale jak na drugą cały czas się wyrabia. Wchodzi to jak woda i tak samo wychodzi, ale widać też wyraźnie, że wody wydłużającej cykl wylano na tych stronicach sporo. Największą zaletą było umieszczone na początku streszczenie poprzednich tomów, bo choć mniej więcej pamiętałam fabułę, to mniej więcej jest w tym zdaniu kluczowe:) Jeśli komuś podeszły poprzednie części, to najnowsza trzyma poziom.

Kiksy klawiatury Terry'ego Pratchetta, czyli drugi, po Mgnieniu ekranu, zbiór tekstów pisanych na różne okazje. Chwilami miałam wrażenie, że to już skrobanie po dnie szuflady, pewne motywy często się powtarzały, ale i tak sporo było ciekawych tekstów, oferujących wgląd w biografię, formację kulturalną i walkę z chorobą jednego z moich ulubionych autorów. Według mnie warto.

Ma być czysto Anny Cieplak to obyczajówka o współczesnych nastolatkach - z gorszej dzielnicy oraz tzw. dobrego domu - i macosze jednej z nich. Skusiłam się pod wpływem pełnych zachwytów recenzji, jakaż to książka nie jest realistyczna i jak to nie oferuje bezpośredniego wglądu w psychikę młodzieży. Cóż mogę powiedzieć - albo recenzje były na wyrost, albo ja mam większe wymagania (i inny ogląd rzeczywistości) niż większość recenzentów z wielkich miast. Nie są dla mnie żadną rewelacją twierdzenia, że mieszkanie w gorszej dzielnicy to nie to samo, co patologia, a życie gimnazjalistów toczy się głównie w mediach społecznościowych i seks nie jest dla nich tematem tabu, podobnie jak używki. Ogólnie powieść w porządku, choć w swoim realizmie wg mnie mocno powierzchowna. Można, ale nie trzeba.
niedziela, 09 kwietnia 2017
Żuławie odleciały
Wczoraj spełniłam swój elektorski obowiązek i wysłałam nominacje do Nagrody Literackiej imienia Jerzego Żuławskiego za rok 2016. Obok Olgi i ostów Agnieszki Hałas na mojej liście znalazły się:

Smocze koncerze Andrzeja W. Sawickiego, pierwsza przeczytana przeze mnie pozycja z serii Horyzonty zdarzeń Domu Wydawniczego Rebis, i to od razu jakby stworzona specjalnie dla mnie. Epoka panowania Jana III Sobieskiego, polskie poselstwo chce wynegocjować w Stambule zwolnienie chrześcijańskich jeńców i zmniejszenie haraczu. Trzeba trafu, że akurat ten moment i miejsce wybiera sobie na inwazję na Ziemię potężna obca świadomość, zwana Wielojaźnią. Ma już na koncie mnóstwo podbitych światów, ale z husarią jeszcze się nie mierzyła:) Czy może być coś fajniejszego? Jak to na własny użytek nazwałam: Sienkiewicz spotyka Inwazję porywaczy ciał. Do tego ciekawe postaci, w których losy łatwo się zaangażować (np. polska medyczka (hakima) Dorota Falak, poturczynka, robiąca w Stambule karierę, o jakiej w Rzplitej nie mogłaby nawet pomarzyć, z uwagi na swoje urodzenie). Samo się czyta.

Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu - bardzo udany debiut autorki piszącej pod pseudonimem Anna Lange. Rzadki przypadek książki, w której rozpoczęcie fabuły właściwej za połową tekstu w zasadzie w niczym mi nie przeszkadzało (taką np. Siłę niższą Marty Kisiel porzuciłam z tego powodu w 1/3 bez większego żalu). Jest kilka przyczyn, przede wszystkim bardzo dobry styl, humor, świetnie i drobiazgowo oddane XIX wieczne realia i gromadka, żywych, autentycznych, sympatycznych i zróżnicowanych bohaterów. Do tego ciekawe retrospekcje, serwowane na przemian z bieżącą linią czasową i pogłębiające historię relacji między bohaterami.  Wątek kryminalny, gdy już rusza, jest mocno przewidywalny, a czarny charakter nieco za bardzo przerysowany. Ale nawet to nie zmniejsza przyjemności z lektury. Coś jak Protektorat parasola Gail Carriger, tylko bez wilkołaków i wampirów (przynajmniej na razie). Czyli może bez rewelacji, ale solidna rozrywka. Jeśli pojawią się kolejne tomy, sięgnę z przyjemnością.

Projekt Mefisto Marcina Mortki początkowo zapowiadał się na coś nieco innego, niż się ostatecznie okazało, ale także był przyjemną lekturą. Piekło to korporacja, a jej pracownicy nastawieni są na wynik. Nie inaczej jest z agentem o kryptonimie Zygmunt, który w ramach tytułowego projektu ma działać na terenie miejscowości Wypluty. Niby łatwa robota, małe miasteczko pełne potencjalnych frustratów powinno być zagłębiem przyszłych rezydentów Czeluści. A jednak od początku wszystko idzie jak po grudzie, nawet piekielne moce nie działają na tym zadupiu, jak trzeba. Stopniowo okazuje się, że niektórzy mieszkańcy nie są tak zwyczajni, jak się wydają, a miastu (i światu) grozi poważne niebezpieczeństwo. W sumie ciekawa fabuła, sporo celnych, ironicznych obserwacji społeczno-obyczajowych, zgrabny styl. Niezła rozrywka.

Piątego tytułu nie nominowałam z braku godnego kandydata.

sobota, 11 marca 2017
Lecą Żuławie
Staram się w tym roku wyjątkowo uczciwie przygotować do głosowania elektorów Nagrody Literackiej imienia Jerzego Żuławskiego, ale idzie mi to przedsięwzięcie jak po grudzie. Może właśnie z tego powodu, że się zmuszam? Ale z własnej woli czytam w ostatnich latach, po rozpoczęciu pracy etatowej i rezygnacji ze stałej współpracy recenzenckiej z książkami.wp na rzecz okazjonalnych recenzji za egzemplarz oraz wycofaniu się z recenzowania dla Fahrenheita, mało polskiej fantastyki. W całym 2016 roku przeczytałam dwie pozycje z tej kategorii - I duszę moją Cetnarowskiego w styczniu, z miernymi wrażeniami, oraz przedpremierowo w ramach betareadingu znakomitą pozycję, która ukaże się we wrześniu tego roku. Próbowałam czytać w listopadzie Czterdzieści i cztery Krzysztofa Piskorskiego, bo bardzo lubię jego twórczość oraz uniwersum, w którym osadzona jest akcja najnowszej powieści, a i prelekcja na wrocławskim Polconie była zachęcająca, ale początek tymczasowo mnie pokonał. Dam jej jeszcze na pewno szansę, ale Elizka Żmijewska tej książce nie pomaga. Strasznie irytujący babsztyl. Premier z 2016 miałam więc w styczniu 2017 na koncie okrągłe 0. Czyli było co nadrabiać, bo kalendarz jest nieubłagany. Głosowanie elektorów każdorazowo kończy się w pierwszej połowie kwietnia, zostało więc jeszcze żenująco mało czasu.
Do dziś zdążyłam zapoznać się z dwoma tomami Kronik Rozdartego Świata Aleksandry Janusz, głównie dzięki rekomendacji Agnieszki Hałas. I cóż mogę powiedzieć? Sympatyczna fantastyka rozrywkowa, przyjemnie się czyta, sprawna stylistycznie, choć mocno jednorodna w tej warstwie, w konstrukcji świata, szczególnie magii, jest sporo oryginalnych elementów, ale jednak zarówno w fabule, jak i w konstrukcji bohaterów, prym wiodą schematy. Przez to brak napięcia, całość jest mocno przewidywalna, choć w połowie drugiego tomu robi się nieco bardziej mrocznie, co pozwala wiązać niejakie nadzieje z finałową odsłoną. Ale choć to dość na dwa czy trzy popołudnia relaksu, jednak zdecydowanie za mało na nominację do nagrody literackiej. Przynajmniej moim zdaniem.
Zabrałam się w  poniedziałek za najnowszy Kontrapunkt Powergraphu, czyli Puste niebo Radosława Raka i, niestety, znowu pudło. Realizm magiczny w Lublinie, w tym wydaniu, które mi akurat kompletnie nie odpowiada. Za dużo tu wszystkiego. Niby króciak, a przez cały tydzień z trudem dotarłam do 40%. Postaram się jeszcze skończyć, ale szkoda mi było weekendu na zmagania z tą oporną materią i wczoraj wieczorem zaczęłam Projekt Mefisto Marcina Mortki. Lubię autora, ostatnio czytałam (strasznie dawno) Miecz i kwiaty, może nam się wspólnie uda przełamać złą passę.
I w tym miejscu docieram do sedna tej notki. Ludzie będący na bieżąco z polską fantastyką 2016: co zrobiłam źle? Co przegapiłam? Po co warto sięgnąć? Mam jeszcze Dymiące zwierciadło Zembatego, Clovisa LaFay Lange i Zagrodę zębów Szostaka, która raczej nie kwalifikuje się jako fantastyka. Pomożecie?
UPDATE: Oczywiście, czytałam jeszcze Olgę i osty Agnieszki Hałas, tyle że w 2015 i przedpremierowo. Dlatego nie pamiętałam, że ukazała się w zeszłym roku. Tę powieść na pewno nominuję i ponownie wszystkim polecam.
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Pozostałe lektury urlopowe
Urlop niestety dobiega końca, jak wszystko, co dobre (np. Polcon 2016 we Wrocławiu), czas zatem na podsumowanie nieopisanych do tej pory lektur.

Włodzimierz Nowak Niemiec. Wszystkie ucieczki Zygfryda to pozycja bardzo ciekawa i zdecydowanie godna uwagi - biografia Zygfryda Kapeli, pół-Polaka, pół-Niemca (po matce), któremu przyszło dorastać w trudnych (zwłaszcza dla kogoś z takim pochodzeniem i imieniem) powojennych polskich realiach. Zygfryd jest postacią nietuzinkową, o ile jednak w pierwszej części opowieści zdecydowanie łatwiej z nim empatyzować, to im dalej w historię, tym bardziej oczywiste staje się, że jest typowym cwaniaczkiem, koniunkturalistą, a do prawdy i jakichkolwiek wartości ma mocno swobodny stosunek, ujmując rzecz bardzo łagodnie. Ale nie trzeba go lubić (co ciekawe, nawet sam autor w pewnym momencie zdecydowanie przestaje i traci serce do opisywanej historii), by docenić złożoność i niezwykłość jego biografii, w której ucieczka (ostatecznie chyba nie dokądś, a po prostu przed nieładną prawdą o sobie) jest elementem kluczowym. Są fragmenty lepsze i gorsze, ale całość oceniam wysoko i zdecydowanie polecam, nie wchodząc w dalsze szczegóły, by nie psuć wam zabawy, jaką jest odkrywanie biografii bohatera, nierozerwalnie związanej z polską historią.

Joseph Delaney Zemsta czarownicy, czyli pierwszy tom cyklu fantasy kierowanego w teorii do czytelników 10+. W praktyce dostajemy dosyć dorosły horror. Trzynastoletni główny bohater, siódmy syn siódmego syna, stawiający pierwsze kroki w potrzebnym, lecz mało prestiżowym fachu stracharza, natyka się na rzeczy, które mnie nieźle przeraziły. A to: placki z krwi niemowląt, zazdrosnego górnika z pylicą zakopującego żonę żywcem w piwnicy, stado wisielców - widm na pobliskiej górce, krwiożercze czarownice porywające dzieci i niestroniące od opętania. Rzecz jasna, wszystko kończy się całkiem dobrze, ale jeśli otwarcie jest tak mroczne, to - będąc egzemplarzem wyjątkowo strachliwym - chyba podziękuję za dalszy ciąg. Niemniej, książka w swoim gatunku dobra: nastrojowa, wyrazista i znakomicie przetłumaczona przez Paulinę Braiter. No i czyta się błyskawicznie.

Jørn Lier Horst Poza sezonem - ponoć kolejne tomy (wydane wcześniej, ale późniejsze w cyklu) są lepsze, jednak co do tego jestem zdecydowanie na nie. Bohaterowie są przeraźliwie papierowi i kompletnie mnie nie obeszli, podobnie jak intryga, ostatecznie może i spójna, ale zrealizowana sztywno, niczym zadanie z kursu kreatywnego pisania. Być może to po części kwestia języka (czy to oryginału, czy tłumaczenia - nie sposób przesądzić, ale mimo wszystko skłaniam się ku pierwszej opcji) - suchego, ściśle celowego, sprawozdawczego i podporządkowanego raportowaniu akcji. Nastroju w każdym razie, mimo czynionych przez pisarza prób scenograficznych, nie stwierdzono. A potem zrobiło się jeszcze gorzej, bo autor wysłał bohaterów do Wilna, nie mając zielonego pojęcia o litewskich realiach, które opisał wprost tragicznie, stereotypowo i powinien się mocno zastanowić, zanim zdecydował się na coś podobnego bez solidnego researchu. Intryga częściowo wydumana, a częściowo przewidywalna. Jedna z najgorszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Odradzam dosyć stanowczo.

Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk Pies i klecha. Żertwa i inne historie - w związku ze skandalicznym opóźnieniem e-booka nowych Akt Dresdena znalazłam po dwóch latach czas dla ich polskiego odpowiednika, tj. zbioru opowiadań o księdzu i policjancie rozwiązujących nadprzyrodzone zagadki w czasach schyłkowego PRL. Mam sentyment do księdza Gila i porucznika Enki z czasów czytania dwóch niezłych powieści z ich udziałem, zatem miło było ponownie spędzić z nimi trochę czasu. Choć fabuły bywają przekombinowane (poziom poszczególnych tekstów jest bardzo zróżnicowany), a rozwiązania średnio wiarygodne, kreacje bohaterów i ogólny klimat wiele wynagradzają. No bo czy voodoo w krakowskim akademiku Żaczek nie brzmi dobrze? Na początek polecam jednak powieści. Choć opowiadania w ciekawy sposób pogłębiają portrety bohaterów.

Antti Toumainen Czarne jak moje serce to bardzo nastrojowy kryminał noir, dostarczający wszystko, czego można by oczekiwać po utworze tego gatunku. W tym także pewne przerysowanie sztandarowych motywów czy charakterów, niestety. Nie wiem też, czy to tłumaczka Edyta Jurkiewicz-Rohrbacher przeszarżowała z poetyckością języka, czy autor na taką drogę się zdecydował. Do pewnego momentu zabieg ów buduje klimat opowieści, jednak po przekroczeniu pewnego krytycznego stężenia zaczyna już tylko działać na nerwy. Niemniej, nie zmienia to faktu, że przeplatana retrospekcjami historia planowanej od wielu lat zemsty wciąga, a sama książka jest na swój sposób wyjątkowa i naprawdę niezła. Po prostu spodziewałam się czegoś więcej:)
wtorek, 14 czerwca 2016
Domenic Jordan na Bookrage!:)
Każda pora jest dobra, żeby promować Domenica Jordana, bohatera kryminalnych historii z nutą magii, stworzonych przez Annę Kańtoch. Bo Domenic boski jest:)) Tym razem macie unikalną okazję, by nawiązać z nim znajomość. W najnowszej edycji Bookrage, płacąc minimum 20 zł za aktualny pakiet, można nabyć łączoną edycję polecanych przeze mnie wcześniej utworów - minipowieści Majstersztyk i długiego (wg mnie najlepszego z 3 nowych) opowiadania Anatomia cudu. Nie zwlekajcie, oferta jest ważna tylko przez dwa tygodnie:D
Poza tym w pakiecie (już za symboliczną złotówkę) m.in. wczesna powieść Wojciecha Chmielarza wraz z opowiadaniem z tego samego uniwersum.
P.S. Z powodu wyjazdu urlopowego wpis na ten tydzień będzie  być może w niedzielę, a może nie będzie go wcale.
niedziela, 13 marca 2016
Cały Wegner po 9,99 - codziennie kolejny tom, start dzisiaj:)
Miała być recenzja Misji błazna albo któregoś z ostatnio obejrzanych seriali, ale wpadłam na Świecie Czytników na informację o chyba najbardziej korzystnej cenowo w dotychczasowej historii promocji na cykl fantasy Roberta M. Wegnera, czyli Opowieści z meekhańskiego pogranicza.
O Wegnerze pisałam tutaj już kilkakrotnie. Dziś i jutro można będzie kupić dwa tomy opowiadań rozpoczynające cykl.
We wtorek - pierwszą powieść, czyli Niebo ze stali.
A w środę część najnowszą i najlepszą (przynajmniej moim zdaniem) - Pamięć wszystkich słów, na którą zamierzam głosować na tegorocznym Polconie i będzie dla mnie wielkim zaskoczeniem, jeśli nie zdobędzie ona nagrody imienia Janusza A. Zajdla za rok 2015.
Wszystko, co warto wiedzieć o tych tekstach, zawarłam w zalinkowanych recenzjach. Można mieć cały cykl w e-booku za cenę jednego papierowego tomu. Naprawdę warto.
Opowiadania na próbę w wersjach epub, mobi oraz pdf:
Najlepsze, jakie można kupić
Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami
sobota, 19 grudnia 2015
Polecanki prezentowe last minute
Jeśli ktoś jeszcze nie ma prezentów, to w zasadzie dzisiaj jest ostatni dzwonek, by nadrobić ten brak w miarę spokojnie i bez ryzyka zostania stratowanym przez wściekły tłum (choć ta ostatnia kwestia wydaje mi się wątpliwa). Poniżej kilka sugestii ode mnie w oparciu o głównie tegoroczne lektury i seanse.

Książkowo:

1a. Polecanka kryminalna zagraniczna: trylogia Pierre'a Lemaitre'a o Camille'u Verhoevenie, czyli Koronkowa robota, Alex i Ofiara. Nie ma w sprzedaży pakietu, co osobiście mocno mnie dziwi, ale ten zestaw usatysfakcjonuje każdego miłośnika kryminałów. Lemaitre zresztą nie pisze złych książek, przeczytałam wszystkie dostępne w Polsce poza Ślubną suknią, która wciąż czeka na swoją kolej, czyli 5 tytułów, i każdy był więcej niż dobry.

1b. Polecanka kryminalna krajowa: trylogia (jak na razie) Wojciecha Chmielarza o Jakubie Mortce, czyli Podpalacz, Farma lalek i nagrodzone jak najbardziej słusznie Wielkim Kalibrem Przejęcie. Bardzo ciekawy, mocno osadzony w realiach pracy policyjnej cykl, którego jakość z każdym tomem rośnie.

2a. Polecanka reportażowa zagraniczna to w tym roku bezkonkurencyjny reportaż Charliego Le Duffa z Detroit, pod wymownym i adekwatnym tytułem Sekcja zwłok Ameryki.

2b. Polecanka reportażowa krajowa mimo ostrej konkurencji zdecydowałam się zarekomendować Białystok: białą siłę, czarną pamięć. To pozycja wielowarstwowa i przerażająco wręcz aktualna.

3a. Polecanka fantastyczna zagraniczna to bez żadnych wahań wybrana Rozłąka Christophera Priesta. Rzecz spodoba się również miłośnikom historii, tak współczesnej, jak alternatywnej.

3b. Polecanka fantastyczna krajowa i tu pojawił się szkopuł, bo w zasadzie powinnam polecić Roberta M. Wegnera i jego Pamięć wszystkich słów, ale wtedy musiałabym polecić cały Meekhan, a tego nie mogę zrobić z czystym sumieniem, bo Niebo ze stali jest na tle reszty słabe, a opowiadania też nierówne. Polecam zatem zbiór w zasadzie bez wyjątku bardzo dobrych, a zarazem bardzo różnorodnych opowiadań Anny Kańtoch, czyli Światy Dantego. Większość tekstów ukazała się wcześniej w rozmaitych antologiach lub w prasie, ale zebrane razem pokazują szeroki zakres możliwości i gatunkowych zainteresowań autorki, dostarczając zarazem znakomitej, nastrojowej rozrywki.

Filmowo:

1. Grand Budapest Hotel - magiczny i w sumie bardzo pozytywny film, który wymyka się wszelkim próbom sensownego opisu. Trzeba zobaczyć.
2. Dzikie historie to mój tegoroczny numer jeden. Czarna i bardzo przenikliwa komedia, zbiór etiud o ludziach doprowadzonych do ostateczności przez rozmaite życiowe okoliczności.
3. Dumni i wściekli to bardzo mądry i pogodny film oparty na prawdziwych wydarzeniach, o tym, że zweryfikowane empirycznie uprzedzenia okazują się niewarte funta kłaków. Aczkolwiek aktualnie chyba nigdzie niedostępny:( Wobec czego alternatywnie polecam Kingsmana.Tajne służby - absolutnie zwariowany i dogłębnie brytyjski pastisz filmów szpiegowskich.

Serialowo:

1. Box ze wszystkimi sezonami Zakazanego imperium.

2. 3 sezony (dostępne chyba tylko osobno) Newsroomu: 1,2,3.

3. 5 sezonów Breaking Bad (również tylko pojedyncze, skandal): 1,2,3,4,5.

sobota, 28 listopada 2015
Anatomia cudu - kolejne opowiadanie o Domeniku Jordanie
Długie i znakomite. Najlepsze z trzech nowych, przynajmniej moim zdaniem. Można je przeczytać w grudniowym numerze Nowej Fantastyki, do kupienia także na czytniki. Nieustannie zachęcam do zapoznania się z tym cyklem opowiadań Anny Kańtoch, który przypadnie do gustu każdemu miłośnikowi klasycznych, posępnych kryminałów. Równie dobrze można zacząć przygodę od tego tekstu, jest naprawdę świetny, choć pod pewnymi względami niereprezentatywny dla cyklu, bo akcja nie rozgrywa się w Okcytanii, ale w egzotycznej scenerii.

Dziś napisałam tylko recenzję Miniera, bo od poprzedniej notki nie zdołałam skończyć nic nowego, ale może jutro zbiorę się wreszcie na nadrobienie zaległości w opisywaniu obejrzanych seriali - jest kilka tytułów, które chciałabym polecić.

Czytam teraz Inną duszę Łukasza Orbitowskiego. Książki tego autora zawsze wykańczają mnie psychicznie i ta nie jest wyjątkiem. To podobno jego pierwsza powieść całkowicie wolna od fantastyki. Ciekawe, czy będzie tak dobrze, jak się spodziewam. Od lat (mniej więcej od czasów Świętego Wrocławia) wątki fantastyczne w mojej ocenie były dla tego autora i jego opowieści wyłącznie balastem.
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
Powieść z Domenikiem Jordanem na Bookrage
W zasadzie tu powinien być wpis o Jedwabniku, ale już nie zdążę. Za dużo rzeczy do zrobienia przed jutrzejszym wylotem na tygodniowy urlop:) W zamian za to z radością najwierniejszej fanki informuję, że w ramach aktualnego pakietu Bookrage, płacąc powyżej 20 złotych, nabędziecie najnowszą powieść Anny Kańtoch z moim ulubionym bohaterem w roli głównej, zatytułowaną Majstersztyk. Oferta jest ważna jeszcze przez tydzień. Osobiście polecam:)
Na marginesie, w minioną sobotę Anna Kańtoch zdobyła kolejną nagrodę imienia Janusza A. Zajdla za linkowane tu jakiś czas temu opowiadanie Sztuka porozumienia. Nagrodę za powieść otrzymał Michał Cholewa, autor Forty. Serdeczne gratulacje dla obojga:)

środa, 01 lipca 2015
Sztuka porozumienia - do poczytania:)
Opowiadanie Sztuka porozumienia, jak wspominałam - nominowane do tegorocznej Nagrody imienia Janusza A. Zajdla - autorka tekstu, Anna Kańtoch, umieściła na swoim blogu. Zachęcam do czytania i dzielenia się wrażeniami, w tym zwłaszcza interpretacjami.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka