Wpisy z tagiem: MJohn Harrison

sobota, 09 lutego 2013
Ja kontra Pusta przestrzeń
Jest ciężko, cięęęęężko, cięęęęęęęęęęęężko... (konkurs bez nagrody: skąd pochodzi powyższy cytat?). Oraz Ja wiedziałam, że tak będzie, aha, aha, ja wiedziałam, że tak będzie (o to nie spytam, bo za łatwe).
Ale nadzieję zawsze można mieć, nie? Bo podobno umiera ostatnia. Moja wzrosła, gdy na samym początku powieści natknęłam się na jedną z bohaterek Światła - Annę, byłą żonę/ciągłą kochankę Kearneya. Wzrosła jeszcze bardziej, gdy w kolejnych rozdziałach odnalazłam poczet bohaterów Nova swing. A potem oklapła i na razie nie wstaje. Zanosi się bowiem na to, że wszystkich bohaterów zdoła wykończyć w wyrafinowany sposób Niezidentyfikowana Forma Życia, którą autor opisuje w sposób zarazem mocno niepokojący i nużący. No, trzeba sporo samozaparcia, żeby przez to brnąć. Normalnie jak fedrunek. Ale może jeszcze coś poza masakrą i narastającym poczuciem zagrożenia z tego będzie? Dam znać.
EDIT: Miałam dać znać. To daję. Nie poprawiło się. Umęczyłam wczoraj (11.02.2012) i jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo się nie muszę dłużej mordować. Tylko Viriconium było gorsze.
środa, 23 marca 2011
Harrison po raz trzeci
Mam pełną świadomość faktu, że chwalenie jakiejkolwiek książki, a już w szczególności pochodzącej od tego autora, przed jej ukończeniem może się na mnie okrutnie zemścić. Ale co poradzę, że Nova swing zaskoczyła mnie tak pozytywnie (byłam w stanie przeczytać jednego dnia ponad jedną trzecią i miałam ochotę na więcej)? Zatem się tym zaskoczeniem dzielę na gorąco. Nie ma tu co prawda na razie wątku tak mocnego, jak historia Kearneya ze Światła, ale też i na tym etapie nie ma niczego tak irytującego jak Shrander.
Klimat mocno kojarzy mi się ze Stalkerem. I to jest dobre.
UPDATE:
No i trochę wypowiedziałam w złą godzinę, bo oczywiście później lekko zdechło (czy raczej - nie rozwinęło się za bardzo;p), ale i tak całość oceniam wyżej niż Światło, choć minimalnie, a nie tak wyraźnie jak mi się początkowo wydawało.
piątek, 28 maja 2010
Heavy Light
Zgodnie z wcześniejszą obietnicą, kilka luźnych refleksji o Świetle (w sposób bardziej uporządkowany pisałam w recenzji, ale jeszcze jej nie ma, najwyżej podlinkuję później - zresztą, kto będzie zainteresowany, znajdzie bez problemu).

W ogóle trudno się pisze o tej powieści, która, choć zabrzmi to jak paradoks, jest równocześnie skrajnie uporządkowana i w tym samym stopniu chaotyczna.

Lepiej się czyta niż Viriconium, zdecydowanie:)))))) Nawet posiada fabułę, rozbitą na trzy wątki, ale niewątpliwą.
Największą zaletą Światła są dla mnie nie przyszłościowe gadżety i nie (przekombinowany, a później spalony IMHO) element s-f. Są nią portrety psychologiczne bohaterów, zwłaszcza dotyczy to Michaela i Anny Kearneyów, pojawiających się w wątku współczesnym (czas akcji: 1999). Mocne, przekonujące,świetnie przemyślane - aż strach się zastanawiać, skąd Harrison czerpał inspirację - przerażają. Zarówno Michael, jak i Anna są niewolnikami własnych strachów i obsesji. Samotnymi, desperacko szukającymi ocalenia i pragnącymi bliskości, smutnymi ludźmi. Od tych pragnień uciekają w różnego rodzaju natręctwa, nie chcą ich nawet nazwać. Znów - ze strachu. Chapeaux bas.
I nie potrafię pojąć, jak facet, który od niechcenia tworzy coś takiego, w wątku kolejnym, pilotki K-statku Serii-Mau (czas akcji:2400), mógł zabrnąć w tak ordynarną psychologiczną sztampę. Tutaj za to są ciekawe gadżeciki - przede wszystkim sam K-statek, wymagający od pilota pełnej integracji, czyli poświęcenia człowieczeństwa, a przynajmniej jego fizycznej części. I o ile PYTANIA z tego wątku (czym jest człowieczeństwo, gdzie się kończy?) są intrygujące, to odpowiedzi rozczarowują kliszowością.
Na szczęście w wątkach jest 2:1 dla dobrych, bo ostatni, bohatera, który się skończył i stoczył, Eda Chianese, mimo idiotycznego motywu z przepowiadaniem przyszłości poprzez wkładanie głowy do akwarium, jest niezły (nie bardzo mogę tu wejść w szczegóły).
Imponuje stopień kontroli, jaką Harrison ma nad tekstem, niektóre motywy czy frazy pojawiają się to tu, to tam, migrują między historiami, sugerując "drugie dno". Styl jest bez zarzutu, choć ostentacyjnie chłodny, ale godny podziwu. Pojedyncze zdania wręcz zachwycają trafnością i lekkością zawartych w nich obserwacji.
Niestety, wbrew wplatanym systematycznie zachętom do intertekstualnej zabawy w poszukiwaniu klucza do zakończenia, drugie dno okazuje się bardzo płytkie, jeśli chodzi  o wątek fantastyczny. W tym zakresie Światło pozostaje niespełnioną obietnicą.
***
Teraz natomiast czytam coś (nie umiem tego jeszcze zaklasyfikować:P), co nazywa się Upadli, niejakiej Lauren Kate i stanowi tak biegunowo odmienny typ literatury od Harrisona, że prawie mi się zwoje mózgowe z radości wyprostowały:D Znaczy, teen fantasy, o miłości przeklętej i ponadczasowej, co to kolejne inkarnacje kochanków bariery dla niej nie stanowią, hej! I znowu te nagłe uderzenia gorąca (u bohaterki, mnie jeszcze do menopauzy ciut brakuje:>), poczucie niewytłumaczalnej więzi, a wszystko to w poprawczaku o swojskiej nazwie Miecz i krzyż. W tle śmigają jakieś Cienie (acz drogowskazu na Mordor jeszcze nie widać). I'll keep you posted:>

A poza tym dostałam od rodziców Tai-pana na urodziny:)


niedziela, 21 czerwca 2009
Odświeżanie Biblionetki

Powinnam powtarzać kryminalistykę, którą zdawałam, było nie było, 3,5 roku temu, co, jak wiadomo, implikuje poszukiwanie histerycznych czynności zastępczych. Ze 3 lata już nie dodawałam swoich rekomendacji na Biblionetce, znaczy: idealna czynność zastępcza, długotrwała, rozbudowana etc. Przez ten czas serwis bardzo się zmienił (raczej na korzyść, doszło dużo nowych, ciekawych opcji), a wygląda na to, że zmieniłam się i ja, a raczej mój czytelniczy gust, bo, patrząc na niektóre dawniejsze oceny książek, nie mogłam po prostu uwierzyć, że to ja je zamieściłam. Z drugiej strony - nie było tych przypadków dramatycznego rozziewu aż tak wiele, ale jednak sporo ocen bym zmieniła. Przeważnie - obniżyła o 0,5. Ale większość pozostawiłam bez zmian, wychodząc z założenia, że nie pamiętam już tych tytułów na tyle dobrze, a wcześniejsze oceny wystawiałam bezpośrednio po przeczytaniu.

Tak naprawdę to weszłam w poszukiwaniu ciekawych rekomendacji spoza fantastyki i kryminału, i nie powiem, kilka się znalazło. Ale to chyba, cholera, w przyszłym roku:/

Tymczasem rozczarowałam się najnowszym Mockiem dość dotkliwie (recka wyszła bardzo długa, dlatego teraz nie będę się rozpisywać, ale ją podlinkuję, jak się już ukaże w sieci). Umęczyłam Viriconium wreszcie. Jeśli Akwaforta jest podobna, to nie będę się do niej spieszyć, w życiu Mariana. Jakby wychodząc naprzeciw moim poszukiwaniom innej literatury, przydzielono mi do recenzji Sagę Sigrun :

http://ksiazki.wp.pl/katalog/ksiazki/ksiazka.html?kw=13081

Byłam bardzo sceptyczna, nie powiem, zapowiadało się na ckliwe romansidło, ale, choć przeznaczona zdecydowanie bardziej dla kobiet, opowieść żony norweskiego jarla wciągnęła mnie nieoczekiwanie. Przede wszystkim, czego obawiałam się najbardziej, nie okazała się monotonna (nudna). Choć to historia życia żony wikinga, głównie czekającej na powrót męża z kolejnej wyprawy, to jednak rozpisana z pomysłem i bardzo urokliwa językowo. Początkowo przypominała mi nieco Księżniczkę Pocahontas, ale potem podobieństwa zniknęły. Sigrun z zagubionej i niepewnej dziewczynki stała się dorosłą, świadomą kobietą. Jeszcze trochę do końca mi zostało (około 1/4), ale już mogę polecić.

W kolejce mam nowego Montalbana, Valente, Kresa, Strossa i Mieville'a.

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka