Wpisy z tagiem: Martyna Raduchowska

sobota, 27 października 2018
O zwichrowanym egzemplarzu (Spektrum, Martyna Raduchowska)
Rzecz jasna, całość kończy się wyjątkowo paskudnym cliffhangerem i oczekiwanie na ciąg dalszy będzie prawdziwą torturą – pisałam, kończąc w maju 2015 r. recenzję Czarnych świateł. Łez Mai. Poprzednie powieści autorki to była sympatyczna rozrywka ze zdecydowanie wyższej niż przeciętna półki, ale ten humanistycznie zorientowany cyberpunkowy kryminał niósł zupełnie nową jakość. Niedawno porządkowałam stare papierzyska i na dnie trafiłam na kopertę z recenzenckim, przedpremierowym wydrukiem Łez Mai. Od razu przypomniała mi się lektura, przewracanie tych luźnych kartek, jakby się paliło (a miałam akurat dość wysoką gorączkę), żeby tylko dowiedzieć się, co będzie dalej. I ten okropny cliffhanger na samym końcu. Ależ byłam wściekła, co nie zdarza mi się często i jednocześnie potwierdza, że książka, która wywołuje emocje tego kalibru, ma w sobie coś wyjątkowego.

Ponad trzy lata i pięć miesięcy tej tortury później (a dręczyłam autorkę o wieści o kontynuacji regularnie), doczekawszy się w końcu e-booka w Nexto, mogłam dorwać się do Spektrum. Niestety, proza życia nie pozwoliła mi poprzedzić lektury powtórką pierwszej części, ale że dobra pamięć to mój dar i przekleństwo, byłam przekonana, że wspomnienia wystarczą, a szczegóły wyostrzą się po drodze, jak to zwykle w takich przypadkach bywa. Gdybym wiedziała, że tym razem, zamiast klasycznego dalszego ciągu, dostaniemy ponowny opis tych samych wypadków z perspektywy tytułowej bohaterki, androidki Mai, pewnie znalazłabym czas na przypomnienie sobie relacji Jareda. Wówczas, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, odebrałabym Spektrum pełniej, lepiej, inaczej. Ale co się stało, to się nie odstanie. Skonsumowałam je solo. Jeśli jednak, tak jak ja, czytaliście pierwszy tom niedługo po premierze, szczerze polecam poprzedzić Spektrum powtórką.
Nie oznacza to bynajmniej, że bez odświeżenia Łez kontynuacja się nie broni, a odbiorca jest pogubiony. Intryga kryminalna posuwa się wprawdzie naprzód zaledwie o milimetry i dopiero pod sam koniec, tak więc czeka nas kolejne kilka lat nerwówki w kwestii serii tajemniczych bestialskich zabójstw w New Horizon. Na tym froncie Spektrum okazuje się zatem rozczarowaniem, nie da się ukryć i nie zamierzam nawet próbować. Ale kryminałów, nawet tych w fantastycznym sztafażu, mamy na pęczki. A czegoś takiego jak najnowsza powieść Martyny Raduchowskiej w naszej rodzimej fantastyce nie kojarzę. Bo jeśli Quinn nie mógł sobie w pierwszym tomie dać rady ze wszczepami i badał na nowo granice swojego ulepszonego człowieczeństwa, to teraz mamy do czynienia z sytuacją w zasadzie symetryczną. Maya, stworzona, by służyć, odkrywa u siebie całkiem nieoczekiwanie zalążki człowieczeństwa, które stopniowo się rozwijają, poważnie komplikując jej życie. Do tej pory była bezmyślną częścią roju. Nagle skazana jest na psychiczną i fizyczną odrębność, musi na nowo nauczyć się funkcjonować, na każdym kroku podejmując samodzielne decyzje. A dodatkowo ukrywać swoją emancypację przed światem zewnętrznym. Obserwowanie jej zmagań jest fascynujące. Jared był przekonany, ze zdolność Mai do kłamstwa jest dowodem jej zdrady i zażywania przez partnerkę reinforsyny, substancji pozwalającej androidom odczuwać ludzkie emocje. Miał rację i równocześnie był w błędzie, bo Maya wprawdzie zdradziła, ale leku nie przyjmowała.
Fabularnie Spektrum poza wcześniej opisanymi wydarzeniami pozwala czytelnikowi obserwować Bunt, powstawanie Muru, rozbudowę złowrogiego systemu inwigilacji Riot Shield i realia egzystencji buntowników w nowo powstałym Dark Horizon. Reinforsyniści po pierwszej euforii chętnie powróciliby do status quo (przynajmniej niektórzy), ale powrotu nie ma. Czas, który Quinn spędził w regeneracyjnej komie, Maya poświęciła na próby przetrwania i znalezienia własnego miejsca w Dark Horizon, wierząc jednocześnie, że uda jej się wrócić do domu. Przy czym jako dom, nieoczekiwanie dla siebie samej, rozumie mieszkanie swojego porucznika. Co z nimi dalej będzie? Pewnie kiedyś się dowiemy, oby nie trzeba było czekać zbyt długo.
Jest więc Spektrum lustrzanym odbiciem, a w pewnym stopniu intrygującym dopełnieniem Łez Mai. Kontynuacją rozważań o istocie i granicach człowieczeństwa. Może nie tak porywającą, jak część pierwsza, ale niewątpliwie co najmniej równie interesującą i świeżą. Bardziej wymagającą wobec odbiorcy. Akcent z czystej akcji przesunięty został na introspekcję, ale kto by nie chciał zajrzeć w myśli wyzwolonego androida? Można tam zaobserwować niesamowicie złożone procesy, zdolne w ostatecznym rozrachunku stawać w szranki z kryminalną zagadką.
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka