Wpisy z tagiem: Łukasz Orbitowski

sobota, 16 stycznia 2016
Zaległości lekturowe - grudniowe i styczniowe
Gdyż czas, niestety, z gumy nie jest, a przez podsumowania wszelkiej maści, jak zwykle o tej porze roku, nazbierało mi się sporo pozycji przeczytanych, a nieopisanych. Z uwagi na trzymające mnie w szponach paskudne przeziębienie, omówienia będą dosyć syntetyczne. Według kolejności czytania.

Legendy polskie - darmowa antologia opowiadań 6 autorów kojarzonych głównie z fantastyką. Każdy z tekstów trawestuje jedno popularne podanie. Wrażenia miałam mieszane. Cherezińska miała fajny pomysł na Bazyliszka (historia alternatywna, i sam stwór też mocno alternatywny), ale IMHO przedobrzyła z odniesieniami do nośnych obecnie sporów polityczno-obyczajowych i w ogóle władowała za dużo grzybów w barszcz. Kosikowi kompletnie nie wyszło humorystyczne podejście do śpiących rycerzy. Rak i Małecki stworzyli ciekawe, nastrojowe i silnie obyczajowe wariacje na temat kwiatu paproci i Twardowskiego, ale na kolana mnie nie rzucili. Wegner zaproponował za to bardzo ciekawe, świeże podejście do Dratewki. Ale najpełniej założenia zbioru zrealizował według mnie Orbitowski, który wziął na warsztat motyw wody życia. Zachowując całkowicie ducha historii, najpełniej i najpłynniej przeszczepił ją we współczesne realia. Antologię można pobrać tutaj. Dostępna w formatach epub, mobi i pdf. Warto.

Dziewięciu książąt Amberu Rogera Zelaznego to pierwszy tom cyklu, który pierwotnie planowałam na urlopie przeczytać w całości, czyli Kronik Amberu. Nie urzekł mnie jednak na tyle, bym pragnęła natychmiast poznać kontynuację. Często mam ten problem z klasykami fantastyki, a zwłaszcza z tym konkretnym autorem. Koncepcyjnie to geniusz, ale też właśnie koncept interesuje go najbardziej. W efekcie jest dużo szybkiej akcji, mało opisów, bohaterowie są zaledwie szkicowani, a styl jest suchy i rzeczowy, bo narracja pełni funkcję ściśle użytkową. Po zasłyszanych pochwałach było to więc do pewnego stopnia rozczarowanie i w stosunku do objętości czytało się dosyć ciężko, ale jednocześnie sam pomysł zaintrygował mnie na tyle, że na pewno sięgnę po kontynuację. Tymczasem zatem pozostawiam bez oceny.

Marsjanin Andy'ego Weira jest zbyt wielkim hitem, bym sięgała po niego bez obaw. Zgodnie z rekomendacjami, okazał się jednak przedziwnie wciągającą i przyjemną lekturą. Ta książka to dla mnie wielki paradoks. Niby z góry wiadomo, jak się skończy, bo to w końcu Wielka Amerykańska Opowieść. Dlatego mimo przeciwności piętrzących się na drodze bohatera w zasadzie nie ma tu napięcia. Jest masa fragmentów tak nudnych (opisy żmudnych czynności zapewniających przetrwanie na Czerwonej Planecie, technikalia), że w zasadzie wielokrotnie miałam ochotę dać sobie spokój. Jednocześnie bohater jest tak naturalny, sympatyczny i prezentuje takie niewymuszone poczucie humoru, że nie sposób go na tym Marsie zostawić. Całość mimo wszelkich zastrzeżeń (do powyższych dołączę mnóstwo naciąganych zbiegów okoliczności) pochłonęłam w dwa dni. Dobra powieść, nie da się powiedzieć inaczej. Kiepskiej by się tak zachłannie nie czytało. 7,5/10

Kwartet olandzki, czyli cztery kryminały Johana Theorina osadzone w realiach małej wyspy, których spoiwem jest były kapitan Gerlof, dożywający swoich dni w domu opieki, towarzyszyły mi w okresie świąteczno-noworocznym. Lepiej wybrać nie mogłam, bo autor jest mistrzem gatunku. To wirtuoz budowania nastroju. Rozumie i potrafi opisać mroczne zakątki ludzkiej duszy, ale także pozytywne emocje i zwykłą codzienności. Wie, jak z przeszłych i teraźniejszych elementów ułożyć absorbującą układankę zaskakującej intrygi. Potrafi uzupełnić realizm szczyptą magii (tylko w najsłabszej według mnie części cyklu, czyli Smudze krwi 7/10, zdecydowanie z tym przesadził). W efekcie każdy, kto sięgnie po pierwszą i zdecydowanie najlepszą odsłonę cyklu, czyli Zmierzch (9/10, irytowała mnie tam jedynie córka Gerlofa, ale zapewne dlatego, że jestem osobą bezdzietną i bez serca:>), nie będzie potrzebował żadnej zachęty do zapoznania się z kontynuacjami. Nocna zamieć 8/10, Duch na wyspie 8,5/10. Autor dołączył do mojego prywatnego topu i mam wielką nadzieję, że niedługo napisze coś nowego.
 
W ramach odpoczynku od kryminałów i fantastyki sięgnęłam już w nowym roku po dwie od dawna planowane i zarazem wiecznie spychane na dalszy plan przez coś pilniejszego lektury.

Profesor Stoner Johna Williamsa to było wspaniałe przeżycie, książka jednocześnie bardzo smutna i pełna nieokreślonego ciepła, pasji, optymizmu. W zasadzie nic wielkiego, życiorys człowieka, który miał studiować rolnictwo, ale na obowiązkowych zajęciach odkrył w sobie pasję do literatury, a ta, podobnie jak nauczanie, nadała sens jego życiu. Obserwacja przemian, jakie w Stonerze zachodziły, jego rozczarowań, sukcesów i licznych przegranych walk, a także rzadkich chwil spełnienia i prawdziwego szczęścia, to unikalna, rzadko się trafiająca przyjemność. Lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika literatury i nie tylko. 9/10

I dusza moja
Michała Cetnarowskiego, szczerze mówiąc, średnio przypadła mi do gustu. Choć sama historia jest mocna, a sposób opowiadania sugestywny, warsztatowo również niczego nie można zarzucić. Z całości bije jednak bolesna sztuczność, bohaterowie są tak wyraźnie sformatowani do pełnienia w fabule określonych funkcji, że nie sposób traktować ich jak prawdziwych ludzi, myślą kliszami, mówią nienaturalnie. Nie ma tu życia, a tym samym nie ma żadnych emocji, choć miała to być historia o sprawach mocno ostatecznych. Za poprawność 6/10.

Uff, miało być krótko, a wyszło jak zwykle. A co tam u was, jakieś olśnienia w nowym roku, ambitne plany nadrabiania zaległości? A może wpadliście na jakieś literackie miny, na które trzeba uważać?
sobota, 12 grudnia 2015
Męczeństwo jest największą próbą dla człowieka
To nie tak, że czekałam z tym wpisem na dobrą koniunkturę i nominację dla Łukasza Orbitowskiego do Paszportu Polityki (gratulacje!). Lekturę Innej duszy zakończyłam prawie dwa tygodnie temu, ale musiałam sobie dobrze tę powieść przemyśleć, dojść, co dokładnie mi w niej przeszkadzało. Troszkę ułatwił mi sprawę ten wywiad z autorem, po jego przeczytaniu wszystkie niesprecyzowane  refleksje mi się wyklarowały. Ale do rzeczy.
O ile bardzo wiele mi się w tej powieści podoba (przede wszystkim to, że to pierwsza powieść autora bez fantastyki, bo elementy fantastyczne w mojej ocenie co najmniej od czasów Świętego Wrocławia tylko ciągnęły jego utwory w dół), to zacznę od tego, co mi się nie spodobało, a co teoretycznie powinno być najważniejsze. Chodzi mi o portret zabójcy. Jędrek, jak go sobie Orbitowski przezwał, miał być w centrum, gdyż taki był zamysł wydawniczy serii, której elementem jest Inna dusza - przeszczepić na rodzimy grunt bardzo popularne w Stanach true crime stories. Akurat z tego, że autor zdecydował się zupełnie inaczej rozłożyć akcenty i skupić się na opozycji pomiędzy siłą, która zabija bez wyraźnego powodu (czyli Jędrkiem właśnie), a słabością, która miałaby doskonały powód, by zabić, ale zrobić tego nie jest w stanie (tę uosabia nam narrator, Krzysiek, sąsiad pierwszej ofiary) i sile zazdrości - zarzutu uczynić nie sposób, bo to moim zdaniem jeden z największych walorów powieści. Sprawia, że jest w niej oryginalność, świeża perspektywa, ciekawa refleksja, a nie tylko chałturnicza odtwórczość rzeczywistych zbrodni.
Gdyby nie przejmująco realistycznie opowiedziana (taki patologiczny realizm psychologiczny to znak firmowy Orbitowskiego) historia Krzyśka, dziecka alkoholika, ofiary swojego ojca, który całe życie syna zmienił w gehennę, w wykańczającą huśtawkę, serię epizodów głupiej nadziei przeplatanych epopejami tragicznej beznadziei - Inna dusza nie miałaby takiej siły rażenia. Toksyczna relacja Krzyśka z ojcem i jego równoległa przyjaźń z Jędrkiem pozwalają zbudować całą historię na skrajnym kontraście. Oto Jędrek, z perspektywy Krzyśka, ma wszystko - normalnych rodziców, którzy się o niego troszczą i na których może polegać, zabezpieczone materialne potrzeby. Krzysiek musi opiekować się ojcem i matką, którą nałóg męża wpędził w swego rodzaju katatonię (zapewne depresję), a która jednocześnie nie jest na tyle silna, by się trwale uwolnić z wyniszczającego związku. W efekcie chłopak praktycznie nie ma dzieciństwa, często nie dojada, szuka ojca po knajpach, a o rowerze może co najwyżej pomarzyć. Jednocześnie, gdy ojciec jest trzeźwy, przeistacza się w ideał rodzica, i to jest chyba najgorsze, bo sprawia, że Krzysiek nie potrafi porzucić nadziei na normalne rodzinne życie i po prostu go znienawidzić. Długo, ale mimo wszystko tylko do pewnego momentu.
Jednocześnie to właśnie mający wszystko Jędrek ma też to, czego Krzysiek mu najbardziej zazdrości - siłę i odwagę, by z niej skorzystać. Wolność od etycznych norm, którą ujawnia już na początkowym etapie znajomości chłopców, mordując trzy małe kociaki (tak, to właśnie taka książka, z góry odradzam wrażliwym duszom, bo kociątkobójstwo to ledwie aperitif). I w tym miejscu docieramy do mojego jedynego znaczącego zarzutu wobec Innej duszy. Jędrek jest sztuczny. Wszyscy inni bohaterowie, nawet epizodyczni, jak zwykle u Orbitowskiego, choć skrajnie różni, są żywi, prawdziwi i wiarygodni.  Czemu nie zabójca? Jego obraz jest niespójny. Z jednej strony Orbitowski sugeruje, że Jędrek, jak Dexter, ma Mrocznego Pasażera, potrzebę zabijania, której nie potrafi pokonać, choć próbuje (epizod w Legii Cudzoziemskiej, zdecydowanie najsłabsza partia powieści, czy też, o wiele bardziej udany, wątek kariery cukierniczej, miejskiego konkursu na wypiek). Jędrek zdaje się pragnąć normalnego życia - związku z Beatą czy Dagmarą, przyjaźni z Darkiem i Krzyśkiem, sukcesu w pracy. Jednocześnie w obrazie rodziny Boruckich pojawia się sugestia, że ojciec Jędrka to aksamitny despota, domowy tyran, organizujący żonie i synowi każdy aspekt życia. Ale Jędrek nie zabija z gniewu, gdyby tak było, jako wolny od gorsetu etycznych norm psychopata, zacząłby od ojcobójstwa. Zabija z nieprzepartej potrzeby, nie kierując się racjonalnymi pobudkami. Jednocześnie ma poczucie winy i w zasadzie normalne potrzeby emocjonalne, choć intelektualnie, jak sugeruje Orbitowski, jest poważnie ograniczony. Moim zdaniem (popartym niejaką wiedzą z zakresu kryminologii i psychopatologii) ktoś taki nie mógłby zaistnieć. Nie da się jednocześnie pisać psychopaty i robić z niego ofiary nadmiernych rodzicielskich wymagań. Psychopata nie będzie miał wyrzutów sumienia. Nie dziwi mnie, że po lekturze akt sądowych autor pierwowzór swojego bohatera znienawidził i stracił ochotę na jakąkolwiek konfrontację z nim. Ale wymyśloną przez siebie postać tą psychologiczną niekonsekwencją, tak dla siebie nietypową, spaprał, być może z premedytacją? Jaki by nie był rzeczywisty zabójca i jego motywacje, ten literacki jest nieprzekonujący, a fragmenty opisane z jego perspektywy - najmniej ciekawe.
Książka jako całość, z uwagi na opisaną na wstępie i świetnie zrealizowaną kontrastową koncepcję, jest mimo powyższego zastrzeżenia zdecydowanie warta polecania. Nie przebija jednak moim zdaniem Szczęśliwej ziemi, w której byk był może i niepotrzebnie dosłowny, ale nie stanowił aż takiej pięty Achillesowej, jak wewnętrznie pęknięty zabójca.
piątek, 19 lutego 2010
Nie uciekajcie, tylko czytajcie!
Chciałabym gorąco polecić najnowszą książkę Łukasza Orbitowskiego - zbiór opowiadań Nadchodzi, który ukazał się kilka dni temu nakładem Wydawnictwa Literackiego. Znałam dwa z pięciu zawartych w nim opowiadań - Strzeż się gwiazd, w dymie się kryj...i Cichy dom. Ale nawet jeśli ktoś zna cztery - bo również Popiel Armeńczyk i Zatoka Tęczy były wcześniej publikowane - i zastanawia się, czy warto inwestować w zbiór dla samego tekstu tytułowego, odpowiadam: ZDECYDOWANIE WARTO. I bynajmniej nie z tego prozaicznego powodu, że Nadchodzi objętościowo jest właściwie powieścią (170 stron). Ten tekst jest po prostu bardzo dobry. W dodatku wydaje się być, w pewnym sensie, lustrzanym odbiciem czy też odpowiedzią na ciekawego, choć za mocno wizyjnego jak na mój gust Popiela. Ale ostrzegam, to nie jest lektura łatwa i przyjemna - rzecz miażdży psychicznie, wali po łbie, wywołując kołowrót emocji. Więcej - w recenzji.
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka