Wpisy z tagiem: Jo Nesbo

niedziela, 02 kwietnia 2017
Wszystkich nas w końcu przechytrzą (Jo Nesbo, Pragnienie)
Byłam spragniona dalszych losów Harry'ego H. od ostatniej kropki Policji, do której dotarłam niemal 4 lata temu. Oczekiwanie było więc długie, a co więcej, po nieco słabszym Synu oraz minipowieściach Krew na śniegu i Więcej krwi, podszyte pewnym niepokojem. Jeśli wy także mieliście swoje wątpliwości co do poziomu jedenastego tomu perypetii norweskiego śledczego, to je porzućcie - Nesbo nie zawodzi. Nie jest Pragnienie najlepszą pod względem intrygi odsłoną serii, ale i nie ma się czego wstydzić. Warto było czekać.

Było tu kilka potencjalnych raf, przede wszystkim szczęśliwy Harry (trzy spokojne lata małżeństwa i wykładania w Wyższej Szkole Policyjnej, której studentem jest teraz także Oleg Fauke). Tę rafę Nesbo sprawnie ominął, kreśląc relację bohatera z Rakel bez nadmiaru cukierkowości. W zamian wyeksponował ich wzajemną nieskrępowaną szczerość. Hole wie, że jego sielanka w każdej chwili może zostać brutalnie przerwana.

I tak też się dzieje, gdy w mieście zaczyna grasować brutalny morderca, namierzający ofiary wśród singielek szukających drugiej  połówki za pośrednictwem Tindera. Mikael Bellman, który ma szansę ze stołka komendanta policji awansować jeszcze wyżej, o ile szybko schwyta błyskawicznie eskalującego zwyrodnialca, ucieka się do szantażu, by uzyskać zgodę Harry'ego na współpracę w śledztwie.

Przyznaję, były w trakcie lektury rzeczy, które mi się zdecydowanie nie podobały. Na szczęście, w ostatecznym rozrachunku pozornie naciągane zbiegi okoliczności znalazły racjonalne wyjaśnienie, niby to wtórne rozwiązania okazały się zmyłkami, a rozwiązanie zagadki zaskoczyło mnie w zdecydowanej większości pozytywnie. Nesbo wciąż to ma. Choć wydaje mi się, że znam już wszystkie jego sztuczki, nadal potrafi mnie przechytrzyć i zaangażować w opowieść tak mocno, że mimo mojej czytelniczej uważności nawet nie spostrzegłam, jak gładko i bezproblemowo (oraz co najmniej dwukrotnie) sprowadził mnie na manowce. To na plus. Oraz wątek Trulsa Brentsena, który zaczął pracę w Wydziale Zabójstw. Poprowadzony ładnie, ciekawie, wbrew oczekiwaniom. Miło, że ta postać ma w końcu swoje pięć minut.
Na minus efekciarstwo, zwłaszcza w końcówce. No i epilog, całkiem według mnie niepotrzebny.
sobota, 23 kwietnia 2016
Spotkanie z Jo Nesbo w Teatrze Capitol we Wrocławiu - relacja
W tym roku na Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich miałam niesamowitą atrakcję w postaci okazji posłuchania na żywo najlepszego moim zdaniem z obecnie tworzących autorów kryminałów, czyli Jo Nesbo. Radość moja była tym większa, że zdążyłam już odbyć żałobę po tym spotkaniu, na które szykowałam się od czasu jego ogłoszenia. Nie udało mi się bowiem zarezerwować bezpłatnej wejściówki, a ich ilość była ograniczona pojemnością budynku teatru. W czwartek niepodziewanie okazało się, że moja rehabilitantka wykorzystała swoje dojścia i załatwiła mi wejściówkę:))))) Taka jest kochana! Nie mogłam uwierzyć we własny fart, nawet wtedy, gdy już usiadłam na sali, w dodatku w pierwszym rzędzie za przedstawicielami prasy, a po jakimś czasie na scenie pojawili się autor, tłumaczka (naprawdę podziwiałam jej profesjonalizm, bo Jo udzielał zazwyczaj długich i wielowątkowych odpowiedzi - po angielsku - a jej w tłumaczeniu udało się niczego istotnego nie pominąć) oraz współprowadzący - Irek Grin i Mariusz Bonaszewski (czyta audiobooki Nesbo i - jak pokazały dalsze wypadki, jest jego naprawdę wielkim fanem:).
Najważniejsza wiadomość jest taka, że Harry Hole powróci w marcu 2017 roku.
Poza tym Jo obalił mit o swojej rzekomej niechęci do przebywania z ludźmi - stwierdził, że bardzo lubi spotkania oraz interakcje towarzyskie, ale też lubi mieć możliwość opuszczenia zgromadzenia w dowolnie wybranym przez siebie momencie (dlatego na imprezy w Oslo zawsze jeździ rowerem - nie lubi nawet czekania na taksówkę). Ciekawie opowiadał też o tym, dlaczego zaczął pisać - przede wszystkim dlatego, że dużo czytał, i w pewnym momencie poczuł, że przyszła kolej na jego własną opowieść. Poczucie to, jego zdaniem, miało swoje korzenie także w panującej w jego rodzinie tradycji opowiadania historii przy okazji świątecznych spotkań. Często były to te same historie, które jednak z każdym rokiem morfowały - rzecz zatem była nie w znanej puencie, ale w rozłożeniu akcentów, pominiętych czy dodanych w danej wersji wątkach. A Jo patrzył, słuchał i też chciał być opowiadaczem. Teraz, kiedy pisze, czerpie satysfakcję z popularności i ze świadomości, że ludzie czytają każde napisane przez niego słowo. Ale ważne jest dla niego również przekonanie, że stworzył coś dobrego, które przychodzi z upływem czasu, gdy spogląda na daną powieść z perspektywy i jest z niej zadowolony (porównał się do cieśli, który po latach mija wybudowany dom, a choć aktualni mieszkańcy nie wiedzą, że to on go wybudował, on wie i jest zadowolony z dobrze wykonanej pracy). Zdradził też nieco z tajników swojego warsztatu - podobno ma w mieszkaniu specjalną pracownię, z robionym na zamówienie biurkiem, wielkim monitorem, świetnym sprzętem audio i kolekcją ulubionej muzyki. Pracownia ta jest jedynym miejscem na świecie, gdzie Nesbo nie potrafi napisać ani jednego zdania:) Zwykle po przebudzeniu nie wstaje od razu, ale zostaje w łóżku i planuje, o czym będzie pisał danego dnia (fakt, że nawet wylegiwanie się w łóżku pisarz może uznać za pracę, Nesbo uważa za jedną z większych zalet tego zawodu). Gdy już się z łóżka wygrzebie i dotrze do swojego miejsca pracy - pobliskiej narożnej kafejki - jego stolik jest już więc zwykle zajęty. Mimo to, uprzednio grzecznie zapytawszy o zgodę, przysiada się (Norwegowie są bardzo uprzejmi, więc żaden nie odmawia), po czym siedzi i gapi się na intruza, mrożąc go spojrzeniem, aż go nie wypłoszy:) Wtedy pisze, w słuchawkach wytłumiających hałas i często w kurtce, bo jego stolik stoi przy drzwiach, które stale się otwierają i jest zimno. Lubi też pisać na lotniskach i w pociągach, ma wtedy poczucie, ze nie traci czasu, z tego też względu bywa jedyną osobą, która cieszy się z ogłoszeń o opóźnionych samolotach. W ramach researchu do książek robił już rzeczy niezgodne z prawem, o których z oczywistych względów nie mógł opowiedzieć przed przedawnieniem karalności. Jest zdania, że najlepszym przygotowaniem do pisania jest bezpośrednie doświadczenie rzeczy, o których się pisze, i że różnica pomiędzy takim a czysto książkowym czy internetowym researchem jest wyczuwalna w trakcie lektury. Pracując nad Synem, spędził kilka dni (i noc) w schronisku dla narkomanów, w tym takich, którzy wciąż brali narkotyki i  nimi handlowali. Jednocześnie mocno podkreślał, że, konstruując Holego, chciał, by nałóg był jedynie jedną z jego cech jako człowieka, niezbędną w ocenie Nesbo z punktu widzenia atrakcyjności bohatera piętą Achillesową, ale by go nie definiował i nie był przedstawiony w stereotypowy sposób. W tym kontekście autor wspomniał, że nawet jeśli przy tworzeniu bohatera wykorzystał jakąś cząstkę siebie, to ją wyolbrzymił i wyeksponował, by była niczym kryptonit dla Supermana (który nawet z kryptonitem jest w jego ocenie piekielnie nudny). Na bezpośrednie pytanie Jo (wszyscy zadający pytania z publiczności zwracali się do niego na ty, nie miał nic przeciwko temu) odpowiedział, że w czasach, kiedy jeździł w trasy ze swoim zespołem (rzekomo śpiewał tylko o dziewczynach:), pił sporo, aż pewnego razu po zakończeniu trasy wydarzyło się coś, co uświadomiło mu, że posuwa się w piciu za daleko i musi to zmienić. Po zastanowieniu dodał, że choć nadal pije, to zupełnie inaczej, a naprawdę pijany nie był od dwudziestu lat.
Sporo opowiedział o swoim udziale w Projekcie Szekspir - miał wątpliwości, długo się zastanawiał, a ostatecznie postawił warunek, że jeśli w to wejdzie, to musi dostać Makbeta. Miał zresztą z tym tekstem ciężki orzech do zgryzienia, bo choć docenia u Szekspira poetycki kunszt i psychologię postaci, to nie uważa, by Makbet był idealną fabułą. Element fantastyczny w postaci trzech wiedźm w jego opinii nie pasował do utworu i zaburzał jego harmonię. W swojej wersji Nesbo zostawił tylko fabularny szkielet sztuki, sporo zmienił w życiorysach postaci, a fabułę przeniósł do lat 70. XX wieku, eksponując mroczniejszą stronę tego okresu. Jego Makbet będzie skorumpowanym komendantem Policji, a trzy wiedźmy - trzema bossami narkotykowymi.
Na decyzje dotyczące filmu na podstawie Pierwszego śniegu autor nie miał i nie chciał mieć wpływu, z jednym wyjątkiem - wyboru reżysera. Kilku odrzucił, by zaakceptować Tomasa Alfredsona, znanego m.in. ze Szpiega na podstawie powieści Le Carre. Potem ponoć zadzwonił do niego i kazał mu nie przejmować się za bardzo książką, tylko zrobić dobry film, bo inaczej go zastrzeli:D Poza tym rozbrajająco szczerze oznajmił, że jest bogaty, ale większość forsy w zasadzie się na niego marnuje, bo on potrzebuje jej tylko na dom, podróże, książki i płyty. Nie ma i nie zamierza mieć samochodu, nie interesują go zabawki w stylu jachtów. Z ulubionych autorów wymienił m.in. Twaina (Tom Sawyer i Przygody Hucka  to najważniejsze książki jego dzieciństwa), Schulza, Bukowskiego i Nabokowa, z reżyserów - Scorsese i Coppolę. 
Jak, mam nadzieję, widać z powyższej relacji, Jo Nesbo sprawił bardzo sympatyczne wrażenie, faceta z dystansem i poczuciem humoru, a jednocześnie z ugruntowanymi poglądami na wiele spraw. Cieszę się, że mogłam być dzisiaj na tym spotkaniu:)
sobota, 13 czerwca 2015
Dwie sprawy
1. A POZA TYM UWAŻAM, ŻE WYDAWNICTWO MUZA POWINNO ZOSTAĆ ZNISZCZONE. Z powodu gwałtu na cyklu Pierre'a Lemaitre'a o Camille'u Verhoevenie. Cykl został w Polsce wydany od tomu drugiego, czyli polecanej przeze mnie jakiś czas temu Alex. Oczywista, bez zaznaczania, że jest to druga część cyklu. I już na początku potykamy się w niej o masakryczny, kluczowy fabularnie spoiler finału tomu pierwszego, czyli Koronkowej roboty. Byłam zła już w trakcie pisania poprzedniej notki, ale teraz jestem po prostu wściekła. Bo przeczytałam Koronkową robotę i nawet mimo wiedzy, co będzie, było to niesamowite doświadczenie. Nawet sobie nie wyobrażam, jak świetna byłaby to lektura, gdybym owej wiedzy nie miała. Nie było mi dane tej frajdy doświadczyć, bo wydawca mnie z niej okradł. Im lepsza literatura, tym bardziej karygodna to praktyka. Dlatego postuluję działania wymienione na wstępie. A cykl, który już można czytać we właściwej kolejności, polecam. Została mi jeszcze zamykająca go Ofiara. Jak dotąd żadna powieść autora mnie nie zawiodła, więc i tym razem się tego nie spodziewam.

2. UWAŻAJCIE NA KREW NA ŚNIEGU JO NESBO! TO 167 STRON I LEKTURA NA 2,5 GODZINY. Jeszcze przedwczoraj z radosną ekscytacją zapłaciłam 19,90 za przedpremierowego e-booka. Nowy Nesbo to święto, na które czekam każdego roku od ładnych paru lat. Nie przyszło mi do głowy sprawdzać danych o objętości powieści. Połączenie haseł " nowa powieść" i "Jo Nesbo" powoduje u mnie natychmiastowy odruch bezwarunkowy "kup i czytaj". Po części zatem zapewne sama jestem sobie winna, bo dane te były możliwe do znalezienia, i to nawet w sklepie wydawnictwa. Łowcy głów nie byli dużo dłużsi (224 strony), ale jednak przy takich liczbach 48 stron to niemal 1/4 i robi różnicę. Jasne, długość nie jest najważniejsza, a powieść jest bardzo fajna, oparta na ciekawej intertekstualnej grze z Nędznikami Hugo, przewrotna i, jak to u Nesbo, wciągająca. Oraz w ostatecznym rozrachunku cholerne smutna, bo gość potrafi tak napisać zabójcę do wynajęcia, żeby czytelnik cały czas był po jego stronie i uważał go za w gruncie rzeczy porządnego, zasługującego na szczęśliwe zakończenie, faceta z zasadami. Problem w tym, że nie ma gdzie wziąć rozbiegu, bo jak się człowiek wciągnie, to mu się książka kończy, uwzględniając bowiem przejścia między rozdziałami, czystego tekstu jest jakieś 150 stron. Naprawdę kocham Nesbo, ale nie aż tak, żeby nie uważać ceny 19,90 zł za e-booka tej objętości za rozbój w biały dzień. A cena okładkowa wersji papierowej to 29,90 zł! Kompletny odlot.  Tym bardziej, że to pierwszy tom ponoć gotowej już trylogii, której kolejna odsłona ma się ukazać jesienią, a w ekranizacji pierwszego tomu w roli głównej ma podobno wystąpić Leonardo DiCaprio (informacje pochodzą z angielskiej Wikipedii). Szykuje się prawdziwa wydawnicza żyła złota, ale czy naprawdę nie można było wydać trzech takich króciaków zbiorczo? Przyznam, że jestem zniesmaczona.

sobota, 05 lipca 2014
It's alive! Czyli S jak Sprawiedliwość
Żyję, przetrwałam najtrudniejszy i najbardziej stresujący czas w nowej pracy, ale póki nie okrzepnę bardziej, wpisy najprawdopodobniej będą się pojawiać głównie w weekendy. Tyle tytułem wstępu, a teraz szybciutko do naszych baranów, to znaczy - do Syna Jo Nesbo.
Jest to kolejny, po Łowcach głów, literacki eksperyment Norwega. Tym razem jednak porwał się on na bardziej zdecydowane wyjście ze swojej strefy komfortu, o której powiedzieć, że jest ponura i przygnębiająca, to właściwie nic nie powiedzieć.
Postanowił oto dać czytelnikowi historię z choć częściowo szczęśliwym zakończeniem, w której, mimo nałogów, korupcji i przemocy, jest miejsce na miłość oraz swoiście pojętą sprawiedliwość. Epicką wręcz.
Syn jest bowiem historią o mścicielu, który po latach zwątpienia odzyskał wiarę w najważniejszą dla niego osobę (rzecz jasna, mowa o ojcu). Z tej wiary zaczął czerpać siłę do zerwania z wyniszczającym nałogiem, a następnie ruszył szukać winnego i wymierzać sprawiedliwość. Nie powstrzymały go więzienne mury, kompletna nieznajomość współczesnego świata, złe psy ani jeszcze gorsi ludzie. A po drodze znalazł miłość, która pomogła mu znieść prawdę.
W tym miejscu sama zawołałabym rozgłośnie o wiadro, gdyby nie jeden drobiazg. To jest powieść Jo Nesbo. A kiedy Nesbo pisze (nawet poza swoją strefą komfortu), to tak, że choć widzi się różne naciągnięcia prawdopodobieństwa, nie sposób przestać czytać. Jasne, albo się kupi tę konwencję sprawiedliwej wendetty (wówczas łatwiej przymknąć oko na zdecydowaną większość fabularnych cudów, bo przykro mi bardzo, ale nie wszystko można wytłumaczyć tym, że bohater w przeszłości uprawiał zapasy), albo nie (i w takim wypadku nie sposób nie uznać fabuły za naiwną, a wręcz bajkową - w większości, bo zakończenie przynajmniej część braków na niwie prawdopodobieństwa kompensuje).
Jakkolwiek jestem okropną, cyniczną, złośliwą zołzą (co zapewne łatwo można wywnioskować z lektury tego bloga), to do Nesbo mam słabość. I choć ten synowski eksperyment na pewno nie całkiem mu się udał, a już wątek romansowy zwłaszcza, to jednak zdołał po raz kolejny napisać wciągającą opowieść. Bardzo filmową (może aż za bardzo), zaskakującą do samego końca. Mnie na przykład wiele wyrównało umieszczenie w okolicach finału prawdziwej historii Bliźniaka:)
W sumie zatem dostaliśmy pozycję - jak na możliwości autora i na tle jego dotychczasowego dorobku - ledwie ponadprzeciętną. Ale w porównaniu do większości dostępnych na rynku tytułów z tego samego gatunku jest więcej niż dobra i przy delikatnym zawieszeniu niewiary dostarczy wielu godzin znakomitej rozrywki. Przeczytać z pewnością warto.
czwartek, 26 czerwca 2014
Za chwilę dalszy ciąg programu
Ostatnio mam straszne urwanie głowy, na czym cierpi częstotliwość blogowych wpisów. Co więcej, od lipca szykują mi się spore zmiany w dziennym rozkładzie jazdy, więc nie wiem, jak blogowanie się będzie kształtowało w trudnym okresie adaptacyjnym.

Solennie jednak obiecuję, że w najbliższych dniach dołożę wszelkich starań, by:

a) zachęcić do oglądania serialowej wersji Fargo, która jak na razie jest dla mnie bezapelacyjnym hitem wśród premier sezonu 2013/14;
b) opisać wrażenia z lektury Syna Nesbo (nie jest to szczyt możliwości autora, ale czyta się znakomicie);
c) to samo zrobić z Alex Lemaitre'a (bardzo pozytywne zaskoczenie, mimo ewidentnej skłonności autora do efekciarstwa);
d) wyjaśnić, dlaczego warto obejrzeć tylko pierwszy sezon Orphan black;
e) porównać pierwszy i drugi sezon Orange is the New Black.

Kolejność realizacji wpisów może ulec zmianie:) Zwłaszcza gdyby czytelnicy wyrazili jakieś konkretne preferencje:D
sobota, 21 czerwca 2014
Nie mam czasu
Bo czytam nowego Nesbo <3

Na zachętę cytacik:

Zdolni ludzie mogą się nauczyć nawet pokory.

Jo Nesbo, Syn, Wydawnictwo Dolnośląskie 2014, tłumaczyła Iwona Zimnicka

Oraz, skoro już zaczęłam pisać, refleksja porównawcza. Panie Adler-Olsen, można napisać powieść ze z góry ujawnionym sprawcą, a mimo to przykuć do niej czytelnika tak, że nie będzie mógł się oderwać. Nesbo mógłby panu warsztatowo zacytować Kaczmarskiego: Między tobą a mną/zieje przepaść:))

P.S. Nie zwracajcie na mnie za bardzo uwagi, na punkcie Nesbo mam fioła:D
piątek, 01 listopada 2013
Policja na celowniku
Tak się złożyło, że w tym samym dniu, w środę 23 października 2013, miały premierę dwie książki, których wyczekiwałam z niecierpliwością. Pierwsza w kolejce do czytania była Republika złodziei - trzecia odsłona fenomenalnego cyklu utrzymanego w klimacie łotrzykowskiej fantasy, czyli Niecnych Dżentelmenów Scotta Lyncha. Gratka nie lada, bo choć trzeba było czekać na kontynuację Na szkarłatnych morzach prawie 6 lat, opłaciło się. Wspominam tu jednak o tym nie tylko po to, by gorąco zarekomendować całą serię. Przede wszystkim dlatego, że tytuł mojej recenzji Republiki, czyli Między miłością a powinnością, trzeba trafu, równie dobrze pasowałby do najnowszego tomu cyklu kryminalnego Jo Nesbo z pewnym blond dryblasem na pierwszym planie.
Policja to już dziesiąta odsłona perypetii norweskiego śledczego ze skłonnością do nałogów, Harry'ego Holego. Z jednej strony, po Upiorach, które reprezentowały na tyle wysoki poziom, że dołączyły do Wybawiciela na pierwszym stopniu mojego podium cyklu, teoretycznie nie było się czego obawiać. Z drugiej, zważywszy na to, jak Upiory się skończyły, wyprowadzenie protagonisty "na prostą" w sposób wiarygodny nie było rzeczą łatwą.
W swojej najnowszej intrydze Jo Nesbo wprowadza wręcz zaskakującą ilość wątków. Niektóre służą mu do mylenia czytelnika w głównej sprawie kryminalnej. Inne stanowią kontynuację i pogłębienie motywów we wcześniejszych tomach zaledwie sygnalizowanych. W tej ostatniej kategorii najistotniejsze są implikacje wydarzeń opisanych w Upiorach. Trzymam się ogólników, bo bardzo zależy mi na tym, aby nie odbierać nikomu przyjemności z lektury Policji. Jest to bowiem powieść dynamiczna, wciągająca, przykuwająca uwagę i budząca cały wachlarz skrajnych emocji. Nie oszczędza Nesbo swoich czytelników. Korzystając z posiadanych umiejętności warsztatowych, wielokrotnie każe się niepokoić o rozwój wypadków, co zmusza do kompulsywnego wręcz pochłaniania kolejnych stron. W tym miejscu wskazówka praktyczna - dobrze rozpocząć lekturę w weekend lub ogólnie - mając w perspektywie nieco wolnego czasu. Ja zaczęłam dość niefortunnie w, niedzielny wieczór, i z racji obowiązków dopiero w czwartkowe popołudnie mogłam oddać  książce sprawiedliwość, co skończyło się pochłonięciem 207 stron i ukończeniem lektury całości (która liczy ich 470) przed pierwszą w nocy.
Muszę przy tym podkreślić, że - nawet jak na zawyżone w tej materii standardy autora - powieść jest wyjątkowo okrutna, mordy wyróżniają się brutalnością. Zarazem nie jest to sztuka dla sztuki, wszystko w postępowaniu "oprawcy policjantów" ma swoje logiczne uzasadnienie. Choć tym razem Nesbo ukrył motyw w wyjątkowo skomplikowanej i pełnej fałszywych tropów układance rozmaitych pobocznych zależności.
Zabójca karze policjantów, którzy nie potrafili wyjaśnić zbrodni sprzed lat. Daje im drugą szansę. A wszyscy pamiętamy, że także Harry Hole, przynajmniej oficjalnie, nie wyjaśnił sprawy zabójstwa Gusta Hansena. Ten wybór, przedłożenie prywatnego szczęścia nad policyjną powinność, będzie miał dalekosiężne skutki.
Czy można mieć zastrzeżenia? Nie byłabym sobą, gdybym ich nie miała. Pewne rozwiązania, w tym między innymi dość kluczowej kwestii z zakończenia Upiorów, są, gdy się nad nimi przez chwilę zastanowić, mocno naciągane. Szczególnie jedna scena w końcówce, przywodząca nieodparcie na myśl Indianę Jonesa i Królestwo Kryształowej Czaszki, wzbudziła moje rozbawienie. Nie jest jednak tak źle z prawdopodobieństwem, jak np. w Pancernym sercu. Czytelnik mniej upierdliwy, nierozbierający wszystkiego na czynniki pierwsze, na pewne rzeczy, które mnie drażniły, nie zwróci nawet uwagi w ferworze lektury.
Nesbo po raz kolejny napisał więcej niż dobry kryminał. Nie swój najlepszy, ale gorszy tylko od Upiorów, Wybawiciela i Trzeciego klucza. Inaczej niż na przykład Deaver, nie pozwala sobie na wygodne kopiowanie jednego schematu. Znowu proponuje coś świeżego. Co więcej, wiele wskazuje na to, że będziemy mieli do czynienia z drugą trylogią z Oslo. Pewne istotne wątki, zapoczątkowane czy to w Upiorach, czy w Policji, nie doczekały się jeszcze zamknięcia. Ja na pewno będę wyglądać kolejnej części cyklu Norwega bez większych obaw o jakość.
środa, 04 września 2013
Nowy Harry Hole po polsku
Polski przekład najnowszej powieści Jo Nesbo z udziałem mojego ulubionego nałogowca (gdyż nie wystarczy już ograniczyć się do alkoholika:) - zatytułowany Policja - będzie miał premierę w dniu 9 października 2013. Jako że wersja angielska zapowiadana jest na 17 września, to już poczekam. No i obowiązkowo kupuję wersję papierową. E-booki są dobre, ale niektóre książki muszę mieć fizycznie. Taki typ:)

niedziela, 01 lipca 2012
I po Upiorach
Zaczęłam w czwartek, skończyłam w sobotę w nocy. Strach pomyśleć, jak szybko bym obróciła, jakbym kupiła w piątek. Czy można mieć zastrzeżenia do naciągania prawdopodobieństwa, szczególnie w temacie odporności głównego bohatera na doznane obrażenia? Można. Ale tym razem, w przeciwieństwie do Pancernego serca, nic a nic mi to nie przeszkadza. Bo jako całość książka jest genialna, kompletna i ładne kilka razy tańczyłam tak, jak autor mi zagrał, w tym w niektórych wątkach porzucałam pierwotnie podjęty, prawidłowy trop.
I ładne kilka razy zbierałam szczękę z podłogi.
A teraz mi smutno, że to już koniec.
IMHO prawie najlepsza część cyklu, a może nawet ex equo z Wybawicielem. Jeśli ktoś się jeszcze waha/zastanawia/ ma wątpliwości po Pancernym sercu odnośnie poziomu kontynuacji (ja miałam poważne), to może przestać.
Kupować i czytać.
niedziela, 24 czerwca 2012
Nastia, Nesbo, Montalbano - groch z kapustą
Napisałabym wam o serialach, ale chcę jeszcze skończyć Syndicate. Tymczasem więc kilka luźnych refleksji lekturowych i około.

Po pierwsze, nie oparłam się (a i nie starałam się specjalnie) i kupiłam Złowrogą pętlę Marininy, pierwszy tom tegorocznej serii Polityki i W.A.B.u Lato z kryminałem. Na swoją obronę mam fakt, iż jest to tom, którego nie ma w legnickich bibliotekach. Trochę się martwię, że, po świetnym Za wszystko trzeba płacić , będzie to rozczarowanie, bo to dużo wcześniejsza część cyklu. Ale za 15 PLN to, przy obecnych cenach (wspomniane ZWTP - 40 PLN) - jak za darmo. Może nie będzie metamorfoz Nastii (w końcu ile jest tych i? jedno czy dwa?).

Po drugie, całkiem niepostrzeżenie dla mnie, czas zleciał i premiera Upiorów Jo Nesbo, czyli kolejnych przygód Harry'ego H., już za trzy dni. Hurra! Będzie to chyba ostatni czysto wakacyjny akcent tegoroczny dla mnie, bo od 1 lipca lecę z koksem (nie na siłowni, ale i tak będzie ciężko, wiecie, szare komórki obumierają lawinowo i te sprawy).

Po trzecie, co również uszło mojej uwagi, a okazało się dzisiaj, przy przeglądaniu listy bestsellerów Merlina (i do tego ogranicza się od paru już ładnych lat mój kontakt z Merlinem, bo przez zmianę zasad pakowania zamówień już całkowitą niemożliwością stało się uzyskanie darmowej wysyłki....), w tak zwanem międzyczasie ukazały się trzy kolejne tomy przygód Salva Montalbano: Cierpliwość pająka, Papierowy księżyc i Sierpniowy żar. Czy ktoś to czytał i umie mi powiedzieć, czy poziom się utrzymuje? Tak, Oh-reen, to ja więżę Twoje Pomarańczki. Jest to straszne zachowanie z mojej strony, skandaliczne wręcz, dlatego - jeśli jeszcze czasem tu zaglądasz - w ramach zrekompensowania strat moralnych dorzucę Ci Głos skrzypiec, o ile jeszcze nie masz własnego. W sprawie uwolnienia zakładnika proszę o kontakt:)

Po czwarte, całkiem niedawno odkryłam również, że niejaki Jeffery Deaver opublikował był nową powieść z cyklu z Kathryn Dance, pod tytułem XO (czyli pewnie kółko i krzyżyk). Stwierdziłam przy tym, że moje gorące uwielbienie dlań wygasło chyba bezpowrotnie po totalnej literackiej klęsce, jaką okazał się Hak. Jeszcze nie tak dawno o planowanej premierze wiedziałabym z rocznym wyprzedzeniem! Nic nie trwa wiecznie (poza moją miłością do Henryka H:).

Po piąte, też niedawno i równie przypadkowo, uświadomiłam sobie, iż w języku rosyjskim są już trzy nowe powieści Akunina, w tym dwa kolejne tomy cyklu o Fandorinie i jeden o Fandorinowym wnuku. Gdyby przypadkiem zabłąkał się tu ktoś z wydawnictwa Świat Książki, to chciałabym oznajmić, iż uważam to za skandal i mam nadzieję, że brak polskiego przekładu powyższych jest jeno chwilowym niedopatrzeniem, a nie stanem zamierzonym. No bo przecież nie zacznę się specjalnie rosyjskiego uczyć. Za stara już na to jestem.

Są to być może refleksje nieco chaotyczne i mało interesujące dla kogokolwiek poza mną, ale w końcu jestem u siebie:>

 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka