Wpisy z tagiem: żałość

piątek, 12 sierpnia 2011
Stylistyczny Pinokio 2011
No, dobra. Szczerze. Nie sądziłam, że to kiedykolwiek nastąpi. Jednak miał rację taki jeden, co to stwierdził, że są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się nawet nietrzeźwym filozofom. Nadejszła wiekopomna chwila. Natrafiłam na książkę, która jest gorsza stylistycznie od Plag tej ziemi i gorzej się czyta. Bo nie ma tylu śmiesznych momentów. Wróć, nie ma żadnych śmiesznych momentów. W ogóle nie ma momentów. Jest jedną, drewnianą, monotonną drogą przez mękę i nie pomagają w jej skróceniu, kiedy indziej ganione, nabijające objętość zabiegi wydawnicze (czcionka, interlinia, marginesy jak Wschodnie Kresy).
A mowa o Porta Coeli.Bramie światów. Susana Vallejo popełniła rzecz ową. Czytam to od tygodnia z takim zapałem, że poświęciłam na lekturę jakieś 3,5h (co pozwoliło mi przeczytać 70% z 320 stron), ale słowo honoru, szybciej się nie da.
A mam jeszcze drugi tom. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.
sobota, 14 maja 2011
Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść...
David Shore jednak najwyraźniej tego nie wie, gdyż, co w końcu potwierdzono, będzie kolejny sezon House'a. Wilson i Foreman podpisali już nowe kontrakty.

Obiecywałam sobie nie rozpisywać się już więcej o tej żenadzie, bo, jak ustaliliśmy w okolicach odcinka ze skokiem z balkonu, zasadniczo szkoda słów. Ale nie mogę, po raz kolejny po prostu nie mogę się powstrzymać.
Odcinek The fix, w którym najpierw sugeruje się widzowi, że Greg wali heroinę, a potem okazuje się, że to substancja na regenerację mięśni, testowana na szczurach (Joanka zapewne miałaby na ten temat swoje zdanie), przekonał mnie, że twórcy jeszcze nie skończyli procesu destrukcji czegoś, co przez pierwsze 3 sezony miało jakość bezkonkurencyjną.
I że jednak może być coś gorszego niż Huddy.
Natomiast płyty Hugh Lauriego, Let them talk, z coverami bluesowych klasyków, słucha się dla odmiany bardzo przyjemnie.

Niech mnie ktoś przytuli, tak spartolić taki serial:(
środa, 22 września 2010
Szkoda
Słów. Miałam coś napisać o pierwszym odcinku siódmego sezonu House'a, ale po kilku próbach dobrnęłam do takiej właśnie konkluzji. Może będzie lepiej, choć przezornie nie napiszę, ze gorzej już być nie może:>
I nie da się powiedzieć, że to nie było do przewidzenia. Ale miałam nadzieję. Kluczowy w poprzednim zdaniu jest czas przeszły:P
Może choć Dexter nie zawiedzie:)

wtorek, 18 maja 2010
Koniec House'a
Wraz z finałem szóstego sezonu umarła nieodwołalnie resztka tego, co stanowiło o wyjątkowości bohatera i fenomenie serialu. Smutno i trudno przyjąć to do wiadomości, ale nie powiem, że znaki na niebie i ziemi tego nie zapowiadały. Zaczęło się od odstawienia Vicodinu, potem psychoterapia i "nowy, lepszy, trzeźwy House". Otóż gorszy. House umarł. Zostało zombie. Takie numery powinny być karalne.
ARGHarghargh.*

*Ten dodatkowy wrzący olej to dla scenarzystów.**

**Podpowiedzi szukajcie u Pratchetta, bodajże w Ostatnim kontynencie. Choć głowy nie daję.
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka