Wpisy z tagiem: Wojciech Chmielarz

sobota, 03 czerwca 2017
Trochę słabo pofastrygowany żywy trup (Wojciech Chmielarz, Zombie)
Drugi tom cyklu gliwickiego był jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier, już od pierwszych zapowiedzi na Facebookowym profilu autora. Książkę kupiłam, jak tylko się ukazała, i od razu zabrałam się do lektury, porzucając napoczęte Wchodzi koń do baru. Jak wypadła druga przygoda Dawida Wolskiego?

Przede wszystkim tym razem młody detektyw pozostaje na drugim planie, a pierwsze skrzypce gra prokurator Adam Górnik, który, jak się okazuje, skrywa mroczny sekret z przeszłości. I właśnie wtedy, gdy powinien spijać zawodową śmietankę za rozwiązanie opisanej w Wampirze sprawy Alicji, przeszłość - pod postacią dawnego szkolnego prześladowcy, o którym Górnik sądził, że pozbył się go w najskuteczniejszy z możliwych sposobów - powraca, by zatruć mu tryumf i zagrozić jego najbliższym. Zdecydowany chronić swoją karierę i reputację prokurator zleca wyjaśnienie tego zagadkowego come backu Wolskiemu. Jednocześnie sam wraca myślami do końcowych miesięcy swojej nauki w podstawówce, do lata 1996 r. i wydarzeń, które doprowadziły go do desperackiego kroku, a w konsekwencji ukształtowały jego obecną osobowość. Ta wymuszona podróż do przeszłości nie pozostaje bez wpływu na pozornie idealne  życie rodzinne prokuratora.

W Zombiem jest mnóstwo świetnych elementów - wspomniane retrospekcje, w tym wątek przemocy szkolnej; współczesne śledztwo Dawida, które ukazuje dalsze losy szkolnych znajomych Wolskiego i Górnika, odbiegające od obrazka, jaki znamy z polskich komedii romantycznych, za to boleśnie realistyczne, ale nieprzerysowane. W Gliwicach toczy się prawdziwe życie - samotne matki wychowują niepełnosprawne intelektualnie dzieci, wielodzietne rodziny wyglądają uruchomienia programu 500 + niczym zbawienia, bezwzględny wnuczek terroryzuje babcię, a zamiast pracy marzeń jest mop sprzątaczki i miotła szkolnego woźnego. W zasadzie tylko Górnikowi się w życiu powiodło.W warstwie socjologiczno-obyczajowej nowa powieść Chmielarza jest znakomita.

Doskonały jest również sam pomysł na intrygę, osnutą w całości wokół zemsty i fałszywych wspomnień. Niebanalny, a zarazem całkiem prawdopodobny, gwarantujący efekt autentycznego zaskoczenia nie tylko czytelnikowi, ale również samemu protagoniście. Tym większa szkoda, że tak mocno szwankuje wykonanie, bo wiele kluczowych dla zaplanowanego rozwoju intrygi decyzji czy zachowań bohaterów jest po prostu skrajnie niewiarygodnych. Owszem, trzeba przyznać autorowi, że za każdym razem oferuje jakieś wyjaśnienie, ale ja ich po prostu nie kupiłam.

Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, niech pominie kolejny akapit, gdyż roi się w nim od fabularnych spoilerów, koniecznych dla wyjaśnienia moich zarzutów do intrygi.

Cała sprawa zaczyna się od znalezienia zwłok dwunastoletniej dziewczynki w miejscu bardzo istotnym dla przeszłości Górnika. Następnie ktoś próbuje porwać syna szkolnego kolegi prokuratora - dzieciak się wyrywa i ucieka, ojciec nie zgłasza incydentu policji, bo rodzice jego zmarłej żony starają się za wszelką cenę odebrać mu opiekę nad synem. Jakiś czas potem dzieciak faktycznie zostaje porwany, a ojciec - wiedząc, że grozi mu śmierć - w dalszym ciągu nie zgłasza tego władzom i wraz z Górnikiem i Wolskim próbuje sam odnaleźć syna. Według mnie nie ma mowy, żeby w takiej sytuacji oglądał się już na cokolwiek, skoro tak mu zależało na dzieciaku. Podobnie nie wierzę, że Górnik w opisanej sytuacji przedłożyłby swoją pozycję zawodową, a nawet wolność, nad bezpieczeństwo własnych małych dzieci. Mógłby, gdyby był sukinsynem bez serca, ale kompletnie nie takiego bohatera autor nam opisuje, mimo wszystkich jego wad. Adam kocha swoje dzieci, z przerażeniem szuka Zuzi, gdy zapomina odebrać ją z baletu. Może i nie kocha żony, ale dzieci na pewno. Mimo to nie zapewnia im ochrony, by chronić siebie. Nawet nie ostrzeże żony o naturze zagrożenia. Gdy znajduje zwłoki drugiej ofiary, z tych samych powodów - we własnym interesie - zostawia je na pastwę szczurów. Żeby zrobić coś takiego, musiałby być całkowitym zwyrodnialcem. Od tej chwili wiarygodność intrygi sypie się ostatecznie i nieodwołalnie, a kulminacja następuje w zakończeniu, gdzie jako motywację sprawcy dostajemy miłość instant do obiektu skrajnie antypatycznego. Również wyjaśnienie powodów, dla których sprawca zdecydował się na działanie po tak wielu latach od zdarzenia, jest, powiedzmy to sobie bardzo eufemistycznie, wątłe.
Koniec strefy spoilerów.

Zombie
jest więc świetną współczesną powieścią obyczajową, ale kryminałem pełnym dziur i luźnych kawałków, charakterystycznych dla żywych trupów, które trzyma w kupie głównie wiara autora, że czytelnik, oczarowany efektownym twistem, wybaczy mu swobodny stosunek do realizmu i spójności intrygi. Wielu pewnie tak właśnie postąpi, ale nie ja. Przejęcie zbyt wysoko zawiesiło poprzeczkę, żeby Wojciech Chmielarz mógł liczyć u mnie na takie fory. Szkoda wielkiego, a niewykorzystanego potencjału pomysłu.
sobota, 24 września 2016
Nie o takim osiedlu marzyłam
Podejrzewam, że to raczej kwestia rozbuchanych oczekiwań po Przejęciu, które czytało mi się naprawdę znakomicie, ale dalsze losy komisarza Mortki trochę mnie rozczarowały. Osiedle marzeń, napiszmy od razu i żeby nie było nieporozumień, jest dobrze przemyślanym, wielowątkowym, ciekawym i solidnym kryminałem, utrzymującym dotychczasowy poziom serii. Liczyłam po prostu na dalszy progres, może nie tak znaczący, jak różnica na plus między Podpalaczem i Przejęciem, ale jednak zauważalny.
Tymczasem tom czwarty, choć zaczyna się mocną sceną, nie przykuwa do opisywanej historii tak bezwarunkowo jak Przejęcie. Jasne, dzieje się sporo, na tyle dużo, że wątki prywatne głównych bohaterów pojawiają się tylko w szczątkowej formie (i w zasadzie w porządku, Mortce poświęcono sporo miejsca w poprzednich tomach, Sucha ma na razie pozostać enigmą). Tylko że tematyka głównego wątku (styk zorganizowanej przestępczości i polityki, narkotyki i stręczycielstwo, a na dokładkę jeszcze media) w tak skumulowanej formie dobrze wyglądałaby w wielosezonowym serialu w stylu The Wire albo w trylogii, takiej, jak ta z Oslo Jo Nesbo. W pojedynczej powieści, której akcja rozgrywa się w ciągu kilku dni na warszawskim osiedlu dla wyższej klasy średniej, powstaje raczej wrażenie przeładowania, momentami ocierającego się o groteskę.
A główny wątek to dalece nie wszystko, co Osiedle marzeń ma nam do zaoferowania. Jest jeszcze wątek podkomisarza Kochana, z którym osobiście mam największy problem. Po pierwsze, kompletnie nie kupuję totalnej przemiany osobistej tego bohatera (piszę w ogólnikowy sposób, żeby uniknąć spoilerów). Niby czysto teoretycznie taki zwrot jest możliwy pod wpływem opisanego bodźca, ale nie w przypadku tego faceta, którego poznaliśmy już dosyć dobrze. Choć motyw wygląda efektownie i może wzbudzić w mniej cynicznym czytelniku spore emocje, jest kompletnie niewiarygodny.
Ale jest jeszcze zawodowa aktywność Kochana, delegowanego za karę do jednoosobowego Archiwum X. Gdzie w ciągu 3 dni rozwiązuje 3 duże sprawy! I o ile jeszcze jedną można by jakoś zrozumieć (szczęśliwy traf), a drugą da się racjonalnie wytłumaczyć (dane nieznajdujące się w aktach - możliwy sabotaż), to, powtarzam, trzy sprawy w trzy dni stawiają jakość pracy komendy stołecznej pod sporym znakiem zapytania. Bo skoro może sobie przyjść taki leser jak Kochan, otworzyć losową teczkę, podjąć losową aktywność i rozwiązać daną sprawę (zaginięcie czy podwójne zabójstwo nastolatek) w ciągu doby, to wcześniej najwyraźniej zajmowała się nią banda krótkowzrocznych idiotów, ewentualnie jeszcze gorszych leserów. A wystarczyło, że jednemu nie chciało się wracać do domu i z desperacji wziął się za robotę, pomyślał chwilę, pojechał tu i tam.  Jest to obrazek, delikatnie rzecz ujmując, mocno naciągany. I banalizujący mrówczą pracę, jaką wykonuje prawdziwe Archiwum X. Jasne, czasem zdarza się tak, jak w opisanych sprawach. Ale zwykle takie zagadki rozwiązuje się latami i wymaga to ciężkiej pracy analitycznej.
A na dodatek zmyłka była tym razem zbyt oczywista, zwłaszcza jeśli ktoś po majstersztyku z Przejęcia był wyczulony od samego początku:)
Miło było ponownie spotkać się z Kubą M., ale chyba Wampira (mimo zastrzeżeń) czytało mi się lepiej, bo bardziej kupiłam konwencję i miałam zdecydowanie mniejsze oczekiwania.
Przy czym zdecydowana większość moich uwag wynika z indywidualnego odbioru tekstu. Zachodzi więc dość wysokie prawdopodobieństwo, że nikt poza mną nie oceni intrygi w ten sam sposób. Zatem koniecznie przekonajcie się sami, co kryje Osiedle marzeń. A jeśli jeszcze nie znacie Mortki, to zacznijcie od Podpalacza. Warto, z polskich autorów chyba tylko Miłoszewski pisze lepsze współczesne kryminały niż Chmielarz.
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka