Wpisy z tagiem: Felix Castor

poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Kolejny Castor
Po dłuższej przerwie z powodów wiadomych, jak i innych, wracam do (mam nadzieję) normalnego prowadzenia bloga. Na początek kilka słów o czwartej części przygód londyńskiego egzorcysty, Feliksa C., zwanego Fixem.

Krew nie woda to zdecydowanie najmroczniejszy z dotychczasowych tomów serii, a że w poprzednich odsłonach mieliśmy torturowane i mordowane imigrantki, małe dziewczynki składane w ofierze i seryjne morderczynie szukające zemsty zza grobu, o czymś to świadczy. Powieść faktycznie dosłownie pływa we krwi, atmosfera jest ciężka, duszna i przygnębiająca i chwilami, idąc śladem bohaterów, uwięzionych na przeklętym osiedlu, człowiek ma ochotę się pociąć. Jakby mało było klaustrofobicznego blokowiska naznaczonego życiową klęską mieszkańców, dochodzą masowe okaleczenia i narastająca przemoc o zagadkowym źródle. By rozwiązać zagadkę, Castor, podejrzewany o brutalne zamordowanie prześladowcy z lat dziecinnych, musi wrócić do przeszłości i do rodzinnego Liverpoolu, choć nie ma zbytniej ochoty na sentymentalne wspominki. Jednak o tym, co zamieszkało na osiedlu, nawet demonica Juliet nie chce mówić. Czego może się bać demon, który wyssał setki dusz?

Do gęstego klimatu autor dodał (jak zazwyczaj) interesującą fabułę. Po raz pierwszy dowiadujemy się tak wiele o przeszłości głównego bohatera, a i jedna z fundamentalnych zagadek świata przedstawionego znajduje wreszcie rozwiązanie. Może i wątek, nazwijmy to, obyczajowy trąci nieco telenowelą, ale poprowadzony jest nienajgorzej - choć jak zwykle Carey ma kłopoty z niespaleniem go przedwcześnie i musi stosować chwilami mocno niezręczne wygibasy, by Castor nie dotarł do kłębka, mając w dłoniach zaledwie część nitki. Jednak odwraca uwagę czytelnika stężeniem makabry, zarówno tej fantastycznej, jaki bardziej prozaicznej, czysto życiowej.

Wolę Castora w nieco bardziej finezyjnym wydaniu (jak w Moim własnym diable - wg mnie najlepszej części), ale mocny też jest dobry, nie da się zaprzeczyć. Zirytował mnie jedynie wyjątkowo chamski cliffhanger w finale, do tej pory Carey nie pozwalał sobie na takie numery. Ale chyba jest szansa na kontynuację jeszcze w tym roku. Wyglądać jej będę z niecierpliwością.
 
sobota, 12 września 2009
Od ostatniej notki przeczytałam
Mike Carey Przebierańcy

Będzie recenzja w F, podlinkuję, tymczasem tylko napiszę, że czytało się błyskiem, wspaniale przy najnowszych przygodach Fixa odpoczęłam i uważam tom 3 za lepszy od drugiego, choć nie tak dobry, jak pierwszy. Oprócz elementów standardowych będzie wyprawa do Hameryki, jako też mafia amerykańska na gościnnych pozagrobowych występach w Lądku Zdroju, to znaczy, oczywiście, Londynie. Polecam fanom cyklu, nie-fanów odsyłając jednakowoż do wciąż dzierżącego palmę bezdyskusyjnego pierwszeństwa tomu pierwszego - Mojego własnego diabła

Marcin Mortka Miecz i kwiaty tom I

Jak wyżej, tzn. zrecenzowany dla F. Odpuściłam ostatnimi czasu Mortkę bez żalu, ale sentyment do "Ostatniej sagi" kazał się zainteresować jego najnowszym dziełem, osadzonym w realiach trzeciej krucjaty. Jest ciekawie, choć zdecydowanie nie bez wad. Główny plus to bohater, młody Gaston de Baideaux z Pikardii, któremu zderzenie z realiami Ziemi Świętej burzy uświęcone wyobrażenia o rycerskim etosie. Poza tym sympatyczna z niego sierota i uczy się co nieco o sztuce (prze)życia od...swojego własnego Diabła. Ot, wyszło niezamierzone nawiązanie intertekstualne:) 

Maja Lidia Kossakowska Upiór południa. Czerń.
 
Garść impresji.

Z tego miejsca chciałabym pozdrowić Anteriona, gdyż, czytając Czerń, po raz pierwszy byłam gotowa zgodzić się w całej rozciągłości z lansowaną niegdyś przez niego (a zwalczaną - m.in. - przeze mnie) tezą, że Kossakowska jest grafomanką:)

Maja Lidia Kossakowska Upiór Południa. Pamięć umarłych. Drugi tom cyklu trafił do mnie znacznie bardziej niż pierwszy - bardziej przekonująco udało się tym razem wykreować nastrój "czegoś wiszącego w powietrzu" upalnego Dzikiego Zachodu posecesyjnej Ameryki. Nie ma tu sztuczności i egzaltacji, jest klimat i choć całość budzi mocne skojarzenia z Kingowską Zieloną milą, to jednak ta opowieść o etosie rewolwerowca wyrównującego rachunki krzywd zza grobu potrafi zaangażować emocjonalnie. Fabularnie jest przewidywalna, a niektóre "elementy fantastyczne" oddano zbyt grubą kreską, ale z czystym sumieniem daję 7/10. Choć do Faulknera temu Upiorowi równie daleko jak poprzedniemu do Fight clubu.

Obecnie przypominam sobie natomiast Króla Bezmiarów Kresa Feliksa i jest to prawdziwa przyjemność, bo choć ogólny zarys fabuły pamiętam, to jednak detale wywietrzały przez ponad 4 lata. Pozostało ogólne wspomnienie znakomitej marinistycznej powieści przygodowej, tak dobrej, że nie zdołał jej zepsuć nawet trącący na milę brazylijskim tasiemcem wątek Ridi i córek. Miło znowu spotkać Raladana, który należy do moich ulubionych bohaterów cyklu szererskiego:D No i Kres jest znakomity językowo.

Idealna odmiana po tych cholernych aktach prawnych do egzaminu wstępnego na aplikację:/ Jeszcze tydzień. Potem jeszcze 3 tygodnie pisania memoire i jako szczęśliwa bezrobotna (tj. poszukująca pracy:) będę mogła znowu systematyczniej prowadzić bloga.


| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka