Wpisy z tagiem: Mikael Blomkvist

wtorek, 17 stycznia 2012
Dziewczyna z tatuażem
Idę dzisiaj, po seansie uzupełnię tę notkę. Wstępnie trochę się martwię, że Lisbeth nie pasuje. Szwedzkiej wersji jeszcze nie widziałam.
Dawno tak nie czekałam na żaden film. Panie Fincher, proszę mnie nie zawieść.
Po.
Podobało mi się bardzo. Co prawda Fincher zrobił Larssonowi przysługę, bo powycinał większość żenujących podbojów seksualnych Mickego i obsadził w tej roli Craiga, przez co Zimny Sztokfisz nie był taki zimny...ale nie bądźmy drobiazgowi:)
Już sekwencja otwarcia nastawia pozytywnie do całości. A dalej jest bardzo po Fincherowsku, choć, poza wątkiem Harriet, wiernie w stosunku do literackiego pierwowzoru.
Ale te szczegóły, szczególiki. Tu rekwizyt, tu zbliżenie, tam motyw muzyczny.
Bjurman tak obleśny, jak trzeba. Lisbeth idealna, przynajmniej wg moich wyobrażeń (z tego miejsca odszczekuję wcześniejsze zastrzeżenia).
Dłużyzn nie ma, a w książce były, oj były. Zatem jest to jeden z tych bardzo rzadkich przypadków, kiedy film jest lepszy od powieści, na której go oparto.
Polecam. I trochę mi wstyd, że wątpiłam w Finchera.
sobota, 19 lutego 2011
Kobiety, które nienawidzą Mikaela Blomkvista
Wpisujcie miasta. Żartuję, ale nie do końca:P Po ośmiu miesiącach przerwy przeczytałam w końcu ostatnią część trylogii Larssona -"Zamek z piasku, który runął".
W książce niewiele się dzieje, dominują gadające głowy, publicystyka i powroty do przeszłości (szczególnie dotkliwie zdominowały pierwsze 180 stron). Oraz knujący szpiedzy, którym za sprawą wścibskich dziennikarzy grunt zapada się pod nogami. Mimo to czyta się bardzo przyjemnie, co stanowi fenomen trudny do obiektywnego wyjaśnienia. Fabularnie jest to bowiem część zdecydowanie najsłabsza, a odchudzenie o jakieś 250 stron na pewno by jej nie zaszkodziło. Właściwie przez całą powieść czekałam na jedną scenę - przesłuchanie wieloletniego prześladowcy Lisbeth Salander, Petera Teleboriana. Jest to dobra scena, ale powieść wciąż ma prawie 800 stron.
Mimo wszystko bardziej niż pustosłowie i śladowa wiarygodność intrygi (po Lisbeth powracającej zza grobu łatwo sobie niewiarę zawiesić, nawet zbrojonego kolka nie trzeba), bardziej nawet niż nikomu do niczego niepotrzebny wątek stalkera Eriki Berger, wkurzał mnie Zimny Sztokfisz Mikael Blomkvist i Jego Nieodparty Seksapil.
Ja nie wiem, skąd się wzięły kompleksy autora (mój rozmówca stwierdził wczoraj, że nie powinnam się dziwić, był gruby:>), w każdym razie musiały być wielkie niczym Mount Everest. Blomkvist, będąc postacią tragicznie wprost bezbarwną i bezpłciową, posiada DAR. Która go widzi, bezwarunkowo musi mu się oddać. 90% to na ogół cnotki niesypiające bez wstępów z nowopoznanymi facetami, a więc ani chybi musi tu działać MAGIA.No po prostu argh.
Nie mogę nie wspomnieć z ekstatyczną radością o scenie spotkania Lisbeth z przyrodnim bratem - teraz wiemy, dlaczego musiał cierpieć na analgezję.
Z trzech tomów Millenium najwyżej oceniam drugi, najniżej pierwszy, a główną zaletą cyklu jest wg mnie postać Lisbeth Salander. Ot, poprawne czytadło, osiem miesięcy przerwy pomiędzy odsłoną drugą i trzecią ani trochę mi się nie dłużyło. Choć przyznam, że ciekawi mnie ekranizacja - te książki bardziej przypominają scenariusze niż powieści.
Ze Skandynawów, których poznałam, zdecydowanie preferuję Nesbo.
wtorek, 29 czerwca 2010
Larsson coraz lepszy
Jak łatwo się domyślić po tytule, drugi tom trylogii kryminalnej Millenium przypadł mi do gustu nawet bardziej niż pierwszy. Powód jest prosty - Lisbeth Salander, której postać, mimo pewnych poważnych przerysowań w konstrukcji (nieuzasadniona warunkami fizycznymi wszechmoc w kontaktach z, jak to z lubością pisze autor, bad guys - szczególnie urocza jest w tym tomie scena obezwładnienia dwóch groźnych harleyowców, zaś przy scenie z siekierą w niemalże finale już prawie płakałam ze śmiechu:D), uważam za jedną z najmocniejszych stron cyklu. Tym razem filigranowa hakerka i jej życiorys znajdują się w centrum intrygi. Ta ostatnia jest nieco naciągana, nie wspominając już o tym, że faktycznie dostrzegalna staje się obsesja Larssona na punkcie przemocy wobec kobiet.
Jednak delektowaniu się lekturą, która tym razem wciąga dużo szybciej, może dzięki zminimalizowaniu roli tego zimnego sztokfisza Blomkvista, w najmniejszym stopniu to nie przeszkadza:D
Nie jest to ani jakiś mega wirtuozerski kryminał, ani wielka literatura, ale rozrywka naprawdę wysokiej próby:) Aż mam ochotę złapać trzeci tom z rozpędu, a po pierwszym do drugiego wcale mi się nie spieszyło. Tym samym upada teoria, którą słyszałam wielokrotnie, że każda kolejna część jest słabsza od poprzedniej. Moim zdaniem występuje bez wątpienia tendencja odwrotna, co więcej, "dwójkę" można z powodzeniem czytać bez znajomości "jedynki".
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka