Wpisy z tagiem: Jakub Mortka

sobota, 24 września 2016
Nie o takim osiedlu marzyłam
Podejrzewam, że to raczej kwestia rozbuchanych oczekiwań po Przejęciu, które czytało mi się naprawdę znakomicie, ale dalsze losy komisarza Mortki trochę mnie rozczarowały. Osiedle marzeń, napiszmy od razu i żeby nie było nieporozumień, jest dobrze przemyślanym, wielowątkowym, ciekawym i solidnym kryminałem, utrzymującym dotychczasowy poziom serii. Liczyłam po prostu na dalszy progres, może nie tak znaczący, jak różnica na plus między Podpalaczem i Przejęciem, ale jednak zauważalny.
Tymczasem tom czwarty, choć zaczyna się mocną sceną, nie przykuwa do opisywanej historii tak bezwarunkowo jak Przejęcie. Jasne, dzieje się sporo, na tyle dużo, że wątki prywatne głównych bohaterów pojawiają się tylko w szczątkowej formie (i w zasadzie w porządku, Mortce poświęcono sporo miejsca w poprzednich tomach, Sucha ma na razie pozostać enigmą). Tylko że tematyka głównego wątku (styk zorganizowanej przestępczości i polityki, narkotyki i stręczycielstwo, a na dokładkę jeszcze media) w tak skumulowanej formie dobrze wyglądałaby w wielosezonowym serialu w stylu The Wire albo w trylogii, takiej, jak ta z Oslo Jo Nesbo. W pojedynczej powieści, której akcja rozgrywa się w ciągu kilku dni na warszawskim osiedlu dla wyższej klasy średniej, powstaje raczej wrażenie przeładowania, momentami ocierającego się o groteskę.
A główny wątek to dalece nie wszystko, co Osiedle marzeń ma nam do zaoferowania. Jest jeszcze wątek podkomisarza Kochana, z którym osobiście mam największy problem. Po pierwsze, kompletnie nie kupuję totalnej przemiany osobistej tego bohatera (piszę w ogólnikowy sposób, żeby uniknąć spoilerów). Niby czysto teoretycznie taki zwrot jest możliwy pod wpływem opisanego bodźca, ale nie w przypadku tego faceta, którego poznaliśmy już dosyć dobrze. Choć motyw wygląda efektownie i może wzbudzić w mniej cynicznym czytelniku spore emocje, jest kompletnie niewiarygodny.
Ale jest jeszcze zawodowa aktywność Kochana, delegowanego za karę do jednoosobowego Archiwum X. Gdzie w ciągu 3 dni rozwiązuje 3 duże sprawy! I o ile jeszcze jedną można by jakoś zrozumieć (szczęśliwy traf), a drugą da się racjonalnie wytłumaczyć (dane nieznajdujące się w aktach - możliwy sabotaż), to, powtarzam, trzy sprawy w trzy dni stawiają jakość pracy komendy stołecznej pod sporym znakiem zapytania. Bo skoro może sobie przyjść taki leser jak Kochan, otworzyć losową teczkę, podjąć losową aktywność i rozwiązać daną sprawę (zaginięcie czy podwójne zabójstwo nastolatek) w ciągu doby, to wcześniej najwyraźniej zajmowała się nią banda krótkowzrocznych idiotów, ewentualnie jeszcze gorszych leserów. A wystarczyło, że jednemu nie chciało się wracać do domu i z desperacji wziął się za robotę, pomyślał chwilę, pojechał tu i tam.  Jest to obrazek, delikatnie rzecz ujmując, mocno naciągany. I banalizujący mrówczą pracę, jaką wykonuje prawdziwe Archiwum X. Jasne, czasem zdarza się tak, jak w opisanych sprawach. Ale zwykle takie zagadki rozwiązuje się latami i wymaga to ciężkiej pracy analitycznej.
A na dodatek zmyłka była tym razem zbyt oczywista, zwłaszcza jeśli ktoś po majstersztyku z Przejęcia był wyczulony od samego początku:)
Miło było ponownie spotkać się z Kubą M., ale chyba Wampira (mimo zastrzeżeń) czytało mi się lepiej, bo bardziej kupiłam konwencję i miałam zdecydowanie mniejsze oczekiwania.
Przy czym zdecydowana większość moich uwag wynika z indywidualnego odbioru tekstu. Zachodzi więc dość wysokie prawdopodobieństwo, że nikt poza mną nie oceni intrygi w ten sam sposób. Zatem koniecznie przekonajcie się sami, co kryje Osiedle marzeń. A jeśli jeszcze nie znacie Mortki, to zacznijcie od Podpalacza. Warto, z polskich autorów chyba tylko Miłoszewski pisze lepsze współczesne kryminały niż Chmielarz.
sobota, 13 grudnia 2014
Mortka ponownie w Warszawie
Przejęcie miało być pozycją, po której wyrobię sobie ostateczną opinię o cyklu kryminalnym Wojciecha Chmielarza. Werdykt jest korzystny dla autora, bo perypetie komisarza Jakuba po powrocie z krotowickiego wygnania to zdecydowanie najlepsza odsłona serii.
No owszem, cały wątek handlu narkotykami i kolumbijskiej mafii jest mocno filmowy, ale jednak jakoś bardziej strawny niż motywy dotyczące społeczności romskiej czy handlu ludźmi z Farmy lalek. Dodatkowo kontynuowany jest wątek przemocy domowej w rodzinie Kochana, Mortka dostaje nową, interesującą partnerkę w osobie aspirantki Suchej i czeka na werdykt w kwestii konsekwencji swojego nieodpowiedzialnego krotowickiego wyskoku. Ta ostatnia sprawa w nieuchronny sposób odbija się  niekorzystnie na jego relacjach z dziećmi, planach na przyszłość i zdolności do efektywnej pracy śledczej. Słowem: jest interesująco pod wieloma względami.
Zarazem powieść, zachowując zalety poprzednich części, tj. dobry styl, wciągającą narrację, wiarygodne psychologicznie postaci i realistyczny opis śledztwa, jest najbardziej spójna fabularnie z dotychczasowych. Nigdzie nie widać fastrygi, wszystko elegancko się zazębia, sprawiając, że lektura jest prawdziwą przyjemnością. Wieńczy ją zaskakujący, ale umocowany w fabule już od prologu twist. Autor ewidentnie się rozwija, mam nadzieję, że nie zabraknie mu pomysłów. Polecam.
poniedziałek, 09 czerwca 2014
Mortka - podejście drugie, wrażenia mieszane, choć inaczej
Dość dawno już przeczytałam Farmę lalek, ale przyoszczędziłam ją sobie na taki właśnie czas, kiedy trzeba będzie robić inne rzeczy, czytać zlecone książki i nie będzie o czym pisać na blogu.
Za wydarzenia opisane w Podpalaczu komisarz Mortka zostaje na pół roku zesłany do Krotowic, niewielkiego miasteczka w Karkonoszach. Już mu się wydaje, że jakoś przetrzyma do końca bez większych przygód - a rozważa odejście ze służby - gdy znika jedenastoletnia dziewczynka.
Wraz z nią odnalezione zostaje makabryczne cmentarzysko w dość malowniczej lokalizacji. Zesłaniec ze stolicy ułatwia miejscowemu komendantowi zatrzymanie śledztwa, które może uratować lub pogrążyć komendę, na miejscu. Niebawem jednak okazuje się, że to o wiele bardziej złożona sprawa. Pojawiają się też kolejne ofiary.
I znowu będzie, że się czepiam, ale jest tu coś podobnego, co nie podobało mi się w drugim tomie cyklu Hagena i sprawiło, że nie sięgnęłam po trzeci.
Fabularne eksploatowanie wątków medialnych. Rozumiem handel ludźmi, korupcję w policji. Ale już chociaż tych Cyganów (albo ćpającego lekarza, przynajmniej) autor mógłby sobie darować bez większej szkody dla powieści. A jeśli nie całkiem, to choć wątek z zaginioną Cyganeczką i kotami. A pedofila to już zdecydowanie. Ta zagrywka śmierdziała najgorszym Deaverem.
Za dużo tych grzybów pachnących prasowymi nagłówkami w fabularnym barszczu. W dodatku tożsamość sprawcy daje się odgadnąć gdzieś tak w połowie powieści i nie wymaga to wielkiego trudu, bo autor podrzuca wskazówki bez finezji. Podpalacz, choć warsztatowo gorszy, fabularnie wygrywa z drugim tomem.
Przynajmniej Mortka jest tutaj jakiś bardziej ludzki, nie irytował mnie jak poprzednio swoją pozą cierpiętnika i psa gończego sprawiedliwości, choć wątek z Olgą uważam za dość idiotyczny (z góry było wiadomo, co się wydarzy), to jednak takie a nie inne zachowanie bohatera jest psychologicznie wiarygodne.
Podsumowując - nadal nie wiem, co mam o tym cyklu myśleć, ale na pewno sięgnę po trzeci tom, choćby po to, żeby spróbować sobie wyrobić definitywną opinię.
P.S. No i pod koniec bohaterowie lądują na komendzie w Legnicy:) MSPANC:D
piątek, 18 kwietnia 2014
Mortka mnie nie rozpalił
Jakub, bohater powieści Podpalacz Wojciecha Chmielarza, a nie Marcin, autor licznych powieści dla dorosłych i dla dzieci, a także tłumacz, żeby nie było niedomówień:)
Kolejny rozwodnik-pracoholik, żywcem wycięty z gatunkowego szablonu. Dumny samiec, co przy rozwodzie oddał żonie wszystko, zgodził się na alimenty w wysokości połowy policyjnej pensji, a teraz musi się gnieździć w wynajętym pokoiku w mieszkaniu studenckim. Pies gończy sprawiedliwości, przytłoczony procedurami i papierologią.
Na szczęście, nie samym Kubą powieść stoi. Choć ten jej ostentacyjny realizm chwilami wydaje mi się nieco zbyt brudny, to jednak miło poczytać o korkach ulicznych czy niekompetencji techników kryminalistyki w toku ważnego śledztwa. Sama fabuła jest chyba najmocniejszą stroną powieści, mimo mocno hollywoodzkiej (czytaj: kretyńskiej) końcowej konfrontacji ze sprawcą. Autor zdołał mnie w finale pozytywnie zaskoczyć i do samego końca ukryć clou intrygi w galimatiasie pobocznych wątków.
Język jest dość neutralny, narracja sprawna, co ułatwia lekturę, podobnie jak brak dłużyzn. Na podkreślenie zasługują redakcja i korekta bez zarzutu, trafiające się obecnie bardzo rzadko. Kilkakrotnie przed samym zaśnięciem łapałam się na tym, że po rozdziale, który miał być ostatnim, czytałam jeszcze jeden, i kolejny...
Skłonność autora do efekciarstwa i kliszowaty wątek przemocy w rodzinie współpracownika głównego bohatera oraz dosyć idiotyczne nazwiska (Mariusz Wyrwa, Marzena Korzeń WTF?), choć to ostatnie to w sumie zaledwie irytujący drobiazg, każą mi nieco obniżyć końcową ocenę powieści - z dobrej na ponadprzeciętną. Niemniej, czytało się bardzo przyjemnie, i cieszę się, że zdążyłam już nabyć także Farmę lalek.
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka