Wpisy z tagiem: Kate Atkinson

sobota, 12 listopada 2016
A gdyby jednak?
Bogiem pośród ruin Kate Atkinson uzupełnia historię opowiedzianą w Jej wszystkich życiach. Wbrew jednak temu, czego można by się spodziewać, nie powiela zamysłu konstrukcyjnego poprzedniej powieści. Życie Edwarda Todda, zwanego Teddym, poznajemy tylko w jednym, niereprezentatywnym statystycznie wariancie. Jak zapewne pamiętają uważni czytelnicy opowieści o jego siostrze Ursuli, która powracała raz po raz, by zmieniać historię swoją i bliskich, a niekiedy i świata, akurat jedna rzecz była za niemal każdym razem niezmienna. Teddy - oczko w głowie całej rodziny, z wyjątkiem antypatycznego Maurice'a - ginął na wojnie jako pilot bombowca.
Tym razem możemy się dowiedzieć, jak wyglądałoby życie Teddy'ego, jego córki i wnuków, gdyby bohater zdążył córkę spłodzić i dostał okazję, by umrzeć ze starości. Opowieść jest za to achronologiczna i rozpisana na wiele głosów. Patrzymy równie często oczami samego Teddy'ego, jak i jego żony, córki, wnuka i wnuczki, którzy wpuszczają nas w swoje życiorysy, równie unikalne, co ten należący do ich męża, ojca i dziadka. Niewiele wydarzeń z Jej wszystkich żyć zostaje w efekcie powielonych, dostajemy za to sporo zupełnie nowych historii. Teddy przestaje też jawić się jako kryształowa postać, idealizowana przez matkę i siostry. Głównie za sprawą niezwykłego talentu Atkinson do pisania o codzienności jak o zajmującej baśni gobelin, w którym przeplatają się nici w zasadzie zupełnie zwykłych, choć naznaczonych historią i wypadkami losowymi, życiorysów bohaterów, staje się tak hipnotyzującą i barwną całością, że przed odwróceniem ostatniej kartki wprost nie sposób się od niej oderwać. Wszystko jest tam na właściwym miejscu - tak spowszedniałe okrucieństwa wojny, jak i obficie cytowana poezja, tak niepewność załóg bombowców, jak muzyka klasyczna, tak niezwykła miłość do natury, jak nienawiść do okupanta i wyrzuty sumienia wobec niewinnej ludności cywilnej, unicestwianej wskutek dywanowych nalotów. A na deser dostajemy jeszcze puentę. Niby zaskakującą, ale w zasadzie logiczną.
Uwielbiam Atkinson, bo niewielu umie pisać tak mało sensacyjnie, a jednocześnie przejmująco. Czytajcie, ale najpierw pierwszą część.
sobota, 06 lutego 2016
Dwóch Jacksonów w Yorkshire (i oczywiście pies)
Rok 2016 to na razie jedno wielkie pasmo wyczekiwanych premier. Kolejną z nich była czwarta powieść Kate Atkinson z serii o Jacksonie Brodiem, czyli O świcie wzięłam psa i poszłam... (który to tytuł na pewno powinien był zostać przetłumaczony jako wziąłem psa i poszedłem, gdyż żadna kobieta nie wyprowadza tu psa, zarówno dosłownie, jak i metaforycznie). Pies, ocalony przed właścicielem-oprawcą border terrier o imieniu Ambasador, towarzyszy Jacksonowi, którego jednak nie sposób nazwać tym razem głównym bohaterem.
Samo w sobie nie stanowiłoby to wielkiego problemu, gdyż już w poprzednich tomach rozwiązywanie zagadki bywało tylko dodatkiem do opowieści o ludzkich losach. Problem najnowszego kryminału Atkinson leży gdzie indziej. Choć pisarka korzysta ze sprawdzonego i poprzednio świetnie funkcjonującego patentu narracyjnego, czyli niezależnego snucia opowieści o kilku postaciach oraz o wydarzeniach teraźniejszych i przeszłych, tym razem magia nie zadziałała.
I nawet nie dlatego, że nowe postaci i ich historie nie są wiarygodne czy zajmujące, a łącząca je tajemnica z przeszłości nieciekawa. Zarówno Tracy, samotna policjantka świeżo na emeryturze, która pewnego dnia spontanicznie przygarnia małą dziewczynkę, jak i Tilly, aktorka zmagająca się z demencją, opisane zostały poruszająco i nie sposób nie zaangażować się emocjonalnie w ich losy.
Przez większą część powieści, około 2/3, wątki są jednak zdecydowanie osobne i całkowicie pozbawione dynamiki. Powstaje przez to wrażenie męczącej chaotycznej rozwlekłości, które pogłębiają retrospekcje, dotyczące brutalnego zabójstwa prostytutki. Dosyć ciężko się wciągnąć.
Sam Jackson, jedyny facet w tym trójkącie, niby to rozwiązuje zagadkę pochodzenia swojej ekscentrycznej australijskiej klientki Hope MacMaster, ale naprawdę po raz kolejny próbuje się uporać z własną traumatyczną przeszłością.
Zdecydowanie nie jest to zła książka, końcowa 1/3 to jej najmocniejsza część, ale jednak to najsłabsza rzecz autorstwa Atkinson, jaką czytałam. Już rozumiem, czemu to ostatnia odsłona cyklu o Brodiem.
P.S. Czytam teraz Czasomierze Mitchella, początek również szedł mi jak po grudzie, ale teraz jestem w 1/3 i jest to prawdziwa uczta. Pokłon Justynie Gardzińskiej, absolutnie genialna tłumaczka.
sobota, 08 sierpnia 2015
Sierpień z kryminałem: Kiedy nadejdą dobre wieści?, Prawda i inne kłamstwa, Grób w górach
Znowu same kryminały, i same dobre.

Kiedy nadejdą dobre wieści - trzeci i chyba faktycznie najlepszy jak dotąd tom przygód Jacksona Brodiego. Choć nie jestem do końca w stanie obiektywnie ocenić tej książki, bo znałam fabułę z serialu Case Histories. Niesamowite jest to, jak autorka potrafi zbudować opowieść na autentycznych i skrajnie zróżnicowanych postaciach. Sam Brodie, ciężko kontuzjowany, jest tym razem trochę na przyczepkę. W centrum znajdują się silne kobiece osobowości, postaci, które traumatyczną przeszłość wykorzystały jak trampolinę ku lepszej przyszłości. I o tę przyszłość gotowe są walczyć zębami i pazurami. Czy zwyciężą? Koniecznie przekonajcie się sami:)

Prawda i inne kłamstwa Saschy Arango to powieść, której lekturę zawdzięczam wyłącznie poleceniu Jane. Inaczej nie miałabym nawet pojęcia o jej istnieniu. A byłaby szkoda, bo to naprawdę intrygująca historia o tym, że można popełnić zbrodnię doskonałą i bynajmniej nie mieć z niej satysfakcji. Więcej nawet, tym samym wymierzyć samemu sobie karę gorszą od najsurowszego wyroku. Przewrotna, skłaniająca do przemyśleń i oryginalna propozycja. Warto.

Grób w górach to perełka wyłowiona z kwartalnego zestawienia the best of w Samotni. Wprawdzie trzeci tom nieznanej mi dotąd serii, i w dodatku rezultat współpracy dwójki autorów: Hjorta i Rosenfeldta (co do takich tandemów jestem sceptyczna, i zwykle zasadnie), ale tym razem ani jedno, ani drugie mi nie przeszkadzało. Było co prawda trochę ckliwie między bohaterami w tle i odbywała się lekka rodzinna telenowela, ale wielowątkowa, spójna i ładnie zbudowana intryga wiele mi wynagrodziła. I teraz mam pytanie: na jakim poziomie stoją poprzednie części, czy warto uzupełniać braki w cyklu? Tom następny, czyli Niemowę, mam i przeczytam na pewno.
piątek, 05 czerwca 2015
Różowe wizytówki i znikająca topielica
Przysługę Kate Atkinson, czyli drugi tom cyklu o Jacksonie Brodym, byłym policjancie, a obecnie również byłym prywatnym detektywie, czytało mi się znakomicie. Ale umówmy się - dla tej autorki to już norma, choć oczywiście wyrazy uznania należą się tłumaczce - Aleksandrze Wolnickiej.
Choć znałam fabułę z serialu, podobnie jak w przypadku Zagadek przeszłości, w najmniejszym stopniu nie przeszkodziło mi to w czerpaniu przyjemności z obcowania z bohaterami, którzy w powieściowej optyce stali się zdecydowanie pełniejsi (dotyczyło to zwłaszcza ciapowatego pisarza Martina, którego zresztą było mi okropnie żal, tak przejmująco Atkinson opisała jego nieszczęśliwe życie wewnętrzne - do tworzenia prawdziwych postaci ta autorka ma unikalny talent). W plątaninie pozornych zbiegów okoliczności, w której mieszczą się i mafiozi, i agresja drogowa, i kryzysy uczuciowe, i kilka sztuk spektakularnych zwłok - to ludzkie wybory pozostają cały czas na pierwszym planie, choć fabuła dopina się bez zarzutu i intryguje należycie.
Jednocześnie jednak ta historia i ten zestaw protagonistów nie poruszyli mnie tak mocno, jak te z poprzedniej powieści. Nie jest to zarzut w ścisłym sensie, byłoby to absurdalne. Ale mimo wszystko książka, choć niezaprzeczalnie dobra, nie wciąga bezwarunkowo, do samego końca pozwalając na zachowanie dystansu.
Co nie zmienia faktu, że bardzo mnie cieszy zapowiadany na lipiec polski przekład kolejnej części (mogłabym po angielsku, ale po co wobec tak dobrego przekładu?). Jackson Brody ma klasę.
niedziela, 21 września 2014
Praktyka czyni mistrza
O Kate Atkinson, po stosunkowo niedawnej lekturze Case histories (które w tak zwanym międzyczasie wznowiła po polsku Czarna Owca pod tytułem Zagadki przeszłości), miałam wyjątkowo dobre zdanie. Jednak i tak Jej wszystkie życia zdołały mnie zaskoczyć bardzo pozytywnie i wciągnąć bardziej niż obie niedawno tutaj zachwalane (choć z pewnymi zastrzeżeniami) Piastowskie powieści Elżbiety Cherezińskiej. Dość powiedzieć, że po niecałych 24 godzinach od rozpoczęcia lektury miałam za sobą połowę powieści, liczącej ponad 500 stron. I to w tygodniu, a nie w weekend! I w tym miejscu mogłabym w zasadzie zakończyć raport z wrażeń, pisząc: idźcie, czytajcie i nie ma za co:)

Ponieważ jednak rzadko trafia się powieść, do której nie mam w zasadzie żadnych zastrzeżeń, czuję się w obowiązku zachęcić nieco bardziej. Zamysł konstrukcyjny jest - przynajmniej w teorii - dość prosty i zawarty w jednym z cytatów poprzedzających tekst. Tym mianowicie:

A gdyby tak pewnego dnia lub nocy jakiś demon wpełznął za tobą w twą najsamotniejszą samotność i rzekł ci: „Życie to, tak jak je teraz przeżywasz i przeżywałeś, będziesz musiał przeżywać raz jeszcze i niezliczone jeszcze razy”. (...) Czy nie padłbyś na ziemię i nie zgrzytał zębami i nie przeklął demona, który by tak mówił?

Tak wygląda los głównej bohaterki, Ursuli Todd, która przychodzi na świat zimą 1910 roku, na farmie Fox Corner, na małej angielskiej wsi. Czasami nie udaje jej się nawet nabrać pierwszego oddechu, kiedy indziej nie dożywa piątych urodzin. Czasem zostaje matką, a innym razem dożywa swoich dni jako stara panna. Niekiedy zmienia historię własnej rodziny, innych rodzin, innym razem świata. Wielokrotnie przeżywa (czasem nawet w całości) koszmar Drugiej Wojny Światowej. Po jednej i drugiej stronie barykady.

Konstruując swoją historię z użyciem Uroborosa, węża zatapiającego zęby we własnym ogonie, i idei kolistości czasu, Atkinson ryzykowała wiele. Przede wszystkim znużenie czytelnika, bo część elementów życiorysu Ursuli jest mocno powtarzalna, a efekt "jedna decyzja zmienia całe życie" mógł wszak z czasem stracić na świeżości. Autorka była jednak świetnie świadoma tego zagrożenia i znakomicie przygotowała całość od strony koncepcyjnej, dzięki czemu każdy kolejny żywot Ursuli - mimo elementów wspólnych - oferuje coś naprawdę nowego i interesującego. W efekcie Jej wszystkie życia nie tylko nie nużą. Od nich nie sposób się oderwać. Atkinson ma niezwykły dar pisania przekonująco o emocjach jednostek, jak również opisywania w sposób wiarygodny i bez zbędnego sentymentalizmu złożonych relacji międzyludzkich.
Zdecydowanie jedna z najlepszych książek, które przeczytałam w tym roku. Warto jej nie przegapić.
środa, 14 maja 2014
Case histories - w kryminale nie zawsze chodzi głównie o fabułę
Tak jest! Udało mi się przeczytać coś po angielsku. Pierwszą z serii powieści Kate Atkinson o byłym policjancie, a obecnie prywatnym detektywie - Jacksonie Brodym. Akcja powieści osadzona jest w Cambridge, a w jej toku bohater prowadzi równolegle trzy sprawy - zaginięcia dziecka sprzed 30 lat, morderstwa sprzed 20 i zlokalizowania dziewczynki oddanej do adopcji w wyniku dramatycznych wydarzeń, jakie miały miejsce w jej biologicznej rodzinie.
Właściwie nie zamierzałam czytać tej powieści, bo znałam już fabułę i rozwiązania wszystkich wątków (w tym z życia prywatnego bohatera - tu jednak okazało się, że serialowi scenarzyści co nieco od siebie dodali, by "uatrakcyjnić" widowisko), przeniesionych na mały ekran w dwóch pierwszych odcinkach pierwszego sezonu brytyjskiego serialu pod tym samym tytułem. Pod wpływem pozytywnych recenzji polskiej wersji, na które natknęłam się w sieci, postanowiłam jednak spróbować.
I okazało się to dobrym wyborem, powieść Atkinson jest bowiem skonstruowana bardzo nietypowo jak na kryminał w tym sensie, że poszczególne sprawy to przede wszystkim historie ludzkich losów, do których tajemnica czy tragedia są jedynie dodatkiem.
Rzadko spotykana umiejętność wczucia się w emocje bohaterów, pochodzących ze skrajnie odmiennych środowisk, sprawia, że czujemy się w trakcie lektury, jakbyśmy nie tylko podglądali ich przez dziurkę od klucza, ale wręcz siedzieli w ich głowach.
Choć intrygi są skonstruowane bardzo dobrze, we wszystkich wątkach, a informacje dawkowane umiejętnie, to właśnie warstwa obyczajowa jest w mojej ocenie największym walorem Case histories.
Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na lekturę w oryginale, bo styl Atkinson jest jedyny w swoim rodzaju, wciąga w opowieść. Na pewnym etapie wręcz przestałam zauważać, że czytam w obcym języku, co samo w sobie świadczy o poziomie powieści. Serdecznie polecam i na pewno sięgnę po kolejne tomy perypetii śledczych i prywatnych Jacksona Brody'ego. Taki wariant kryminału jest bardzo ożywczy.
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka