Wpisy z tagiem: e-booki

niedziela, 12 lutego 2017
Czwarty rok z czytnikiem - z trzymiesięcznym pooślizgiem
W zasadzie poślizg nie wynikł z zapominalstwa, a z tego, że w listopadzie uznałam robienie kolejnego wpisu z tego cyklu za bezsensowne. Powód był banalnie prosty - między 14 listopada 2015 a 14 listopada 2016 przeczytałam 6 książek papierowych. Były to:

1. Rada mniejszości Kate Griffin, czyli czwarty tom przygód londyńskiego czarnoksiężnika Matthew Swifta (w grudniu 2015);
2. Dziewięciu książąt Amberu Rogera Zelaznego (w grudniu 2015);
3. Crimen Józefa Hena (w lutym 2016);
4. Obudź się i śnij Iana R. MacLeoda (w maju 2016);
5.Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie Jessiki Knoll (w maju 2016);
6. Ostre cięcia Joego Abercrombiego (w lipcu 2016).

Dwie spośród nich to książki pożyczone, trzy - otrzymane do recenzji, a tylko jedna (MacLeod) pochodziła z moich własnych, wciąż niemałych, półkowych zasobów.

Do dnia dzisiejszego liczba ta uległa zwiększeniu o 0,5 (dwa tomy nowego czterotomowego wydania Przygód dobrego wojaka Szwejka czasu wojny światowej).

Nie kupuję już papierowych książek (Pratchett już nic nie napisze, więc najbliższy wyjątek od tej reguły przypadnie zapewne na kolejną powieść Jo Nesbo), niemal niczego nie recenzuję (poza kolejnymi tomami Akt Dresdena, ale zanim przyjdzie recenzencki papierowy egzemplarz, dawno mam przeczytaną wersję elektroniczną), w prezencie też dostaję głównie e-booki, bo sama o to proszę. Niedawno kupiłam dwie papierowe książki (Nocny film oraz Dom z liści), by podarować je w prezencie. Ponieważ Nocny film otrzymał entuzjastyczną recenzję od obdarowanej, kilka dni temu kupiłam sobie w promocyjnej cenie e-booka. I nie chodzi tylko o to, że w domu skończyło się miejsce na książki (choć to prawda, bo nawet na najnowszej półce nad monitorem leżą w stosach, na które czasem patrzę z lekką obawą, czy półka wytrzyma). Po prostu na czytniku lektura jest o wiele większą przyjemnością, przyzwyczaiłam się do możliwości powiększania czcionki, a przede wszystkim do jego małego ciężaru. Oraz, nie da się ukryć, zdecydowana większość książek, także z dotychczasowego papierowego księgozbioru, to pozycje jednorazowe, do których więcej nie wrócę.  Nie ma sensu, żeby zajmowały miejsce i pokrywały się kurzem na półkach.

Nie dalej jak przedwczoraj, po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy, natknęłam się na brak wersji elektronicznej przy próbie zakupu Najlepiej w życiu ma twój kot - zbioru listów Szymborskiej i Filipowicza. Ale nie pojawił się przymus kupienia wersji papierowej. Raczej refleksja o wciąż rosnącej liście must read i o tym, że mogę spokojnie poczekać, aż będzie e-book.

Chyba się starzeję:)

P.S. Ten wpis to typowa zapchajdziura. Od zeszłego piątku walczę z przeziębieniem najgorszego sortu, tj. takim, które wykańcza, ale nie kwalifikuje się na L4 (brak gorączki). Dlatego nie byłam w stanie oddać w ten weekend sprawiedliwości Opowieści podręcznej Atwood ani napisać nic merytorycznego.

P.S.2 Tradycyjnie zapytam: ktoś zaczął niedawno przygodę z e-czytelnictwem lub kontynuuje ją od jakiegoś czasu? Jaki czytnik? Jakieś wrażenia i refleksje? Czy tylko u mnie ekspansja e-booków jest tak dynamiczna i wynika z mojego wygodnictwa, czy może to powszechniejsze zjawisko?
wtorek, 12 lipca 2016
Poznaj autorkę - promocja na e-booki Agnieszki Hałas do 17 lipca
O, tutaj.
5 z 6 książek, w tym trylogia w czterech tomach o Krzyczącym w Ciemności, w cenach poniżej 8 złotych. jeśli to nie jest okazja, to nie wiem, co nią jest:)
Polecana przeze mnie swego czasu Olga i osty także w okazyjnej cenie. Powieść ma bardzo dobre opinie także na LC, co mnie przyjemnie zaskoczyło, bo myślałam, że będzie bardziej niszowa.

Każda pora jest dobra na poznanie nowego interesującego autora. Zachęcam! Na decyzję macie jeszcze 5 dni.
sobota, 14 listopada 2015
Trzeci rok z czytnikiem
Mija dziś. Wypadałoby, podobnie jak w dwóch poprzednich rocznicowych wpisach (pierwszy i drugi), przedstawić statystyki dotyczące udziału e-booków w ogólnym rocznym czytelnictwie. Tyle że, całkiem niespodziewanie, nastąpiło totalne odwrócenie porządków i proporcji. W ciągu roku, jaki upłynął od poprzedniego podsumowania, przeczytałam jedynie 21 książek papierowych, w samym 2015 - 18:

Paskudna historia

Pół świata

Rozłąka

Jezioro Tajemnic

Pół króla

Czarne Światła. Łzy Mai

Kolekcjoner skór

Kolonia

Detroit. Sekcja zwłok Ameryki

Widmopis

Smoki na zamku Ukruszon

Uczeń skrytobójcy

Ogród z brązu

Winni 2

Winni 3

Zadziwiający Maurycy

Czas honoru 1 i Czas honoru 2

Z jednym wyjątkiem - Gwiazdkowego Pratchetta -  były to książki otrzymane do recenzji (gwoli całkowitej precyzji, Pół króla i Pół świata to egzemplarze patronackie z puli Fahrenheita), więc z własnych zasobów czytałam w 2015 w zasadzie wyłącznie e-booki. W okresie od 14 listopada 2014 do dziś przeczytałam łącznie 76 książek (mniej więcej). Tym samym udział papieru zmalał do ok. 1/4, dokładnie wyniósł 27,6 %.

Doszło do tego, że nie przeczytałam do tej pory kupionego w lutym Macleoda z UW, bo jest za ciężki i ma za małą czcionkę. Przed kupnem e-booka powstrzymują mnie w tym wypadku ocalałe resztki zdrowego rozsądku. A do papieru przymusza mnie aktualnie w zasadzie głównie recenzencki obowiązek. Sama nie wiem, jak mam to skomentować i zinterpretować:)

Tradycyjnie zapytam: ktoś zaczął niedawno przygodę z e-czytelnictwem lub kontynuuje ją od jakiegoś czasu? Jaki czytnik? Jakieś wrażenia i refleksje? Czy tylko u mnie ekspansja e-booków jest tak dynamiczna i wynika z mojego wygodnictwa, czy może to powszechniejsze zjawisko?

P.S. Miały być dzisiaj zaległe recenzje, ale po przeczytaniu porannych wiadomości nie byłam w stanie skupić się na niczym wymagającym.
sobota, 24 października 2015
Cukierek albo opętanie
Przeczytałam przed Dresdenami (które wciągnęłam w tydzień, jak narkomanka po długim odstawieniu, i które serdecznie polecam) zbiór reportaży Pawła Piotra Reszki Diabeł i tabliczka czekolady. Na ten zbiór czaiłam się od jakiegoś czasu, po lekturze kilku tekstów autora w Dużym Formacie, i zgarnęłam go bez wahania, jak była fajna promocja na e-booki Agory. Mimo wszystko nie spodziewałam się, że lektura zrobi na mnie tak wielkie (i głównie, nie da się ukryć, przygnębiające) wrażenie.
Koncepcja wydawnictwa jest taka, że z dłuższymi reportażami przeplatają się teksty krótsze, jakby migawki, swoiste świadectwa bohaterów, pisane w pierwszej osobie, coś w stylu spowiedzi-zwierzeń intymnych-kameralnych listów.
Większość reportaży powstała na Lubelszczyźnie, czy, szerzej, w mitycznej "Polsce B", ale dotyczą spraw boleśnie uniwersalnych. Bieda, samotność, nierozliczona przeszłość (problematyka ratowania i zabijania Żydów w niezwykłym ujęciu, np.), wiara, zabobon i ogólny mentalny zaścianek, konformizm (szatan, ale i strach przed przeszczepami, konsekrowane dziewice, zbuntowane zakonnice, krzyże w szkołach, terapie dla gejów, rasizm). Ale też nieoczekiwane uczucie (Miłość to jeden z piękniejszych tekstów w zbiorze) i umiejętność doceniania rzeczy pozornie zwyczajnych, poczucie spełnienia. Z kolei zdecydowanie najstraszniejsza była opowieść seryjnej zabójczyni noworodków, nazywanej w więzieniu Beczką (zatytułowana Rodzina).
Wspólnym mianownikiem tekstów jest realizm. Dotkliwy. Dlatego uprzedzam: ostrożnie, to może zaboleć. Ale czasem boleć powinno.
sobota, 17 stycznia 2015
Ekspresowy wpis zaległościowy
W pracy przenieśli mnie do innego wydziału, a to tak, jakby teleportowali mnie do innego wymiaru (i jakbym od nowa zaczynała pracę). W związku z tym znowu funkcjonuję jak zombiak. Dlatego dwie dobre książki polecę łącznię, bo nie chciałabym, żeby przepadły.

Jako pierwsze przeczytałam Białe kruki Christera Mjåseta. Bardzo dobra powieść obyczajowa, rozgrywająca się głównie na szpitalnym oddziale neurochirurgii, której głównymi bohaterami jest trójka pracujących tam, młodych i bardzo ambitnych, lekarzy asystentów. Okazuje się, że zamiast trzech obiecanych etatów będzie tylko jeden, o który bedą musieli walczyć. W powieści bardzo istotną rolę odgrywają wiarygodne i wciągająco poprowadzone wątki obyczajowe. O jej wartości świadczy to, że bardzo szybko czytelnik angażuje się w dylematy protagonistów, opisanych wyjątkowo prawdziwie. To samo odnosi się do przedstawienia blasków i cieni zawodu neurochirurga. Zdecydowanie warto. Podziękowania dla Jane Doe za polecankę:)

Następnie, znowu z polecenia, tym razem znalezionego na jednym z czytanych przeze mnie forów dyskusyjnych, sięgnęłam po Szybki cash Jensa Lapidusa. I był to świetny wybór. Ponownie mamy trójkę bohaterów - jeden zaczyna w więzieniu, drugi jako student jeżdżący na taksówce i usilnie aspirujący do wyższych sztokholmskich sfer, a trzeci zajmuje się wymuszeniami w jugosłowiańskiej mafii. Nie są jednak tylko ludźmi półświatka. Cash nie stanowi dla nich jedynego celu. Liczą się także rodziny, uczucia, szacunek dla samych siebie. Co czyni śledzenie ich perypetii (oczywiście w pewnym momencie ich ścieżki się krzyżują) jeszcze ciekawszym. Znakomicie napisane, z pewnością sięgnę po kolejne tomy Czarnej Trylogii Sztokholmskiej, a pierwszy polecam.
P.S. Dla zainteresowanych - recenzja zbioru wczesnych tekstów Pratchetta Smoki na zamku Ukruszon. Wydane przepięknie, ale jednak słabsze warsztatowo niż te z Mgnienia ekranu. Co nie znaczy, że złe.
sobota, 13 grudnia 2014
Mortka ponownie w Warszawie
Przejęcie miało być pozycją, po której wyrobię sobie ostateczną opinię o cyklu kryminalnym Wojciecha Chmielarza. Werdykt jest korzystny dla autora, bo perypetie komisarza Jakuba po powrocie z krotowickiego wygnania to zdecydowanie najlepsza odsłona serii.
No owszem, cały wątek handlu narkotykami i kolumbijskiej mafii jest mocno filmowy, ale jednak jakoś bardziej strawny niż motywy dotyczące społeczności romskiej czy handlu ludźmi z Farmy lalek. Dodatkowo kontynuowany jest wątek przemocy domowej w rodzinie Kochana, Mortka dostaje nową, interesującą partnerkę w osobie aspirantki Suchej i czeka na werdykt w kwestii konsekwencji swojego nieodpowiedzialnego krotowickiego wyskoku. Ta ostatnia sprawa w nieuchronny sposób odbija się  niekorzystnie na jego relacjach z dziećmi, planach na przyszłość i zdolności do efektywnej pracy śledczej. Słowem: jest interesująco pod wieloma względami.
Zarazem powieść, zachowując zalety poprzednich części, tj. dobry styl, wciągającą narrację, wiarygodne psychologicznie postaci i realistyczny opis śledztwa, jest najbardziej spójna fabularnie z dotychczasowych. Nigdzie nie widać fastrygi, wszystko elegancko się zazębia, sprawiając, że lektura jest prawdziwą przyjemnością. Wieńczy ją zaskakujący, ale umocowany w fabule już od prologu twist. Autor ewidentnie się rozwija, mam nadzieję, że nie zabraknie mu pomysłów. Polecam.
sobota, 29 listopada 2014
Angole
Miałam nadrabiać zaległości gdzie indziej, ale jakoś tak się składa, że zaległości blogowe zawsze mają priorytet. A potem zaległości "inne" systematycznie się nawarstwiają. Trudno, zdechnę ja i pchły moje, ale póki jest we mnie potrzeba blogopisania i sprawia mi to przyjemność, tak właśnie będzie i nie ma się co oszukiwać.  Skończyłam czytać ten przedpremierowy kryminał, co to kiedyś tu o nim wspominałam, i wreszcie został napisany w całości. Jak tylko pojawi się w zapowiedziach, nie omieszkam was zachęcić, bo jest do czego:)
Dziś natomiast będę zachęcać do literatury faktu, a konkretnie zbioru reportaży o Polakach, którzy wyemigrowali do Wielkiej Brytanii. Czyli Angoli autorstwa Ewy Winnickiej, którzy ukazali się całkiem niedawno  nakładem Czarnego.
Do sięgnięcia po tę pozycję skłonił mnie tekst o Polakach, których rodzice posłali do angielskich szkół z internatem. Trafiłam na niego kilka tygodni temu w Dużym formacie i był dobry, to znaczy - zostawał w głowie. Jest on częścią Angoli. Sama pisałam kiedyś pracę o literackich świadectwach XIX-wiecznych imigrantów amerykańskich, więc temat jest mi bliski.
Tytuł to osobna ciekawa sprawa i zastanawiam się, czy faktycznie wszyscy bohaterowie tak właśnie określali Anglików, czy to tylko taki zgrabny zabieg ze strony autorki. Jest to bowiem określenie zdecydowanie pejoratywne, ale przyznać trzeba, że wśród bardzo zróżnicowanych opowieści o imigracyjnym doświadczeniu na Wyspach przeważają mimo wszystko te pesymistyczne. Być może więc rzeczywiście prawdziwy jest wariant pierwszy.
Zróżnicowanie bohaterów, ich charakterów, zajęć i brytyjskiej "drogi" uważam za jeden z największych walorów zbioru. Zaczyna się od człowieka sukcesu, właściciela świetnie prosperującego przedsiębiorstwa usługowego, któremu się udało, ale ciężko na to zapracował. Potem są pracownicy korporacji wyższego i średniego szczebla, lekarze, sprzątaczki, opiekunowie osób starszych i chorych, pracownicy fabryk, budowlańcy, bezdomni, a nawet przedsiębiorca pogrzebowy. Może nie pełen przekrój, ale blisko.
Wszyscy są zgodni w kilku sprawach dotyczących tytułowych Angoli, a tak naprawdę - zderzenia kultur. Trudno jest nawiązać jakiekolwiek głębsze znajomości z brytyjskimi kolegami z pracy czy z sąsiadami. Wszyscy są bardzo uprzejmi, ale powierzchowni, nie dążą do pogłębienia kontaktów, a nawet po bliższym poznaniu bardzo niechętnie okazują emocje, mówią o swoich uczuciach, zwłaszcza negatywnych. Zastrzeżenia najchętniej zgłoszą przez pośrednika.
Oczywiście, imigrant nieznający języka takich problemów nie ma, bo obraca się głównie w towarzystwie Polaków. Ma za to inne, np. depresję. Bywa wyzyskiwany przez pracodawców, zbywany przez lekarzy, bo nie umie się bronić, egzekwować swoich praw. Stąd najbardziej zadowolone są dwie grupy imigrantów: a) ci ze znajomością języków i konkretnymi kompetencjami, którzy przyjechali z polskim partnerem lub znaleźli miejscowego i trochę go oswoili b) ci, którzy postanowili zagospodarować polskich imigrantów, organizując im pracę lub świadcząc usługi na ich rzecz.
Drugą wielką zaletą jest język imigranckich historii, bardzo różnorodny, a przez to autentyczny. Oczywiście, autorka dokonała stylistycznych wygładzeń i selekcji wątków, by wyeksponować te, które uznała za najistotniejsze czy najciekawsze. Zarazem jednak, czytając, nie ma się wątpliwości, że to prawdziwe historie, wręcz słyszy się głosy jej rozmówców.
Dobry reportaż, zdecydowanie wart uwagi.
sobota, 15 listopada 2014
Drugi rok z czytnikiem
Minął wczoraj. W ciągu tego roku zakupiliśmy dwa kolejne czytniki dla pozostałych domowników, coby sobie jednego nie wyrywać:) W każdym razie ten rok był mocno odmienny od poprzedniego [w nawiasach kwadratowych podawać będę rezultaty zeszłoroczne]. Przeczytałam o wiele więcej e-booków -  37 [19], gdy wszystkich książek było 79 [82]. O ile w pierwszym roku udział e-booków kształtował się na poziomie ok. 1/4, to w tym zbliżał się do połowy. Przyczyniła się do tego przede wszystkim mniejsza ilość pozycji do recenzji w drugim półroczu, miałam więcej czasu na własne lektury. Od listopada 2013 do listopada 2014 kupiłam 6 [4] książek papierowych. Od stycznia kupiłam 16 [34] e-booków i 2 [0] pakiety Bookrage (miejski i esejów o kulturze). Wykazałam więc godną pochwały powściągliwością zakupową. Najtańszy tegoroczny e-book kosztował 6 zł [1 zł], najdroższy - 29,90 [25,10].
W dalszym ciągu doceniam wszystkie zalety czytnika, o których wspominałam w poprzednim wpisie:)
Zobaczymy, czy tendencja wzrostowa e-czytelnictwa się utrzyma. Ktoś z was rozpoczął w ciągu ostatniego roku przygodę z książką elektroniczną? Jaki czytnik? Jak wrażenia?
sobota, 25 października 2014
Czarne miasto, czyli ostatni weekend z Erastem Pietrowiczem
Właśnie zaraz się zacznie:) Trudno mi wyobrazić sobie lepsze "zaoczne" celebrowanie trwających właśnie Targów Książki w Krakowie niż pochłanianie ostatniego tomu cyklu Akunina. Czytnik już naładowany, a teraz jeszcze tylko spełnię swoja recenzencką powinność (co trochę mi zajmie, bo Echopraksja Wattsa to powieść, którą układam sobie w głowie już trzeci dzień) i oddalam się w kierunku czytelniczej orgii. Co tam, że poprzedni tom, czyli Świat jest teatrem, mocno mnie rozczarował. Wierzę, że Akunin godnie zakończy swój sztandarowy projekt.
Kiedy ostatnio baliście się otworzyć książkę jednego ze swoich ulubieńców i jaka to była?

środa, 01 października 2014
Wiedźmin kapeku powrócił!
Mam już na czytniku nowego Szackiego, 769 stron według Calibre. I tak się zastanawiam, czy przerwać Wołanie kukułki, czy odroczyć sobie przyjemność, skoro to ostatni Szacki i ostatni kryminał Miłoszewskiego?

Mały update 4.10.14 (nie piszę, bo czytam:) - stan na 60% tekstu: zdecydowanie są szanse na najlepszy tom o Szackim:) Trochę drżę o zakończenie.
P.S. Kogo ja oszukuję?:D
P.S. 2 Po raz kolejny e-booki górą!
P.S. 3 A do kupienia w Sępiku epub i mobi.

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka