Wpisy z tagiem: serialowe podsumowanie roku

czwartek, 05 stycznia 2017
Seriale roku 2016

A. NAJLEPSZE SERIALE:

 

1. The Good Wife - nie było w tym roku dyskusji ani godnego rywala dla finałowego sezonu opowieści o Alicii, która z dobrej żony stała się dobrym prawnikiem. Dlaczego, obszernie pisałam, omawiając finał serialu. Już mi go brakuje, dlatego bardzo ucieszyłam się na wieść, że w lutym startuje spin-off z Diane pod tytułem The Good Fight.

 

2. The Missing - sezon 2 - nie miał jeszcze premiery w USA i pewnie dlatego nie przewija się w rocznych zestawieniach, ale żadna inna tegoroczna premiera nie przykuwała mnie tydzień po tygodniu do ekranu tak mocno, nie zaskakiwała tak pozytywnie i nie trzymała poziomu do samego końca. Więcej tutaj.

 

3. Line of duty - spóźnione odkrycie, ale lepiej późno, niż wcale. Wspaniały serial, którego wszystkie 3 sezony (całe 17 odcinków, jak przystało na szalone standardy brytyjskie) obejrzałam za jednym zamachem, a każdy kolejny był lepszy od poprzedniego. Patrząc uczciwie na oceny wystawiane na bieżąco po seansach, powinien tu być 3 sezon Peaky Blinders, który zaskoczył mnie pozytywnie równie mocno, jak sezon drugi zaskoczył mnie negatywnie, ale o tym serialu przeczytacie wszędzie, zresztą pewnie już go znacie, więc zdecydowałam popromować coś mniej oczywistego.

B. PREMIERY WARTE UWAGI:

 

1. Trapped - mroczny islandzki kryminał z duszną atmosferą i angażującą fabułą.

2. Westworld - jakkolwiek zakończenie nieco mnie rozczarowało, to jako całość serial niewątpliwie wart był poświęconego mu czasu.

3. Młody papież - serial specyficzny, mocno autorski i zdecydowanie nie dla każdego, co od razu zaznaczam. Jednocześnie żaden serial, który obejrzałam w tym roku, nie zdążył tyle razy i tak skutecznie wyprowadzić mnie w pole. Wiadomo, niektóre wstawki metafizyczne są, łagodnie mówiąc, irytujące, zaś niektóre wątki popadają w nieznośny melodramatyzm. Zarazem jest to tak wyrafinowana gra z oczekiwaniami widza, że w zasadzie do końca nie wie on, co o tytułowym bohaterze mysleć. NIe widzę tu miejsca na drugi sezon, podobnie jak przy Westworld, ale zobaczymy.

Nie zmieściły się w topce, ale zdecydowanie zasługują na wspomnienie: American Crime (drugi sezon jeszcze lepszy od pierwszego, ludziska, dajcie se siana z O.J.-em i oglądajcie to!), The A Word, Bedrag oraz This is Us (wprawdzie nie ma jeszcze pełnego sezonu, ale dawno nie było tak bezpretensjonalnej obyczajówki).

C. KLAPY ROKU:

Luke Cage - po porządnych, a nawet więcej, produkcjach spod szyldu Marvela, tym razem koncert przynudzania. Bolało.

Undercover - nie tego oczekiwałam po kolejnym serialu Petera Moffata, choć obiektywnie nie był zły, ale w moim odczuciu, przy takim punkcie wyjścia, różne tanie zagrywki zmarnotrawiły sporą część pierwotnego potencjału.

Wikingowie w tym roku kontynuują spadek po równi pochyłej, stale przyspieszając. Wielka szkoda.

Coś waszym zdaniem pominęłam?

sobota, 09 stycznia 2016
Seriale roku 2015
A. NAJLEPSZE SERIALE:

 

1. Mad Men - nie było w tym roku dyskusji ani godnego rywala dla finałowego sezonu opowieści o Dicku, który został Donem. Moja relacja z tym serialem zaliczyła kilka okresów ochłodzenia, kiedy to całość wydawała się dreptać w miejscu i powielać pewne motywy, ale koniec końców twórcy wspaniale i niebanalnie ukończyli w zasadzie wszystkie wątki. Tak jest, dobrze widzicie - JA nie jestem w stanie przyczepić się w zasadzie do niczego. Dodatkowy komentarz uważam za zbędny, a ostatnia scena to ostateczny dowód maestrii Weinera. Jeśli ktoś jeszcze nie widział, niech koniecznie nadrobi tę zaległość i nie zniechęca się dosyć niemrawymi pierwszymi odcinkami. A piosenek końcowych poszczególnych epizodów można słuchać w pętli. Arcydzieło kompletne.


2. Justified - także miało w tym roku finałowy sezon, a scenarzyści przygotowali Raylanowi Givensowi charyzmatycznego przeciwnika. Tu, inaczej niż przy Mad menie, miałam pewne zastrzeżenia, zwłaszcza do sposobu przeprowadzenia ostatecznej konfrontacji. Sam finał był jednak zaskakujący i niebanalny, a choć od odejścia Arlo odpadł najciekawszy z serialowych wątków, to jednak nawet w słabszym poprzednim sezonie był to serial z genialnymi dialogami i unikalnie rozpisanym rozwojem postaci. Gorąco polecam całość, tak ciętych ripost nie serwują nigdzie poza Harlan County!


3. Shameless US - spóźnione odkrycie, ale lepiej późno, niż wcale. Wspaniały serial, który ratował mnie od doła poprzedniej zimy. Wszystkie pięć sezonów obejrzałam z niesłabnącym zachwytem. Jeśli jeszcze nie znacie, to polecam. Serial miał swego czasu osobną notkę, więc nie będę się powtarzała.


B. PREMIERY WARTE UWAGI:


1. Jessica Jones - utrzymana w klimacie współczesnego kryminału noir nietypowa opowieść o superbohaterce, z Davidem Tennantem jako naprawdę czarnym charakterem w fioletowej marynarce. Brzmi strasznie, ale jest klimatycznie, mrocznie, angażująco.

2. Show me a hero - wymagająca, ale znakomicie przemyślana i zrealizowana sześcioodcinkowa opowieść o bezwzględnych mechanizmach polityki i społecznego wykluczenia. To zdarzyło się naprawdę.

3. Jonathan Strange i pan Norrell - misja niemożliwa, czyli genialnie obsadzona i perfekcyjnie zrealizowana ekranizacja znakomitej powieści, którą  w głębi duszy uważałam za niemożliwą do przeniesienia na ekran. Mimo wszystko polecam najpierw przeczytać wersję ksiązkową, ale powiadam wam - magia wróciła do Anglii.

Nie zmieściły się w topce, ale zdecydowanie zasługują na wspomnienie: American Crime, Daredevil, Better Call Saul, My Mad Fat Diary, Vikings oraz Flesh and Bone.

C. KLAPY ROKU:

Drugi sezon Fargo - wielkie oczekiwania, znakomity niemal cały sezon i bardzo rozczarowujące dwa ostatnie odcinki. Bolało.

Drugi sezon Detektywa - nie oczekiwałam  wiele, ale i tak było tragicznie do tego stopnia, że darowałam sobie oglądanie ostatniego odcinka, bo na samą myśl o tej męczarni robiło mi się słabo.

Coś waszym zdaniem pominęłam?

poniedziałek, 05 stycznia 2015
Seriale roku 2014

A. NAJLEPSZE SERIALE:

1. Fargo - coś przepięknego, tak powinna wyglądać inspiracja! Aktorski koncert (trudno wybrać między Martinem Freemanem a Billym Bobem Thorntonem), mistrzowski czarny humor, genialne dialogi.  Historia Lestera, który od budzącego współczucie nieudacznika przechodzi na przestrzeni 10 godzinnych epizodów naprawdę długą drogę, to dla mnie najciekawsza i najbardziej kompletna zeszłoroczna produkcja, bez dwóch zdań.

2. Boardwalk empire - finałowy sezon przywrócił temu serialowi świetność z pierwszych serii i udowodnił, że scenarzysta od początku miał w głowie spójną wizję całości. Bardzo żałuję, że ze względów finałowych ostatnią odsłonę przycięto o 1/3. Niemniej, wszystkich zachęcam do zapoznania się z tą niezwykłą historią o Enochu Thompsonie, jego rodzinie, konkurentach i współpracownikach, powstawaniu amerykańskiej zorganizowanej przestępczości i - oczywiście - o Atlantic City. Jedna z najlepszych czołówek w historii telewizji to zaledwie wisienka na piętrowym torcie zalet tej produkcji. I’m missing you, Nucky!

3. Newsroom - Sorkina bierze się z dobrodziejstwem inwentarza albo wcale. Ja go uwielbiam, bo ma niesamowitą rękę do postaci i dialogów, nie przeszkadza mi jego idealizm. Fakt, w trzecim sezonie widać wyraźne pęknięcie po czwartym odcinku, ale mnie te dwa ostatnie, choć sentymentalne, też się podobały, a na finałowej piosence miałam oczy „na mokrym miejscu”.

B. PREMIERY WARTE UWAGI:

1. Olive Kitteridge - jazda obowiązkowa, dlaczego - pisałam niedawno. Byłaby w topie, gdyby nie to, że kończyły się dwa z moich ulubionych seriali. Cztery godzinne epizody wywierają niezatarte, choć mocno przygnębiające wrażenie.

2. The Missing - ośmioodcinkowa koprodukcja brytyjsko-francuska, z jednym z moich ulubieńców, Jamesem Nesbittem, w roli ojca, który po ośmiu latach trafia na trop zaginionego syna i z pomocą emerytowanego policjanta, który uczestniczył w pierwotnym dochodzeniu, doprowadza do wznowienia sprawy. Trzyma w napięciu, serdecznie polecam.

3. The Affair - nowość od stacji Showtime, do zainteresowania się którą skłoniła mnie obsada - w najważniejszych rolach Dominic West, czyli niezapomniany McNulty z The Wire, oraz Ruth Wilson, znana np. z Luthera. Moim zdaniem bardzo ciekawa obyczajówka, choć niespieszna i od pewnego momentu nieco bardziej schematyczna, niż się początkowo zanosiło. Niemniej, twórcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, zostawiając na kolejny sezon sporo niewiadomych.

Gdyby nie to, że dwa miejsca zajęły - rzutem na taśmę - świetnie produkcje obejrzane pod koniec roku, byłby tu jeszcze The Knick, który mimo słabszego finału jest niewątpliwie jedną z najciekawszych produkcji sezonu, ze znakomitą główną rolą Clive'a Owena - pioniera nowoczesnej chirurgii uzależnionego od narkotyków. Zdecydowanie warto.

C. KLAPY ROKU (owszem, w tym roku aż 4):

True Detective - to moje największe serialowe rozczarowanie ubiegłego roku, i to z samego jego początku. Produkcja, która klimatem i scenariuszem obiecywała bardzo wiele, a zakończyła się w sposób wręcz żenujący, grzebiący oryginalność bohaterów, wspaniale wykreowanych, i samą zagadkę.

Finałowy sezon The Killing - to naprawdę bolało. Reaktywacja w Netfliksie rozbudziła nieuzasadnione nadzieje, a czym się skończyło, pisałam.

Trzeci sezon Sherlocka - nie jest to bezwstydna próba podbicia statystyk, a jedynie bolesny przykład na to, jak bardzo popularność może zaszkodzić serialowi, który zmienia się w serię „mrugnięć” do fandomu. Nie dało się tego oglądać bez zażenowania, a szkoda.

Drugi sezon Hannibala - przypadek ze zbliżonej parafii, co Sherlock (tylko znacznie gorszy case), ukoronowany groteskowym finałem. Wielkie rozczarowanie, bo po pierwszym sezonie był tu spory potencjał na coś naprawdę ciekawego, a teraz mamy festiwal fantazji scenarzysty.

W zasadzie powinni tu być jeszcze The Leftovers, ale na nich wręcz szkoda mi klawiatury.


A jak wyglądają wasze typy?

środa, 08 stycznia 2014
Seriale roku 2013
Nikt mnie nie lubi i nie komentuje moich zestawień, to sobie na pociechę zapoczątkuję nową świecką tradycję. Właściwie aż dziw, że wcześniej nie było serialowych podsumowań, bo praktycznie nie ma dnia w roku, żebym nie obejrzała odcinka jakiejś produkcji. Może skala własnego uzależnienia mnie onieśmielała:)
Ameryki tu odkrywać nie zamierzam, co uczciwie zaznaczam.

A. NAJLEPSZE SERIALE:

1. Breaking bad - w tym roku wybór był wyjątkowo prosty, bo jeden z najlepszych seriali w historii telewizji - bez grama przesady - zakończył się niemalże idealnie. Jeśli ktokolwiek jeszcze nie widział historii przejścia nauczyciela chemii na Ciemną Stronę Mocy, powinien niezwłocznie nadrobić tę zaległość.
Na zachętę zamieszczam pieśń o alterego głównego bohatera, trzęsącym amfetaminowym biznesem Heisenbergu. Tak precyzyjnie rozplanowanego scenariusza nie spotyka się często, podobnie jak tak wirtuozerskiej aktorskiej gry.

2. Bron/Most nad Sundem - zdecydowanie serialowe odkrycie roku. O pierwszym sezonie pisałam w lipcu. Następnie zaszło zaś coś, czego, szczerze powiedziawszy, nawet się nie spodziewałam. Wyemitowano mianowicie sezon drugi, który okazał się, moim zdaniem, lepszy od pierwszego. Tak, trudno mi było w to uwierzyć, ale, mimo poprzeczki zawieszonej bardzo wysoko, scenarzystom udało się przeskoczyć samych siebie i skonstruować jeszcze lepszą intrygę (a przynajmniej bardziej wiarygodną, gdy chodzi o motywację sprawcy). Prawdziwa perełka, która ma już wersję US (The Bridge) i UK (The Tunnel). Ja jednak polecam oryginał - prawdziwa Saga jest tylko jedna.

3. House of cards - i tu również decyzja nie nastręczała trudności. Netflix rozpieścił widzów, dając im całą tę historię o niepohamowanej żądzy władzy (czy raczej jej pierwszą odsłonę) za jednym zamachem. Jest to adaptacja brytyjskiej produkcji, jak fama głosi, lepszej. Tym razem jednak wybieram wersję US, z prostego powodu - Kevin Spacey inside. Walentynki 2014, kiedy to premieruje druga seria, będą wyjątkowo pięknym dniem. Na zachętę trailer.

B. PREMIERY WARTE UWAGI:

1. Broadchurch - kryminał z zacięciem socjologicznym, wyróżniający się precyzyjną konstrukcją intrygi. Brytyjski. Więcej tutaj.

2. Masters of sex - obejrzane rzutem na taśmę pod koniec roku, za to od razu w całości. I omówione.

3. Dates - bardzo dobry brytyjski serial. W każdym odcinku obserwujemy inną randkę. Niektóre postaci powracają. W 23 minutach twórcy potrafią zawrzeć sporo napięcia i zaskoczeń. Mam nadzieję, że produkcja dostanie kolejny sezon.

C. KLAPA ROKU:

Finałowy sezon Dextera - to naprawdę bolało. Po świetnych dwóch pierwszych sezonach i znakomitym wręcz czwartym, scenarzyści rozpoczęli systematyczne zarzynanie kury znoszącej złote jaja. Dexter z pierwszego sezonu zabiłby Dextera z ostatniego sezonu. Sam finał można podsumować tylko w jeden sposób (uwaga - w pewnym sensie jest to spoiler) - tadam.

A jak wyglądają wasze typy?

P.S. Dzisiaj wraca Justified!:D
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka