Wpisy z tagiem: cytaty

niedziela, 12 marca 2017
Garść cytatów na drugą rocznicę i Back in black
Smutną rocznicę. Rocznicę śmierci Terry'ego Pratchetta. Którego warto czytać, bo był niezwykłym, mądrym, zabawnym i kreatywnym pisarzem, a do tego rozumiał ludzi, jak mało kto.

Ramptopy zimą to parę sążni śniegu i lasy zmienione w zbiór cienistych tuneli pod zaspami. To leniwy wiatr, któremu nie chce się wiać dookoła ludzi, więc dmucha przez nich na wylot. Pomysł, że zima może przynosić radość, nigdy nie przyszedł do głowy nikomu z mieszkańców Ramptopów, którzy znają osiemnaście różnych określeń śniegu.*

*Niestety, żadne z nich nie nadaje się do druku.

Trzy wiedźmy

Był pulchnym młodym człowiekiem o cerze barwy czegoś, co żyje pod kamieniem. Inni zawsze mu doradzali, żeby zrobił coś ze swoim życiem. Zgadzał się z tym: chciałby z niego zrobić łóżko.

Panowie i damy

Szacunek społeczeństwa, myślała Angua. Tak, to wyrażenie Marchewy. Właściwie to wyrażenie Vimesa, chociaż sir Samuel zwykle spluwał po wymówieniu tych słów. Ale Marchewa w nie wierzył. To on zasugerował Patrycjuszowi, by zatwardziałym przestępcom dać szansę pracy „dla dobra społeczeństwa” przy odnawianiu domów osób starszych. Wprowadziło to dodatkowy element grozy do zwykłych lęków starości, a wobec poziomu przestępczości w Ankh-Morpork spowodowało, że przynajmniej jednej staruszce w ciągu sześciu miesięcy tyle razy wytapetowano pokój, iż teraz mogła do niego wchodzić tylko bokiem.


Na glinianych nogach


WSZYSTKO, CO ZASZŁO, POZOSTAJE ZASZŁE.
- Co to za filozofia?
JEDYNA, KTÓRA DZIAŁA.

Złodziej czasu

Byli co do jednego starcami. Ich zwykłe rozmowy składały się z litanii skarg na bolące stopy, brzuchy i grzbiety. Poruszali się wolno. Ale mieli pewien szczególny wygląd, szczególne spoj­rzenie.
Gdziekolwiek się znaleźli, mówiły ich oczy, już tutaj byli. Cokolwiek to było, już to robili, często więcej niż raz. Tylko nigdy, ale to nigdy nie kupiliby koszulki z nadrukiem. I wiedzieli, co to strach — to coś, co przytrafia się innym.

Ostatni bohater

- Co teraz zrobimy?
KUPIMY CI JAKIEŚ NOWE UBRANIE.
- To było nowe jeszcze dzisiaj... to znaczy wczoraj.
NAPRAWDĘ?
- Tato mówił, że ten sklep znany jest z taniej odzieży. - Mort biegł, żeby nie zostać w tyle.
UBÓSTWO JEST ZATEM JESZCZE BARDZIEJ PRZERAŻAJĄCE NIŻ SĄDZIŁEM.

Mort

[O karze śmierci przez powieszenie]
Naprawdę sądzi pan, że to przeciwdziała przestępczości, panie Trooper?
– W ogólności... trudno powiedzieć, jako że trudno znaleźć dowody przestępstw niepopełnionych. – Kat jeszcze raz potrząsnął klapą. – Ale w konkretach jest bardzo skuteczne.
– To znaczy?
– To znaczy, proszę pana, że jeszcze nikogo tu nie widziałem więcej niż raz.

Piekło pocztowe

Back in black to krótki, wzruszający film dokumentalny, rodzaj hołdu dla Pratchetta i jego dorobku, o fanach i dla fanów, pełen niezwykłej, pozytywnej energii. Serdecznie polecam. Rocznicowo i nie tylko.
piątek, 23 grudnia 2016
Duch Strzeżenia Wiedźm (4)

Sanie pędziły po niebie. W dole przesuwały się ośnieżone pola.

– Hmmf – odparł Albert. Pociągnął nosem.

JAK NAZYWASZ TO WRAŻENIE CIEPŁA, KTÓRE CZUJESZ W ŚRODKU?

– Zgaga – burknął Albert.

CZYŻBYM WYCZUWAŁ NUTĘ NIEŚWIĄTECZNEGO ZRZĘDZENIA? – zapytał Śmierć. OJ, NIE BĘDZIE DLA CIEBIE CUKROWEJ ŚWINKI, ALBERCIE.

– Nie chcę żadnych prezentów, panie. – Albert westchnął. – Może tylko tego, żeby się obudzić i odkryć, że wszystko znów jest normalne. Przecież wiesz, że kiedy zaczynasz coś zmieniać, zawsze się to źle kończy.

ALE WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE WPROWADZAĆ ZMIANY. NIEWIELKIE CUDA TU I TAM, I DUŻO WESOŁEGO HO, HO, HO. TO UCZY LUDZI RZECZYWISTEGO ZNACZENIA STRZEŻENIA WIEDŹM.

– Masz na myśli to znaczenie, panie, że świnie i bydło są pozarzynane, a przy odrobinie szczęścia dla wszystkich wystarczy jedzenia na zimę?

WIESZ, KIEDY MÓWIĘ O RZECZYWISTYM ZNACZENIU...

– O tym, że jakiemuś nieszczęsnemu biedakowi ucięli głowę w lesie, bo znalazł w obiedzie specjalną fasolę, więc teraz lato powróci?

NIE CAŁKIEM DOKŁADNIE TO, ALE...

– Ach, chodzi ci o to, panie, że zagonili na śmierć jakiegoś biednego zwierzaka, a potem strzelali z łuków do jabłoni, więc teraz cienie w końcu odejdą?

TO RZECZYWIŚCIE JEST JAKIEŚ ZNACZENIE, ALE...

– Aha, w takim razie chodzi ci o to, że rozpalali takie wielkie ognisko, żeby dać słońcu wskazówkę, bo powinno przestać się chować poniżej horyzontu i zabrać do normalnej pracy?

Śmierć milczał przez chwilę. Świnie przemknęły ponad pasmem wzgórz.

NIE POMAGASZ MI, ALBERCIE.

– To jedyne rzeczywiste znaczenia, o jakich wiem.

MYŚLĘ, ŻE MÓGŁBYŚ NAD TYM TROCHĘ POPRACOWAĆ.

– Tu chodzi o słońce, panie. Biały śnieg, czerwona krew i słońce. Zawsze tak było.

NO WIĘC DOBRZE. WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE NAUCZYĆ LUDZI NIERZECZYWISTEGO ZNACZENIA STRZEŻENIA WIEDŹM.

Albert splunął przez burtę sań.

– Tak? Czy świat nie byłby miły, gdyby każdy był miły, co?

ZNAM GORSZE OKRZYKI BOJOWE.


W zasadzie ja też znam gorsze okrzyki bojowe:) Oby w te święta udzielił Wam się optymizm Śmierci zamiast zdrowego realizmu Alberta. Wszystkiego dobrego!

sobota, 13 sierpnia 2016
W Crosby, w stanie Maine
W miasteczku najważniejsze są: kościół, ratusz i sklep spożywczy, choć sklepowi przydałoby się odmalowanie.

Do kościoła Olive Kitteridge chodzić nie chce (chyba że na koncert muzyki poważnej), w pewnym momencie stanowczo odmawia także chodzenia do sklepu.
W ogóle Olive chodzi własnymi drogami, co w takim niewielkim miasteczku jak Crosby nie jest dobrze widziane. Ludzie uważają ją za sekutnicę (którą jest), ale nikt nie powie jej tego prosto w oczy, bo w końcu była nauczycielką matematyki w miejscowej szkole średniej, a fakt, że przeszła już na emeryturę, nie pozbawia jej bynajmniej autorytetu, stanowiącego pochodną tej złowrogiej funkcji.
Nazwą ją raczej świętą osobą, co ją szczerze rozbawi, bo nie z dobroci serca, a z obawy przed codzienną samotnością niezłomnie pielęgnować będzie powalonego wylewem męża.
W toku opisanych w zbiorze opowiadań Elizabeth Strout wydarzeń mały wszechświat, w którym Olive niepodzielnie włada na początku tej historii, ulega stopniowemu rozpadowi. Niektóre wstrząsy udaje się zamortyzować, np. zauroczenie męża młodziutką farmaceutką. Jednak już nieoczekiwane małżeństwo syna, a co gorsza - jego wyprowadzka na drugi koniec kraju, porzucenie specjalnie wybudowanego przez rodziców domu, brak powrotu mimo rozpadu związku - zamortyzować się nie dają. To gorzej niż niewdzięczność, to zdrada.
Samotność leczy rany skuteczniej niż czas i Olive tak rozpaczliwie pragnie jakiejkolwiek relacji z synem, że z radością leci na jego wezwanie do Nowego Jorku, gotowa zaakceptować nawet jego dziwaczną nową żonę z dwójką dzieci z wcześniejszych związków i trzecim - jej wnukiem - w drodze. Desperacja także ma mimo wszystko swoje granice i Olive nie pozwoli się traktować, jakby była zdziecinniałą staruszką. Wraca do Crosby, gdzie może być sobą. W nagrodę dostaje końcowy promyczek nadziei, bez którego całość byłaby naprawdę trudna do zniesienia.
Na marginesach tej smutnej, ale przejmująco realistycznej historii o toksycznych rodzinnych relacjach Strout - umieszczając Olive jedynie w tle - opowiada o innych nieprzystających do małomiasteczkowego szablonu szczęśliwej normalności jednostkach: córce prostytutki, utalentowanej pianistce, której matka nie pozwoliła się kształcić i która dożywa swoich dni, topiąc tremę w alkoholu i przygrywając ze słuchu do kotleta w miejscowym barze; nastolatce chorej na anoreksję; rodzicach, których syn okazał się mordercą i nie pomogła zainwestowana w jego wychowanie fortuna; dziewczynie, która chciała żyć z chłopakiem bez ślubu; porzuconej przez matkę córce fanatycznie religijnego pastora; żonie, która w dniu pogrzebu męża dowiaduje się o jego zdradzie. Te opowieści w zdecydowanej większości nie zmieściły się w genialnym serialu HBO na podstawie zbioru, a nadają historii Olive zupełnie inny wydźwięk. W porównaniu bowiem z ich protagonistami tytułowa bohaterka wygrała los na loterii życia. Mimo trudności dopasowała się, założyła rodzinę, była szanowaną członkinią społeczności. Cóż z tego, że tylko z wierzchu? Inni daliby się za ten substytut sukcesu pokroić.
Kwestia perspektywy i względności jest jednym z najciekawszych elementów tego zbioru, którego lekturę gorąco i bezwarunkowo polecam.
sobota, 12 marca 2016
12 cytatów na pierwszą rocznicę
Dzisiaj mija rok od śmierci Terry'ego Pratchetta. Z tej okazji postanowiłam wybrać kilka perełek, które - być może - skłonią kogoś do sięgnięcia po jego twórczość.

Poeci próbowali opisać Ankh-Morpork. Bez sukcesów. Może z powodu niepojętej, gorliwej żywotności miasta, a może dlatego, że miasto z milionem mieszkańców i bez żadnej kanalizacji jest zbyt mało subtelne dla poetów, którzy preferują żonkile i trudno im się dziwić. Dlatego powiedzmy tylko, że Ankh-Morpork jest tak pełne życia jak dojrzewający ser w upalny dzień, głośne jak klątwa w katedrze, jaskrawe jak plama oleju, barwne jak siniak i szumiące od działalności, interesów, ruchu i czystej, rozbuchanej aktywności niczym zdechły pies na kopcu termitów.

– Nie ma sprawiedliwości.
Śmierć westchnął znowu.
- NIE, przyznał, wręczając kielich paziowi, który ze zdumieniem stwierdził, że trzyma nagle puste naczynie. - JESTEM TYLKO JA.

Mort


Z Patrycjuszem zawsze tak wygląda, pomyślał z goryczą. Człowiek przychodzi do niego z całkowicie uza­sadnioną skargą, a potem wycofuje się tyłem, w ukłonach, z ulgą, że w ogóle może stąd wyjść. Trzeba oddać Patrycjuszowi sprawiedliwość, stwierdził niechętnie. Bo jeśli nie, wyśle ludzi, którzy sami ją wezmą.


- Przypominasz sobie?
Vimes próbował. Nie było to łatwe. Niejasno zdawał sobie spra­wę, że pił, aby zapomnieć. Zadanie było trudne, ponieważ nie pa­miętał już, o czym właściwie chce zapomnieć. Pod koniec pił już, żeby zapomnieć o piciu.

Straż, straż!


Co z zasadą nie wtrącania się do polityki? - spytała Magrat wpatrzona w plecy Babci.
Niania ujęła dziewczynę pod rękę.
- Rzecz w tym, że kiedy lepiej opanujesz Sztukę, przekonasz się, że jest też inna zasada. Esme przestrzegała jej przez całe życie.
- Jak ona brzmi?
- Kiedy łamiesz zasady, łam je mocno i na dobre.

Trzy wiedźmy


Śmierć znalazł Zarazę w hospicjum w Llamedos. Zaraza lubił szpitale. Zawsze miał w nich coś do roboty.
W tej chwili próbował usunąć znad pękniętej umywalki tabliczkę \"Umyj ręce!\"

Złodziej czasu


Rozważmy żółwia i orla. Żółw jest stworzeniem żrącym na ziemi. Właściwie nie jest moż­liwe życie bliżej gruntu, jeśli nie przebywa się pod nim. Hory­zont żółwia sięga na kilka cali. Żółw porusza się z taką prędkością, ja­ka wystarcza do polowania na sałatę. Przeżył, gdy cała reszta ewolucji przemknęła obok, ponieważ - ogólnie rzecz biorąc - dla nikogo nie stanowił zagrożenia, a zjadanie go sprawiało zbyt wiele kłopotu.
A teraz weźmy orła. To istota, której światem jest powietrze i wy­sokie szczyty, której horyzont sięga aż po krańce ziemi. Orzeł ma wzrok tak ostry, że potrafi dostrzec maleńkie, piskliwe stworzonko przemykające o pół mili od niego. Czysta siła, czysta władza... Błyska­wiczna skrzydlata śmierć. Szpony i dziób takie, że przerobią na po­siłek cokolwiek mniejszego od orła, a zapewnią mu przynajmniej szybką przekąskę z czegokolwiek większego.
Mimo to orzeł potrafi godzinami siedzieć na urwisku i obser­wować królestwa tej ziemi, dopóki w dali nie zauważy ruchu. Wtedy skupia spojrzenie, skupia, skupia na maleńkiej skorupie koły­szącej się wśród suchych krzaków na pustyni. I zrywa się...
W chwilę później żółw odkrywa, że świat oddala się od niego. I widzi ten świat po raz pierwszy - już nie z wysokości jednego cala nad gruntem, ale z pięciuset stóp. I myśli: Jakimż wspaniałym przy­jacielem jest orzeł.
I wtedy orzeł go puszcza.
Prawie zawsze żółw spada i ginie. Wszyscy wiedzą, dlaczego tak się dzieje: grawitacja to nałóg, z którym trudno zerwać. Nikt nie wie, dlaczego orzeł to robi. Owszem, żółwiem można sobie dobrze podjeść, ale biorąc pod uwagę włożony w to wysiłek, praktycznie wszystkim innym można lepiej. Po prostu orły uwielbiają dręczyć żółwie.
Oczywiście, orły nie zdają sobie sprawy z faktu, że uczestniczą w bardzo prymitywnej formie doboru naturalnego.
Pewnego dnia żółw nauczy się latać.

Pomniejsze bóstwa


Weźmy na przykład buty. Vimes zarabiał trzydzieści osiem dolarów miesięcznie, nie licząc dodatków. Porządna para skórzanych butów kosztowała pięćdziesiąt dolarów. Ale para butów, na jaką mógł sobie pozwolić - całkiem przyzwoita na jeden czy dwa sezony, bo potem zupełnie przetarła się tektura, przeciekająca jak demony, to koszt około dziesięciu dolarów. Takie właśnie buty zawsze kupował Vimes i nosił je, aż podeszwy były tak cienkie, że w mgliste noce po kamieniach bruku poznawał, gdzie w Ankh-Morpork się znajduje.
Jednak dobre buty wytrzymywały lata, długie lata. Bogatego stać na wydanie pięćdziesięciu dolarów na parę butów, w których po dziesięciu latach wciąż będzie miał suche nogi. Tymczasem biedak, którego stać tylko na tanie buty, wyda w tym czasie sto dolarów - a nogi i tak stale będzie miał przemoczone.
To właśnie kapitan Vimes nazywał obuwniczą teorią niesprawiedliwości społecznej.

Zbrojni


- Czy to ten moment, kiedy całe moje życie przesuwa mi się przed oczami?
NIE TEN MOMENT BYŁ PRZED CHWILĄ.
- Kiedy?
TO MOMENT, rzekł Śmierć, POMIĘDZY PAŃSKIMI NARODZINAMI A PAŃSKIM ZGONEM.

Prawda


Gdzieś na świecie, jak podejrzewał, żył człowiek siedzący na drugim końcu huśtawki, ktoś w rodzaju lustrzanego Rincewinda, którego życie składało się z samych cudownych wydarzeń. Miał nadzieję, że spotka kiedyś tego człowieka, najlepiej trzymając w ręku solidny kij.

Rincewind umiał wołać o litość w dziewiętnastu językach i po prostu wrzeszczeć* [przyp.: To ważne. Niedoświadczeni podróżnicy mogą przypuszczać, że „Aargh!” jest wyrażeniem uniwersalnym, jednak w beTrobi oznacza to „Wielce radosne”, w Howondalandzie natomiast rozmaicie: albo „Chciałbym zjeść twoją stopę”, albo „Twoja żona jest wielkim hipopotamem”, albo też „Witam, myśli pan Fioletowy Kot”. Pewne plemię zyskało przerażającą reputację okrutników tylko dlatego, że jeńcy krzyczą - ich zdaniem - ”Szybko! Dolać wrzącego oleju!”.] w kolejnych czterdziestu czterech.

Ciekawe czasy

Osoby mające skłonność do obojętnego okrucieństwa mawiają, że we wnętrzu każdej grubej dziewczyny jest szczupła dziewczyna i mnóstwo czekolady.

Carpe Jugulum


Wszystkie cytaty w przekładzie Piotra W. Cholewy.
niedziela, 24 sierpnia 2014
Nie piszę, bo czytam Cherezińską
— Czytałeś Cronicae et gesta ducum sive principum Polonorum? — krzyknął zdumiony Bolesław.
Mściwój się otrząsnął.
— Ty mnie obrażasz, książę? Ja nie jestem mnichem, żebym musiał czytać!

Niepotrzebnie się obawiałam po Grze w kości - pierwszą część nowego cyklu Elżbiety Cherezińskiej, czyli Koronę śniegu i krwi, czyta się świetnie i na pewno napiszę więcej, jak skończę. Ale jest długa, a weekend krótki, więc w tym tygodniu wpisu merytorycznego nie będzie.
I to jest chwila, w której właściwie się cieszę, że odłożyłam lekturę, bo już na mnie czeka część druga, co jest luksusem rzadkim, a w momencie, gdy książka się podoba (ba, więcej niż podoba) pożądanym.
P.S. Choć te żywe zwierzęta herbowe mnie irytują niemożebnie, przyznam szczerze.
sobota, 21 czerwca 2014
Nie mam czasu
Bo czytam nowego Nesbo <3

Na zachętę cytacik:

Zdolni ludzie mogą się nauczyć nawet pokory.

Jo Nesbo, Syn, Wydawnictwo Dolnośląskie 2014, tłumaczyła Iwona Zimnicka

Oraz, skoro już zaczęłam pisać, refleksja porównawcza. Panie Adler-Olsen, można napisać powieść ze z góry ujawnionym sprawcą, a mimo to przykuć do niej czytelnika tak, że nie będzie mógł się oderwać. Nesbo mógłby panu warsztatowo zacytować Kaczmarskiego: Między tobą a mną/zieje przepaść:))

P.S. Nie zwracajcie na mnie za bardzo uwagi, na punkcie Nesbo mam fioła:D
środa, 23 kwietnia 2014
Cytat świąteczny
Dziś mamy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich i z tej okazji zaczęłam robić w myślach listę książek, w których kluczową rolę odgrywają książki. Rzecz jasna, na pierwszym miejscu wylądował tytuł, w którym w centrum fabuły znajduje się pozycja szczególnie mi bliska. Pochodzi z niego następujący fragment:

Gdy człowiek ma przy sobie książkę, nigdy nie jest sam, nieprawdaż? (...) Każda strona przypomina nam jakiś dzień z przeszłości, przywołuje ówczesne emocje. Godziny szczęśliwe zaznaczone kredą, ponure węglem... Gdzie wtedy byłem? Który to książę nazwał mnie swym przyjacielem, który żebrak bratem?

W wersji angielskiej cytat brzmi następująco:

One is never alone with a book nearby, don't you agree? Every page reminds us of a day that has passed and makes us relive the emotions that filled it. Happy hours underlined in red pencil, dark ones in black... Where was I, then? What prince called me his friend, what beggar called me his brother?

Dalsza część jest jeszcze lepsza, i dzięki niej całość nie brzmi jak wyimek z Coelho, ale niestety pada tam nazwisko głównego bohatera, więc nie wstawię.
Zagadka nie jest trudna, ale jestem w świątecznym nastroju:)
Inne "książki w książkach", które przyszły mi do głowy, to:

a) Octavo, przez którą Rincewind wyleciał z Niewidocznego Uniwersytetu i dzięki której w Blasku fantastycznym ocalił Dysk (Pratchett),
b) dziennik Toma Riddle'a (Harry Potter i komnata tajemnic),
c) Niekończąca się opowieść,
d)książka pisana przez bohaterkę Służących,
e) Księga Wszystkich Godzin (kluczowa w Welinie i Atramencie Halla Duncana).

Strasznie marnie, ale robiłam listę z głowy, czyli z niczego. Pomożecie?:)
czwartek, 27 lutego 2014
Ten cytat dziś za mną chodzi

Sprzedawca podał trzy pączki, przyjął piątaka i wydał cztery miedziaki, z których jeden przełamał na pół. Ciri, powoli odzyskując kontenans, przyglądała się operacji łamania, łapczywie pochłaniając pierwszego pączka.
 - Czy to stąd - spytała, zabierając się za drugiego - pochodzi powiedzenie „Niewart złamanego grosza”?

- Stąd - Fabio przełknął swojego pączka. - Przecież nie ma mniejszych monet niż grosz. Czy tam, skąd pochodzisz, nie używa się półgroszków?
 - Nie - Ciri oblizała palce. - Tam, skąd pochodzę,  używało się złotych dukatów. Poza tym to całe łamanie było  bez sensu i niepotrzebne.
 - Dlaczego?
 - Bo mam życzenie zjeść trzeciego pączka.

Andrzej Sapkowski, Czas pogardy.

Ciekawe, dlaczego. Może dlatego, że nie zjadłam jeszcze żadnego pączka?:) A jak wasze statystyki?

piątek, 21 lutego 2014
Zagadka na Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego
A jak wy dziadku przeszli przez wody, błota?

Z Bosko Pomoco, ogłasza, noga za nogo, pomaleńku.

A kiedy wy przyszli? Dzisiaj? A może wczoraj?

Dzisiaj, mówi dziad, tylko co ja przyszed, jeszcze nogi bolo. O, a tu, widze, cielątko małe na świat przyszło! A rośnijże, rośnij Panu Bogu na chwałę, błogosławi ręko i żegna. Ostrzegajo Dunaj dziada, że nie wiadomo, na czyje chwałę ono rośnie: to wyrodek jakiś, nie meczy, ale rży!

Ciele rży?, krzyknoł dziad, rży nie beczy? E, chyba wy żartujecie ludzi ze człowieka podróżnego?

To oni jeden przez drugiego nuż jemu tołkować, że ciele, ciele, ale rży jak źrebię, miesiąc niedonoszone, kobyła oblizywała jego jak matka i rży za nim jak matka, powiedzcie dziadku, co to, cud czy kara, łaska czy nieszczęście, roztłómaczcie: cieszyć sie czy płakać? Dziad brodę ręko podper na kolanie i tak sie zadumał, że prawie słychać było jak myśli. Podumał i powiada, że dobrze to nie jest, jak porządek świata sie rozlatuje, cieszyć sie nie ma z czego, ech Boże, Boże! Ale co jego tak przestraszyło, dziada, że aż głowę rękami ściska, stęka?

A to, moi ludkowie, słyszym, że już nigdzie spokoju nima, nawet u was, widze diabeł penietruje.

Diabeł?

Od porządku, ludkowie, jest Pambóg, on pilnuje, żeby wszystko szło, było jak było. A diabeł chce zmieniać, powiada: ulepszać. Słyszycie? Ulepszać! Już jemu mało, że krowa cieli sie, dzie tam: on chce, żeby sie źrebiła! O, do czego idzie! Krowy bedo sie źrebili, kobyły cielili, owieczki prosili! Chłop z chłopem spać będzie, baba z babo, wilki latać, bociany pływać, słońce wzejdzie na zachodzie, zajdzie na wschodzie! Chibaż wiecie, że co noc jest taka chwilka, kiedy Pambóg musi odpocząć? Zamyka oczy i śpi, chwilkę, ale śpi. A natenczas wszystko co żywe ustaje: rzeki stajo i młyny nie obracajo sie! Ptaszki martwiejo na te chwilkę i wiszo w powietrzu! Drzewa nie rosno! Zając zastyga w pół skoku, a wilk za nim stoi z rozdziawiono mordo! Wszystko ustaje, bo nic nie ma siły i wagi. I wtedy diabeł robi co chce: jednym palcem przewraca, przestawia, podmienia!


Zagadka:

1. Gdzie zawędrował dziad?

2. Kto wcielił się w tę postać w ekranizacji powieści?

Przewidziana jest nagroda - niespodzianka, o ile ktokolwiek zechce się zainteresować i podać poprawne odpowiedzi przed północą w niedzielę 23 lutego.

wtorek, 24 grudnia 2013
Duch Strzeżenia Wiedźm (2)
– Sam wiesz, panie, że nie powinieneś robić takich rzeczy. Pamiętasz, jak się to skończyło ostatnim razem.
WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE.
– Ale... Mała dziewczynka z zapałkami, umierająca na śniegu, to ważny element samego ducha Strzeżenia Wiedźm, panie – tłumaczył zrozpaczony Albert. – Rozumiesz, ludzie słyszą o czymś takim i mówią: „Może i jesteśmy ubożsi niż kaleki banan i mamy do jedzenia tylko błoto i stare buty, ale i tak powodzi się nam lepiej niż tej biednej dziewczynce z zapałkami”. Dzięki temu czują się szczęśliwi, panie. I wdzięczni za to, co mają.
WIEM, CO JEST DUCHEM STRZEŻENIA WIEDŹM, ALBERCIE.
– Wybacz, panie, ale widzisz, to wszystko i tak się dobrze kończy, bo ona się budzi, widzi jasność, słyszy muzykę i przychodzą aniołowie, panie.
Śmierć zatrzymał się.
AHA. ZJAWIAJĄ SIĘ W OSTATNIEJ CHWILI Z CIEPŁYM UBRANIEM I CZYMŚ GORĄCYM DO PICIA?
No ładnie, pomyślał Albert. Pan naprawdę wpadł w ten swój dziwaczny nastrój.
– E... no nie. Nie dokładnie w ostatniej chwili, panie. Nie jako takiej.
TAK?
– Bardziej tak jakby już po ostatniej chwili. – Albert zakaszlał nerwowo.
CHCESZ POWIEDZIEĆ, ŻE KIEDY ONA JUŻ...
– Tak. Tak mówi ta opowieść, panie. To nie moja wina.
DLACZEGO NIE ZJAWIAJĄ SIĘ WCZEŚNIEJ? TAKI ANIOŁ MA CAŁKIEM SPORĄ ŁADOWNOŚĆ.
– Trudno powiedzieć, panie. Przypuszczam, że ludziom wydaje się to bardziej... no, bardziej satysfakcjonujące. – Albert zawahał się. Zmarszczył brwi. – A wiesz, panie, kiedy tak o tym opowiadam...
Śmierć spojrzał na niewielką postać pod padającym śniegiem. Potem ustawił życiomierz w powietrzu i dotknął go palcem. Strzeliła iskra.
– Tak naprawdę, panie, to nie wolno ci tego robić.
WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE. WIEDŹMIKOŁAJ DAJE PREZENTY A NIE MA LEPSZEGO PREZENTU NIŻ PRZYSZŁOŚĆ.
– Tak, ale..
ALBERCIE.
– Już dobrze, panie.
Śmierć podniósł dziewczynkę i ruszył do wylotu alei.
Płatki śniegu opadały niczym pióra aniołów. Śmierć wyszedł na ulicę i zastąpił drogę dwójce ludzi człapiących ciężko przez zaspy.
ZABIERZCIE JĄ GDZIEŚ DO CIEPŁA I DAJCIE DOBRĄ KOLACJĘ, rozkazał, wciskając dziecko w ręce jednemu z nich. I PAMIĘTAJCIE, ŻE PÓŹNIEJ MOGĘ TO SPRAWDZIĆ.
Odwrócił się i zniknął wśród wirujących płatków.
Funkcjonariusz Wizytuj popatrzył na trzymaną na rękach dziewczynkę, a potem na kaprala Nobbsa.
– O co tu chodzi, kapralu?
Nobby odsunął skrawek koca.
– Nie mam pojęcia. Wychodzi na to, że zostaliśmy wybrani do okazania dobroczynności.
– Moim zdaniem to niezbyt dobroczynne, takie wciskanie kogoś przypadkowym ludziom.
– Daj spokój. Na komendzie zostało jeszcze trochę jedzenia – odparł Nobby.
Wezbrało w nim silne wrażenie, że tego właśnie się ktoś się po nim spodziewa. Pamiętał tego grubego człowieka w grocie, chociaż nie mógł sobie przypomnieć jego twarzy. I nie bardzo mógł sobie przypomnieć twarz osoby, która oddała im dziewczynkę, co oznacza, że musiała to być ta sama twarz.
Wkrótce potem zadźwięczała muzyka, zapłonęło bardzo jasne światło, i dwaj urażeni aniołowie zjawili się u wylotu alei. Albert rzucał w nich śnieżkami, aż sobie poszli.

Wiedźmikołaj,
Terry Pratchett

***
Jako materiał do świątecznej refleksji. Wszystkim życzę magicznych, spokojnych, rodzinnych świąt. I dużo radości, zwłaszcza z przyszłości.
Tagi: cytaty
11:29, krwawasiekiera , z metra cięte
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka