Wpisy z tagiem: Dennis Lehane

piątek, 15 sierpnia 2014
Simply the best of Lehane
Dennis, oczywiście:) Tak, żyję, czytam i nawet mam wam do polecenia coś naprawdę znakomitego. Powieść, którą miałam w planach od wielu lat, a dokładnie od seansu znakomitej ekranizacji z Seanem Pennem, powstałej w 2003 roku. Mam ją na Filmwebie ocenioną na 10/10 i dodaną do ulubionych, co wyraża graficzny symbol serduszka, doskonale zresztą oddający mój stosunek do tego obrazu. Który tak mocno utkwił mi w głowie, że przez wiele lat nie miało sensu sięganie po literacki pierwowzór. Kto mnie zna, ten wie, że moja pamięć to dar i przekleństwo [Tekst Monka, ale uwielbiam, a zresztą pasuje idealnie, więc pożyczyłam]:) Ostatnio jednak, zdopingowana pewną wymianą zdań na forum, wejrzałam w zakamarki pamięci i z radością odkryłam, że udało mi się zapomnieć rozwiązanie zagadki.
Z entuzjazmem dałam się więc porwać mętnym wodom Rzeki tajemnic. Zgodnie z tytułem notki, nie mam najmniejszych wątpliwości, że Lehane wzniósł się w tej opowieści o trójce przyjaciół z dzieciństwa, którzy w wyniku jednego epizodu nieodwracalnie się zmienili, na wyżyny swoich pisarskich możliwości, a te bynajmniej nie są małe.
Jest to zarazem znakomity dowód, że nawet w genialnym filmie nie da się oddać wszystkiego. Powieść pełna jest zdań czy opisów, znakomicie oddających naturę i stan ducha protagonistów, którzy są tak różni, jak to tylko możliwe, bo - choć dorastali w tych samych czasach, w tym samym mieście, dosłownie kilka ulic od siebie, to jednak w zupełnie innych światach. Upływ czasu i rozłąka tylko tę przepaść pogłębiły. Każdy z nich - Jimmy, Sean i Dave - zmaga się z własnymi demonami.
Pierwszy udaje kogoś, kim nie jest, stojąc grzecznie za sklepową ladą, niczym przykładny obywatel i dzielnicowy aktywista. Tę maskę włożył po pierwszej osobistej tragedii i trzeba będzie drugiej, by sobie przypomniał, że w ogóle ma ją na twarzy, bo już się zrosła ze skórą.
Drugi za policyjną odznaką szuka bezpieczeństwa, którego nie czuje, bo odebrała mu je nieoczekiwanie zdrada najbliższej osoby. Dopiero ogrom tragedii dawnych przyjaciół zmotywuje go do zastanowienia się, czy cena przebaczenia istotnie jest za wysoka. Trzeci jest ofiarą niefortunnego splotu okoliczności, jako jedyny po ulicznej bójce, gdy wszyscy mieli po 11 lat, wsiadł do samochodu dwójki policjantów. Nie umiał skłamać, nie umiał się oprzeć poleceniu. Posłuchał. Ale to nie byli policjanci. Wrócił po czterech dniach i nigdy już nie był taki sam. W college'u błyszczał jako gwiazda baseballu, ma kochającą żonę i synka, który patrzy w niego jak w obrazek. Ale nie utrzymał dobrej pracy, gardzi sobą i stale ze sobą walczy, skrywając mroczny sekret.
Po 25 latach ścieżki całej trójki połączą się za sprawą kolejnego samochodu, który ma na tapicerce ślady krwi.
To porywająca historia z galerią zróżnicowanych, przekonujących bohaterów, którym kibicujemy w ich wewnętrznych zmaganiach, jednocześnie rozważając podświadomie możliwość, że są winni. Intryga szyta na miarę, z zaskakującym, a jednocześnie bardzo logicznym finałem, którego jednak wplątany w emocjonalny galimatias na równi z bohaterami czytelnik zupełnie się nie spodziewa. Autor nie daje tu szansy na chłodne spojrzenie z dystansu. Gorąco polecam.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Słaba mila, czyli Kenzie&Gennaro po raz szósty
Księżycowego światła mila. No, niestety, po całkiem niezłym początku książka skręciła w klimaty kompletnie niewiarygodne. Najsłabsza pod tym względem jest postać Amandy, psychologicznie nieprawdopodobna na maksa. Przykro mi zawsze, gdy następuje tak ostra sinusoida w serii, którą zdążyłam polubić, dlatego odwlekałam tę notkę. Prawda jednak jest taka, że to zdecydowanie najsłabszy tom cyklu i niestety nie polecam.
Planuję teraz sięgnąć po standalone'y Lehane'a, ciekawi mnie zwłaszcza Rzeka tajemnic, której ekranizację oceniam bardzo wysoko. Ale chętnie przeczytam też Wyspę skazańców i Miasto niepokoju. O ile będą w bibliotece, oczywiście.

***

Jak już ostrzegam, to, dla zainteresowanych, szerzej o "dziele" wspomnianym w notce Literacki Pinokio 2011.
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Właśnie odebrałam Nesbo:)
 Człowieka - nietoperza. Książka w stanie idealnym wręcz. Pierwszy odruch - rzucić wszystko i zaczytać się. Co tam, że debiut i podobno gniot. Na hasło Nesbo ja już mam uwarunkowane odruchy, a znamy się z autorem (platonicznie) niecały rok.  Ale nie ma lekko. Mam zaległą reckę Szkolnikowej (z którą planuję się dzisiaj uporać). Najtrudniej pisać o książkach przeciętnych.
Poza tym przede mną końcówka najnowszego Lehane'a (Mili księżycowego światła), który od 100 mniej więcej strony wciągnął mnie z butami i jeśli świat się nie zawali, dzisiaj ukończony będzie. A potem kolej na "lekturę obowiązkową". Wszystko ma swoje plusy dodatnie - tym samym przygoda z Harrym H. się przedłuży, a ewentualne rozczarowanie odsunie w czasie.
Ciężkie jest życie nałogowca.
czwartek, 21 lipca 2011
Kenzie & Gennaro 5: Modlitwy o deszcz
Monotematycznie ostatnio, wiem:) Ale jak się człowiek wciągnie, to nie ma siły. Wciągnęłam się na tyle, że nabyłam kolejny tom serii na Allegro (w bibliotece był niedostępny, w przeciwieństwie do poprzednich - wszystko, co dobre, szybko się kończy, zwłaszcza wytrwałość w postanowieniach dotyczących niekupowania książek:>).
Niemniej, nie żałuję. Jest to książka mniej zaangażowana społecznie i zdecydowanie bardziej "filmowa" niż "Gdzie jesteś, Amando?". Zawiązanie akcji tym razem maksymalnie naciągane, ogólna wiarygodność złoczyńcy, cóż, dosyć niska.
A jednak! Na potrzeby lektury wszystko działa, jak trzeba, wsysa czytelnika za skarpetkami (albo bez, jeśli upał) i nie wypuszcza do samego końca. Zastrzeżenia pojawiają się dopiero po dobrnięciu do ostatniej kropki, co świadczy o tym, że książka - mimo wad - się broni. Bo po skończeniu wciągającej lektury poczepiać to się można: dla sportu. Z mojej perspektywy jest to jednak konkurencja z lekka bezsensowna.
Jeśli nie mogę się od czytania oderwać, świadczy to o tym, że czytam coś co najmniej dobrego.
Zatem ponownie polecam. Owszem, Patrick i Angie powrócą jeszcze na "łamy" w czasie niedługim, gdyż posiadam już tom kolejny - "Milę księżycowego światła". Jest on też, jak dotąd, ostatnim.
W najbliższym czasie planuję Good night, Dżerzi Głowackiego. Nie ukrywam, że po znakomitym Z głowy wiążę z nim spore nadzieje.
czwartek, 07 lipca 2011
Kenzie&Gennaro 4: Gdzie jesteś, Amando?
Jako kryminał ta część jest zdecydowanie najlepsza z dotychczasowych. Jako książka społeczno-psychologiczna chyba też. Gdzie będzie Amanda, przypomniałam sobie dopiero w 2/3 powieści. Po pierwsze, film widziałam dobrych parę lat temu i zwyczajnie zdążyłam zapomnieć. Po drugie, książka znacznie się różni. Na plus, oczywiście, choć film, jak wspominałam, też oceniam wysoko. Ale tak to już jest, chyba ze dwa filmy w życiu lepsze od książek napotkałam tylko.
Tematyka: zaginięcia dzieci, ale też kwestia nieuzasadnionego niczym uprzywilejowania przez prawo biologicznych matek w sytuacji, gdy dzień po dniu zmieniają one życie swoich "pociech" w koszmar - zdecydowanie mało wakacyjna. Na tym tle - czy "matka" zawsze pozostaje matką, bez względu na wszystko - dochodzi w finale do poważnego konfliktu między dwójką głównych bohaterów, którzy od dwóch lat w końcu są w związku.
Oprócz tego oczywiście sporo akcji, w tym spektakularna scena w kamieniołomach. Hollywoodu - jak na dotychczasowy dorobek cyklu - ilość bardzo skromna.
Warto.
poniedziałek, 09 maja 2011
Kenzie&Gennaro po raz trzeci
Chyba jestem jakaś dziwna, albo jak już się pozytywnie nastawię do autora, to za łatwo się nie zrażam. Nie za bardzo przypadła mi do gustu hollywoodzko "podkręcona" końcówka drugiego tomu serii "Ciemności, weź mnie za rękę". Mimo to, mając biblioteczną okazję, zgarnęłam z półki "Pułapkę zza grobu", czyli odsłonę kolejną.
O tej książce czytałam opinie od zdecydowanie negatywnych do obojętnych. Jestem w okolicach połowy i znowu zaczynają się filmowe zagrywki w nienajlepszym stylu, ale wciąż czyta mi się dobrze.
Fakt, potwierdza się, że kolejne tomy nie mają w sobie tyle energicznej ironii, która urzekła mnie w Wypijmy, nim zacznie się wojna. W miejsce humorystycznego dystansu weszły smęty i emocjonalno-seksualne napięcia indukowane tragedią, która dotknęła detektywistyczny duet.
Wciąż jednak nie są to smęty w stylu wallanderowskim tzn. idź się człowieku w końcu powieś i zza grobu też nie próbuj wracać. Nie budzą - przynajmniej na razie - chęci walnięcia książką o ścianę (oczywista - w sensie wyłącznie metaforycznym). Nie ukrywam, iż dopuszczam możliwość, że sytuacja ta ulegnie zmianie.
Z drugiej strony, kolejną powieścią w serii jest Gdzie jesteś, Amando? Film był bardzo dobry, książka musi być co najmniej równie dobra.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Kenzie i Gennaro, wejście drugie; Protasiuk - powrót
Zaczęłam przedwczoraj drugi tom cyklu o parze detektywów z Bostonu pióra Lehane'a i choć rzeczywiście ironicznych komentarzy Patricka jest wyraźnie mniej niż w Wypijmy, nim zacznie się wojna, to zapowiada się historia o seryjnym przyjemniaczku, więc zmiana klimatu wydaje się uzasadniona. Na razie jest gęsto, intrygująco i bardzo pozytywnie. Dam znać o rozwoju wydarzeń.

***

W tak zwanym międzyczasie bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie Święto rewolucji Michała Protasiuka. Z jego debiutanckiego Punktu Omega nie mam, mówiąc delikatnie, dobrych wspomnień. A tu solidny dreszczowiec z ciekawą, wielokierunkową podbudową naukową, praktycznie bez fantastyki, bardzo przyjemny w czytaniu. Zatem polecam.

***

Drugi tom cyklu Kate Griffin o Matthew Swifcie czytało mi się dużo lepiej niż pierwszy, ale, uczciwie mówiąc, nie wniósł do obrazu serii wiele nowego. Może nutkę refleksji socjologicznej:) Niemniej, rozrywka przyjemna.

***
A do planów czytelniczych dołączył wyhaczony za grosze Władca Ocean Park Stephena L. Cartera na podstawie sieciowej polecanki oraz cykl marinistyczny Patricka O'Briana - bo mają pierwszy tom w bibliotece, a nawet nie tylko pierwszy. Czytał ktoś którąś z tych pozycji?
sobota, 26 marca 2011
Chemia pierwszych stron
Bo niekiedy (rzadko, coraz rzadziej), trafiam na książki, które uwodzą mnie niemal z punktu. Kilkakrotnie już wspominałam tutaj o planach przeczytania czegoś autorstwa Dennisa Lehane'a i bolałam nad tym, że kilka jego powieści spaliłam sobie seansami (swoją drogą bardzo dobrych) filmów. Konkretnie Gdzie jesteś, Amando?, Rzekę tajemnic i Wyspę skazańców (aka tajemnic). Podczas ostatniej wizyty w bibliotece trafiłam na pierwszy tom cyklu o parze detektywów z Bostonu, Patricku Kenzie i Angeli Goranno, czyli Wypijmy, zanim zacznie się wojna. A ponieważ zbliża się termin zwrotu, wczoraj zaczęłam czytać i poczułam tę unikalną chemię niemal od pierwszych zdań. Przeczytałam do poduszki ledwie 40 stron, ale, choć o samej książce powiedzieć jeszcze za wiele nie sposób, wiem już z całą pewnością, że autor "kupił mnie" stylem. Facet pisze dokładnie tak, jak sama chciałabym umieć pisać, psiakostka:/ Ale co się tu dziwić - scenarzysta (jeden ze) The wire.
Polecam impulsywnie i w ciemno. Z czym ostatnio poczuliście taką chemię?
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka