Wpisy z tagiem: reportaż

sobota, 24 lutego 2018
Monstrualna dawka pesymizmu (Harlan Ellison, To, co najlepsze, tom I)
Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na lekturze pierwszej części przekrojowego zbioru utworów wybranych z pięćdziesięcioletniego dorobku Harlana Ellisona. To, co najlepsze tom I ukazało się w zeszły piątek nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Nie była to lektura łatwa, trochę też poziom części utworów odbiegał od moich oczekiwań, rozbuchanych latami wysłuchiwania peanów na temat geniuszu autora. Niemniej, nie żałuję poświęconego na te 672 strony czasu. Mało która pozycja wzbudziła u mnie taką ilość przemyśleń i sprzecznych emocji, choć uczciwie ostrzegam - Ellison nie ma złudzeń co do ludzkości i przeczytanie dużej ilości utworów za jednym podejściem może wywołać depresję. A jako ze wczoraj mieliśmy światowy dzień walki z tą okropną chorobą, osobom o obniżonym nastroju zdecydowanie odradzam czytanie. Recenzję można od wczoraj przeczytać na łamach portalu naekranie.pl.
sobota, 20 stycznia 2018
Ekspresowo o zaległościach z 2017
Dusza chciałaby się pozachwycać Dżentelmenem w Moskwie Amora Towlesa (wyjątkowa powieść, polecam już teraz!), ale rozum podpowiada, że jak dzisiaj nie opiszę zeszłorocznych zaległości, to już nigdy.

Skrzydła sfinksa Andrea Camilleri - kolejny tom o komisarzu Salvo Montalbano z fikcyjnego sycylijskiego miasteczka Vigata. Tym razem bohater – walcząc jednocześnie z poważnym kryzysem w swoim związku z Livią – musi rozwikłać zagadkę martwej dziewczyny z tajemniczym tatuażem w kształcie motyla. Przy okazji niechcący zaburza lokalne układy i układziki, zadzierając między innymi z kościelnymi dostojnikami. Jak można się domyśleć, jego przełożony, kwestor, nie będzie zachwycony. Ale kto zna komisarza, ten wie, w jak głębokim poważaniu ma on opinię kwestora. A kto nie zna, czym prędzej powinien się z nim zapoznać, bo cykl Włocha to fenomen – na etapie 11 tomu (oszczędzam sobie, bo po polsku wyszło dotąd tylko 15) nadal trzyma równy, wysoki poziom. I oferuje unikalny sycylijski klimat, ze wspaniałymi opisami lokalnych potraw.

Wszystkie dzieci Louisa Kamila Bałuka to debiutancki reportaż o głośnej aferze z holenderską kliniką in vitro (wielokrotnie, latami używano nasienia tego samego dawcy, o zapłodnienia bardzo wielu kobiet). Jest to niewątpliwie tekst dobry, w który autor włożył mnóstwo pracy. Jednak – cóż mogę powiedzieć? Nie porwał mnie. Nie do końca odpowiada mi reporterski styl Bałuka, więc choć doceniam zarówno wybór, jak i realizację tematu, tym bardziej że to jego pierwsza książka – na następną, jeśli się ukaże, nie będę się rzucała. Nie ma między nami chemii i tyle.

Celibat: opowieści o miłości i pożądaniu Marcina Wójcika to przykład z przeciwnego bieguna. Już przy poprzedniej książce, o Rodzinie Radia Maryja, zaiskrzyło między nami. Autor ma świetny, angażujący emocjonalnie styl opowiadania, dar wynajdywania niezwykłych, różnorodnych historii, pozwalających wieloaspektowo przedstawić temat. A przy tym nie osądza swoich bohaterów, pisze o nich empatycznie, starając się nawet w najgorszych przypadkach zrozumieć ich położenie i motywacje. Od poprzedniej książki znacząco się rozwinął pod względem warsztatu. Jest więc o księżach, którzy zrzucili sutanny dla kobiet. I o kobietach żyjących w związkach z tymi, którzy tego nie zrobili. O dzieciach, które ponoszą tych związków konsekwencje (słynna afera z dziedziczeniem po zmarłym nagle księdzu profesorze przez jego syna). Ale jest tu również wiele innych, mniej oczywistych opowieści, a każda warta przeczytania. Całość wywarła na mnie wielkie wrażenie.

Trzy dni i jedno życie Pierre’a Lemaitre’a to historia, której chyba nikt się po nim nie spodziewał. Wiele było głosów zawodu, ale ja akurat postrzegam to jako zaletę. Pisarz zagrał czytelnikom na nosie, zamiast kolejnego kryminału nafaszerowanego zwrotami akcji proponując opowieść o dość niezwykłym sprawcy, któremu się upiekło i musiał z tym żyć. Wyszło ciekawie, zwłaszcza jeśli chodzi o punkty zwrotne w tej historii, które są tak banalne jak życie. Najgorszą karę wymierzamy sobie sami. Tak więc polecam, ale raczej nie osobom nastawionym na dynamiczną fabułę.

Przyszłem, czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy Janusza Głowackiego czytało się wartko, bo napisane ze swadą, ale najciekawsze były nie anegdoty poboczne, a kolejne wersje scenariusza właśnie. Niezłe, ale do Z głowy startu nie ma.

Lady Day śpiewa bluesa czyli autobiografia Billie Holiday spisana przez Williama Dufty’ego – niezwykła, fascynująca i przejmująco smutna historia wielkiego talentu. Kobiety o rzadkiej sile charakteru i pasji muzycznej, której nie złamał rasizm i wszelkie związane z posiadaniem czarnej skóry trudności. A jednak pokonały ją narkotyki. Na uwagę zasługuje przekład, moim zdaniem budujący unikalny klimat. Wielkie oklaski dla tłumacza Marcina Wróbla. Nie jest to łatwa lektura pod żadnym względem, ale warto.

Manson: ku zbrodni Jeffa Guinna to z kolei pozycja, na którą napaliłam się jak szczerbaty na suchary, a mordowałam się z nią ponad dwa lata i cztery podejścia. Nudna, przeładowana kompletnie nieciekawymi rozważaniami obok tematu, nabiera tempa dopiero w końcówce. Porażka.

Morderstwo w Orient Expressie Agathy Christie – nie jesteśmy dla siebie stworzone i tyle. Wszystkie kawałki do siebie pasują, ale intryga jako całość jest tak wydumana i wymaga przyjęcia tylu niewiarygodnych założeń, że mnie nie przekonuje. Nie mój typ kryminału i to się raczej nie zmieni, choć złożoność pomysłu mimo wszystko doceniam.

Był sobie chłopczyk Ewy Winnickiej to najlepszy przeczytany w zeszłym roku reportaż. O sprawie Jasia, anonimowego chłopca wyłowionego ze stawu, o tym, jak ustalano jego tożsamość i jak się w tym stawie znalazł. Skąd pochodził, kim byli jego rodzice i jak doszło do tragedii. Temat-pułapka, który mniej utalentowaną reporterkę zapewne by pokonał, ale Ewa Winnicka ma to coś, co pozwala jej opisać go z odpowiednim dystansem, bez uciekania się do tanich chwytów. Jej warsztatowy geniusz zwiększa jedynie siłę rażenia tej tragicznej historii. O tym, że system jest na tyle wadliwy, iż martwe dziecko może w nim przepaść bez śladu na lata, a gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności – przepadłoby na zawsze. I nie dlatego, że sprawca był geniuszem zbrodni. Czytajcie koniecznie.

Zostało mi jeszcze Nie hańbi Olgi Gitkiewicz, o którym postaram się napisać osobno, oraz pierwsza część rozmowy Pilcha i Pietrowiak Zawsze nie ma nigdy, o której napiszę, jak przeczytam już zakupioną część drugą. Czytaliście coś z tej listy? Jakie wrażenia?
niedziela, 14 stycznia 2018
Zróbmy to tak, by nikt nie widział (Poznań. Miasto grzechu, Marcin Kącki)
Miałam najpierw napisać o licznych pominiętych na blogu z braku czasu lekturach z roku poprzedniego, ale pierwsza pozycja przeczytana w 2018 zrobiła na mnie na tyle duże wrażenie, że plan ten uległ zmianie.
Po znakomitym, choć przygnębiającym i przerażającym Białymstoku Marcin Kącki zabrał się za swój matecznik, czyli Poznań. I udało mu się po raz kolejny stworzyć bardzo sugestywny i - eufemistycznie mówiąc - niewesoły obraz miejskiej rzeczywistości. Kluczem do zbioru jest jedno z mott, fragment autobiograficznych zapisków Marii Rudowicz, zatytułowanych Grzeszne miasto. Brzmi on tak: Dziwny dom i dziwni mieszkańcy. Dla oka, przed ludźmi tworzyli niby porządną rodzinę, a każdy z nich żył własnym życiem, odrębnym i tylko w niedzielę następowała pewna zmiana.
Znajduje odwzorowanie w strukturze Poznania, którego cztery części to kolejno: Synowie, Rodzina, Kościół i Matki. W pierwszym rozdziale przeczytamy o dorosłych, którzy jako chłopcy należeli do chóru Polskie Słowiki (jeden z trzech podrozdziałów stanowi przedruk z reportażu Maestro). Nie wszyscy bohaterowie byli ofiarami dyrygenta Kroloppa. Ich dalsze losy także były bardzo zróżnicowane, podobnie jak stosunek ich rodziców do wydarzeń w chórze. W rozdziale Rodzina przeczytamy o historii rodziców pierwszego polskiego ujawnionego dorosłego dziecka poczętego metodą in vitro oraz o zagadkowym zniknięciu ujawnionego geja, a zarazem znanego i szanowanego lekarza, który prowadził bardzo bujne i towarzyskie życie, lecz choć miał wielu przyjaciół, praktycznie nie miał kontaktów z własną rodziną. W rozdziale Kościół znajdziemy historię księdza, który po obnażeniu bezradności instytucjonalnej KK wobec molestowania kleryków w sprawie abp. Paetza zrzucił sutannę. I jak wcześniej był poważany w środowisku naukowym, tak później stał się trędowatym. Jest biografia dziennikarza lokalnej katolickiej gazety, który był przez długi czas blisko z Paetzem. A także bardzo ciekawy - śmieszno-straszny - podrozdział poświęcony historii pomnika Najświętszego Serca Pana Jezusa, zburzonego przez hitlerowców, który obecnie usiłuje się odbudować. Rozdział Matki był dla mnie chyba najciekawszy - otwiera go bowiem podrozdział Jeżycjada (na wszelki wypadek z symbolem znaku towarowego), o rodzinie Barańczaków. Małgorzata Musierowicz to siostra genialnego poety i tłumacza Stanisława, córka "czerwonego lekarza" Jana Barańczaka. W opowieść o tej niezwykłej rodzinie wplecione są też losy mało znanego poznańskiego poety Wojciecha Bąka, zdradzonego przez własne środowisko. Historia jak z Lotu nad kukułczym gniazdem Keseya. W tym rozdziale Kącki umieścił też portret mało poznańskiej matki - wspomnianej na wstępie Marii Rudowicz, autorki Grzesznego miasta. Byłaby takim Grzesiukiem Poznania, gdyby nie to, że życie od dzieciństwa miała przerażająco ciężkie, a momentu zasłużonej sławy i sukcesu związanego ze spisaniem wspomnień w nim zabrakło. Niemniej - postać absolutnie fascynująca. Na jej tle nieco mniejsze wrażenie robi sylwetka  Marii Wicherkiewicz, malarki, literatki i historyczki, skupionej na historii społecznej Poznania. Nieco mniejsze, ale nadal wielkie, bo - jak na czasy, w których przyszło jej żyć oraz posiadany status społeczny - była prawdziwą pionierką feministycznej niezależności. Ale ma ta biografia i dość zagadkowy, a w pewnym stopniu nieprzystający do pięknego obrazka fragment. Jaki? Nie zdradzę, by nie psuć przyjemności z lektury.
Choć to taka masochistyczna przyjemność - bo mimo że całość jest niewątpliwie interesująca, miejscami wręcz fascynująca, to jednak jawi się ten Poznań miejscem dusznym, hołdującym pozorom i nieprzyjaznym jakiemukolwiek indywidualizmowi. Jest to zapewne przesada wynikająca z doboru materiału, jednak nie da się ukryć, że w znacznym stopniu mentalność poznańska to po prostu nasza mentalność narodowa. Niestety. Autor wykonał gigantyczną pracę i udało mu się na jej podstawie stworzyć opowieść - diagnozę, po którą niewątpliwie warto sięgnąć.
środa, 01 marca 2017
Odwrócony Bookrage z Wydawnictwem Czarne
Aż trudno uwierzyć, ale w uruchomionej właśnie edycji Bookrage jeszcze przez chwilkę można kupić 6 papierowych reportaży z Wydawnictwa Czarne za 10 złotych (słownie DZIESIĘĆ). Szybciutko się decydujcie, bo wraz ze wzrostem liczby sprzedanych pakietów cena też będzie rosła. A i ilość pakietów jest ograniczona.
sobota, 04 lutego 2017
Jak Wowa przerósł Napoleona
Wspominałam w poprzednim wpisie o książce Krystyny Kurczab-Redlich Wowa. Wołodia. Władimir. Tajemnice Rosji Putina. Dziś chciałabym wam napisać o tym, dlaczego warto było poświęcić prawie dwa tygodnie na tę niełatwą i przygnębiającą, ale zarazem w przedziwny sposób fascynującą lekturę.
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że na pewno nie jest to pozycja dla ludzi o słabych nerwach. Mając za sobą lekturę książki Litwinienki i Felsztyńskiego Wysadzić Rosję oraz śledząc na bieżąco konflikt na Ukrainie (na ile to możliwe w ograniczonym medialnym przekazie), byłam przekonana, że wiem już o Putinie i jego drodze na Kreml wszystko, co najgorsze.
A jednak nie, to zaledwie ułamek większej całości, która na kartach Wowy, w oparciu o imponującą pracę ze źródłami, jest dla czytelnika rekonstruowana, przy czym okropieństwa wojenne możemy obserwować z makabryczną dokładnością (przy torturach stosowanych w czeczeńskich obozach filtracyjnych Guantanamo to luksusowy hotel z basenem, a o marynarzach z Kurska wydanych na śmierć poprzez brak zgody na zagraniczną pomoc nie da się szybko przestać myśleć, podobnie jak o ostrzeliwanych z premedytacją uciekających cywilach i srogich bojownikach, będących faktycznie przypadkowymi cywilami z ulicznych łapanek - a to zaledwie początek wyliczanki).
Psychoanalityczny klucz do bohatera, który autorka stosuje, zaczynając opowieść od pilnie strzeżonej tajemnicy dzieciństwa, rzeczywistej tożsamości rodziców i prawdziwej daty urodzenia Putina, może w pierwszej chwili budzić pewne wątpliwości, tym bardziej że akurat ten fragment historii niełatwo potwierdzić. Bohater o to starannie zadbał, w najlepszym, uświęconym wielowiekową tradycją rosyjskim stylu usuwając wszystkich, którzy próbowali przed jego pierwszymi wyborami prezydenckimi nagłośnić temat. Co jednak początkowo wydaje się naciągane i sztampowe (tyran miał trudne dzieciństwo, nie nauczył się budować więzi, a poza tym ma kompleks niskiego wzrostu i od dzieciństwa wielbi Stalina), z perspektywy późniejszych wypadków zaczyna wyglądać o wiele bardziej przekonująco.
Spośród dziewięciu rozbudowanych rozdziałów dla mnie najciekawsze były fragmenty poświęcone okresowi, kiedy Putin wraz z merem Sobczakiem (uważanym za czołowego demokratę, co stanowiłoby świetny dowcip, gdyby nie było takie straszne) władał Petersburgiem oraz Operacji Następca, czyli splotowi wypadków, które sprawiły, że Borys Jelcyn namaścił Putina na kolejnego prezydenta Rosji. W Petersburgu Putin i Sobczak zbudowali prawdziwe korupcyjne imperium, które zawstydziłoby Nucky'ego Thompsona. Rozdział o tym (zatytułowany Dobry pan i psie konserwy) zaczyna się:

Najkrócej można powiedzieć tak: ukradł co najmniej 93 miliony dolarów. Ukradł je w doborowym, niezbyt wielkim gronie. Ukradł mieszkańcom Petersburga
.

W zamian za rożne towary, m.in. metale rzadkie, pogrążone w kryzysie niedoboru miasto miało otrzymać żywność z zagranicy.  Dziwnym trafem barter jednak nie dotarł, a pieniądze za cenne towary zniknęły w kieszeniach miejskich rozgrywających. Co zatem jedli mieszkańcy?

Sobczak zapełnił półki zapasami z magazynów wojskowych (do czego zresztą nie miał prawa), a gdy i tych zabrakło, Putin sprowadził 60 ton konserw mięsnych dla psów „w ramach zapobieżenia niedostatkowi białka u mieszkańców Petersburga”, o czym z pewną dozą dumy zawiadomił służbową notatką ówczesnego ministra gospodarki Andrieja Nieczajewa.

Jak widać, tytuł rozdziału nie jest przypadkowy. Choć afera się wydała (ujawniła ją i doskonale udokumentowała powołana w radzie miasta komisja, a prezydent Jelcyn otrzymał do rąk własnych jej raport), odpowiedzianym włos z głowy nie spadł. Z tym że Sobczakowi - jak wszystkim, którzy zbyt wiele wiedzieli o Putinie - tylko do czasu.
Więcej - kariera naszego bohatera po wszystkim jeszcze przyspieszyła, a jej ukoronowaniem było najwyższe stanowisko w państwie. A wszystko przez chorobę Jelcyna (którego autorka najwyraźniej darzy wielką sympatią, czasem przesadza z jego wybielaniem) oraz bezpardonową korupcję, która przeżarła jego i jego dwór, zwany Rodziną. Bali się odpowiedzialności i w zamian za nietykalność oddali władzę Putinowi. Kurczab-Redlich jest przekonana, że Jelcyn uważał następcę za demokratę. Osobiście nie sądzę, by przekonania Putina miały dla niego wielkie znaczenie, ale kto wie?
Ukrainie, Olimpiadzie w Soczi i innym świeższym wypadkom autorka poświęca mniej miejsca, całościowo jednak naświetla wiele zdarzeń i mechanizmów, o których nie usłyszycie w żadnych wiadomościach. Choćby dlatego, by lepiej zrozumieć działający po sąsiedzku system i skalę terroru, każdy powinien Wowę przeczytać.
Widać też, niestety, pewne paralele z tym, co się aktualnie dzieje u nas (chodzi mi przede wszystkim o stawianie się władzy ponad prawem,  o zakłamywanie rzeczywistości, bezwstydne zaprzeczanie faktom i toporną propagandę publicznej telewizji).

Zarzuciłabym autorce jedynie wyżej wspomniane nadmierne psychologizowanie, faworyzowanie niektórych równie umoczonych co Putin bohaterów oraz zawartą w dodatku Życie prywatne sugestię co do genezy homoseksualizmu rosyjskiego prezydenta:

Czynnikiem spostrzeganym jako najważniejszy w powstawaniu męskiego homoseksualizmu jest brak pozytywnej i wiążącej relacji z ojcem: alienacja od ojca we wczesnym dzieciństwie, ponieważ ojciec był odbierany jako ktoś wrogi lub daleki, gwałtowny lub alkoholik.

Serio? Na sam koniec coś takiego? I to jeszcze z takiego źródła? Wiadomo już od dawna, że z orientacją seksualną człowiek się rodzi i jest uwarunkowana biologicznie. Trochę mi to zepsuło lekturę na finiszu i kazało bardziej krytycznie ocenić całość.

Ale i tak dla zainteresowanych współczesnym światem, a Rosją zwłaszcza, lektura obowiązkowa. Ale żeby nie było, że nie ostrzegałam - będzie bardzo bolało.
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Pozostałe lektury urlopowe
Urlop niestety dobiega końca, jak wszystko, co dobre (np. Polcon 2016 we Wrocławiu), czas zatem na podsumowanie nieopisanych do tej pory lektur.

Włodzimierz Nowak Niemiec. Wszystkie ucieczki Zygfryda to pozycja bardzo ciekawa i zdecydowanie godna uwagi - biografia Zygfryda Kapeli, pół-Polaka, pół-Niemca (po matce), któremu przyszło dorastać w trudnych (zwłaszcza dla kogoś z takim pochodzeniem i imieniem) powojennych polskich realiach. Zygfryd jest postacią nietuzinkową, o ile jednak w pierwszej części opowieści zdecydowanie łatwiej z nim empatyzować, to im dalej w historię, tym bardziej oczywiste staje się, że jest typowym cwaniaczkiem, koniunkturalistą, a do prawdy i jakichkolwiek wartości ma mocno swobodny stosunek, ujmując rzecz bardzo łagodnie. Ale nie trzeba go lubić (co ciekawe, nawet sam autor w pewnym momencie zdecydowanie przestaje i traci serce do opisywanej historii), by docenić złożoność i niezwykłość jego biografii, w której ucieczka (ostatecznie chyba nie dokądś, a po prostu przed nieładną prawdą o sobie) jest elementem kluczowym. Są fragmenty lepsze i gorsze, ale całość oceniam wysoko i zdecydowanie polecam, nie wchodząc w dalsze szczegóły, by nie psuć wam zabawy, jaką jest odkrywanie biografii bohatera, nierozerwalnie związanej z polską historią.

Joseph Delaney Zemsta czarownicy, czyli pierwszy tom cyklu fantasy kierowanego w teorii do czytelników 10+. W praktyce dostajemy dosyć dorosły horror. Trzynastoletni główny bohater, siódmy syn siódmego syna, stawiający pierwsze kroki w potrzebnym, lecz mało prestiżowym fachu stracharza, natyka się na rzeczy, które mnie nieźle przeraziły. A to: placki z krwi niemowląt, zazdrosnego górnika z pylicą zakopującego żonę żywcem w piwnicy, stado wisielców - widm na pobliskiej górce, krwiożercze czarownice porywające dzieci i niestroniące od opętania. Rzecz jasna, wszystko kończy się całkiem dobrze, ale jeśli otwarcie jest tak mroczne, to - będąc egzemplarzem wyjątkowo strachliwym - chyba podziękuję za dalszy ciąg. Niemniej, książka w swoim gatunku dobra: nastrojowa, wyrazista i znakomicie przetłumaczona przez Paulinę Braiter. No i czyta się błyskawicznie.

Jørn Lier Horst Poza sezonem - ponoć kolejne tomy (wydane wcześniej, ale późniejsze w cyklu) są lepsze, jednak co do tego jestem zdecydowanie na nie. Bohaterowie są przeraźliwie papierowi i kompletnie mnie nie obeszli, podobnie jak intryga, ostatecznie może i spójna, ale zrealizowana sztywno, niczym zadanie z kursu kreatywnego pisania. Być może to po części kwestia języka (czy to oryginału, czy tłumaczenia - nie sposób przesądzić, ale mimo wszystko skłaniam się ku pierwszej opcji) - suchego, ściśle celowego, sprawozdawczego i podporządkowanego raportowaniu akcji. Nastroju w każdym razie, mimo czynionych przez pisarza prób scenograficznych, nie stwierdzono. A potem zrobiło się jeszcze gorzej, bo autor wysłał bohaterów do Wilna, nie mając zielonego pojęcia o litewskich realiach, które opisał wprost tragicznie, stereotypowo i powinien się mocno zastanowić, zanim zdecydował się na coś podobnego bez solidnego researchu. Intryga częściowo wydumana, a częściowo przewidywalna. Jedna z najgorszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Odradzam dosyć stanowczo.

Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk Pies i klecha. Żertwa i inne historie - w związku ze skandalicznym opóźnieniem e-booka nowych Akt Dresdena znalazłam po dwóch latach czas dla ich polskiego odpowiednika, tj. zbioru opowiadań o księdzu i policjancie rozwiązujących nadprzyrodzone zagadki w czasach schyłkowego PRL. Mam sentyment do księdza Gila i porucznika Enki z czasów czytania dwóch niezłych powieści z ich udziałem, zatem miło było ponownie spędzić z nimi trochę czasu. Choć fabuły bywają przekombinowane (poziom poszczególnych tekstów jest bardzo zróżnicowany), a rozwiązania średnio wiarygodne, kreacje bohaterów i ogólny klimat wiele wynagradzają. No bo czy voodoo w krakowskim akademiku Żaczek nie brzmi dobrze? Na początek polecam jednak powieści. Choć opowiadania w ciekawy sposób pogłębiają portrety bohaterów.

Antti Toumainen Czarne jak moje serce to bardzo nastrojowy kryminał noir, dostarczający wszystko, czego można by oczekiwać po utworze tego gatunku. W tym także pewne przerysowanie sztandarowych motywów czy charakterów, niestety. Nie wiem też, czy to tłumaczka Edyta Jurkiewicz-Rohrbacher przeszarżowała z poetyckością języka, czy autor na taką drogę się zdecydował. Do pewnego momentu zabieg ów buduje klimat opowieści, jednak po przekroczeniu pewnego krytycznego stężenia zaczyna już tylko działać na nerwy. Niemniej, nie zmienia to faktu, że przeplatana retrospekcjami historia planowanej od wielu lat zemsty wciąga, a sama książka jest na swój sposób wyjątkowa i naprawdę niezła. Po prostu spodziewałam się czegoś więcej:)
sobota, 02 lipca 2016
Zaległości - zbiorczo, kryminalnie, reportażowo, fantastycznie
Zaległości, jak powszechnie wiadomo, zamiast grzecznie się utleniać, mają tendencję do narastania. I tak z czterech nieopisanych lektur zrobiło się sześć. A skoro gołębie obudziły mnie dziś przed piątą (widać nie uznają instytucji soboty), to jestem w bojowym nastroju i uporam się z nimi kompleksowo. Tylko jedną obyczajówkę zostawię na zapas. Cieszycie się?:)

Paweł Reszka Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy - książka oparta na rozmowach z wszelkiej maści trybikami machiny krwiożerczego kapitalizmu. Mimo dość przerażającej (choć dla prawnika bynajmniej nie szokującej, dowiedziałam się o wiele mniej nowego, niż oczekiwałam) wymowy czyta się bardzo lekko. Najwięcej jest o niesławnych polisolokatach, z których ofiarami miałam się okazję kilkakrotnie zetknąć w pracy. Makabrycznie ciekawa (choć, ponownie, niezbyt zaskakująca pod względem treści, formy bardziej) jest wewnętrzna korespondencja korporacyjno-bankowa, szczególnie mechanizmy motywacji pracowników i śrubowania wyników sprzedaży. Dość pocieszające może być tylko to, że era najbardziej bezczelnego golenia frajera już chyba dobiegła końca. Interesująca lektura na jedno wolne popołudnie.

Marcin Kołodziejczyk Bardzo martwy sezon. Reportaże naoczne - a tutaj się troszkę nacięłam, bo - nie wiedzieć jakim cudem - nie skojarzyłam podtytułu zbiorku z rubryką Polityki - Na własne oczy. A zebrano tutaj publikowane w niej teksty autora, w tym tytułowy.  Nie odbiera im to nic z poziomu, wartości poznawczej i innych walorów, ale w większości już je niestety znałam. Nieczytającym Polityki lub nieobdarzonym przekleństwem takiej pamięci jak moja - polecam, pieczołowity wybór najlepszych dokonań reportera z tej rubryki.

Jim Butcher Wiatrogon aeronauty - czyli pierwszy tom nowej, steampunkowej serii autora. No i ma wszystkie przywary pierwszych tomów - konieczność przedstawienia bohaterów, zawiązania akcji, zarysowania zasad rządzących światem (tego było zdecydowanie za mało, stąd początkowo powstawało wrażenie pewnego chaosu). Ale bohaterowie to sympatyczna zgraja: trochę młodziaków obojga płci, trochę weteranów pokiereszowanych przez system, obowiązkowy szalony eteryk oraz naprawdę złowrodzy przeciwnicy (i chyba pierwszy poza cyklem szererskim przypadek mówiących kotów:). No i są statki (tzn. sterowce szybujące na prądach eteru, bo, prawdaż, wymogi konwencji), a jak są statki, to jest zawsze fajnie, bo są załogi, braterstwo broni i ta przyjemna dynamika relacji grupowych. Nie brakuje intrygujących wyzwań stawianych przed bohaterami, a widmo Prawdziwego Zagrożenia ledwie zamajaczyło na horyzoncie. Słowem, całkiem co innego niż Dresden, ale autor jednak ten sam, więc akcja tradycyjnie wartka, humoru sporo, a tajemnic i pomysłowych gadżetów nie brakuje. Chętnie zobaczę, co będzie dalej.

Jako że upały (i wakacje) już wystartowały, tradycyjnie zrobiłam sobie przerwę od cięższych lektur i zainaugurowałam Lato z Kryminałem 2016. Jak do tej pory:

Andrea Camilleri Sierpniowy żar - tytuł adekwatny do ostatnich temperatur, choć na Sycylii, gdzie w fikcyjnym miasteczku Vigata mieszka komisarz Salvo Montalbano, pewnikiem i tak grzeje gorzej. Na książkach z tej serii zawsze mogę polegać, intryga jest solidna, choć w tym przypadku nie najważniejsza. Tutaj wracam jak do domu, uczestniczyć w egzystencjalnych przemyśleniach i bojach z samym sobą (oraz kulinarnych celebracjach) starzejącego się bohatera. Bardzo mi się w tym cyklu podoba, że Montalbano nie jest wolny od słabości, a niekiedy (jak w tym wypadku) potrafi wręcz mieć klapki na oczach. Stały, wysoki poziom. Jeśli ktoś nie zna cyklu, gorąco (ha, ha - żenujący żart prowadzącego:/) polecam:) A sama bardzo się cieszę, że mam w zapasie jeszcze 4 tomy i zbiór opowiadań. Obok Nessera to moja lektura kryzysowa.

Sarah Hillary
W obcej skórze - jak do tej pory moje kryminalne odkrycie roku, zdecydowanie! Jak to jest dobrze napisane i elegancko przetłumaczone (przez Agnieszkę Brodzik, gratuluję). Rzadko się trafia tak udane połączenie, gwarantujące czytelniczą przyjemność. Trudny temat przemocy domowej w bardzo niebanalnym wydaniu, wieloaspektowe przedstawienie problemu, a wszystko to w szatkach doskonale skomponowanej intrygi z tak eleganckim suspensem, że cały zeszły weekend spędziłam z komisarz Marnie Rome, dosłownie nie mogąc się oderwać (nie, nie jest to metafora, co chwilę mówiłam sobie, że czas już skończyć, ale jeszcze kolejny podrozdział, w którym wydarzało się coś takiego, że jeszcze tylko jeden, ostatni....). Można dobrze zacząć cykl i zaproponować coś świeżego. Dla fanów gatunku i nie tylko. Będę się czaić na zapowiadany na jesień tom drugi (sprawa główna zamknięta, bez obaw).

Się rozpisałam...
sobota, 07 maja 2016
Nie patrz w dół, bo listonosz jedzie
Czyli 3 w 1:)

Polska odwraca oczy to zbiór reportaży Justyny Kopińskiej, których zdecydowana większość była publikowana w Dużym Formacie, czwartkowym dodatku do GW. Tam też czytałam je po raz pierwszy (a niektóre i po raz ostatni, bo Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? czy Oddział chorych ze strachu odchorowywałam po pierwszym czytaniu na tyle długo i pamiętam na tyle wyraźnie, że powtórka nie była na moje siły - z tego też powodu nie byłam w stanie czytać pierwszej książki autorki, historii przemocy wobec dzieci powierzonych opiece Sióstr Boromeuszek). Sześciu reportaży nie znałam wcześniej, wszystkie dotyczyły tematów trudnych (np. samobójstwa młodego księdza, prawdopodobnie niepogodzonego z własną orientacją geja, czy pobicia i gwałtu w młodzieżowym ośrodku socjoterapeutycznym), ale zdecydowanie największą silę rażenia miał dla mnie tekst, który zarazem uważam za najsmutniejszy i najbardziej przerażający ze wszystkich. Otwierające zbiór sprawozdanie z rozmowy z żoną Mariusza Trynkiewicza, nigdzie wcześniej nieopublikowane (Spokojny sen Anny). Napiszę teraz coś być może kontrowersyjnego: Kopińska tworzy świetne i potrzebne reportaże o ofiarach rozmaitych dysfunkcji systemu czy społeczeństwa, które nazwałabym interwencyjnymi, słusznie nagradzane i wielokrotnie mające realny wpływ na rzeczywistość. Z powodu ich jednorodnego charakteru (choć bardzo dużej różnorodności tematycznej i formalnej) nie sposób ocenić, czy w ogóle potrafiłaby napisać tekst innego rodzaju, przede wszystkim - o pozytywnym wydźwięku. Ta jednolitość nieco ją ogranicza, a czytelnikowi nie pozwala na oddech, choć świat to przecież nie tylko ludzkie dramaty. Ciężko się taką ich dawkę przyjmuje na raz, a jednocześnie nie sposób czytać ten zbiór z przerwami.

W dół to literacki debiut Tima Johnstona, w zasadzie nie kryminał, tylko thriller, a w moim odczuciu głównie powieść psychologiczna, poświęcona analizie rozpadu rodziny dotkniętej nagłym zniknięciem jednego z jej członków - osiemnastoletniej wybitnej sportsmenki, która niebawem miała wyjechać do koledżu, starszej siostry, pierworodnej i jedynej córki. Ojciec i brat wciąż szukają zaginionej, nawet gdy poszukiwania instytucjonalne już wygasły. Matka, która w dzieciństwie straciła w tragicznych okolicznościach siostrę bliźniaczkę, załamuje się psychicznie.  Nie jest to powieść typowa, początkowo może się wydawać nieco zbyt statyczna i momentami egzaltowana w opisywaniu przeżyć bohaterów, których przed tragedią czytelnik nie ma nawet czasu poznać. Ale dość szybko jednak się w ich osobiste dramaty angażujemy. Nawet mocno schematyczna końcówka nie jest w stanie popsuć dobrego wrażenia, choć spodziewałam się po tej książce zupełnie czego innego.

Listonosz to kolejny literacki debiut, i zarazem pierwsze moje spotkanie z twórczością legendarnego Charlesa Bukowskiego. I znowu, książka jest zabawna, ironiczna, lekka, przyjemna w lekturze i pełna prześmiewczych obserwacji społecznych, ale po wszystkich tych peanach na cześć Bukowskiego miałam zdecydowanie większe oczekiwania. Tymczasem nie ma tu nawet jednego cytatu, który pamiętałabym kilka dni po zakończeniu czytania. Choć satyryczne przedstawienie instytucjonalnego molocha amerykańskiego urzędu pocztowego naprawdę udane. W każdym razie na pewno dam autorowi kolejną szansę, ale nie tak prędko, jak mi się przed rozpoczęciem znajomości z nim wydawało.
sobota, 02 kwietnia 2016
1945, czyli opowieść nierówna
Może to kwestia zawyżonych oczekiwań po tylu przeczytanych i zasłyszanych pozytywnych recenzjach, a przede wszystkim po znakomitych Beksińskich. Portrecie podwójnym. Może wynika to ze skrajnej odmienności tematu, a może tylko z moich dziwnych preferencji. W każdym razie najnowsza książka Magdaleny Grzebałkowskiej pozostawiła mnie z mieszanymi uczuciami.
Wszystko za sprawą koncepcji, wedle której autorka zbudowała swoją opowieść o roku zakończenia wojny, czasie przejściowym i niewątpliwie równie mocno intrygującym, co przerażającym. Na każdy z jedenastu opisanych miesięcy wybrany został jeden temat przewodni. Każdy z nich jest ujęty w - niekiedy dosyć luźne, innym razem dominujące - ramy indywidualnej historii. I jak to zwykle bywa, jedne historie, a tym samym opowiedziane przez ich pryzmat problemy, mają większą siłę rażenia niż inne.
Nie wiem, może nie każdy tak to odbiera, ale w moim przypadku tak właśnie tak było. W efekcie od części 1945. Wojny i pokoju po prostu nie mogłam się oderwać, a do części musiałam się zmuszać i po prostu przez nią przebrnąć.
Zaczyna się na przykład bardzo mocno i interesująco, od opisu szabru i szabrowników. Dalej jest bardzo zajmująco przedstawiona historia dramatycznej ewakuacji niemieckiej ludności cywilnej z Prus Wschodnich. Następnie równie ciekawe historie osadników, którzy pierwsi pojawili się na Ziemiach Odzyskanych. Sporym odkryciem i szokiem był też dla mnie rozdział o obozach koncentracyjnych zakładanych przez Polaków dla niemieckiej ludności cywilnej. Podobnie niezatarte wrażenie wywarła wieńcząca tom opowieść o matce i synu, którzy cudem ocaleli z tonącego niemieckiego statku.
Ale niektóre historie, choć w teorii powinny być poruszające i niewątpliwie dopełniają obraz tego okresu, już takich emocji nie wzbudziły. I nie potrafię powiedzieć, dlaczego, bo są zupełnie różne: opowieść dezertera z Wehrmachtu, losy wychowanków żydowskiego domu dziecka, początki wolnej i zrujnowanej Warszawy, przemiana Breslau we Wrocław czy historia pierwszego prezydenta Wrocławia, który sprawował urząd zaledwie przez 36 dni.
Tak więc w mojej ocenie całość jest mocno nierówna, ale mimo wszystko to bardzo ciekawa i wartościowa pozycja, owoc ogromnej pracy autorki. Mocny akcent stanowią poprzedzające każdy rozdział ogłoszenia z gazet z danego miesiąca, w których zdecydowanie najwięcej jest próśb o informacje o zaginionych bliskich oraz ofert oddania dzieci do adopcji.
Warto się zapoznać i ocenić samodzielnie.
sobota, 19 grudnia 2015
Polecanki prezentowe last minute
Jeśli ktoś jeszcze nie ma prezentów, to w zasadzie dzisiaj jest ostatni dzwonek, by nadrobić ten brak w miarę spokojnie i bez ryzyka zostania stratowanym przez wściekły tłum (choć ta ostatnia kwestia wydaje mi się wątpliwa). Poniżej kilka sugestii ode mnie w oparciu o głównie tegoroczne lektury i seanse.

Książkowo:

1a. Polecanka kryminalna zagraniczna: trylogia Pierre'a Lemaitre'a o Camille'u Verhoevenie, czyli Koronkowa robota, Alex i Ofiara. Nie ma w sprzedaży pakietu, co osobiście mocno mnie dziwi, ale ten zestaw usatysfakcjonuje każdego miłośnika kryminałów. Lemaitre zresztą nie pisze złych książek, przeczytałam wszystkie dostępne w Polsce poza Ślubną suknią, która wciąż czeka na swoją kolej, czyli 5 tytułów, i każdy był więcej niż dobry.

1b. Polecanka kryminalna krajowa: trylogia (jak na razie) Wojciecha Chmielarza o Jakubie Mortce, czyli Podpalacz, Farma lalek i nagrodzone jak najbardziej słusznie Wielkim Kalibrem Przejęcie. Bardzo ciekawy, mocno osadzony w realiach pracy policyjnej cykl, którego jakość z każdym tomem rośnie.

2a. Polecanka reportażowa zagraniczna to w tym roku bezkonkurencyjny reportaż Charliego Le Duffa z Detroit, pod wymownym i adekwatnym tytułem Sekcja zwłok Ameryki.

2b. Polecanka reportażowa krajowa mimo ostrej konkurencji zdecydowałam się zarekomendować Białystok: białą siłę, czarną pamięć. To pozycja wielowarstwowa i przerażająco wręcz aktualna.

3a. Polecanka fantastyczna zagraniczna to bez żadnych wahań wybrana Rozłąka Christophera Priesta. Rzecz spodoba się również miłośnikom historii, tak współczesnej, jak alternatywnej.

3b. Polecanka fantastyczna krajowa i tu pojawił się szkopuł, bo w zasadzie powinnam polecić Roberta M. Wegnera i jego Pamięć wszystkich słów, ale wtedy musiałabym polecić cały Meekhan, a tego nie mogę zrobić z czystym sumieniem, bo Niebo ze stali jest na tle reszty słabe, a opowiadania też nierówne. Polecam zatem zbiór w zasadzie bez wyjątku bardzo dobrych, a zarazem bardzo różnorodnych opowiadań Anny Kańtoch, czyli Światy Dantego. Większość tekstów ukazała się wcześniej w rozmaitych antologiach lub w prasie, ale zebrane razem pokazują szeroki zakres możliwości i gatunkowych zainteresowań autorki, dostarczając zarazem znakomitej, nastrojowej rozrywki.

Filmowo:

1. Grand Budapest Hotel - magiczny i w sumie bardzo pozytywny film, który wymyka się wszelkim próbom sensownego opisu. Trzeba zobaczyć.
2. Dzikie historie to mój tegoroczny numer jeden. Czarna i bardzo przenikliwa komedia, zbiór etiud o ludziach doprowadzonych do ostateczności przez rozmaite życiowe okoliczności.
3. Dumni i wściekli to bardzo mądry i pogodny film oparty na prawdziwych wydarzeniach, o tym, że zweryfikowane empirycznie uprzedzenia okazują się niewarte funta kłaków. Aczkolwiek aktualnie chyba nigdzie niedostępny:( Wobec czego alternatywnie polecam Kingsmana.Tajne służby - absolutnie zwariowany i dogłębnie brytyjski pastisz filmów szpiegowskich.

Serialowo:

1. Box ze wszystkimi sezonami Zakazanego imperium.

2. 3 sezony (dostępne chyba tylko osobno) Newsroomu: 1,2,3.

3. 5 sezonów Breaking Bad (również tylko pojedyncze, skandal): 1,2,3,4,5.

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Luty 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka