Wpisy z tagiem: recenzje

sobota, 09 września 2017
Opowieść niosąca odpowiedź (Anna Kańtoch, Niepełnia, przedpremierowo)

Komu spodobało się Czarne, ten wyzwaniem, jakie stanowi lektura najnowszej powieści Anny Kańtoch, zatytułowanej Niepełnia, będzie zachwycony. Choć na żadnej innej płaszczyźnie poza tym, że ich forma jest zaproszeniem dla czytelnika do zdekodowania nieoczywistego przesłania, utwory te nie są podobne.

Struktura Niepełni ma unikalny charakter, który łatwo przegapić, bo w pierwszej chwili wszystko wydaje się zwodniczo proste. Na prowincjonalnym posterunku policji, przed zmęczoną funkcjonariuszką, która w zasadzie powinna już skończyć dyżur, siedzi chłopak, znaleziony w opuszczonym domku letniskowym, i próbuje wytłumaczyć, co tam właściwie robił. Policjantkę nie bardzo to obchodzi, ale ponieważ śnieżyca uwięziła ich oboje w tym miejscu, nie wiadomo na jak długo, z braku alternatywy zaczyna słuchać dziwnej, niby zupełnie niezwiązanej z sytuacją, opowieści zatrzymanego. Jest to opowieść o dziewczynie, która tuż przed świętami Bożego Narodzenia 2015 zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach na katowickim rynku. Stanowi pierwsze ogniwo misternego łańcucha powiązanych ze sobą historii. Jak w matrioszce, w pewnym momencie bohaterowie każdej fabuły trafiają na następną, w której znowu ktoś inny czyta o losach kolejnych postaci. Powstaje intrygująca spirala różnorodnych gatunkowo i tematycznie opowieści, zapisanych czy to na stronach internetowych, czy na zwykłych, pokrytych wyblakłymi śladami ołówka kartkach. Spirala, która wciąga tak bardzo, że nie sposób wyrwać się z jej meandrów przed dotarciem do ostatniej kartki.

Wspólne mianowniki są liczne. Ten sam biały dom, z osobną piwnicą, w gminie Radziechowy, nieopodal Golgoty Beskidów. W każdej opowieści para bohaterów – mężczyzna i kobieta (czasem dziewczyna i chłopak). Oprócz jednej, której protagonista ma jednocześnie cechy męskie i żeńskie. Ulotny zapach cytrusów. Atmosfera tajemnicy i zagrożenia. Dziwne, niewytłumaczalne zniknięcia i desperackie poszukiwania. Sporo pozorów i kłamstw. Liczne trupy, lub przynajmniej domniemane trupy. I te metaforyczne, chowane w szafie przeszłości, z której lubią nieoczekiwanie wypadać, i jak najbardziej dosłowne. Powracający motyw White Christmas, melodii tak idyllicznej, że aż ironicznej, jeśli wziąć pod uwagę, dla czego stanowi podkład dźwiękowy. Jak łatwo zgadnąć, podobieństwa nie są kwestią przypadku. Niepełnia to precyzyjna, spójna konstrukcja, w której każdy element ma znaczenie.

Co łączy dwójkę maturzystów, dwójkę studentów kulturoznawstwa, dawną licealna parę i rodzeństwo włamujące się do letniskowych domów po sezonie? Jaką rolę pełni w historiach wszystkich bohaterów biały dom, przyciągający ich niczym magnes? Czemu służy opowieść snuta przez dziwnego chłopaka na policyjnym posterunku? Niepełnia, najnowsza pozycja w serii wydawnictwa Powergraph Kontrapunkty, to wiele więcej niż odpowiedź na wszystkie te pytania. Przekonajcie się sami, premiera już 29 września 2017.

P.S. Polecam też (choć może lepiej po lekturze) bardzo ciekawą rozmowę o książce, jaką z autorką, przy okazji prapremiery na tegorocznym Polconie, przeprowadził Stanisław Krawczyk.

niedziela, 05 czerwca 2016
Nie dajcie się nabrać - szkoda czasu
Z powodu weekendowego wyjazdu dziś tylko zalinikuję moją niedawną recenzję z WP, żeby inni wielbiciele Gillian Flynn i czytelnicy w miarę usatysfakcjonowani debiutem Pauli Hawkins nie wpadli tak jak ja w pułapkę marketingowej wydmuszki, którą okazała się Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie.


Nie ma za co:)

P.S. A tymczasem Nagrodę Wielkiego Kalibru za zeszły rok zdobył niejaki Jakub Szamałek. Czy coś mnie ominęło? Kto to w ogóle jest? Ktoś czytał tę nagrodzoną powieść? Warto?

P.S. 2 Całe szczęście, że nie Zaborowska...
sobota, 05 grudnia 2015
Paskudnie precyzyjna konstrukcja
 W trzech powieściach kryminalnych z komisarzem Servazem, które przyniosły mu popularność, międzynarodowe uznanie czytelników i sporo nagród, Bernard Minier miewał spore problemy z wiarygodną i spójną konstrukcją, a przede wszystkim domykaniem fabuły. Choć z każdym kolejnym tomem radził sobie coraz lepiej, nawet do zdecydowanie najbardziej udanego, czyli Nie gaś światła, można było mieć pod tym względem spore zastrzeżenia. Autor był za to świetny w kreowaniu nastroju (do czego często zgrabnie wykorzystywał okoliczności przyrody: a to niedostępne góry, a to jezioro), stopniowym rozwijaniu akcji i opisywaniu psychiki postaci. Umiał przykuć czytelnika do swojej opowieści i sprawić, by w trakcie lektury przymykał on oko na drobniejsze logiczne niedoróbki.
Najnowsza propozycja Francuza, Paskudna historia, choć posiada wyraźny i istotny wątek kryminalny (zagadkę zabójstwa szesnastoletniej Naomi i równoczesnego tajemniczego zniknięcia jej matki), rozgrywa się na fikcyjnej amerykańskiej wyspie Glass Island i jest piekielnie wciągająco napisana, bardzo różni się od jego dotychczasowego dorobku.
Pozostałą część recenzji można przeczytać tutaj:)
sobota, 14 listopada 2015
Trzeci rok z czytnikiem
Mija dziś. Wypadałoby, podobnie jak w dwóch poprzednich rocznicowych wpisach (pierwszy i drugi), przedstawić statystyki dotyczące udziału e-booków w ogólnym rocznym czytelnictwie. Tyle że, całkiem niespodziewanie, nastąpiło totalne odwrócenie porządków i proporcji. W ciągu roku, jaki upłynął od poprzedniego podsumowania, przeczytałam jedynie 21 książek papierowych, w samym 2015 - 18:

Paskudna historia

Pół świata

Rozłąka

Jezioro Tajemnic

Pół króla

Czarne Światła. Łzy Mai

Kolekcjoner skór

Kolonia

Detroit. Sekcja zwłok Ameryki

Widmopis

Smoki na zamku Ukruszon

Uczeń skrytobójcy

Ogród z brązu

Winni 2

Winni 3

Zadziwiający Maurycy

Czas honoru 1 i Czas honoru 2

Z jednym wyjątkiem - Gwiazdkowego Pratchetta -  były to książki otrzymane do recenzji (gwoli całkowitej precyzji, Pół króla i Pół świata to egzemplarze patronackie z puli Fahrenheita), więc z własnych zasobów czytałam w 2015 w zasadzie wyłącznie e-booki. W okresie od 14 listopada 2014 do dziś przeczytałam łącznie 76 książek (mniej więcej). Tym samym udział papieru zmalał do ok. 1/4, dokładnie wyniósł 27,6 %.

Doszło do tego, że nie przeczytałam do tej pory kupionego w lutym Macleoda z UW, bo jest za ciężki i ma za małą czcionkę. Przed kupnem e-booka powstrzymują mnie w tym wypadku ocalałe resztki zdrowego rozsądku. A do papieru przymusza mnie aktualnie w zasadzie głównie recenzencki obowiązek. Sama nie wiem, jak mam to skomentować i zinterpretować:)

Tradycyjnie zapytam: ktoś zaczął niedawno przygodę z e-czytelnictwem lub kontynuuje ją od jakiegoś czasu? Jaki czytnik? Jakieś wrażenia i refleksje? Czy tylko u mnie ekspansja e-booków jest tak dynamiczna i wynika z mojego wygodnictwa, czy może to powszechniejsze zjawisko?

P.S. Miały być dzisiaj zaległe recenzje, ale po przeczytaniu porannych wiadomości nie byłam w stanie skupić się na niczym wymagającym.
sobota, 07 listopada 2015
Dysk, jak na porządny świat przystało, ma wszystko
Ja mam wprawdzie straszliwe zaległości w opisywaniu lektur (nowy Nesbo, nowy Kącki, kolejny Nesser), ale dzisiaj ich nie nadrobię za bardzo. Nadrobiłam deficyt snu i wybieram się na nowego Bonda. Jest natomiast szansa, że niedługo wyjdę na prostą, bo zafundowałam sobie długi weekend:) Tymczasem zapraszam do zapoznania się z moją recenzją Folkloru Świata Dysku.

Muszę przyznać, że początkowo byłam sceptyczna co do wartości poznawczej, jaką mogłaby mieć dla mnie lektura „Folkloru Świata Dysku”. Wszak wyłapałam w trakcie lektury powieści Pratchetta większość nawiązań do ziemskiej kultury, w sporej części celowo oczywistych, jak np. trawestacja „Makbeta” w „Trzech wiedźmach” czy „Upiora w operze” w „Maskaradzie”. Dlatego omijałam do tej pory anglojęzyczną wersję książki napisanej przez Pratchetta we współpracy ze specjalistką od folkloru Jacqueline Simpson i wydanej w 2008 roku. Jako że od września, kiedy to przeczytałam absolutnie ostatnią — z oczywistych i smutnych powodów — Dyskową powieść, byłam w cichej żałobie pod hasłem „nigdy więcej nowego Pratchetta”, na wieść o polskim wydaniu „Folkloru…” radykalnie zmieniłam dotychczasowe nastawienie do tej pozycji.
Resztę tekstu można przeczytać tutaj.
poniedziałek, 19 października 2015
Szeptanka o końcu Poświatowa
Czyli moja przedpremierowa (premiera jutro) recenzja najnowszej powieści Wita Szostaka, jednej z ciekawszych i bardziej wymagających tegorocznych lektur.

Nowa powieść Wita Szostaka, kolejna pozycja w ambitnej serii wydawnictwa Powergraph Kontrapunkty, to rzecz zupełnie różna od – przynajmniej w pierwszym, powierzchownym odbiorze – łatwej i przyjemnej akademickiej satyry, jaką było „Sto dni bez słońca”. Tym razem dostajemy kameralny dramat rodzinny w pięciu aktach, niemalże statyczny na płaszczyźnie dosłownie rozumianej akcji, za to wręcz kipiący od emocji. Dramat, w którym czytelnik od pierwszych zdań musi się zmierzyć z wyzwaniem nietypowej narracji. Naszym przewodnikiem w trudnym zadaniu ułożenia w całość powikłanych relacji między bohaterami jest bowiem Błażej, któremu opowieść przychodzi z trudnością. Nie dziwota, skoro snuje ją tylko na własny użytek, w zaciszu swojego umysłu, a na głos nie wypowiedział słowa od dwudziestu lat. Błażej zamknął się w sobie po powrocie z wakacji, które wraz z bratem bliźniakiem, Mateuszem, spędzili w Toskanii po pierwszym roku studiów, gdy obaj mieli po dwadzieścia lat. Dlaczego? Jest to jedno, prawdopodobnie najważniejsze, z licznych pytań, na które odpowiedź może dać uważnemu czytelnikowi lektura „Wróżenia z wnętrzności”.
Resztę tekstu można przeczytać tutaj.

Powieść, przynajmniej moim zdaniem, nie jest fantastyką, choć posiada scenograficzne elementy realizmu magicznego.
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Kilka słów o Koronkowej robocie
Czyli jednak napisałam recenzję pierwszego tomu trylogii o Camille'u V. dla książek.wp.pl, umieszczając w niej także swoje wcześniejsze przemyślenia na temat ekwilibrystyki wydawcy:) Jeśli są jeszcze jacyś zainteresowani, to zapraszam do lektury tekstu i gorąco polecam całą trylogię. Byle w naturalnej kolejności, bo akurat w tym przypadku to NAPRAWDĘ ma znaczenie. Trochę zazdroszczę tym, którzy mają taką możliwość.
czwartek, 18 czerwca 2015
May po raz trzeci
Jezioro tajemnic przeczytałam jeszcze w kwietniu, ale dopiero w ostatni weekend znalazłam czas na spisanie swoich wrażeń, co jest dosyć symptomatyczne i zarazem w ostatnich miesiącach stanowi normę. A teraz tekst jest już na łamach Fahrenheita. Zainteresowanych zapraszam do lektury. Dosyć paradoksalnie, to moim zdaniem najlepszy tom cyklu, silny sumą pewnych słabości, a brakiem innych, choć nadal niepozbawiony wad. Szczegóły w recenzji.
czwartek, 23 kwietnia 2015
Zapraszam na meekhańskie pogranicze
Z okazji dzisiejszego święta prapremierowa recenzja drugiej powieści Roberta M. Wegnera, zatytułowanej Pamięć wszystkich słów. Tekst napisałam dla Fahrenheita. To już czwarta wizyta w Meekhanie. Wszystkich miłośników szczegółowo opisanych światów i epickich opowieści serdecznie zachęcam do zapoznania się z całą serią, na którą składają się dwa tomy opowiadań Północ-Południe i wschód - Zachód (pod linkiem moje recenzje obu tomów), a także wcześniejsza powieść - Niebo ze stali.
Obecna odsłona, to - po nieco słabszym powieściowym debiucie - zdecydowania najmocniejszy punkt cyklu, zaś Robert M. Wegner to moim zdaniem jeden z najważniejszych polskich autorów fantasy.
Spróbujcie, polecam zwłaszcza opowiadania z Południa i Wschodu. Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich to doskonała okazja do wyjścia ze swojej czytelniczej strefy komfortu.
Stąd można pobrać jedno opowiadanie ze Wschodu, nie najlepsze, przynajmniej moim zdaniem, ale naprawdę dobre i reprezentatywne dla stylu autora. Tekst dostępny w formatach mobi, epub i PDF. Tu znajdziecie opowiadanie z Północy, jak wyżej:)
Miłego świętowania. Kupiliście coś? Ja e-booka Ad infinitum Michała Protasiuka, w promocji z okazji nominowania powieści do Nagrody Literackiej imienia Jerzego Żuławskiego.
sobota, 04 kwietnia 2015
Cena utrzymania fasady
Kolonia Tany French to jedna z trzech najlepszych i z całą pewnością najbardziej poruszających książek, jakie przeczytałam w tym roku. Wrażenia z tej lektury spróbowałam opisać na łamach Fahrenheita. Fascynacja podobna, jak przy pierwszym spotkaniu z prozą Dennisa Lehane'a, bo i metoda pisarska pokrewna. W każdym razie, naprawdę warto. Tematyka może i średnio świąteczna, za to bardzo życiowa. Przy tej okazji po raz kolejny wypada mi podziękować niezawodnej Jane Doe, która już na etapie Bez śladu zwróciła moją uwagę na tę autorkę. Z pewnością będę teraz systematycznie czytać jej poprzednie powieści. Takie odkrycia zawsze niesamowicie mnie radują, bo nie trafiają się często.

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka