Wpisy z tagiem: Neal Stephenson

niedziela, 02 grudnia 2018
Daj dziecku mądrze napisany elementarz, a zmienisz nie tylko jego świat (Neal Stephenson, Epoka diamentu)
Najpierw będzie autotematyczny wtręt czytelniczy, więc – jeśli kogoś nie interesuje historia mojej fascynacji pisarstwem Neala Stephensona – może od razu przejść do kolejnego akapitu. Otóż zaczęło się w 2003 roku, w początkach mojej przygody z fantastyką, od pierwszego tomu Cyklu barokowego, czyli Żywego srebra. Ten wspaniały miks gatunków po prostu rzucił mnie na kolana i nawet podjęłam szaleńczą próbę przeczytania drugiego tomu, czyli Zamętu, w oryginale, bo MAG wydawał trylogię niespiesznie i w ośmiu kawałkach. Szybko jednak zaniechałam, bo i po polsku jest to tekst bardzo wymagający, mocno osadzony w historii i rozmaitych dziedzinach nauki. Myślałam, że to opus magnum autora, jednak Peanatema, traktat filozoficzny w kosmicznym sztafażu, przekonała mnie, że się myliłam. I że Neal jest jeszcze mądrzejszy, niż myślałam, a jednocześnie posiada niezwykły dar przystępnego przekazywania swoich przemyśleń czytelnikowi. Potem dopadłam wcześniejszy chronologicznie, choć z akcją rozgrywającą się o wiele później i licznymi nawiązaniami do Cyklu barokowego, Cryptonomicon. I pomyślałam, że Stephenson jest po prostu geniuszem. Rozumiem, że nie wszystkim opisana tam opowieść może się wydać fascynująca – nie każdy interesuje się historią drugiej wojny światowej, programowaniem czy kryptografią, a to właśnie wokół tych zagadnień skupiają się główne wątki fabuły, będącej jednak przede wszystkim hołdem dla nieograniczonego potencjału ludzkiego intelektu. Ten element łączy Cryptonomicon nie tylko z Peanatemą, ale także z Cyklem barokowym. I tak sobie trwałam w zachwycie, również powszechnie krytykowanym w środowisku fanów fantastyki sensacyjnym Reamde. Aż przyszło 7 EW, powieść świadcząca, co się może zdarzyć, gdy autor da się ponieść hermetycznej naukowej stronie zagadnienia i zapomni dać szaraczkowi czytelnikowi fabułę.

Chciałam znowu pokochać Neala i w tym celu planowałam sięgnąć po kurzący się na półce od 2005 roku Diamentowy wiek w wydaniu ISY (mam jeszcze takąż Zamieć). Nim jednak przekułam zamiary w czyn, ukazał się nowy przekład powieści, autorstwa jednego z moich ulubionych tłumaczy, czyli Wojciecha Szypuły. I tę wersję, zachęcona dodatkowo informacjami o pominiętych w poprzedniej fragmentach, wybrałam. Zaczynałam z fascynacją, gdyż Stephenson, jak zwykle, miał pomysł na świat przedstawiony. Oto rzeczywistość po nanotechnologicznym przełomie, w której ludzkość nie musi się już martwić o zaspokojenie podstawowych potrzeb, bo jedzenie, najtańsze ubrania i podstawowe sprzęty każdy kompiluje sobie za darmo w publicznych kompilatorach materii. Czy dzięki temu zapanowała równość społeczna? Wręcz przeciwnie, ludzie, o ile to tylko możliwe, stali się jeszcze większymi snobami, zamykając się w elitarnych społecznościach zwanych fylami, z których każda hołduje innym wartościom. Mamy na przykład Neowiktorian, restrykcyjnie przestrzegających norm rodem z XIX wieku. Zaś postęp wykorzystano m.in. do rozwinięcia tak zaawansowanych narzędzi inwigilacyjnych, że o rewolucji, gdyby ktoś chciał – choćby z nudów – takową przeprowadzić, nie ma co marzyć. Struktura klasowa dzięki nanobotom została zacementowana na dobre.

I tu, tradycyjnie dla autora, na scenę wkracza geniusz – John Hackworth, neowiktoriański specjalista od projektowania nowych nanotechnologicznych urządzeń. Na polecenie jednego z najważniejszych lordów udziałowców swojej fyli ma stworzyć dla jego wnuczki interaktywny elementarz, który wychowa dziewczynkę inaczej, niż by sobie tego życzyli jej rodzice. Nauczy ją odważnego, nieszablonowego, a nade wszystko samodzielnego myślenia. Nagrodą za wykonanie zlecenia ma być tytuł szlachecki, jednak dla ludzi takich jak nasz bohater to jedynie dodatkowa, czysto formalna zachęta. Samo wyzwanie i natura projektu to więcej niż dostateczna zapłata. Hackworth znakomicie realizuje zlecenie, nie może się jednak oprzeć pokusie podarowania elementarza również własnej córce, Fionie. By uzyskać dostęp do niepodłączonego do publicznej sieci kompilatora, zawiera układ z wpływowym rozgrywającym chińskiego półświatka, niejakim Doktorem X. A ponieważ, jak większość geniuszy, w sprawach tzw. normalnego życia John Hackworth błądzi jak dziecko we mgle, jest dla niego wielkim zaskoczeniem, gdy – wracając do domu z nielegalnym egzemplarzem elementarza – zostaje napadnięty i traci bezcenny przedmiot. Na skutek zbiegu okoliczności książka trafia do kilkuletniej Nell, pochodzącej z patologicznej rodziny. Tak rozpoczyna się zasadnicza fabuła, a treść elementarza i proces wychowania dziewczynki przez podręcznik stanowią jej bardzo istotny element.

Sam pomysł jest więc podwójnie fascynujący: na poziomie mechaniki elementarza – bo np. interaktywną książkę mieli obsługiwać opłacani aktorzy, a kończy się na tym, że z Nell pracuje tylko jedna osoba – Miranda, interaktorka, która dla tego niezwykłego zlecenia, równoważnego w zasadzie macierzyństwu, porzuca dobrze się zapowiadającą karierę – a także dlatego, że fabuła osadzona poza historiami z książki zostaje z nimi ściśle skorelowana. Do stopnia, który nawet przed czytelnikiem pozostaje ukryty aż do finałowych partii Epoki diamentu. Dostajemy więc w zasadzie dwie powieści, jedną skompilowaną z przypowieści o charakterze dydaktycznym, a drugą o tym, jak niezwykły wpływ na świat mogą wywrzeć nieszablonowo myślące jednostki. Jeśli tylko dać im odpowiednie narzędzia. Nie przekreślać ich z racji pochodzenia. Wszystko w niezwykłych ramach świata funkcjonującego dzięki nanotechnologii, tytułowej epoki diamentu.

Wyczuwacie nadchodzące zastrzeżenia? Macie rację. W pewnym momencie ta misterna konstrukcja zaczyna się bowiem Stephensonowi troszkę sypać. Mniej więcej wtedy, gdy Nell kończy szkołę i rusza na spotkanie prawdziwemu życiu. Wielka geopolityczna zmiana wywołana przez armię dziewczynek uzbrojonych w nielegalnie skompilowane elementarze, przy wsparciu podwodnej subkultury, której udało się stworzyć niezależny obieg informacji, nie przystaje mi do tej kameralnej w gruncie rzeczy opowieści o umożliwionym przez przypadek imponującym samorozwoju jednostki. Jest do niej pośpiesznie przyszyta, ale trzyma się na słowo honoru, nie jak piękny, misterny haft. Raczej jak nieporadna fastryga kilkulatki. Stephenson miał już wtedy imponujący, wielopoziomowy pomysł. Ale jeszcze brakowało mu późniejszego warsztatu, żeby go odpowiednio spójnie zrealizować. Dlatego Epoka diamentu, choć stanowi bez wątpienia satysfakcjonującą lekturę, zachęca czytelnika znającego dalszy dorobek autora głównie do przemyśleń o tym, czym mogłaby być, gdyby powstała nieco później. Wielki potencjał pomysłu wyjściowego nie został tu w pełni wykorzystany. Ale mimo wszystko warto.
poniedziałek, 08 października 2012
Reamde według mnie
Żeby dwa razy nie pisać, a zarazem nie zmilczeć, bo internetowe dyskusje na ten temat zirytowały mnie już nielicho, zalinkuję tylko swoją reckę.
Mam nadzieję, że kogoś z tych, do których jest skierowana, czyli nieznających twórczości Stephensona miłośników dobrej sensacji, zachęci. Dla mnie - 10/10.
wtorek, 11 września 2012
Neal rocks as always
Zaczęłam sobie wczoraj Reamde Stephensona (nie, nie skończyłam jeszcze Szoguna, oszukuję:). Ot, 40 stron do poduszki, a już poczułam tę znajomą radość, zachwyt z obcowania z niesamowitym stylem. Jedynym w swoim rodzaju. W przekładzie jednego z moich ulubionych tłumaczy, Wojciecha Szypuły. Jak kiedyś zostanę tłumaczką, co jest moim wielkim marzeniem, to chcę być taka dobra jak on. Przynajmniej:)
A dzisiaj ustawa o samorządzie gminnym, i trochę spadłam z literackiego nieba, ale czego się nie robi dla pieniędzy:) Lub przynajmniej ekspektatywy tychże.
W każdym razie, nie mam cienia wątpliwości, że Reamde będzie świetne.
sobota, 03 września 2011
Książkoholizm trzyma się mocno
Aktualizacja kolejki:

1)Charles Stross Accelerando - utknęłam około 2/3 – coraz mocniej wątpię w ukończenie lektury
2) Neal Stephenson Zamieć
3) Neal Stephenson Diamentowy wiek
4) Roger Zelazny Dziewięciu książąt Amberu/Karabiny Avalonu
5)Tomasz Pacyński Wrzesień
6) Bryan Burrough Wrogowie publiczni - przerwałam na 140 stronie, ale doczytam, bo ciekawe – jak hartowało się FBI
7) James Clavell Shogun
8) Chuck Palahniuk Rozbitek
9) Philip K. Dick Blade runner (en francais)
10)Adrian Czajkowski (nie uznaję durnowatej transkrypcji;p) Imperium czerni i złota
11)Alan Cambell Noc blizn
12) Leonie Swann Sprawiedliwość owiec
13) Jakub Ćwiek Gotuj z papieżem
14) Marek Krajewski Erynie – niedługo wychodzi następna część, a ja jeszcze nie znalazłam w sobie hartu ducha koniecznego do przeczytania poprzedniej::P
15) Marion Z. Bradley Mgły Avalonu
16)Janusz Głowacki Good night, Dżerzi
17) Ian MacDonald Rzeka bogów
18) Tom Rob Smith Secret speech (kontynuacja Ofiary 44)

Jak widać, czyszczenie kolejki idzie mi, delikatnie rzecz ujmując, marnie, ale to dlatego, że w międzyczasie czytam różne pozycje, których nawet na listę nie wciągam: pożyczane, kupowane itd.itp. Recenzenckie to osobna niekończąca się opowieść (nie żebym narzekała:]).
Przy okazji naszła mnie ochota na wywalenie z listy Accelerando, bo po prawdzie głównie ono ją blokuje. To efekt jakiegoś terroru mojej podświadomości, która najwyraźniej jest przekonana, że porzucenie lektury będzie swego rodzaju klęską intelektualną. Ale książka, której nie daję rady skończyć, jest po prostu marna. Przy najbliższej okazji wystawię ją zatem na Allegro. Stross daje się czytać, czego dowodzi Szklany dom.
Strasznie mnie ciągnie do Stephensona, jednego z moich dwóch niemal równoprawnych literackich bogów (obok Simmonsa), ale..teraz jest dla mnie niedobry czas na czytanie literatury, którą trzeba się delektować. Raczej poczeka, aż uporam się z prozą życia (w najlepszym razie do końca października).  A w międzyczasie raczej rzeczy lżejszego kalibru, niestety.
Stabilna kolejka nie przeszkodziła mi pożyczyć 3 kolejnych książek i kupić czwartej (Szwejk, okazyjnie na Allegro, w bibliotekach mojego miasta nieosiągalny).
Ergo: książkoholizm trzyma się mocno:) Wbrew wszelkim przeciwnościom. Jak na razie kupiłam w tym roku 11 książek, strach pomyśleć, ile by ich było, gdybym nie powzięła postanowienia niekupowania:>
piątek, 07 stycznia 2011
Cryptonomicon, albo o pożytkach z lektury spóźnionej
A tytuł stąd, że powinno się czytać odwrotnie niż ja - to znaczy najpierw Crypto, a później Cykl barokowy, bo w tej kolejności były pisane i ukazywały się w naszym pięknym kraju.
Ale wydaje mi się, że czytając wg czasu akcji, tj. najpierw wiek XVII, a potem XX, ma się więcej radochy. Wyłapując Qwhlm, Górę Elizy, maszynki do dziurkowania kart i tym podobne drobiazgi mam na twarzy permanentnego banana:] Jestem dopiero w pobliżu 1/3, bo jest to powieść, którą trzeba czytać z uwagą, ale tak ładnie Neal tłumaczy kwestie matematyczne, że nawet na ogół rozumiem, a opisy działania umysłu matematyka, trafiające się tu i ówdzie, wręcz rozkładają na łopatki swym zwodniczym pięknem.
Ech, więcej takich książek...
Aż się cieszę, że przede mną jeszcze wciąż Zamieć i Diamentowy wiek (któremu zaczął lecieć czwarty rok stania w kolejce na półce...).

UPDATE: Skończyłam. Wybór między Crypto a Peanatemą jest prawie niemożliwy w sensie wskazania, która lepsza. Jeśli już muszę, to Peanatema, ale dosłownie o włos.
Recka Crypto.
***
A propos półki. Co prawda latem kupiłam regał w Ikei, ale jest on już od dość dawna pełny. W związku z powyższym po raz kolejny postanowiłam zwolnić nieco miejsca, uwalniając pozycje, do których na pewno nie wrócę.

A są to takie hity jak: Sztejer Roberta Forysia, Mechaniczny anioł  Cassandy Clare, Paradoksy Młodszego Patriarchy Eleonory Ratkiewicz, Przekraczając granice Oksany Pankiejewej, Odnaleźć swą drogę Aleksandry Rudej, Każda magia jest dobra Kim Harrison, Róża Selerbergu (wyd. II, nieczytane) Ewy Białołęckiej, Udręka Lauren Kate, Wroniec Jacka Dukaja, Gromowładny Feliksa Gilmana, Popiół i kurz Jarosława Grzędowicza, Magia dla początkujących Kelly Link, Zabójca czarownic i Drzwi do piekła Krzysztofa Kochańskiego, Wygnaniec i Najemnik Krzysztofa Piskorskiego oraz dwa tomy cyklu Toma Holta: Przenośne drzwi i Śniło ci się.

Wszystkie czytane raz, chyba że zaznaczono inaczej, wszystkie w bardzo dobrym stanie (poczta lekko połamała obwolutę Wrońca w jednym z górnych rogów). Wszystkie oddam za 50% ceny okładkowej+wysyłka. (Wrońca ze względu na uszkodzenie można negocjować:). Jakby ktoś był zainteresowany, to dawać znać w komentarzach, a dla forumowiczów PW:]

piątek, 01 stycznia 2010
Bilans czytelniczy 2009

Przeczytanych: 61.

Zagranicznych: 33.

Polskich: 28.

A. Najlepsza przeczytana książka.

1) Neal Stephenson Peanatema.

2) Anna Brzezińska Letni deszcz. Sztylet.(najlepsza przeczytana książka polska).

3). Catherynne M. Valente Opowieści sieroty 1. W ogrodzie nocy.

B. NAJGORSZA PRZECZYTANA KSIĄŻKA

1) Elena Malinowska Taniec nad przepaścią (choć chowa się przy ubiegłorocznym tryumfatorze tej kategorii, czyli Plagach tej ziemi, to wciąż grafomania pierwszej wody - choć trąci to nieco oksymoronem:).

2) Maja Lidia Kossakowska Upiór Południa 1. Czerń. Grafomania tym zabawniejsza, że próbująca się sprzedać jako ambitna.

3) Tu były niejakie kłopociki, ale jednak John M. Harrison Viriconium zafundował mi jedne z gorszych tegorocznych udręk czytelniczych i nie obchodzi mnie, czy bierze się to z mojego ograniczenia umysłowego - to FAKT.

C. NAJWIĘKSZE POZYTYWNE ZASKOCZENIE

Jeff VanderMeer Podziemia Veniss

D.NAJWIĘKSZE NEGATYWNE ZASKOCZENIE

Jeffery Deaver The roadside crosses

E. ODKRYCIE ROKU

Właściwie powinnam ponownie wymienić Valente, ale ona już swoje wyróżnienie ma, zatem Matthew Woodring Stover.

F. ULUBIONY NOWY BOHATER.

Hari Michaelson/Caine z Bohaterowie umierają (prosty jak drzewce dzidy, ale i tak fajny:)

G. KSIĄŻKA Z NAJBARDZIEJ SKOPANYM ZAKOŃCZENIEM:

W tej kategorii konkurencja była w tym roku bardzo ostra (dlatego w ogóle ją wprowadzam).

1) Krzysztof Piskorski Zadra 2

2) Łukasz Orbitowski Święty Wrocław

3) Marek Krajewski Głowa Minotaura

Konkurencyjne typy mile widziane:D

poniedziałek, 23 listopada 2009
Pean ku czci Neala Stephensona
Mam ochotę napisać, ale jeszcze nie ochłonęłam po ukończeniu Peanatemy. Tymczasem zatem ograniczę się do krótkiego: czytajcie, kupujcie, zamawiajcie pod choinkę, na Mikołajki - zachwyca, przytłacza, oszałamia. Obcowanie z literaturą tej klasy jest jak obosieczny miecz, bo uświadamia, ile poziomów niżej jest cała reszta, którą czytamy. WARTO!
Zostałam zmieciona:)
Neal, you're amazing!
Facet ma łeb jak sklep, w ciemno poślubiłabym jego mózg:)))
WOW.
P.S. Tak, niezdrowo się ekscytuję, ale nie codziennie dostaje się taką powieścią w głowę:))
Aktualizacja - recka. Spoooro wody już w Wiśle upłynęło, odkąd ostatni raz dałam czemuś 10/10.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka