Wpisy z tagiem: Joe Abercrombie

sobota, 27 lutego 2016
Gdy Matka Wojna rozkłada skrzydła
W finałowym tomie trylogii Morze Drzazg Joe Abercrombie po raz kolejny wprowadza na pierwszy plan nowych, nieznanych bohaterów, kontynuuje też jednak wcześniej zapoczątkowane wątki, z których najważniejszym jest starcie Ojca Yarviego i Babki Wexen. Co prawda formalnie stawką tytułowej wojny jest religijna hegemonia Jednobóstwa i polityczna dominacja Najwyższego Króla nad wszystkimi teoretycznie suwerennymi krainami uniwersum, ale praktycznie jesteśmy świadkami końcowego etapu drogi do wypełnienia przysięgi, którą jednoręki, wyzuty z dziedzictwa chłopak złożył Słońcu i Księżycowi na kartach Pół króla.
Dlatego Yarvi nie pragnie pokoju - pragnie zemsty i nie cofnie się przed niczym, aby jej dokonać. Świętokradztwo to dla niego drobiazg, bez skrupułów manipuluje także główną bohaterką naszej opowieści, księżniczką Skarą. Nie jest zapewne przypadkiem, że Skara, dziedziczka tronu Trovenlandu, pod bardzo wieloma względami przypomina Yarviego na początku jego drogi. Wrogowie zabili jej ojca, dziada, odebrali tron i spustoszyli kraj. Uciekła dzięki podstępowi, a teraz pragnie odzyskać należne jej miejsce. Jako kobieta, skrajnie różna od czupurnej Zadry Bathu, nie myśli o chwyceniu za broń. Jej orężem są słowa, którymi prowadzi się tę drugą połowę wojny - psychologiczną. Skara musi pokonać żałobę i strach oraz przełamać animozje między Uthilem i Grom-gil-Gormem, władcami Gettlandu i Vansterlandu. Ich sojusz bowiem stale się chwieje, a by stawić czoła nieprzebranym watahom Najwyższego Króla, muszą być zjednoczeni i szybko podejmować decyzje. Skara poza słowami nie ma niczego - służącą wypożyczyła jej królowa Gettlandu, strażnika - młodego, krwiożerczego i w przedziwny sposób atrakcyjnego wojownika - król Vansterlandu, a jej minister jeszcze niedawno była uczennicą Matki Scaer.
Choć tak wiele ją z Yarvim łączy, jest między nimi fundamentalna różnica - nad zemstę Skara przedkłada obronę i odbudowę swojego kraju. By jednak było to możliwe, trzeba wygrać wojnę. Wobec przytłaczającej liczebnej przewagi wroga trzeba jakoś zwiększyć swoje szanse...
Pół wojny zawiera wszystko to, co charakterystyczne dla prozy Abercrombiego: nieoczekiwane przełamywanie schematów, zaskakujące rozwiązania niby to szablonowo poprowadzonych wątków, zawoalowaną krytykę wojen oraz wielopiętrową intrygę. Zwłaszcza przewrotna puenta (przy każdej kolejnej powieści jestem przekonana, że autor niczym już nie zdoła mnie zaskoczyć, bo znam cały wachlarz jego sztuczek, a jednak mu się udaje!) wiele tu wynagradza. Dobra powieść, najlepsza w cyklu, ale i tak Morze Drzazg znacznie ustępuje poziomem Pierwszemu Prawu.
czwartek, 20 sierpnia 2015
Zadra w tyłku świata
W drugim tomie trylogii Morze drzazg Joe Abercrombie wraca do kolejnego ze swoich ulubionych tematów, jakim jest odkłamywanie mitu wojownika. Motyw ten przewija się, w mniejszym bądź większym stopniu, praktycznie we wszystkich utworach autora, a Bohaterowie, w których wielka bitwa została rozebrana na czynniki pierwsze, zostali mu poświęceni właściwie w całości. W Pół świata jest to jeden z najistotniejszych wątków.
Mamy tu dwoje głównych bohaterów, ale ważniejsza jest Zadra (nie lubi swojego prawdziwego imienia Hilda, woli przezwisko nadane przez ojca) Bathu. Dziewczyna marzy o tym, żeby zostać wojowniczką, co w patriarchalnym modelu obowiązującym w Gettlandzie, gdzie kobiety powinny prowadzić dom, ładnie wyglądać, umieć się zachować i - oczywiście - rodzić wojowników (zdrowych chłopców), stanowi iście rewolucyjny wybór kariery. Zadra jest dumna, wytrwała i przekonana, że ścieżka walki została jej przeznaczona, a ona sama posiada wyjątkowe predyspozycje. Że została dotknięta przez Matkę Wojnę.  Pielęgnuje kult swojego zmarłego ojca, który był osobistym strażnikiem poprzedniej królowej. Żyje według jego wskazówek, ignorując matkę i w pełni poświęcając się szkoleniu bojowemu. Gdy jednak przychodzi do końcowych prób, nauczyciel, widzący w niej zagrożenie dla drużyny, postanawia wyeliminować Zadrę, nieuczciwie modyfikując sprawdzian. Przyparta do muru dziewczyna zabija jednego z towarzyszy. Za to grozi jej śmierć przez przygniecenie kamieniami.

Drugi z bohaterów, Brand, na status wojownika ciężko zapracował. Żyje jednak zgodnie ze słowami nieżyjącej matki, która kazała mu zawsze postępować tak, by mógł czuć, że stoi w pełnym blasku. Choć jest mało wygadany i nieasertywny, ze wszystkich sił stara się wcielać jej słowa w życie. Dlatego ryzykuje lata ciężkiej pracy i mówi prawdę o przebiegu sprawdzianu Zadry ministrowi Gettlandu, ojcu Yarviemu. Nie wie, że będzie musiał słono zapłacić za ten wybór. Yarvi postanawia uratować życie Zadry, związując ją ze sobą przysięgą lojalności, by wykorzystać jej talenty do własnych celów. Znajduje dla dziewczyny nauczycielkę, która ma ją zmienić w zabójczynię.

A to dopiero początek przygody, gdyż Zadra i Brand opłyną z ministrem w sprawach swojego kraju tytułowe pół świata. W czasie podróży odkryją, że na wojnie nic nie wygląda tak jak w pieśniach, a bojowa chwała miewa gorzki smak, który dla niektórych okazuje się zbyt niestrawny.

Pół świata mimo typowego dla gatunku schematyzmu fabularnego i dosyć szablonowych wątków inicjacyjnych oceniam wyżej niż Pół króla. Jest to bowiem powieść zarówno w treści, jak i w wymowie, o wiele mniej młodzieżowa, fabularnie ciekawsza i bardziej zaskakująca, filozoficznie zbieżna z resztą twórczości autora. W każdym razie - zdecydowanie polecam. Co ważne i moim zdaniem cenne, spokojnie można czytać bez znajomości pierwszej części, mimo że pojawia się kilkoro bohaterów z niej znanych (oprócz Yarviego, oczywista). Dodatkowy plus za zaskakujące przełamanie schematu w zakończeniu:)
niedziela, 31 maja 2015
Pół króla, cała intryga
Znajomość z Abercrombiem rozpoczęłam za pośrednictwem trylogii Pierwsze Prawo w oryginale, zanim wydawanie autora w Polsce przejął MAG, który szybko wypuścił na rynek wszystkie nieobjęte prawami poprzednika, czyli wydawnictwa ISA, utwory z tego uniwersum. W sumie 4 powieści, w tym trzeci, zdecydowanie najlepszy, tom wspomnianej trylogii.
Autor się przyjął, i nie dziwota, bo na poletku rozrywkowej fantastyki jest jednym z najlepszych obecnie aktywnych pisarzy. MAG nie był jednak zainteresowany wydawaniem jego cyklu dla młodzieży (co mnie nieco dziwi, wszak młodzieżówki sprzedają się chyba nawet w wielu przypadkach sporo lepiej niż "dorosłe" powieści, bo czytają je czytelnicy w każdym wieku...), dlatego trylogię Morze Drzazg będzie u nas wydawał REBIS. Rozpoczyna ją Pół króla - w największym skrócie: nie najgorsze, ale i nie najlepsze dokonanie w dorobku autora. Początek, szczerze mówiąc, nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, bo wszędzie widziałam lekko zmodyfikowane powtórki chwytów z Pierwszego Prawa. Potem jednak było lepiej, Yarvi pokazał, że nie jest młodszym Gloktą, fabuła się rozkręciła, wykonując nawet kilka całkiem nieprzewidywalnych zwrotów, i nagle ciężko mi było traktować opowieść o zdradzonym, okaleczonym chłopcu, który został królem, choć pragnął być ministrem, równie pobłażliwie, co przy czytaniu jej pierwszej części (powieść jest wewnętrznie podzielona, bo i droga bohatera do domu posiada wyraźne etapy). Abercrombie po raz kolejny pokazał, że jest niezrównany w pisaniu o formowaniu się drużyny, o ponadstanowych więzach przyjaźni, o wzruszającym braterstwie i trudnych, nieintuicyjnych wyborach.  Jest to bowiem jedynie powierzchownie, po raz kolejny, historia o zemście, z pozoru  tak klasyczna, że bardziej nie można. Yarvi chce odebrać tron uzurpatorowi i ukarać zabójców ojca oraz brata, którzy całe życie traktowali go - z powodu jego kalekiej dłoni - jak niepełnowartościowego mężczyznę, czyli w zasadzie podczłowieka. By to zrobić, musi wydostać się z niewoli, a następnie zdobyć sojuszników. Po drodze jednak zdobywa coś o wiele cenniejszego, czego nigdy nie miał w królewskim pałacu. Szacunek do siebie samego, przekonanie o własnej wartości i prawdziwych przyjaciół, którzy dostrzegają w nim o wiele więcej niż okaleczoną dłoń. Jednocześnie Abercrombie pisze o tym wszystkim mimochodem, niejako na marginesie dynamicznej fabuły, bez ckliwości i sentymentów, naturalnie. Choć więc nie jest to najlepsze z jego dzieł, jako powieść dla młodszego odbiorcy wypada bardzo dobrze, a i ten starszy może przeczytać ją z przyjemnością. Powyżej przeciętnej, nie żałuję poświęconego jej czasu, a kilka razy naprawdę się wzruszyłam. Druga połowa zdecydowanie lepsza.
środa, 14 sierpnia 2013
Powtórek czar
Zakończyłam wczoraj pierwszy od dawna powtórkowy maraton Sagi o wiedźminie. Pięć tomów w 12 dni to takie przeciętne, niespieszne tempo, ale oczy już nie te, co w 2001, przyszło zrezygnować z całonocnych orgii czytelniczych. Poza tym przy pierwszym kontakcie z cyklem nic by mnie nie oderwało od lektury. A gdy już się wszystko wie, można sobie pozwolić na delektowanie się. Pewne odczucia jednak pozostają niezmienne. Literacko najlepszym tomem jest Wieża Jaskółki. Otwierającą cykl Krew elfów oceniam niewiele niżej. Ale ciągle największy sentyment mam do Chrztu ognia. Za Regisa, Zoltana Chivaya - niepoprawnego altruistę, Feldmarszałka Dudę, Bitwę o Most i przecudnie ironiczny predykat Geralta. No i za tytułowe ordalium, oczywista. Ech, chyba za jakiś czas muszę sobie zorganizować powtórkę cyklu Dumasa o muszkieterach, a później Trylogii. Wiedziałam, że zaczynanie powrotów jest niebezpiecznym pomysłem:)
Między czwartym a piątym tomem Sagi wpadła mi kolejna powtórka, tym razem w ramach obowiązków recenzenckich. Polska wersja trzeciego tomu Pierwszego Prawa Joego Abercrombiego, czyli Ostateczny argument królów. Jako że 1,5 roku temu czytałam oryginał, miałam szczery zamiar jedynie pobieżnie odświeżyć sobie główne wątki na poziomie szczegółów. Powieść jest jednak tak dobra, a w dodatku tak świetnie została przełożona przez jednego z moich ulubionych tłumaczy - Wojciecha Szypułę - że nie oparłam się pokusie zapoznania się z całością. Pochłonięcie ponad ośmiuset stron zajęło mi trzy dni, co też o czymś świadczy:)
Teraz przede mną kolejne obowiązki - tym razem Fahrenheitowe:
- obsypana nagrodami powieść Jo Walton Wśród obcych
-
oraz Piękny kraj Alana Averilla.
Obie powieści wyda 29 sierpnia Akurat. W międzyczasie chciałabym dokończyć Ameksykę, bo szczęśliwie ochłodzenie trwa już kilka dni.
A wy co sądzicie o powtórkach? Wiem z doświadczenia, że podział wśród czytelników w tej kwestii jest dość ostry (na fanów i antyfanów czytania danego tytułu więcej niż raz). Do czego najczęściej wracacie?

piątek, 23 marca 2012
Prisoners' wives
Napisałabym coś o jakiejś książce, uwierzcie. Ale niestety ostatnio mam tyle pracy, że wyrabiam tylko recenzenckie. Aktualnie Abercrombie i Zemsta najlepiej smakuje na zimno. Taki Kill Bill w świecie znanym z Pierwszego prawa. Na niewymagającą większego zaangażowania intelektualnego rozrywkę po ciężkim dniu idealne. Jestem w połowie, czyli na 430 stronie:D
A potem A!Cha!Ja!- Reaktywacja:))))))))))

Ale, przechodząc do tematu: Prisoners' wives to sześcioodcinkowy serial produkcji brytyjskiej, którego bohaterkami są żony i - w jednym przypadku - matka - osadzonych (tu was zaskoczyłam, nie?).
Ale zrobiony jest bardzo ciekawie - wątki są równie zróżnicowane jak historie poszczególnych bohaterek. Jest 1) nieświadoma prawdziwego zajęcia męża młodziutka ciężarna, 2)świetnie świadoma natury profesji męża, wyrachowana i wygodna matka dwojga nastolatków, 3) matka jednego pogubionego nastolatka i 4) dilująca trawką matka ucznia podstawówki. Każda z nich inaczej radzi sobie z więziennym epizodem w życiu swojej rodziny. Scenariusz i aktorstwo są mocnymi stronami tej produkcji. Dramy łzawej trochę, ale nie tyle, ile można by się spodziewać, sądząc z tytułu:) Więc moim zdaniem rzecz adresowana raczej uniwersalnie, do odbiorców zainteresowanych solidną obyczajówką.  Mnie się podobało, wciąga i trzyma w napięciu. 8/10
niedziela, 04 marca 2012
The last argument of kings - Abercrombiego odsłona trzecia i najlepsza
W piątkowy wieczór ukończyłam lekturę trzeciego tomu Pierwszego Prawa i mogę oficjalnie potwierdzić, że w tym cyklu jest tak, jak (przynajmniej wg mnie) w każdym cyklu być powinno. Czyli każdy kolejny tom jest lepszy od poprzedniego. Na tle całości Samo ostrze odstaje jeszcze wyraźniej niż w porównaniu jedynie z drugim tomem, tak że: nie zniechęcać się. Jak pisałam wcześniej, to jest wstęp. W trzecim tomie już samo gęste.
A i królów ci tam dostatek. O ile wyniesienie jednego było dla mnie oczywiste niemalże od początku, o tyle awans drugiego na to zaszczytne stanowisko jest...nieoczekiwany.
Poza tym są bitwy, pojedynki, intrygi, czarna magia i całkiem sporo autentycznych zaskoczeń (choć równie wiele zwrotów przewidziałam, ale to w sumie też lubię tzn. sytuacje, w których autor prowadzi pewne wątki dokładnie tak, jak ja bym to zrobiła).
Nie da się wiele więcej napisać bez spoilerów, zatem tylko powtórzę raz jeszcze: zdecydowanie warto zwrócić uwagę na ten cykl, bo w kategorii rozrywkowego fantasy jest ponadprzeciętny, choć w pełni można go docenić dopiero po lekturze całości. Główną jego siłą pozostają niejednoznaczne, ewoluujące w interesujący sposób postaci.
niedziela, 26 lutego 2012
Złota myśl Glokty + radująca mnie zapowiedź
A propos schodów, które trzeba pokonać, by stanąć przed wielkimi tego świata, więc nie dziwota, że powstrzymać się tym razem nie mogłam:]

What is it about power, that it has to be higher up than everyone else? Can a man not be powerful on the ground floor?

Co takiego jest we władzy, że musi się ona znajdować wyżej niż wszyscy inni? Czyż człowiek nie może być potężny na parterze?
[tłumaczenie moje]

Joe Abercrombie, Last argument of kings

Zapowiedź radująca me serce tyczy się natomiast polskiej wersji Snuff Pratchetta, która ukaże się 10 kwietnia 2012 jako Niuch.
czwartek, 23 lutego 2012
Na krawędź świata i z powrotem oraz to Dagoska and back - Abercrombiego odsłona druga
Zaniedbuję was okrutnie, drodzy czytelnicy, ale cóż robić, wszystko drożeje, a żyć trzeba, jak mawiał pewien mój znajomy komornik:)
Tym niemniej o was pamiętam, a i o blogu zapominać nie mam zamiaru.

W dzisiejszej - krótkiej - odsłonie refleksji czytelniczych chciałam podzielić się wrażeniami z Before they're hanged, czyli drugiego tomu trylogii Pierwsze Prawo. Uwaga - mogą się pojawić delikatne spoilery.

A zatem - sformowana w pierwszym tomie niezbyt wesoła drużyna w składzie: barbarzyńca gadający z duchami, barbarzynka opętana zemstą, Pierwszy z Magów, Pierwszy z Dupków, Ględzący Bez Ustanku Kartograf oraz Nagle Sponurzały Uczeń Maga wyrusza w podróż na krawędź świata po...Ziarno, które jest skałą z Drugiej Strony (niezły spoiler, nie?).

I w sumie najpierw ta podróż, a raczej jej opisy, mnie nużyły, ale im bliżej krawędzi, tym robiło się ciekawej, ze względu na a) interakcje między niektórymi postaciami b) transformacje innych. A już na samej krawędzi zrobiło się całkiem zabawnie i za to, co znalazło się u celu wyprawy, Abercrombie ma u mnie jednego z największych plusów, jeśli chodzi o tę powieść. Ładne kilka razy pozytywnie mnie zaskoczył w tym początkowo wybitnie słabo rokującym wątku.
Dwa pozostałe są dużo łatwiejsze w odbiorze (a przynajmniej ja śledziłam je z dużo większą ciekawością):

- wojenny, z łatwą do przewidzenia klęską i nie do końca przewidywalnymi następstwami tejże w postaci długiej tułaczki grupki ocalałych w wybitnie ekstremalnych górskich warunkach zimowych, prowokujących do wybitnie ekstremalnych (a zatem adekwatnych) zachowań i reakcji - z których zwłaszcza jedna bardzo, ale to bardzo mnie uradowała:)

- wojenny egzotyczny, choć bardziej polityczny czyli perypetie mojego niekwestionowanego faworyta Glokty w gorącej tak meteorologicznie, jak i geopolitycznie Dagosce (przygotowujacej się do oblężenia, a następnie je odpierającej) - w tle zagadka zniknięcia poprzedniego naczelnego inkwizytora twierdzy oraz poszukiwania zdrajcy wewnątrz rady miejskiej; też trafiają się zaskakujące niespodzianki, m.in. Glokta odrywa, że nie całe człowieczeństwo w nim umarło oraz podejmuje kilka decyzji o dalekosiężnych skutkach.

Reasumując: drugi tom oceniam lepiej niż pierwszy, na mocne 8/10. polecam, a sama jestem już w 1/4 trzeciego, czyli The last argument of kings.
czwartek, 02 lutego 2012
Logen nie ma palca, Glokta nogi, a Jezal mózgu:) Abercrombiego odsłona pierwsza
Zacznijmy od tego, że jestem z siebie bardzo dumna, bo po długiej przerwie udało mi się przeczytać bez trudu książkę po angielsku. Jak już chyba wspominałam na blogu, kupiłam na początku roku cały cykl Abercrombiego Pierwsze prawo w oryginale, żeby nie czekać, aż ISA skończy go wydawać po polsku. Wczoraj udało mi się zakończyć weekendową głównie lekturę pierwszego tomu, czyli The blade itself.
Wrażenia mam, szczerze mówiąc, mieszane. Najgorszy był początek (rozumiem przez to tak do 130 strony na 515), kiedy to czytałam na zasadzie "aby do rozdziału z Gloktą". Później było coraz lepiej, a pod koniec męczyły mnie właściwie tylko partie Logena.
Refleksje po lekturze nie są zbyt głębokie, bo i nie jest to głęboka książka, a po prostu porządne, choć na razie nie jakoś szczególnie ponadprzeciętne, rozrywkowe fantasy. Lubię takie, choć Stover leży kilka półek wyżej, o Lynchu już w ogóle nie wspominając. The blade itself stanowi w zasadzie bardzo rozbudowany wstęp do właściwej opowieści, służący głównie przedstawieniu postaci.
I to postacie są tej pozycji główną zaletą. W pierwszym rzędzie oczywiście straszliwie okaleczony w więzieniach Imperatora były żołnierz, a obecny inkwizytor - Sand dan Glokta. Jest to postać cudownie wprost cyniczna, a zarazem bardziej skomplikowana wewnętrznie niż może się to wydawać na pierwszy rzut oka. Mój zdecydowany faworyt.
Następnie Jezal dan Luthar, chłoptaś piękny, dobrze urodzony i na pierwszy rzut oka pusty oraz płytki, który jednak z czasem zaczyna ulegać nieoczekiwanej - także dla siebie samego - przemianie.
Oczywiście jest jeszcze Logen Dziewięciopalcy, Krawa Dziewiątka, mocno nietypowy barbarzyńca, który z całych sił stara się zostawić za sobą swoją krwawą legendę i mroczną sławę. Jednak w praktyce kiepsko mu to wychodzi.
Z czasem Abercrombie wprowadza też inne postaci, w tym obowiązkowego Maga (choć przeczącego wszelkim stereotypom i bez laski z gałką na czubku), które mają dołączyć do Drużyny i wypełnić Misję (wciąż niezbyt jasną), a tym samym - to akurat jasne - uratować świat.
Stylistą Abercrombie nie jest przesadnie dobrym, mówiąc łagodnie, choć one-linery często mu się udają, to już opisy są jego piętą Achillesową.
Niemniej, radzi sobie z prowadzeniem fabuły i utrzymywaniem zainteresowania czytelnika. Po zamknięciu pierwszego tomu mam ochotę sięgnąć po kolejny, co samo w sobie stanowi rekomendację. Mocne 7/10, z małym plusikiem za Gloktę. Ale coś mi mówi, że dalej będzie tylko lepiej.
sobota, 14 stycznia 2012
Lubię Gloktę od pierwszego akapitu
Pracowity tydzień, nie było czasu na blogowanie. Przeczytałam w zeszły weekend następną Kamieńską (a raczej poprzednią, bo Płotki giną pierwsze w cyklu chronologicznie poprzedzają Śmierć i trochę miłości). Za wiele nowego do refleksji o pisarstwie Marininej dodać nie mogę, ale uważam za warte podkreślenia, że Płotki to pod każdym względem najlepsza z pięciu przeczytanych przeze mnie odsłon cyklu o przygodach leniwej analityczki z komputerem zamiast mózgu. Tak się wciągnęłam, że całość łyknęłam w niecałą dobę.
Nie polecam natomiast Obsydianowego serca Ju Honisch, którego pierwszy tom domęczyłam w tygodniu, a do drugiego wcale mi się nie śpieszy. Książka reklamuje się jako powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku, ale im bardziej się w nią zagłębiałam, tym bardziej żadnego z tych elementów tam nie było.
Była nuda, przegadanie i chaos. Więcej w recce, jak już ją napiszę.

A, dostałam od Mikołaja jeszcze stówkę. I nie mogłam się oprzeć (a i zbyt mocno się nie starałam), by nie kupić 3 tomów trylogii Abercrombiego Pierwsze Prawo w oryginale. Książki przyszły w idealnym stanie, choć nie były opisane jako nowe, a kosztowały mnie wraz z wysyłką zawrotną sumę 66 PLN. Tak że: transakcja życia na początek roku:) Plus przyjemne z pożytecznym, bo strasznie dawno nie czytałam niczego po angielsku.
Stąd też tytuł notki, bo ledwo zdążyłam zacząć The blade itself, już polubiłam cyniczne komentarze inkwizytora Glokty:D
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka