Wpisy z tagiem: wiedźmin

sobota, 16 grudnia 2017
O dziwnym prezencie na trzydzieste urodziny wiedźmina Geralta (antologia Wiedźmin. Szpony i kły)

Mówili, że lepiej nie czytać antologii pokonkursowej, złożonej z jedenastu tekstów, które startowały (a cztery z nich zdobyły nawet nagrody) w konkursie na trzydziestą rocznicę publikacji opowiadania Wiedźmin na łamach miesięcznika Nowa Fantastyka. A tymi, co mówili, byli fani nad fanami białowłosego zabójcy potworów, wieloletni aktywni forumowicze Wieży Błaznów. Nie posłuchałam. Miałam w zeszłym tygodniu słabsze popołudnie, zachciało mi się poprawy nastroju i lotu na skrzydłach nostalgii. I na dzień dobry dostałam po oczach zwycięskim opowiadaniem, Kresem cudów Piotra Jedlińskiego. Nie owijając w bawełnę, powiem, że było to wyjątkowo bolesne doświadczenie. Grand Prix to temu utworowi by się należało, ale w kategorii „Wydaje mi się, że umiem pisać jak Andrzej Sapkowski, tylko że jednak nawet w przybliżeniu nie”. Zresztą, żadne słowa nie oddadzą tego, do jakiego stopnia autor starał się poza granicę swoich – skromnych – możliwości imitować styl twórcy wiedźmina. Szczęśliwie, tekst jest dostępny w całości i może przemówić sam za siebie. Werdykt konkursowego jury po lekturze całego zbioru jest dla mnie kompletnie niezrozumiały, gdyż jest to jedno ze słabszych opowiadań w zestawie. I bardzo dobrze, bo gdyby reszta utworów prezentowała niższy poziom niż niemiłosiernie wymęczony Kres cudów, nie byłoby sensu marnować czasu na lekturę Szponów i kłów.


Wiem co nieco o wiedźmińskich fanfikach. Latami czytałam te publikowane na stronie Andrzej Sapkowski Zone. Stąd nie mam najmniejszych wątpliwości, że nie ma przeszkód, by amatorski tekst fana był koncepcyjnie i warsztatowo bardzo dobry, a jednocześnie spełniał formalne wymogi opowiadania, to jest miał fabułę trzymającą się kupy i takąż strukturę narracyjną. Niestety, dalece nie o wszystkich tekstach z tego zbioru można to powiedzieć. W zasadzie według mnie tak postawione warunki spełniają cztery utwory znajdujące się w końcowej części antologii, z czego dwa napisali fachowcy, mający już na koncie publikacje książkowe. Tym większe brawa należą się amatorom, czyli Przemysławowi Gulowi za Lekcję samotności (która według mnie powinna wygrać te zawody, ale przynajmniej dostała wyróżnienie szefa działu prozy polskiej NF, Michała Cetnarowskiego) oraz Tomaszowi Zliczewskiemu za Nie będzie śladu. Obaj autorzy stworzyli ponadto historie autentycznie angażujące i oddające ducha prozy Andrzeja Sapkowskiego – gorzki cynizm i brak złudzeń co do prawdziwej natury ludzi, potworów i porządku tego świata. Co do utworów profesjonalistów, opowiadanie Andrzeja W. Sawickiego (który w konkursie startował incognito jako Dorota Chłosta) o dalszych losach elfki Toruviel z Doliny Kwiatów niestety mi się nie spodobało. Za gruba kreska, mocno groteskowi antagoniści i za dużo sentymentalizmu. Natomiast tekst tytułowy, czyli Szpony i kły Jacka Wróbla, jest naprawdę wart uwagi. Tak się powinno podejmować dialog z tekstem oryginalnym, czyli w tym przypadku z legendarnym opowiadaniem Wiedźmin, od którego wszystko się zaczęło. Autor przedstawia opisane tam wypadki z perspektywy strzygi, a raczej królewny Addy. Łatwo powiedzieć, trudniej ciekawie i przekonująco zrobić. Jackowi Wróblowi to się udało. Dał królewnie przekonujący głos i ciekawą historię nie-życia, na oryginalnym opowiadaniu opierając się tylko o tyle, o ile było to absolutnie konieczne.


A że jest to sztuka trudna, najlepiej świadczy tekst Barbary Szeląg Bez wzajemności. Odwrócony pod względem wymowy prequel Trochę poświęcenia, ze starszą siostrą Essi Daven w roli głównej i groteskowym Jaskrem na przystawkę, oraz Małą syrenką bez szczęśliwego Disnejowskiego zakończenia w tle. Drętwe stylistycznie, warsztat bardzo marny, może gdyby na tych dwóch niwach było lepiej, całość nie byłaby tak przeraźliwie sztuczna, a autorka miałaby jakiekolwiek szanse zrealizować swoje ambitne zamierzenie. Największą ciekawostką, czy raczej kuriozum, w tym kontekście jawi się fakt, że ten tekst również zdobył konkursowe wyróżnienie, przyznane przez Jerzego Rzymowskiego, redaktora naczelnego NF. Przecież samo zestawienie z genialnym Trochę poświęcenia boleśnie obnaża mizerię Bez wzajemności. Żeby pisać o uczuciach, trzeba najpierw umieć pisać, bo do tego niezbędna jest subtelność.


Z pozostałych utworów bardzo podobała mi się Skala powinności Katarzyny Gielicz - zaskoczyła mnie na plus po poprzedzającej ją mizerii, bo była ładnie i z wyczuciem napisana, ASowa w wymowie, o Coenie i jego towarzyszce poznanej na szlaku. Co z tego, że trochę zbyt rwana i stanowiąca raczej ciąg obrazków niż opowiadanie z prawdziwego zdarzenia? Co z tego, że miejscami zbyt sentymentalna, a u samych swych podstaw ma wątpliwe założenie, że wiedźmin zgarnąłby z traktu pierwszą lepszą dziewuchę i narażał ją przy robocie tylko po to, żeby mieć towarzystwo? Przekonująco oddana relacja między bohaterami jest siłą tego tekstu.


Coś dobrego mogłoby jeszcze wyjść z Ironii losu Sobiesława Kolanowskiego, bo pomysł jest ciekawy i ma potencjał – potwór daje wiedźminowi zlecenie na innego potwora. Ale warsztat woła o pomstę do nieba, tekst powinien zostać mocno skrócony, za dużo przerzucania się niby błyskotliwymi puentami, kawa zbyt dosłownie wyłożona na ławę. Niestety, redaktora antologia – podobnie jak Sezon burz – nie miała. I pozostawały w niej w rezultacie kwiatki w takim stylu: Szybka zarówno na łapach – dzięki lwiemu tułowiowi – jak i w przestworzach dzięki silnym, nietoperzym skrzydłom. Śmiertelnie niebezpieczna. Jad z jej podobnego do skorpionowego ogona zabijał w ciągu kilku sekund – o ile wcześniej bestia nie rozszarpała swych ofiar wyposażonymi ją przez Naturę solidnymi kłami czy pazurami. To opis mantikory.


Reszta tekstów jest milczeniem, choć chciałoby się rzucić kilka obelżywych słów o stanowiącej festiwal żenady Balladzie o Kwiatuszku  Michała Smyka (indywidualne wyróżnienie szefa działu zagranicznego NF, Marcina Zwierzchowskiego - bez komentarza). Ale leżącego kopać się nie godzi. Sami zdecydujcie, czy czytać.

sobota, 09 listopada 2013
Wiedźmin Geralt wiecznie żywy
Sezon burz, pierwszą od czternastu lat nową przygodę Białego Wilka, zamknęłam wczoraj. Było lepiej, niż się spodziewałam. Bądźmy szczerzy - Żmii skończyć nie zdołałam, więc nie spodziewałam się zbyt wiele. Ale wiedźmin to jednak wiedźmin, więc - by być precyzyjną - nie oczekiwałam wiele, jak na wiedźmina. Sagę, trzeba trafu, po raz pierwszy od ośmiu lat odświeżałam sobie w sierpniu. Opowiadania - w zeszłym roku. Mam więc dobry punkt wyjścia do porównań.
Sezon to tak naprawdę również kilka opowiadań, połączonych na słowo honoru dość pretekstowym - i takoż rozwiązanym - questem w sprawie kradzieży Geraltowych mieczy. Tekst startuje bardzo opornie, pierwszych kilka rozdziałów jest wręcz szokująco kiepskich, a dopiero w drugiej połowie utworu Sapkowski łapie tempo i wpada w rytm. Lekko zaszokowała mnie ilość żartów fizjologicznych - zaprawdę, powiada Dobra Księga (a jeśli nie powiada, to powinna): co za dużo, to niezdrowo, a pewnikiem nieśmiesznie. Wystarczyłaby historyjka o proroku Lebiodzie, będąca, skądinąd, elementem zdecydowanie najbardziej udanego z powieściowych wątków, tego o aguarze.
Styl snucia opowieści jest zdecydowanie gorszy (widać to choćby w sztucznym i nienaturalnym na ogół sposobie wysławiania się Jaskra), a tekst językowo mniej dopracowany niż we wcześniejszych utworach z tego uniwersum. Przydałaby mu się rzetelna redakcja, której chyba nie przechodził w ogóle, bo jedynym redaktorem, jakiego można w wydawnictwie znaleźć, jest redaktor naczelny (superNOWEJ) Mirosław Kowalski. Korektora takoż ze świecą szukać. A powtórzenia (przy czym nie mam w tym miejscu na myśli tych użytych jako zabiegów stylistycznych) są liczne i rażące. Podobnie jak rozwlekłe wyliczenia, które wyglądają na intencjonalne wydłużanie tekstu. Przecinki czasem są, gdzie trzeba, a kiedy indziej chyba na urlopie w nadmorskim Kerack, gdzie rozgrywa się znacząca część akcji. Piszę o tym, bo jedną z najważniejszych wartości prozy Sapkowskiego - oprócz cynicznego humoru i błyskotliwych one-linerów - jest dla mnie język i styl.
Sporymi fragmentami jest jak dawnej. Nie brak też tzw. "perełek". Do swoich ulubionych zaliczam:
Źle ci to idzie, Tzara. Nie umiesz. Żeby kogoś dobrze znieważyć, nie wystarczy przemożne pragnienie, entuzjazm ani zapał. Konieczny jest warsztat.
Tytuł najciekawszej nowej postaci przypada zaś bezapelacyjnie krasnoludowi Addario Bachowi. Krasnoludy to coś, co Sapkowskiemu zawsze wychodzi.
Ale właśnie w tym sęk - fragmentami jest tak, jak dawniej było zawsze. Choć Geralt to Geralt i w zasadzie pozostaje sobą, a Sapkowski to Sapkowski, Sezon burz stanowi zdecydowanie najsłabszą odsłonę uniwersum wiedźmińskiego. Rzecz, wcześniej znakomita, po restarcie jest najwyżej dobra (obiektywnie powinnam napisać: nieco ponadprzeciętna, bo wewnętrznie powieść jest naprawdę bardzo nierówna, ale sentyment robi swoje). To oczywiście niemało, a bonus w postaci epilogu i licznych pomniejszych nawiązań przysporzył mi radości, którą zapewne podzielą inni fanatyczni fani cyklu. Zdecydowanie nie żałuję sięgnięcia po Sezon burz, ale nie przewiduję szybkiej powtórki. A Sagę i opowiadania, w ciągu pierwszych dwóch lat po odkryciu, czytałam pięciokrotnie. Co, jak sądzę, stanowi najwymowniejsze porównanie nowego ze starym.
czwartek, 24 października 2013
Nigdy bym się nie spodziewała...
...że zapowiedź wydania nowej powieści z uniwersum wiedźmińskiego bardziej mnie przerazi, niż ucieszy. Już sama okładka napawa czystą, pierwotną grozą.
środa, 14 sierpnia 2013
Powtórek czar
Zakończyłam wczoraj pierwszy od dawna powtórkowy maraton Sagi o wiedźminie. Pięć tomów w 12 dni to takie przeciętne, niespieszne tempo, ale oczy już nie te, co w 2001, przyszło zrezygnować z całonocnych orgii czytelniczych. Poza tym przy pierwszym kontakcie z cyklem nic by mnie nie oderwało od lektury. A gdy już się wszystko wie, można sobie pozwolić na delektowanie się. Pewne odczucia jednak pozostają niezmienne. Literacko najlepszym tomem jest Wieża Jaskółki. Otwierającą cykl Krew elfów oceniam niewiele niżej. Ale ciągle największy sentyment mam do Chrztu ognia. Za Regisa, Zoltana Chivaya - niepoprawnego altruistę, Feldmarszałka Dudę, Bitwę o Most i przecudnie ironiczny predykat Geralta. No i za tytułowe ordalium, oczywista. Ech, chyba za jakiś czas muszę sobie zorganizować powtórkę cyklu Dumasa o muszkieterach, a później Trylogii. Wiedziałam, że zaczynanie powrotów jest niebezpiecznym pomysłem:)
Między czwartym a piątym tomem Sagi wpadła mi kolejna powtórka, tym razem w ramach obowiązków recenzenckich. Polska wersja trzeciego tomu Pierwszego Prawa Joego Abercrombiego, czyli Ostateczny argument królów. Jako że 1,5 roku temu czytałam oryginał, miałam szczery zamiar jedynie pobieżnie odświeżyć sobie główne wątki na poziomie szczegółów. Powieść jest jednak tak dobra, a w dodatku tak świetnie została przełożona przez jednego z moich ulubionych tłumaczy - Wojciecha Szypułę - że nie oparłam się pokusie zapoznania się z całością. Pochłonięcie ponad ośmiuset stron zajęło mi trzy dni, co też o czymś świadczy:)
Teraz przede mną kolejne obowiązki - tym razem Fahrenheitowe:
- obsypana nagrodami powieść Jo Walton Wśród obcych
-
oraz Piękny kraj Alana Averilla.
Obie powieści wyda 29 sierpnia Akurat. W międzyczasie chciałabym dokończyć Ameksykę, bo szczęśliwie ochłodzenie trwa już kilka dni.
A wy co sądzicie o powtórkach? Wiem z doświadczenia, że podział wśród czytelników w tej kwestii jest dość ostry (na fanów i antyfanów czytania danego tytułu więcej niż raz). Do czego najczęściej wracacie?

niedziela, 28 lipca 2013
Upał prawie jak w Ameksyce
Wobec czego tymczasem przerwałam lekturę Ameksyki. Wojny wzdłuż granicy Eda Vulliamy'ego (swoją drogą, znakomita, choć wstrząsająca lektura - zbliżam się do połowy). Takie pozycje wymagają zaangażowania wyższych funkcji intelektualnych, poza tym obraz wojny narkotykowej nie wpływa zbyt dodatnio na psychikę, łagodnie rzecz ujmując.
Uznałam, że to dobra pora na sprawienie sobie z dawna odkładanej przyjemności, i powróciłam do Krwi elfów niejakiego Sapkowskiego. Po raz pierwszy od ośmiu lat. Przy okazji przekopałam forumowe archiwa i stwierdziłam, że w ciągu pierwszych dwóch lat od odkrycia cyklu (zima 2001 - zima 2003) przeczytałam go aż pięć razy. Nie ma to jak zimowanie z wiedźminami w Kaer Morhen, gdy za oknem klimaty saharyjskie.
Jeśli zagląda tu ktoś, kto jeszcze nie miał okazji zetknąć się z postacią wiedźmina Geralta, serdecznie zachęcam takie osoby do nadrobienia tej zaległości. Najlepiej zacząć od któregoś zbioru opowiadań. Od przyniesionego przez brata z biblioteki Miecza przeznaczenia (który chronologicznie poprzedza Ostatnie życzenie i jeśli ktoś jest zwolennikiem czytania po kolei, powinien od niego zacząć) rozpoczęła się nie tylko moja przygoda z Geraltem, ale i trwająca nieprzerwanie od niemal 12 lat przygoda z szeroko pojętą fantastyką. Wiele wspaniałych lektur, inspirujących dyskusji i wartościowych znajomości, a także jedną pracę zawdzięczam siwowłosemu zabójcy potworów z Rivii. Ale wszystko przebija niezwykła przyjemność ze śledzenia jego przygód, za siódmym razem tak samo wielka, jak za pierwszym. Ktoś chce spróbować?
Tutaj można przeczytać opowiadanie Granica możliwości, otwierające zbiór Miecz przeznaczenia, od którego rozpoczęłam znajomość z Geraltem.
Z kolei w tym miejscu dostępne jest opowiadanie Wiedźmin, nagrodzone w konkursie Nowej Fantastyki, od którego rozpoczął się bujny żywot Geralta i kariera literacka Andrzeja Sapkowskiego. Na tej stronie dostępne są także inne opowiadania wiedźmińskie: Wieczny ogień, Okruch lodu, Miecz przeznaczenia i Mniejsze zło. Jeśli ktoś spróbuje, będę zobowiązana za podzielenie się wrażeniami.
P.S. Jeśli widzieliście film lub serial, postarajcie się o tym zapomnieć:> Poza imionami postaci niewiele mają wspólnego z literackim pierwowzorem.

sobota, 07 stycznia 2012
Podziękowania dla Św. Mikołaja
Za to, że praktycznie wyczyścił moją przechowalnię w Merlinie:)

Chuck Palahniuk Potępieni
Paolo Bacigalupi Nakręcana dziewczyna. Pompa numer sześć
Terry Pratchett Nacja
Dan Simmons Wydrążony człowiek. Muza ognia
Roger Żelazny Kroniki Amberu tom 2
Jim Butcher Front burzowy (nowy, lepszy, dużo lepszy przekład Piotra W. Cholewy - jak na razie tylko ten tytuł przeczytalam, bo i czekałam na niego już ładne parę lat, a do recenzji dostać się nie udało:/, więc tym większe dzięki dla Mikołaja:])

4 płyty z audiobookami Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia: które są pierwszymi audiobookami, na jakie - z oczywistych powodów - miałam ochotę. I, co chyba nie jest w przypadku audiobooków standardem, są właściwie bardziej inscenizacją niż książką czytaną. Jak na razie dosłuchałam niemal do końca Kwestii ceny, a więc prawie cztery opowiadania zaliczone. Muszę powiedzieć, że plusy przeważają nad minusami. Narrator co prawda czasami w afektowany i nieuzasadniony sposób przeciąga zdania, ale ogólnie spisuje się więcej niż nieźle. Podoba mi się też w zdecydowanej większości przypadków dobór głosów: Krzysztof Banaszyk pasuje na Geralta (czy on go nie dubbingował w grze? Jednak nie, to był Jacek Rozenek, pasował jeszcze lepiej), świetnie wypada Maria Pakulnis jako Calanthe i Marian Opania jako Velerad.
Vanin kiedyś pisał o tym (przy wersji RMF), że dialogi w wersji audio się nie bronią, na razie zauważyłam może ze dwa takie momenty, oba w opowiadaniu Mniejsze zło (dialogi ze Stregoborem i Renfri). Poza tym jednak nie mam takiego wrażenia. Jak dotąd chyba najlepiej wypadł Wiedźmin, bo tam jest ładny balans pomiędzy narracją i dialogami, którego w mniejszym lub większym stopniu brak pozostałym trzem wysłuchanym do tej pory tekstom. Choć imitacje odgłosów zwierząt w wykonaniu barona z Tigg na cintryjskiej uczcie też robią wrażenie:)

Dostałam też od coś od Pere Noel, czyli Mikołaja francuskojęzycznego, za co również jestem bardzo wdzięczna, bo będzie okazja do odkurzenia języka:L'empire des loups (Imperium wilków) oraz Pars vite et reviens tard (nawet zekranizowana!).

A w ogóle to jesteście niedobrzy, bo nie chcecie polecać żadnych książek ani filmów, o.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka