Wpisy z tagiem: Anna Brzezińska

środa, 04 maja 2011
Pratchett króluje, Mordi dołuje
A więc słów kilka o ostatnich lekturach. Skrótowo, bo i rozpisywać się za bardzo nie ma o czym, niestety, nie zawsze trafia się perełka na miarę opisywanego przeze mnie niedawno Regulaminu tłoczni win.

Najpierw coś dobrego - Kapelusz pełen nieba Pratchetta w jedynie słusznym przekładzie Piotra W. Cholewy. Feegle rządzą, płakałam ze śmiechu momentami wcale długimi.
Maleńka próbka by Rob Rozbój (po tym, jak klan orzekł, że umarł, bo odmówił wypicia alkoholu):

A zamknijze pyscysko, gamoniu! (..) Wcale nie umarłem. Próbuje tylko psezyć tu chwilę egzystencjalnego lęku, jasne? Łojzicku, marnie to zycie wygląda, jak se cłecyna nie moze pocuć Wichrów Losu dmuchających mu pod kilt, coby łod razu mu nie mówili, że umar.

I tak. Komentarz raczej zbędny:) Już nie mogę się doczekać W północ się odzieję, która w dodatku wychodzi w moim okresie okołourodzinowym, już za parę dni, za dni parę. Swoją drogą, będzie to pierwszy Pratchett od wielu lat, którego przed polską premierą nie będę miała zaliczonego po angielsku.  I ostatni niewydany u nas. Zrównujemy się z zagranicą. Trzeba będzie grzecznie czekać na zapowiadany na październik Snuff.

Dla odmiany coś marnego. Ja, inkwizytor. Wieże do nieba. Czyli sequel prequela (co mówi samo za siebie) do historii Mordimera Madderdina. Dwa opowiadania rozciągnięte ponad moją czytelniczą wytrzymałość i w żadnym aspekcie niezachwycające. Rozwiązania ni przypiął ni wypiął, aby tylko Mordi wyszedł na nieopierzonego idiotę. na plus - ani razu chłoptaś się nie modli. I niewiele więcej. Po dwóch lepszych pozycjach - Łowcach dusz - najlepszym tomie cyklu właściwego i prequelowym Płomieniu i krzyżu - chyba najsłabsza dotąd produkcja spod znaku złamanego krzyża.

A po środku - Dwie karty Agnieszki Hałas, moje pierwsze spotkanie z Krzyczącym w Ciemności. Oceniam zdecydowanie pozytywnie, przy okazji chętnie zapoznam się z opowiadaniami. Ale...po tym, jak to ludzie ekstatycznie wychwalali (w sensie - opowiadania), spodziewałam się czegoś więcej. Niemniej warto.

W międzyczasie odebrałam zamówienie z Empiku, w końcu mam na własność kompletną Sagę o zbóju Twardokęsku, oczy mi się świecą do kolejnych przygód Caine'a, a i finał krucjatowego cyklu Marcina Mortki przeczytam z zainteresowaniem. Na razie jednak pierwszeństwo ma kolejka recenzencka, a i czas na czytanie z rozmaitych względów uległ był skurczeniu.

piątek, 01 stycznia 2010
Bilans czytelniczy 2009

Przeczytanych: 61.

Zagranicznych: 33.

Polskich: 28.

A. Najlepsza przeczytana książka.

1) Neal Stephenson Peanatema.

2) Anna Brzezińska Letni deszcz. Sztylet.(najlepsza przeczytana książka polska).

3). Catherynne M. Valente Opowieści sieroty 1. W ogrodzie nocy.

B. NAJGORSZA PRZECZYTANA KSIĄŻKA

1) Elena Malinowska Taniec nad przepaścią (choć chowa się przy ubiegłorocznym tryumfatorze tej kategorii, czyli Plagach tej ziemi, to wciąż grafomania pierwszej wody - choć trąci to nieco oksymoronem:).

2) Maja Lidia Kossakowska Upiór Południa 1. Czerń. Grafomania tym zabawniejsza, że próbująca się sprzedać jako ambitna.

3) Tu były niejakie kłopociki, ale jednak John M. Harrison Viriconium zafundował mi jedne z gorszych tegorocznych udręk czytelniczych i nie obchodzi mnie, czy bierze się to z mojego ograniczenia umysłowego - to FAKT.

C. NAJWIĘKSZE POZYTYWNE ZASKOCZENIE

Jeff VanderMeer Podziemia Veniss

D.NAJWIĘKSZE NEGATYWNE ZASKOCZENIE

Jeffery Deaver The roadside crosses

E. ODKRYCIE ROKU

Właściwie powinnam ponownie wymienić Valente, ale ona już swoje wyróżnienie ma, zatem Matthew Woodring Stover.

F. ULUBIONY NOWY BOHATER.

Hari Michaelson/Caine z Bohaterowie umierają (prosty jak drzewce dzidy, ale i tak fajny:)

G. KSIĄŻKA Z NAJBARDZIEJ SKOPANYM ZAKOŃCZENIEM:

W tej kategorii konkurencja była w tym roku bardzo ostra (dlatego w ogóle ją wprowadzam).

1) Krzysztof Piskorski Zadra 2

2) Łukasz Orbitowski Święty Wrocław

3) Marek Krajewski Głowa Minotaura

Konkurencyjne typy mile widziane:D

wtorek, 01 grudnia 2009
Letni deszcz. Sztylet. Kwestia zakończenia.
Na ostatnią odsłonę Sagi o zbóju Twardokęsku czekaliśmy (my, czytelnicy, nie my, Jan Kazimierz, król:) pięć lat. Doczekaliśmy się i bardzo dobrze, bo nie o każdym cyklu, z różnych przyczyn, można tak powiedzieć. Na 600 stronach Anna Brzezińska zamyka jedną z najważniejszych opowieści w polskiej fantastyce. Pisze wspaniałym stylem, znanym już z pierwszej odsłony trzeciego tomu, która moim zdaniem wyraźnie i na plus odstawała od dwóch poprzednich, a zwłaszcza pierwotnej wersji Plew na wietrze czyli Zbójeckiego gościńca.
G
dybym miała szukać analogii, ułatwiającej opisanie mocnych stron książki, to byłaby nią twórczość Guya Gavriela Kaya. Sztylet to mozaika przemyślanych epizodów, rozpisanych na postaci rozmaitych planów, przywodząca na myśl Sarantyńską (nomen omen) mozaikę czy Lwy Al-rassanu, bo spojona podobnie konsekwentną wizją i wykonana ze zbliżonym stylistycznym mistrzostwem. Stylizacja staropolska, dla wielu będąca minusem, dla mnie jest, rzecz jasna, dodatkowym plusem. Ogromnym plusem. Warsztatowo, od strony czysto formalnej, niewielu polskich pisarzy współczesnych w ogóle, a nie wyłącznie polskich fantastów, dorównuje Annie Brzezińskiej, dla której język jest uległym tworzywem. To pozwala jej na wykreowanie na kartach powieści całej gamy nastrojów w sposób wiarygodny, bez potrzeby uciekania się do nadmiaru stylistycznych ozdobników. Opowieść płynie, a jej nurt wciąga Czytelnika, by nie wyzwolić do samego końca. Chyba jedynie u Brzezińskiej, właśnie z wymienionych powyżej powodów, jestem w stanie tolerować większą niż na ogół dawkę patosu. W tak opowiedzianej historii jest on po prostu na miejscu.
Choć, by pozostać uczciwą, muszę przyznać, że są sceny pod tym względem ewidentnie przeszarżowane - w mojej osobistej klasyfikacji przoduje spotkanie Wężymorda z córką Bogorii.
Opis bitwy pod Rogobodźcem, tzw. "bitwy bez wodzów", nie przebije może bitwy pod Brenną z Pani Jeziora, ale niczego mu to nie ujmuje. Świetna sekwencja.
Znakomitym pomysłem było też w mojej ocenie umieszczenie ostatecznej konfrontacji Szarki z Zird Zekrunem poza kadrem, a w zamian pokazanie, jak upadek boga odbił się echem w krainach Wewnętrzego Morza.
Wiem, że słowa "od książki nie sposób się oderwać" są banałem tak wyświechtanym, że straciły wszelkie znaczenie, ale w tym przypadku żadne inne nie oddają rzeczywistości. Nawet trzeci tom Pana Lodowego Ogrodu nie wciągnął mnie tak bardzo.
A teraz do beczki miodu zacznę dokładać łychami subiektywny dziegieć. I znów analogia z Kayem jest na miejscu, bo i jego zakończenia nie odpowiadają mi wyjątkowo często. W całej powieści okrutnie zmarginalizowana została postać Zarzyczki, zupełnie, jakby jej rola skończyła się po wypowiedzeniu życzenia w noc spichrzańskich Żarów i wykuciu tytułowego sztyletu ze znaków bogów. No, rodzi dziecko uzurpatora żalnickiego tronu. Jest obiektem nienawiści prowadzonych przez Krzeszcza Sierotek. I tylko tyle. Nawet nie dostaje, na dobrą sprawę, porządnego zakończenia. Żal, spodziewałam się, że będzie to nadal jeden z istotniejszych wątków - zwłaszcza jej związek z Wężymordem. Z głównych bohaterów za w pełni udany uważam jedynie finał losów Złociszki.Ciekawie potoczyły się losy zwajeckiego kniazia. Szarka okazała się absurdalnie nieśmiertelna. Koźlarz nie zginął, wbrew mojej (irracjonalnej w świetle zakończenia Opowieści z Wilżyńskiej Doliny) nadziei, a zbójca na starość dał się ze szczętem zbałamucić babie. No, za dużo tych happyendów, choćby zaledwie częściowych.
Ale ja jestem zgorzkniała, a powieść tak czy owak bardzo dobra.Tylko ciekawiej poprowadzeni bohaterowie epizodyczni niż główni. 8.5/10
I polecam.
P.S. Dziś w Trójce (radiowej) leciał tegoroczny Karp - niestety, nie ma magii wcześniejszych części.
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka