Wpisy z tagiem: Maja Lidia Kossakowska

piątek, 28 października 2011
Dziwy i cuda
Aż nieswojo mi to napisać, ale nowa Kossakowska, czyli Grillbar Galaktyka, jest naprawdę całkiem niezła. Starczyło tylko skupić się na przygodowo-kryminalno-kulinarnej fabule, nie wprowadzać żadnych wątków, o zgrozo, romansowych i...da się.
Szczerze, to kole pierwszego tomu Zbieracza Burz (tego z tańczącym mięsem, hell yeah!) porzuciłam nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek będę miała frajdę z obcowania z jej twórczością.
A tu proszę: nieco mniej poważnie, bez zadęcia i całkiem, całkiem.
Oczywiście zostało mi jeszcze ponad 50 stron i teoretycznie wszystko się zdarzyć może. Ale i tak fakt wart odnotowania. Moim zdaniem to najlepsza jej pozycja od czasów pierwszego tomu Zakonu Krańca Świata.
niedziela, 15 listopada 2009
Porozmawiajmy o Upiorach
Numer trzy i cztery. A przy okazji troszkę o Kossakowskiej całościowo, bo od czasu Czerni mam na ten temat powracające przemyślenia. Tak, wiem, że to się leczy, ale ponieważ chwilowo upajam się Peanatemą i trochę mi jeszcze zejdzie, zanim skończę, a jadąc do Kraka przeczytałam w pociągu ostatni tom jej najnowszego cyklu, to się wypiszę, a co mi szkodzi.

Dawno, dawno temu, kiedy forum Wieża Błaznów jeszcze się tak nie nazywało, ale za to tętniło życiem i odbywały się tam dyskusje z prawdziwego zdarzenia, m.in. o literaturze, mieliśmy też niejedną wymianę opinii (strona 302 i następne, tytułem przykładu) na temat twórczości MLK. Wówczas miała ona w swoim dorobku zbiorek "anielski", który wśród bywalców strony budził skrajne emocje, a rozbieżności w jego ocenie prowadziły do poważnych flejmów, oraz będącą jego kontynuacją powieść "Siewca Wiatru".
Na etapie Siewcy ogólnoforumowy entuzjazm wyraźnie opadł, acz wielu zwolenników Kossakowskiej jeszcze go broniło, argumentując, że choć daleko mu do geniuszu opowiadań, jest świetnym rozrywkowym czytadłem. Jak można zobaczyć w zalinkowanych recenzjach, Obrońcami się niezdrowo podekscytowałam, byłam skłonna dać im nawet 9/10, natomiast Siewca był już pierwszym poważnym rozczarowaniem. Nie wiem, jak bym dzisiaj oceniła Obrońców - pewnie surowiej:> Wtedy jednak miałam dwa lata stażu w czytaniu fantastyki i jej wizja do mnie przemówiła. Do dziś uważam te opowiadania za najlepszą część jej literackiego dorobku, choć boję się do nich wrócić.
Szansę na przebicie zbiorku miał Zakon Krańca Świata, ale potencjał intrygującej historii o Grabieżcy został rozmieniony na drobne w drugim tomie, gdzie fabuła nieoczekiwanie (i bez większego sensu) skręciła w klimaty szamańskie.Potem była skierowana do młodszego czytelnika Ruda Sfora, znowu w klimatach szamańskich, z ciekawym pomysłem, ale niekonsekwentnym wykonaniem.
A ostatnio pojawił się czterotomowy cykl Upiór Południa - o planach jego wydania mówiło się mniej więcej od dwóch lat, początkowo jednak miał to być zbiór opowiadań. Dla cyklu byłoby lepiej, gdyby pierwotna idea została zrealizowana. Jednak bardziej opłacalne z ekonomicznego punktu widzenia okazało się rozdęcie opowiadań do rozmiarów powieści, z których najdłuższa, mimo dużych marginesów, czcionki i interlinii oraz małego formatu ma sporo mniej niż 300 stron. Co z tego, gdy pomysły wystarczą najwyżej na 150? Ale, zamiast wydać jeden tom za 45, czy nawet 50 PLN, FS oferuje 4, kosztujące 100 PLN. Wiadomo, nikt nikogo nie zmusza do kupowania. Zresztą, gdybym kupowała i na próbę skusiła się na Czerń, to resztę bym sobie, jak wspominałam w jednym z wcześniejszych wpisów, zdecydowanie darowała. Jest to moim zdaniem najgorsza rzecz, jaka wyszła spod pióra Kossakowskiej, a zestawienie z Fight clubem tylko dodatkowo podkreśla jej słabość. Druga opowieść byłaby więcej niż niezła - gdyby wyrzucić z niej fantastykę. A tak jest fajna, nastrojowa, ale 25 PLN bym na nią zdecydowanie nie wydała. Nie mniej - nastawienie do cyklu mi poprawiła. Niestety płomyk entuzjazmu przygasł w starciu z Burzowym kocięciem. Jego logika fabularna jest dziurawa jak ser szwajcarski, nad Czernią ma tę przewagę, że posiada nieźle napisane (niefantastyczne) fragmenty. Nie jest to jednak przewaga zbyt wielka, bo, dla równowagi, wątek fantastyczny wyjątkowo bzdurny.
I tak za część czwartą zabierałam się z oporami, pełna najgorszych przeczuć - a to najlepsza ze wszystkich. Gdyby zatem ktoś chciał sobie zakupić jeden tom, polecam czwarty.

Choć też z Konwickim bym go nie porównywała, a patent stary jak świat, Inni i Szósty zmysł, to przynajmniej zrealizowany porządnie. Klimat jest.
Natomiast osobiście mam ciarki na myśl o Zbieraczu burz - którym zresztą autorka łamie deklarację z dawnego listu do Czytelników, że skończyła z uniwersum anielskim. Ale pożyjemy, zobaczymy.
sobota, 12 września 2009
Od ostatniej notki przeczytałam
Mike Carey Przebierańcy

Będzie recenzja w F, podlinkuję, tymczasem tylko napiszę, że czytało się błyskiem, wspaniale przy najnowszych przygodach Fixa odpoczęłam i uważam tom 3 za lepszy od drugiego, choć nie tak dobry, jak pierwszy. Oprócz elementów standardowych będzie wyprawa do Hameryki, jako też mafia amerykańska na gościnnych pozagrobowych występach w Lądku Zdroju, to znaczy, oczywiście, Londynie. Polecam fanom cyklu, nie-fanów odsyłając jednakowoż do wciąż dzierżącego palmę bezdyskusyjnego pierwszeństwa tomu pierwszego - Mojego własnego diabła

Marcin Mortka Miecz i kwiaty tom I

Jak wyżej, tzn. zrecenzowany dla F. Odpuściłam ostatnimi czasu Mortkę bez żalu, ale sentyment do "Ostatniej sagi" kazał się zainteresować jego najnowszym dziełem, osadzonym w realiach trzeciej krucjaty. Jest ciekawie, choć zdecydowanie nie bez wad. Główny plus to bohater, młody Gaston de Baideaux z Pikardii, któremu zderzenie z realiami Ziemi Świętej burzy uświęcone wyobrażenia o rycerskim etosie. Poza tym sympatyczna z niego sierota i uczy się co nieco o sztuce (prze)życia od...swojego własnego Diabła. Ot, wyszło niezamierzone nawiązanie intertekstualne:) 

Maja Lidia Kossakowska Upiór południa. Czerń.
 
Garść impresji.

Z tego miejsca chciałabym pozdrowić Anteriona, gdyż, czytając Czerń, po raz pierwszy byłam gotowa zgodzić się w całej rozciągłości z lansowaną niegdyś przez niego (a zwalczaną - m.in. - przeze mnie) tezą, że Kossakowska jest grafomanką:)

Maja Lidia Kossakowska Upiór Południa. Pamięć umarłych. Drugi tom cyklu trafił do mnie znacznie bardziej niż pierwszy - bardziej przekonująco udało się tym razem wykreować nastrój "czegoś wiszącego w powietrzu" upalnego Dzikiego Zachodu posecesyjnej Ameryki. Nie ma tu sztuczności i egzaltacji, jest klimat i choć całość budzi mocne skojarzenia z Kingowską Zieloną milą, to jednak ta opowieść o etosie rewolwerowca wyrównującego rachunki krzywd zza grobu potrafi zaangażować emocjonalnie. Fabularnie jest przewidywalna, a niektóre "elementy fantastyczne" oddano zbyt grubą kreską, ale z czystym sumieniem daję 7/10. Choć do Faulknera temu Upiorowi równie daleko jak poprzedniemu do Fight clubu.

Obecnie przypominam sobie natomiast Króla Bezmiarów Kresa Feliksa i jest to prawdziwa przyjemność, bo choć ogólny zarys fabuły pamiętam, to jednak detale wywietrzały przez ponad 4 lata. Pozostało ogólne wspomnienie znakomitej marinistycznej powieści przygodowej, tak dobrej, że nie zdołał jej zepsuć nawet trącący na milę brazylijskim tasiemcem wątek Ridi i córek. Miło znowu spotkać Raladana, który należy do moich ulubionych bohaterów cyklu szererskiego:D No i Kres jest znakomity językowo.

Idealna odmiana po tych cholernych aktach prawnych do egzaminu wstępnego na aplikację:/ Jeszcze tydzień. Potem jeszcze 3 tygodnie pisania memoire i jako szczęśliwa bezrobotna (tj. poszukująca pracy:) będę mogła znowu systematyczniej prowadzić bloga.


| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka