Wpisy z tagiem: Jeffrey Eugenides

czwartek, 08 maja 2014
Ku wyzwoleniu
Mniej więcej rok temu odkryłam Eugenidesa. Intryga małżeńska spodobała mi się tak bardzo, że od razu poszukałam pozostałych pozycji jego autorstwa. Znajomość z Amerykaninem o grecko-irlandzkich korzeniach postanowiłam kontynuować jego debiutanckim utworem Virgin Suicides (dwa polskie przekłady zaowocowały dwoma różnymi tytułami - Przekleństwa niewinności i Samobójczynie, prywatnie wolę pierwszy). Pierwotnie planowałam lekturę w oryginale, ale ponieważ udało mi się dorwać przekład Witolda Kurylewicza, zwyciężyło wygodnictwo, także dlatego, że wcześniej przeczytałam po angielsku pierwszy tom cyklu kryminalnego o Jacksonie Brodym, czyli Case histories Kate Atkinson.
Debiut Eugenidesa zaskakuje już na samym wstępie, historię poznajemy bowiem z perspektywy zbiorowego narratora, a mianowicie grupy mężczyzn (niegdyś - chłopców), którzy byli sąsiadami pięciu sióstr Lisbon, głównych bohaterek. Dodatkowo narracja jest chwilami, zwłaszcza w początkowych partiach tekstu, achronologiczna, więc czytelnikowi od pierwszych stron towarzyszy niepokój i uczucie lekkiej dezorientacji. Oraz zaintrygowania. Wszystko to było zapewne autorską intencją, ale u debiutanta dziwi niezwykła sprawność w jej realizacji.
Wybór narratorów, stanowiących wieloosobową, tylko doraźnie rozdzielającą się na jednostki masę zafascynowanych obserwatorów/admiratorów sióstr Lisbon, którzy z perspektywy czasu i poprzez pryzmat tragicznych wydarzeń wspominają swoją przedziwną, platoniczną, a jednak silniejszą niż cokolwiek, co przeżyli od tamtej pory, relację z dziewczynami, był decyzją ryzykowną, ale dzięki stylistycznej sprawności się autorowi opłacił. Tym samym bowiem otrzymujemy perspektywę zewnętrzną, i to podwójnie, dla opowiadających bowiem zagadką są nie tylko motywacje bohaterek, ale - przede wszystkim - one same. Dziewczyny, które nie stały się kobietami. Na zawsze pozostały na tym etapie, na którym każda przyszłość jest możliwością. Być może stąd utrzymująca się latami fascynacja narratorów, nieustanny pęd do wspomnień i przeglądania zebranych z trudem fizycznych pamiątek po Lisbonównach, które nazywają dowodami rzeczowymi. Może to po prostu wyraz tęsknoty za młodością, utraconymi możliwościami, czy rozczarowania własnym, boleśnie zwyczajnym życiem na przedmieściach niewielkiego amerykańskiego miasteczka przyczynia się do wyniesienia piątki samobójczyń z sąsiedztwa na piedestał, czyni z nich w zbiorowej pamięci grupy rówieśników istoty niemalże nierealne.
Jednocześnie Eugenides nie dostarcza w tekście żadnych stanowczych odpowiedzi co do motywacji, które popchnęły siostry do targnięcia się na własne życie. Właściwie nie wiadomo, co takiego wydarzyło się w tej dobrej, amerykańskiej rodzinie (ojciec nauczyciel matematyki, matka - gospodyni domowa, poświęcająca się wychowaniu piątki córek).
Powieść jest jednak przede wszystkim subtelnym, bo uczynionym niejako na marginesie, oskarżeniem sąsiedzkiej społeczności. Tutaj każdy wie wszystko o wszystkich, a jednocześnie z rodzinnego dramatu czyni się po części atrakcję, podobną telewizyjnemu tasiemcowi, a po części dzielnicowy wrzód (w miarę rozwoju wydarzeń dom Lisbonów staje się coraz bardziej zapuszczony, kalając estetycznie dzielnicę, a oni sami ucinają wszelkie kontakty ze światem zewnętrznym). Jednocześnie jednak aktywność obserwacyjno-komentatorska jest jedyną, jaką podejmują sąsiedzi. Nikt nie próbuje pomóc, nawiązać kontaktu, udzielić wsparcia, które - być może - mogłoby ocalić kilku osobom życie. Szkoła w pewnym momencie - pod naciskiem rodziców - wysyła ojca na urlop. Wszyscy w milczącym porozumieniu omijają zamknięty przed światem dom, nawet mleczarz przestaje dostarczać mleko, a gazeciarz nie przychodzi po zapłatę za gazety, które z daleka rzuca na ganek. Matka, w tajemnicy przed ojcem, wypłaca mu brakującą należność.
Kiedy w końcu następuje kulminacja, mieszkańcy są oburzeni nieadekwatnością medialnego przekazu na temat panien Lisbon, uważając, że tylko oni znali je naprawdę. Powierzchowność relacji międzyludzkich oraz niewyobrażalny stopień hipokryzji, a nie samobójstwa, stanowią w moim odczuciu główny temat tej naprawdę niezwyklej powieści.
Mimo wszystko widać jednak różnice w porównaniu z późniejszą Intrygą małżeńską - mimo niezwykłej dojrzałości jak na debiutanta autor miejscami (szczęśliwie nielicznymi) odpływa w poetyckie opisy, mające zapewne budować nastrój, ale wypadające odrobinę kuriozalnie. Fragmentami zdarzają się też stylistyczne niezgrabności, które jednak przypisałabym instynktownie raczej tłumaczowi.
Niemniej, to naprawdę dobra powieść, nie dziwi mnie w najmniejszym stopniu, że pierwszy rozdział, opublikowany jako opowiadanie w The Paris Rewiev, zdobył Aga Khan Prize for Fiction za rok 1991. Z pewnością sięgnę po Middlesex i pozostaje mi mieć nadzieję, że autor zacznie pisać trochę szybciej, bo przez 18 lat opublikował 3 powieści, więc na kolejną przyjdzie pewnie trochę poczekać. Na jakość jednak czekać zawsze warto.
środa, 08 maja 2013
O teorii literatury i innych demonach
I po raz kolejny wdzięczna jestem Padmie, autorce Miasta książek, za zachętę do sięgnięcia po Intrygę małżeńską. To - przy okazji - kolejny przykład na to, jak posiadanie czytnika wpływa na moje czytelnicze wybory. Nie znając Eugenidesa, nie poszłabym do księgarni i nie zaryzykowała wydania na jego powieść 40 złotych. Głównie dlatego, że byłoby mi szkoda nawet nie pieniędzy, bo od jakiegoś czasu udział książek kupowanych w stosunku do otrzymywanych do recenzji jest u mnie niewielki. A to dlatego, że szkoda mi miejsca na coś poza pewniakami. Wystawiać na Allegro już od ponad roku nie mam czasu i chęci. W przypadku zakupu e-booka korzyść jest podwójna - wciąż na przykładzie Eugenidesa, którego kupiłam, korzystając z 30% obniżki na Woblinku z okazji ŚDK:
a) finansowa - zapłaciłam niecałe 16 PLN
b) przestrzenna - książka na czytniku nie zajmuje miejsca na półce.
Odkąd mam Kindle'a i zasubskrybowany newsletter promocyjny ze Świata Czytników, kupuję o wiele więcej, m.in reportaży, bo wcześniej ze względu na stosunek ceny do objętości najczęściej polowałam na nie w bibliotekach, co trwało niekiedy latami.

Wracając jednak do naszych baranów, w tym wypadku do Intrygi - bawiłam się przy lekturze naprawdę znakomicie, dawno żadna książka tak mnie nie urzekła. Choć to właściwie studencki trójkąt miłosny, to jednak absolutnie niebanalny. Zanurzony w miłości do książek, teorii literatury, religioznawstwie, biologii i psychiatrii, skonstruowany pomysłowo, spisany wciągająco i tak... lekko. Autorowi nie brak ironicznego dystansu do bohaterów, mód i póz, których ofiarami - nieświadomie lub z wyboru - padają. Pod płaszczykiem dynamicznej historii o miłości przemyca sporo trafnych obserwacji psychologicznych i obyczajowych. Konstrukcja całości jest głęboko przemyślana, a zakończenie - przyjemnie niesztampowe. Bardzo polecam, zdecydowanie warto. Sama mam zamiar zainteresować się innymi pozycjami autora.
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka