Wpisy z tagiem: Margaret Atwood

sobota, 02 grudnia 2017
Która wersja jest prawdziwa? (Margaret Atwood, Grace i Grace)
Z Nancy żadna wielka dama,
A wciąż pomiata mną,
Przez dzień cały mnie pogania,
Aż mnie zapędzi w grób.
Grace dobrego kochała Kinneara,
McDermott ukochał swą Grace,
I powiadam, to właśnie miłość
Przyniosła nieszczęścia te.
O Grace, bądź ukochaną mą,
Och nie, to nie może być,
Wpierw żeby dowieść miłość swą,
Zabijesz Nancy Montgomery.

Pośród tych rozwścieczonych szaleńców rozpoznałam twarz Grace Marks – już nie smutną i zrozpaczoną, lecz rozjaśnioną płomieniem szaleństwa i promieniejącą odrażającą, szatańską radością. Spostrzegłszy, że obserwują ją nieznajomi, uciekła do jednego z pokoi, skrzecząc niczym strzyga. Zdaje się, że nawet w najdzikszych atakach choroby nadal ją prześladują straszliwe wspomnienia. Nieszczęsna dziewczyna! Kiedy skończą się męki jej kary i pokuty? Kiedy zasiądzie u stóp Jezusa, odziana w niepokalaną szatę jego sprawiedliwości, kiedy krwawa plama zostanie zmyta z jej dłoni, a grzechy odkupione i odpuszczone…?
Miejmy nadzieję, że całą jej winę można przypisać początkom tej potwornej choroby.

Susanna Moodie
Life in the Clearings, 1853

Grace Marks istniała naprawdę. Irlandka, której wielodzietna rodzina wyemigrowała do Kanady za lepszym życiem, i której matka nie przeżyła morskiej podróży. Służąca,  w listopadzie 1843 roku, w wieku 16 lat, skazana na śmierć przez powieszenie za podżeganie do zabójstwa swojego ówczesnego pracodawcy Thomasa Kinneara, dokonanego przez jego stajennego Jamesa McDermotta. Jednak sędzia zarekomendował ławie przysięgłych ułaskawienie dziewczyny i choć dwudziestoletni McDermott zawisł niecałe trzy tygodnie po zakończeniu procesu, wyrok Grace zmieniono na dożywotnie więzienie. Karę odbywała w więzieniu w Kingston. Po ponad ośmiu latach odsiadki zaczęła się dziwnie zachowywać: w ciągu dnia miała zwidy, nocami nie mogła spać, cierpiała na gwałtowne zmiany nastroju. Odesłano ją na leczenie do domu dla obłąkanych w Toronto, gdzie spędziła półtora roku. Po tym czasie uznano, że jej stan poprawił się na tyle, by mogła wrócić do więzienia. Sprawa Grace budziła wielkie zainteresowanie społeczne i od samego początku czyniono wysiłki w kierunku jej uwolnienia, które jednak przyniosły owoce dopiero po trzydziestu latach. Margaret Atwood zabiera zaś czytelnika na kartach swojej powieści, opartej na rzetelnej pracy z historycznymi źródłami, ale będącej czymś zdecydowanie więcej niż prostą rekonstrukcją, charakterystyczną dla gatunku true crime, w okres przejściowy. Do roku 1959, gdy przygotowywana jest kolejna petycja w sprawie zwolnienia Grace i w celu zwiększenia szans jej powodzenia komitet angażuje młodego amerykańskiego psychiatrę, doktora Simona Jordana. Ma on popracować z panną Marks nad rekonstrukcją wspomnień o feralnym dniu, w którym doszło do zabójstw (zginęła także gospodyni Kinneara, Nancy Montgomery, ale - wobec skazania obojga sprawców na śmierć za pierwszą zbrodnię - drugi proces uznano za bezprzedmiotowy). Skazana konsekwentnie utrzymuje, że kluczowych wypadków po prostu nie pamięta. By zwalczyć amnezję, doktor Jordan odbywa z Grace serię rozmów o całym jej życiu. Jest kobietą – bo w chwili ich pierwszego spotkania Marks ma już 32 lata – zafascynowany. A jednocześnie wewnętrznie rozdarty pomiędzy pokusą zaufania jej wersji i obawą, że pada właśnie ofiarą wyrafinowanego oszustwa przebiegłej zbrodniarki. Jak wygląda prawda?
Dzięki naprzemiennej narracji – przetykanej rozmowami bohaterów i kolejnymi fragmentami retrospektywnej opowieści Grace - mamy wgląd zarówno w myśli panny Marks, jak i doktora Jordana. Powstaje tym samym bardzo interesująca mozaika, w której ostatecznie żaden element nie jest tym, czym się wydaje na pierwszy rzut oka. Weźmy doktora: jako mężczyzna i naukowiec ma wobec swojej rozmówczyni poczucie wyższości. Jest człowiekiem wolnym i wykształconym, a ona uwięzioną prostaczką pełną przesądów, takich jak wiara w boga. Od jego raportu zależą jej dalsze losy i szanse na wolność. Przy nim władza i kontrola. Ale wystarczy, że z domu, w którym Simon wynajmuje pokój, odejdzie służąca, a okazuje się, że pan i władca w podstawowych sprawach życia codziennego jest bezradny jak niemowlę. Nie umie gotować, nie wie, jak zrobić zakupy na targu, sprzątanie to dla niego zadanie ponad siły. Jedynym wyjściem z impasu okazuje się przekupienie służącej, by wróciła i ocaliła ład.
Może zatem to Grace Marks, służąca od młodych lat, jest czarnym koniem tego wyścigu? W końcu to ona decyduje, co doktorowi opowie i jak to zrobi. Jest mistrzynią w szyciu (dlatego wolno jej pracować w domu komendanta więzienia) i jak kontroluje ścieg, tak panuje nad swoją historią i swoim zachowaniem, od którego zależy opinia doktora Jordana o jej osobie. Stopniowo, niepostrzeżenie, owija go sobie dookoła palca.
Powieść Atwood jest jak wymarzona kołdra Grace Marks – Rajska jabłoń: z mnóstwa różnokolorowych, starannie połączonych kwadratów wyłania się godny podziwu wzór. Przy czym ciężar ostatecznej odpowiedzi na pytanie postawione w tytule notki zostaje przesunięty na czytelnika, pisarka rozrzuca rozmaite tropy, ale niczego definitywnie nie przesądza. Jest to w efekcie dobra i angażująca intelektualnie lektura, ale mimo wszystko blednie w zestawieniu z Opowieścią podręcznej. Nie pomaga też najnowszemu wydaniu przekład Aldony Możdżyńskiej, w którym zdania często gęsto wyglądają na przetłumaczone dosłownie z angielskiego, bez poszanowania reguł polskiej gramatyki, co daje pokraczny i drażniący efekt. Niestety, na czytniku nie chciało mi się zaznaczać, więc nie mogę podać konkretnych przykładów. Ponadto zapewne mało kto jest tak wrażliwy na poprawność gramatyczną jak ja. Ale jeśli jesteś gramatycznym nazistą, nie powielaj mojego błędu i sięgnij po oryginał, czyli Alias Grace, o ile czytasz po angielsku.
sobota, 18 lutego 2017
Niebezpiecznie realistyczna antyutopia
Rachela zaś widząc, że nie może dać
Jakubowi potomstwa, zazdrościła swej siostrze
i rzekła do męża: „Spraw, abym miała
dzieci; bo inaczej przyjdzie mi umrzeć!”
Jakub rozgniewał się na Rachelę i odparł:
„Czyż to ja, a nie Bóg, odmawiam ci potomstwa?”
Wtedy ona powiedziała:
„Mam niewolnicę
Bilhę. Zbliż się do niej, aby urodziła dziecię
na moich kolanach; chociaż w ten sposób
będę miała od ciebie potomstwo”.

Tylko taką wskazówkę, cytat z Księgi Rodzaju, dostajemy przed rozpoczęciem lektury Opowieści podręcznej. Reguły rządzące rzeczywistością, w której niespodziewanie przyszło żyć narratorce, musimy zrekonstruować sami. Na początku nie wiemy o naszej przewodniczce niemal nic, nie wydarza się też, w zasadzie, nic złego. A jednak niezwykła narracja Margaret Atwood sprawia, że już od pierwszych, zupełnie neutralnych (jeśli pominąć cytowane wyżej motto) zdań tej historii czytelnikowi towarzyszy niepokój, który w miarę rozwoju wydarzeń stale narasta. Z jakiegoś powodu nie mamy wątpliwości, że to się nie może dobrze skończyć, a im więcej wiemy, tym bardziej się w tym przekonaniu utwierdzamy. Choć istotne informacje racjonowane są wprost bardzo skąpo. W tej relacji trzeba czytać między wierszami, gdyż opowiadająca także się boi.

Trwa wojna. Na ulicach stoją posterunki. Jedzenie jest na kartki. A jednak nie stąd bierze się strach bohaterki. Musi się ona bać, bo jest kobietą. Choć, jak się prędko okazuje, kobietą uprzywilejowaną, bo płodną. W świecie, w którym w wyniku niesprecyzowanej ekologicznej katastrofy jest to cecha niezwykle rzadka, a zdrowe dzieci przychodzą na świat jeszcze rzadziej, płodne kobiety są niezwykle cenne. Żyje im się lepiej, niż pozostałym. Ale czy to naprawdę dobre życie?
Nie chcę wam zdradzać niczego więcej o fabule i świecie przedstawionym, bo siłą tej powieści jest głównie kontrast między suchym, faktograficznym, ascetycznym wręcz stylem narracji a przekazywaną za jej pośrednictwem, bardzo precyzyjnie kontrolowaną treścią. To trzeba samodzielnie przeczytać i przetworzyć przez własne emocje.

Napiszę tylko tyle, że Opowieść podręcznej powstała 32 lata temu i być może wówczas mogła być traktowana wyłącznie jako fikcja, a nie jako sf bliskiego zasięgu. Dzisiaj, gdy zarówno na świecie, jak i u nas, zwycięża radykalna prawica, chętnie strojąca się w szatki nauczycieli moralności (w wynaturzonym katolickim wariancie, który z prawdziwym przesłaniem Pisma nie ma nic wspólnego) i ojców narodu, wiedzących najlepiej, na czym polega jego dobro, odsyłających kobiety do ich tradycyjnych ról (po co mają pracować, zarabiać niekiedy nawet więcej niż mężczyźni i wpędzać ich w kompleksy?), sprzeciwiających się wychowaniu seksualnemu, swobodnemu dostępowi do antykoncepcji, in vitro i aborcji, nawet wówczas, gdy zagrożone jest życie matki, a równocześnie także badaniom prenatalnym - realizacja scenariusza Atwood staje się niebezpiecznie prawdopodobna. Trump, Putin, Orban, Błaszczak, Radziwiłł, Terlkowski i inni doskonale by się odnaleźli w opisanym przez nią świecie. Ba, nie wątpię, że podobałby im się on bardziej od tego, który mamy dzisiaj. Dlatego w trakcie czytania ciarki przebiegały mi po plecach dwukrotnie częściej, niż powinny. Bo za 50 lat tak może wyglądać Polska. I oby można było wtedy wyjechać, zanim będzie za późno.

Fenomenalna powieść. W kwietniu będzie serial na jej podstawie, co skłoniło mnie do nadrobienia w końcu tej zaległości. Mam już pewność, że sięgnę po kolejnej pozycje autorki. I żałuję, że po pierwszą sięgnęłam tak późno. Ale lepiej późno, niż wcale. Czytajcie.
| < Luty 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka