Wpisy z tagiem: James Clavell

piątek, 26 października 2012
Szogun
W związku z okolicznościami naukowymi (których koniec, po prawie 4 miesiącach, nastał w środę - czy szczęśliwy, okaże się w ciągu 29 dni) oraz lekturą w ramach recenzenckich przyjemności, bo obowiązkami nazwać tego nie sposób, Reamde i Drooda, czyli cegieł jakich mało, Shoguna ukończyłam dopiero wczoraj. Należy do zdecydowanie najdłużej czytanych przeze mnie pozycji. Jednak nie ze względu na jakość, bo ta jest oszałamiająca. Historia zderzenia angielskiego pilota Blackthorne'a z Japonią jest fascynująca już na samej tylko płaszczyźnie obyczajowej, a to przecież zaledwie jeden z elementów! Intrygi polityczne i prywatne, romans (znowu miałam ochotę zamordować autora, a on znowu wytrącił mi argumenty, taki a nie inny przebieg miłosnego wątku wiążąc z kluczowym politycznym wręcz nierozerwalnie...), honor, formy, karma. Chyba, żeby się uspokoić, muszę popatrzeć, jak rośnie kamień, albo napić się wyobrażonej cha:) Fabuła twistuje jak należy, a twist końcowy pozostawił mnie z opadnięta szczęką (choć odgadłam, kto zatopił statek). Masa wątków pobocznych, z których żaden nie jest nieciekawy, a wszystkie dopracowane. Galeria fascynujących postaci, w których losy nie sposób się nie zaangażować. No, naprawdę, Tai-pan był znakomity, ale, przynajmniej świeżo po lekturze, wydaje mi się, że Shogun jest jeszcze lepszy. Czytajcie, warto!
P.S. Po takim festiwalu książek genialnych lektura 3 tomu Namiestniczki pewnie zaboli:>
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Zachwycona Tai- Panem
Od mojego pierwszego kontaktu z twórczością Clavella pod postacią Króla szczurów minęło ładnych parę lat, ale pamiętam, że książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Tai-pan, powieść o podboju (kolonizacji raczej) Hongkongu przez Brytyjczyków, może nie bije aż tak mocno po głowie, ale również jest imponującym dziełem.

W najlepszym stylu autor łączy tu iście szekspirowski wątek nienawiści dwóch kupieckich rodów, Struanów i Brocków, z opisem dziewiętnastowiecznych realiów handlowo-politycznych, romansami, malarią oraz skomplikowaną równowagą w wymianie towarowej pomiędzy opium, srebrem a herbatą.
Właściwie, jest w barszczu składającym się na tę monumentalną opowieść taka ilość grzybów, że gdyby uwarzyła go inna ręka, pewnie wyszedłby niestrawny. Są tu i dramatyczne losy kobiet i dylematy księży i problemy eurazjatyckich bękartów z autoidentyfikacją. Oczywiście, nie sposób pominąć ogromu przepaści kulturowej pomiędzy Chińczykami a barbarzyńcami.

Wszystko to jednak jakimś cudem (zwanym sprawnością warsztatową i stylistyczną) nie tylko działa, ale po prostu porywa i nie wypuszcza, aż do spektakularnego zakończenia. Polecam bardzo gorąco, czegoś tak dobrego nie czytałam od czasu Peanatemy (choć tamten zachwyt był zupełnie innego rodzaju, to jego skala jest jak najbardziej porównywalna). No i to zakończenie...ech, chapeaux bas, po prostu.



| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka