Wpisy z tagiem: Jacek Kaczmarski

sobota, 10 stycznia 2015
Inni o JK
Mam trochę zaległości w opisywaniu lektur z tego roku, ale spróbuję je powoli nadrobić. Zacznę od jeszcze zeszłorocznego Mimochodem. Rozmowy o Jacku Kaczmarskim Katarzyny Walentynowicz, aby przed pozycją przestrzec.
Autorka jest polonistką i organizatorką  Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Poetyckiej im. Jacka Kaczmarskiego „Rytmy nieskończoności”. Postanowiła uzupełnić obraz Jacka Kaczmarskiego, przeprowadzając wywiady z jego ostatnią partnerką, Alicją Delgas, współpracownikiem - kompozytorem i aranżerem Zbigniewem Łapińskim, przyjacielem z czasów studenckich Kazimierzem Wojtańcem, oraz wielbicielem i promotorem twórczości Kaczmarskiego - Krzysztofem Nowakiem.
I dwie pierwsze rozmowy to jakaś tragiczna pomyłka. Wywiad z Alicją Delgas zrobiony jest niemal na klęczkach przed nią (żeby, brońcie bogowie, czymś nie urazić), a co gorsza, obie panie idealizują Kaczmarskiego wprost poza granice dobrego smaku.
Rozmowa z Łapińskim to właściwie monolog, w którym buduje on pomnik własnemu geniuszowi i rozpływa się nad tajnikami pracy twórczej (aktu niemalże boskiego, któremu nie tylko może, ale wręcz powinna być podporządkowana każda inna sfera życia).
Wojtaniec fajnie pokazuje Kaczmarskiego z czasów studenckich, ale w późniejszym okresie praktycznie nie miał z nim kontaktu, który wznowili dopiero pod koniec życia Jacka, więc wiele o nim z czasów pracy twórczej się z tej rozmowy nie dowiemy.
Najciekawsza i najwięcej wnosząca jest wypowiedź Krzysztofa Nowaka, który systematyzuje twórczość Kaczmarskiego (opracował antologie jego poezji).
W sumie jednak całość była dla mnie sporym rozczarowaniem, myślę, że emocjonalny stosunek autorki do bohatera i do rozmówców negatywnie odbił się na jakości wydawnictwa. Nie polecam. Oczekiwałam czegoś innego.
czwartek, 10 kwietnia 2014
10 x Kaczmarski
Dziś przypada dziesiąta rocznica śmierci Jacka Kaczmarskiego. Z tej okazji podjęłam heroiczny wysiłek wyboru jedynie dziesięciu ważnych dla mnie utworów jednego z moich ulubionych polskich poetów.
W kolejności pojawiania się na płytach:

1. Walka Jakuba z Aniołem - wykonanie Przemysław Gintrowski & JK (partia Boga), tekst tutaj, z płyty Raj. Dla porównania - wykonanie Strachów na Lachy, z płyty Autor.

2. Przypowieść o ślepcach, dla której inspiracją był obraz Petera Breugela Starszego Ślepcy; tekst tutaj, z płyty Carmagnole 1981.

3. Korespondencja klasowa - tej piosenki autor bardzo nie lubił po latach, uważając, że jest oparta na fałszywych uproszczeniach, jest to jednak jego pierwszy utwór, który świadomie usłyszałam, i z tej racji mam do niego wielki sentyment; tekst tutaj - z płyty Litania.
 
4. Pan Kmicic - moim zdaniem najbardziej udana z trzech polemik autora z Trylogią. Tekst, z płyty Dzieci Hioba.

5. Kara Barabasza - zestawiałam kiedyś ten wiersz z utworem Herberta i efekt przemyśleń interpretacyjnych był całkiem interesujący; tekst - z płyty Głupi Jasio.

6. Prosty człowiek - alias sztuka niemożliwa, wybrać jeden tekst z jednej z moich ukochanych płyt, czyli Sarmatii. Zapewne nie wybrałam najlepszego, ale taki, który aktualnie najmocniej do mnie przemawia.

7. 1788 - o pierwszej morskiej podróży do Australii, przejmująca historia skazańców z przewrotną puentą. Tekst; z płyty Pochwała łotrostwa.

8. Jan Kochanowski - gdybym miała wybrać TĘ JEDNĄ, ulubioną piosenkę/wiersz JK, to byłby ten. Niezmiennie od lat. Tekst; z płyty Dwadzieścia (5) lat później.

9. Bob Dylan - ta byłaby na drugim miejscu:) Z tej samej płyty. Tekst tutaj. Napisana w roku moich urodzin, a Dylan, w dziesiątą rocznicę śmierci autora, nadal ma się dobrze. I bardzo dobrze:]

10. Grajek - według tekstu G. Brassensa. Przekład Kaczmarskiego już kiedyś wrzucałam.

Bardzo żałuję, że nie zmieściło się nic z Bankietu, ale nie mogłam oszukiwać. Dycha to dycha.
A wy? Znacie, słuchacie, macie własne ulubione utwory? Podzielcie się.
wtorek, 29 listopada 2011
Must have, must see, must read
Wiedziałam, wiedziałam, że nie powinnam wchodzić na polecanki prezentowo-książkowe na Esensji. Czy jest na sali Mikołaj?:)

***

Oprócz tego byłam na fenomenalnym musicalowym Frankensteinie wrocławskiego teatru Capitol. Aranżacja mocno Burtonowska w klimacie, piosenki ciekawe i zróżnicowane, choreografia imponująca. Polecam, jeżeli ktoś ma sposobność. Kapitalne niemal 3 godziny.

***

A teraz czytam trzeciego już Nessera z cyklu o komisarzu Barbarottim, czyli Drugie życie pana Roosa. Po ponad 1/4 Barbarottiego i zbrodni wciąż ni ma, więc pod tym względem powieść jest podobna do  Człowieka bez psa. Ale już pod każdym innym jest niepodobna. Po raz kolejny autor zaskakuje i nie mogę się doczekać, co się okaże. A wszak po tym poznajemy dobry kryminał:)
sobota, 06 czerwca 2009
Jak utknęłam w Viriconium

Nie wiem, może to przez to, że nie mam ostatnio "spokojnej głowy", ale nie wchodzi mi najnowsza pozycja z Uczty wyobraźni, choć styl i klimat miejscami zachwycające. Ale innymi miejscami nie nadążam chyba za Autorem, który oniryzm wynosi na poziomy nie mające z logiką zbyt wiele wspólnego, mówiąc najłagodniej. Owszem, przyjemnie się to czyta, ale miło by było w ostatecznym rozrachunku nieco więcej rozumieć. Choć pewnie nie powinnam mieć pretensji o własne deficyty do kogoś innego, po prostu znowu powtóreczka z kazusu Cortazara (choć tym razem zdecydowanie mniej dramatycznie). Nie jest to też tak tragiczny rozdźwięk, jak przy Vandermeerze, którego czytanie było wręcz fizyczną katorgą. Tu jest przyjemność z lektury, ale miejscami po prostu się poddaję. Wtedy "przetykam" Barańczakiem, czytanym w rozdziałach, z doskoku, od długiego już czasu. Pegaz zdębiał. Poezja nonsensu - wprowadzenie w prywatną teorię gatunków. Mistrzostwo, genialne zabawy językowe, to wyczucie. Ubaw pierwszego sortu. Obecnie - poliględźby (identografy i symilofony, czyli teksty w różnych językach, odpowiednio: wyglądające lub brzmiące identycznie). Barańczak jest dobry na wszystko, przywraca rzeczom właściwe proporcje:) Podobnie jak Brassens, choć to nieco inna historia.

Poza tym, co przyznaję z niejakim zawstydzeniem, nie zdołałam się oprzeć pokusie, jaką stanowił zakup najnowszego Mocka. Nie mam co prawda zielonego pojęcia, kiedy go przeczytam, bo poza pozostałymi 400 stronami Viriconium mam jeszcze masę innych palących zaległości, że o wciąż nieprzeczytanych prezentach Gwiazdkowych (!!!) nie wspomnę. Ale kupiłam. Trudno, co kompulsywne, to nieuleczalne.

W międzyczasie przeczytałam prezent urodzinowy - biografię JK. Rzecz napisana ciekawie, mozaikowo, utkana z wypowiedzi rozmaitych znajomych JK, rodziny, z fragmentów wywiadów i jego własnych tekstów z całego życia. Autor nie przemilcza ciemnych stron, których, powiedzmy sobie, było w życiu JK od cholery i ciut. Zarazem jednak, choć unika jednostronności, nawet najbardziej jednoznaczne sprawy tonuje i jest to ewidentne. Ale i tak są opisane sceny i zdarzenia mocno dające po głowie.

Niby nie można oddzielać twórczości od osoby autora, ale w przypadku JK jest to zdecydowanie wskazane. Był dużo lepszym poetą niż człowiekiem.

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka