Wpisy z tagiem: Harry Hole

niedziela, 02 kwietnia 2017
Wszystkich nas w końcu przechytrzą (Jo Nesbo, Pragnienie)
Byłam spragniona dalszych losów Harry'ego H. od ostatniej kropki Policji, do której dotarłam niemal 4 lata temu. Oczekiwanie było więc długie, a co więcej, po nieco słabszym Synu oraz minipowieściach Krew na śniegu i Więcej krwi, podszyte pewnym niepokojem. Jeśli wy także mieliście swoje wątpliwości co do poziomu jedenastego tomu perypetii norweskiego śledczego, to je porzućcie - Nesbo nie zawodzi. Nie jest Pragnienie najlepszą pod względem intrygi odsłoną serii, ale i nie ma się czego wstydzić. Warto było czekać.

Było tu kilka potencjalnych raf, przede wszystkim szczęśliwy Harry (trzy spokojne lata małżeństwa i wykładania w Wyższej Szkole Policyjnej, której studentem jest teraz także Oleg Fauke). Tę rafę Nesbo sprawnie ominął, kreśląc relację bohatera z Rakel bez nadmiaru cukierkowości. W zamian wyeksponował ich wzajemną nieskrępowaną szczerość. Hole wie, że jego sielanka w każdej chwili może zostać brutalnie przerwana.

I tak też się dzieje, gdy w mieście zaczyna grasować brutalny morderca, namierzający ofiary wśród singielek szukających drugiej  połówki za pośrednictwem Tindera. Mikael Bellman, który ma szansę ze stołka komendanta policji awansować jeszcze wyżej, o ile szybko schwyta błyskawicznie eskalującego zwyrodnialca, ucieka się do szantażu, by uzyskać zgodę Harry'ego na współpracę w śledztwie.

Przyznaję, były w trakcie lektury rzeczy, które mi się zdecydowanie nie podobały. Na szczęście, w ostatecznym rozrachunku pozornie naciągane zbiegi okoliczności znalazły racjonalne wyjaśnienie, niby to wtórne rozwiązania okazały się zmyłkami, a rozwiązanie zagadki zaskoczyło mnie w zdecydowanej większości pozytywnie. Nesbo wciąż to ma. Choć wydaje mi się, że znam już wszystkie jego sztuczki, nadal potrafi mnie przechytrzyć i zaangażować w opowieść tak mocno, że mimo mojej czytelniczej uważności nawet nie spostrzegłam, jak gładko i bezproblemowo (oraz co najmniej dwukrotnie) sprowadził mnie na manowce. To na plus. Oraz wątek Trulsa Brentsena, który zaczął pracę w Wydziale Zabójstw. Poprowadzony ładnie, ciekawie, wbrew oczekiwaniom. Miło, że ta postać ma w końcu swoje pięć minut.
Na minus efekciarstwo, zwłaszcza w końcówce. No i epilog, całkiem według mnie niepotrzebny.
piątek, 01 listopada 2013
Policja na celowniku
Tak się złożyło, że w tym samym dniu, w środę 23 października 2013, miały premierę dwie książki, których wyczekiwałam z niecierpliwością. Pierwsza w kolejce do czytania była Republika złodziei - trzecia odsłona fenomenalnego cyklu utrzymanego w klimacie łotrzykowskiej fantasy, czyli Niecnych Dżentelmenów Scotta Lyncha. Gratka nie lada, bo choć trzeba było czekać na kontynuację Na szkarłatnych morzach prawie 6 lat, opłaciło się. Wspominam tu jednak o tym nie tylko po to, by gorąco zarekomendować całą serię. Przede wszystkim dlatego, że tytuł mojej recenzji Republiki, czyli Między miłością a powinnością, trzeba trafu, równie dobrze pasowałby do najnowszego tomu cyklu kryminalnego Jo Nesbo z pewnym blond dryblasem na pierwszym planie.
Policja to już dziesiąta odsłona perypetii norweskiego śledczego ze skłonnością do nałogów, Harry'ego Holego. Z jednej strony, po Upiorach, które reprezentowały na tyle wysoki poziom, że dołączyły do Wybawiciela na pierwszym stopniu mojego podium cyklu, teoretycznie nie było się czego obawiać. Z drugiej, zważywszy na to, jak Upiory się skończyły, wyprowadzenie protagonisty "na prostą" w sposób wiarygodny nie było rzeczą łatwą.
W swojej najnowszej intrydze Jo Nesbo wprowadza wręcz zaskakującą ilość wątków. Niektóre służą mu do mylenia czytelnika w głównej sprawie kryminalnej. Inne stanowią kontynuację i pogłębienie motywów we wcześniejszych tomach zaledwie sygnalizowanych. W tej ostatniej kategorii najistotniejsze są implikacje wydarzeń opisanych w Upiorach. Trzymam się ogólników, bo bardzo zależy mi na tym, aby nie odbierać nikomu przyjemności z lektury Policji. Jest to bowiem powieść dynamiczna, wciągająca, przykuwająca uwagę i budząca cały wachlarz skrajnych emocji. Nie oszczędza Nesbo swoich czytelników. Korzystając z posiadanych umiejętności warsztatowych, wielokrotnie każe się niepokoić o rozwój wypadków, co zmusza do kompulsywnego wręcz pochłaniania kolejnych stron. W tym miejscu wskazówka praktyczna - dobrze rozpocząć lekturę w weekend lub ogólnie - mając w perspektywie nieco wolnego czasu. Ja zaczęłam dość niefortunnie w, niedzielny wieczór, i z racji obowiązków dopiero w czwartkowe popołudnie mogłam oddać  książce sprawiedliwość, co skończyło się pochłonięciem 207 stron i ukończeniem lektury całości (która liczy ich 470) przed pierwszą w nocy.
Muszę przy tym podkreślić, że - nawet jak na zawyżone w tej materii standardy autora - powieść jest wyjątkowo okrutna, mordy wyróżniają się brutalnością. Zarazem nie jest to sztuka dla sztuki, wszystko w postępowaniu "oprawcy policjantów" ma swoje logiczne uzasadnienie. Choć tym razem Nesbo ukrył motyw w wyjątkowo skomplikowanej i pełnej fałszywych tropów układance rozmaitych pobocznych zależności.
Zabójca karze policjantów, którzy nie potrafili wyjaśnić zbrodni sprzed lat. Daje im drugą szansę. A wszyscy pamiętamy, że także Harry Hole, przynajmniej oficjalnie, nie wyjaśnił sprawy zabójstwa Gusta Hansena. Ten wybór, przedłożenie prywatnego szczęścia nad policyjną powinność, będzie miał dalekosiężne skutki.
Czy można mieć zastrzeżenia? Nie byłabym sobą, gdybym ich nie miała. Pewne rozwiązania, w tym między innymi dość kluczowej kwestii z zakończenia Upiorów, są, gdy się nad nimi przez chwilę zastanowić, mocno naciągane. Szczególnie jedna scena w końcówce, przywodząca nieodparcie na myśl Indianę Jonesa i Królestwo Kryształowej Czaszki, wzbudziła moje rozbawienie. Nie jest jednak tak źle z prawdopodobieństwem, jak np. w Pancernym sercu. Czytelnik mniej upierdliwy, nierozbierający wszystkiego na czynniki pierwsze, na pewne rzeczy, które mnie drażniły, nie zwróci nawet uwagi w ferworze lektury.
Nesbo po raz kolejny napisał więcej niż dobry kryminał. Nie swój najlepszy, ale gorszy tylko od Upiorów, Wybawiciela i Trzeciego klucza. Inaczej niż na przykład Deaver, nie pozwala sobie na wygodne kopiowanie jednego schematu. Znowu proponuje coś świeżego. Co więcej, wiele wskazuje na to, że będziemy mieli do czynienia z drugą trylogią z Oslo. Pewne istotne wątki, zapoczątkowane czy to w Upiorach, czy w Policji, nie doczekały się jeszcze zamknięcia. Ja na pewno będę wyglądać kolejnej części cyklu Norwega bez większych obaw o jakość.
środa, 04 września 2013
Nowy Harry Hole po polsku
Polski przekład najnowszej powieści Jo Nesbo z udziałem mojego ulubionego nałogowca (gdyż nie wystarczy już ograniczyć się do alkoholika:) - zatytułowany Policja - będzie miał premierę w dniu 9 października 2013. Jako że wersja angielska zapowiadana jest na 17 września, to już poczekam. No i obowiązkowo kupuję wersję papierową. E-booki są dobre, ale niektóre książki muszę mieć fizycznie. Taki typ:)

niedziela, 01 lipca 2012
I po Upiorach
Zaczęłam w czwartek, skończyłam w sobotę w nocy. Strach pomyśleć, jak szybko bym obróciła, jakbym kupiła w piątek. Czy można mieć zastrzeżenia do naciągania prawdopodobieństwa, szczególnie w temacie odporności głównego bohatera na doznane obrażenia? Można. Ale tym razem, w przeciwieństwie do Pancernego serca, nic a nic mi to nie przeszkadza. Bo jako całość książka jest genialna, kompletna i ładne kilka razy tańczyłam tak, jak autor mi zagrał, w tym w niektórych wątkach porzucałam pierwotnie podjęty, prawidłowy trop.
I ładne kilka razy zbierałam szczękę z podłogi.
A teraz mi smutno, że to już koniec.
IMHO prawie najlepsza część cyklu, a może nawet ex equo z Wybawicielem. Jeśli ktoś się jeszcze waha/zastanawia/ ma wątpliwości po Pancernym sercu odnośnie poziomu kontynuacji (ja miałam poważne), to może przestać.
Kupować i czytać.
czwartek, 18 sierpnia 2011
Nietoperz też człowiek, czyli o początkach Harry'ego H.
Jestem po pierwszej w cyklu, a przeczytanej jako ostatnia, powieści Jo Nesbo o norweskim policjancie tkwiącym w szponach nałogu alkoholowego/demonów przeszłości/beznadziejnej miłości.
Tym razem nasz jasnowłosy przyjaciel przybywa do Sydney, by wyjaśnić śmierć Norweżki, Inger Holter, która pracowała w jednym z tamtejszych barów.
Na dzień dobry mamy nowość - Harry nie pije. Tzn. pije: mleko, wodę, roztrzepańca, colę i soki owocowe. Niech was to jednak nie zmyli, jest już alkoholikiem. Tymczasem się jednak kontroluje. Poznajemy kolejny niechlubny, mówiąc bardzo łagodnie, epizod z jego i Jima Beama wspólnej przeszłości (nie pamiętam już, czy był on wspominany w późniejszych częściach), który to skutecznie zmusił Holego do zakręcenia butelki.
Sprawa Inger okazuje się mieć drugie, a z czasem nawet trzecie dno. Przy okazji Harry dowiaduje się co nieco o światku przestępczym australijskiej stolicy, kulturze Aborygenów, historii kontynentu i miejscowych legendach. W tle Nick Cave i Kylie Minouge śpiewają o miejscu, w którym rosną dzikie róże, i nie czynią tego bez przyczyny. Sporo bowiem w powieści miłości, homo i heteroseksualnej, przeszłej i teraźniejszej, spełnionej i przeklętej, fikcyjnej i prawdziwej.
Rzecz jasna, kto czytał późniejsze tomy, w których Harry dosyć regularnie miewa pewną wizję, na dzień dobry ma w głowie dosyć istotny, eufemistycznie rzecz ujmując, spoiler. Nie przeszkadza on jednak aż tak bardzo w lekturze (choć, jak widać z komentarzy pod niektórymi postami, ja mam do tej kwestii nie do końca ortodoksyjne podejście).
Co więcej, zdaje się, że w Pierwszym śniegu wspomniana jest tożsamość sprawcy z australijskiej opowieści, ale, jako że była to moja pierwsza książka z cyklu, a pada tam dosłownie jednokrotna wzmianka na ten temat, uświadomiłam to sobie dopiero wówczas, gdy sprawca został już zdekonspirowany.
Przechodząc do meritum, czyli wartości literackiej: książka jest zdecydowanie najsłabsza z serii pod względem stylistycznym i kompozycyjnym, nawet pomiędzy nią a Karaluchami widać pod tym względem znaczącą różnicę na korzyść tej drugiej pozycji. Szczególnie wkurzały mnie wstawiane regularnie przez rozmaite postaci "gadki wyjaśniające"(zawierające między innymi głęboko metaforyczne australijskie legendy), których Harry grzecznie słuchał, jak Turek na kazaniu, rozumiejąc z nich bardzo niewiele:P
Szczęśliwie intryga kryminalna, mimo inklinacji do "efektownych" zwrotów, częstokroć wątpliwej jakości, potrafi zainteresować, a większość jej aspektów stoi na wysokim poziomie. Zaskoczenia się zdarzają, mówiąc krótko. I nie mam tu na myśli złamania abstynencji przez bohatera.
Grafomanem Nesbo też nie został: choć większa niż zwykle ilość rozwiązań obliczonych na tani efekt może nieco zirytować, to jednak powieść dobrze się czyta.
W efekcie trudno mi jednoznacznie ją ocenić: w porównaniu z następnymi książkami autora wypada rzeczywiście dosyć marnie, ale już w zestawieniu z dziełami autorów innych zasługuje na ocenę mniej surową. Solidne 6/10, a ponieważ widać w niej już to, co rozwinęło się z czasem w wielki talent, sądzę, że nawet czytając ją bez znajomości pozostałych, sięgnęłabym po kolejne tomy.
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Właśnie odebrałam Nesbo:)
 Człowieka - nietoperza. Książka w stanie idealnym wręcz. Pierwszy odruch - rzucić wszystko i zaczytać się. Co tam, że debiut i podobno gniot. Na hasło Nesbo ja już mam uwarunkowane odruchy, a znamy się z autorem (platonicznie) niecały rok.  Ale nie ma lekko. Mam zaległą reckę Szkolnikowej (z którą planuję się dzisiaj uporać). Najtrudniej pisać o książkach przeciętnych.
Poza tym przede mną końcówka najnowszego Lehane'a (Mili księżycowego światła), który od 100 mniej więcej strony wciągnął mnie z butami i jeśli świat się nie zawali, dzisiaj ukończony będzie. A potem kolej na "lekturę obowiązkową". Wszystko ma swoje plusy dodatnie - tym samym przygoda z Harrym H. się przedłuży, a ewentualne rozczarowanie odsunie w czasie.
Ciężkie jest życie nałogowca.
sobota, 02 lipca 2011
Karaluchy po tajsku
Jak z radością wspominałam wcześniej, Wydawnictwo Dolnośląskie postanowiło wznowić drugą powieść o perypetiach policjanta z Oslo, Harry'ego Holego, czyli Karaluchy. Z wyczytanych tu i ówdzie opinii wypływał wniosek, ze książka należy do słabszych pozycji w dorobku Jo Nesbo - co zresztą nie byłoby niczym dziwnym, gdyż jest też jedną z jego pierwszych.

Mimo to bez większych obaw rozpoczęłam lekturę. Harry - jak zazwyczaj - na początku powieści znajduje się w alkoholowym ciągu, nie jest to jednak wariant najgorszy z możliwych, gdyż a) pije tylko po pracy oraz b) trzyma się z daleka od swojego najgorszego wroga, Jima Beama, pozostając przy piwie. Kiedy pojawia się polecenie, by wyjechał do Bangkoku w związku z zabójstwem tamtejszego norweskiego ambasadora, postanawia przerwać picie. Do walizki pakuje zatem zastrzyki z witaminy B i rusza w zawikłany polityczno-śledczy taniec, do którego subtelności nadaje się mniej więcej tak samo jak słoń do spania w składzie porcelany. Ambasador bowiem został znaleziony z nożem w plecach w hotelu-burdelu. Nie byłoby w tym nic aż tak straszliwego, gdyby nie fakt, że ofiara przyjaźniła się blisko - i to od czasów studenckich - z obecnym premierem. A po przybyciu na miejsce Hole odkrywa, że niepolityczne okoliczności przyrody, w których dokonano zabójstwa, to tylko czubek góry lodowej potencjalnych komplikacji. Nie może nie zdadać sobie pytania, czy fakt, że wybrano do prowadzenia tego śledztwa z trudem funkcjonującego alkoholika, był aby wynikiem przypadku...

Przez zdecydowaną większość powieści zadawałam sobie pytanie, o co, u diabła, mogło chodzić jej krytykom? Fabuła - przynajmniej początkowo - nie sprawia co prawda wrażenia tak złożonej i oryginalnej, jak w innych tomach serii. Z czasem jednak pojawiają się w niej kolejne meandry i niewiadome, wprowadzone może nie aż z takim wyczuciem, do jakiego przywykliśmy, ale jednak - intrygujące i spójne. Niby tożsamość sprawcy da się odgadnąć stosunkowo wcześnie, ale, z drugiej strony, autor stosuje tak wiele zmyłek, że zdążyłam zwątpić i uznać, iż jest do tej roli wielu lepszych kandydatów. A to o intrydze i - przede wszystkim - sposobie jej poprowadzenia świadczy pozytywnie.
Ogólne - więcej niż dobre - wrażenie psuje tylko samo zakończenie - odsłonięty finalnie konstrukt przestępstwa jest co prawda precyzyjnie przemyślany, ale tak złożony, że tym samym przestaje być wiarygodny, wygląda sztucznie. NIe to jednak największy problem. Konfrontacja Holego ze sprawcą ma przebieg beznadziejnie wprost hollywoodzki. Choć mimo wszystko trzeba przyznać, że nie przebija pod tym względem wyjątkowo szkodliwej dla szkliwa sceny na wulkanie z najnowszej powieści wchodzącej w skład serii, czyli Pancernego serca. Może więc nie zawinił tu w przypadku Karaluchów brak doświadczenia i Nesbo po prostu ma inklinację do tego typu efektownych finałów.
Poza powyższym zarzutem powieść właściwie nie ma wad, czyta się błyskawicznie, stylistycznie znacząco od kolejnych nie odbiega. Owszem, jest krótka (320 "nadmuchanych" stron), ale za to akcja jest mocno skondensowana. Prywatnie oceniam ją - mimo pewnej "szorstkości" - chyba nawet wyżej niż Pancerne serce, choć tylu oryginalnych rozwiązań co ta ostatnia nie zawiera. Jednak w ogólnym rozrachunku mniej mnie zirytowała. Tak 7,5/10, czyli szkolna "mocna czwórka".
Oczywiście, kosztuje 30 PLN, a wystarczyła mi na niecałe 48 godzin - zaczęłam w środę przed 19-tą, skończyłam w piątek przed 16-tą. Ale to tylko dowodzi, że wciąga i jak:) Ani grosza z tych 29,90 nie żałuję.
czwartek, 02 czerwca 2011
Ku radości fanów Harry'ego H.
Dzielę się wyłuskaną przed chwilką w sieci informacją, że Wydawnictwo Dolnośląskie kontynuuje wznawianie przygód naszego ulubionego komisarza - także "w tył". Na 29 czerwca zapowiedziane zostało wydanie "Karaluchów", a w nich - wspominana w późniejszych tomach wielokrotnie, choć enigmatycznie misja w Tajlandii.
Krążą co prawda opinie, że dwa pierwsze tomy cyklu, czyli "Człowiek nietoperz" i "Karaluchy" właśnie prezentują niższy poziom niż późniejsze prace Nesbo, ale, skoro poziom późniejszych jest tak wysoki...
Zresztą, kogo ja próbuję oszukać? Mnie nic nie powstrzyma:)

P.S. Ja naprawdę chcę napisać o Borgiach, ale nie mam nawet czasu, żeby zrecenzować najnowszego Pratchetta (bdb, polecam). W weekend, słowo honoru krwawego ostrza.
wtorek, 16 listopada 2010
Pancerne serce - za dużo fajerwerków
Jak poprzednio czytana powieść z cyklu o komisarzu z Oslo - Wybawiciel - rzuciła mnie na kolana do tego stopnia, że uważam ją za najlepszą w cyklu, tak w wypadku najnowszej na polskim rynku odsłony - Pancernego serca - mój entuzjazm jest sporo mniejszy.

Skończyłam czytać wczoraj, czyta się bardzo dobrze (4 dni na 530 stron mówią same za siebie), ale jest, przede wszystkim, zbyt ostentacyjnie efektowna. I trudno wejść w szczegóły bez ryzyka popsucia innym zabawy, ale spróbuję mimo to.

Sztuczki narracyjne (sugerowanie, że ktoś robi coś, gdy później okazuje się, że działał ktoś inny) robią się nachalne i irytujące, podobnie stężenie potencjalnie śmiertelnie niebezpiecznych sytuacji zaczyna przekraczać tolerancję.

Innymi słowy, wskaźnik nieśmiertelności bohatera z dużym zapasem przebija powałę. A tego nie lubimy. Szczytem absurdu (inaczej się nie da tego określić, a było mi autentycznie przykro) są pod tym względem partie finałowe. I tak to jest, jak się autora polubi za pieczołowicie skonstruowane i prawdopodobne  fabuły, a on w tak zwanym międzyczasie osiągnie międzynarodowy sukces i ubrda sobie, że dla efektu wszystko mu wolno.

Na domiar wszystkiego idiotyczny i przewidywalny do bólu wątek romansowy komisarza, postać jego nowej wybranki doprowadzała mnie po prostu do szału (obowiązkowa trauma z przeszłości).

Wbrew temu, co tu nawypisywałam, Pancerne serce jest książką dobrą - dynamiczną, wciągającą i zatwistowaną (może trochę za bardzo). Harry nieszczęśliwy jak zawsze, do listy nałogów dopisać mu możemy nawet nowe, importowane z Hongkkongu. Zabójstwa spektakularne. Kilka pomysłów naprawdę oryginalnych.

To tylko ja, jak to zwykle bywa, nabawiłam się syndromu zbyt wysokich oczekiwań. Mocna czwórka, w każdym razie.
poniedziałek, 20 września 2010
Harry, niewolnik Jima Beama
Przygodę z twórczością norweskiego autora kryminałów, Jo Nesbo, zaczęłam przypadkowo i chaotycznie. Zastanawia mnie teraz, czemu, skoro jest w Polsce wydawany od dobrych ośmiu lat, do czasu ukazania się Pierwszego śniegu właściwie nie był reklamowany. Bo to znakomite książki są. Fabularnie, koncepcyjnie, wreszcie kryminalistycznie Nesbo bije na głowę zdecydowaną większość Deaverów (z wyjątkiem Kamiennej małpy, Maga i Modlitwy o sen). Z czterech tytułów przeczytanych do tej pory zagadkę rozwiązałam tylko raz, w Pierwszym śniegu.
Za najlepszy uważam, przeczytany jako pierwszy, a stanowiący środkową odsłonę trylogii z Oslo, Trzeci klucz (poza tym w skład cyklu wchodzą Czerwone gardło i Pentagram). Początkowo nic nie zapowiadało zauroczenia. Bowiem Harry Hole, sierżant, a następnie komisarz norweskiej policji, jest najbardziej schematycznym bohaterem z możliwych. Alkoholik, walczący z nałogiem jak lew i systematycznie padający jak mucha,  wrażliwiec, nonkonformista, samotny wilk. I, oczywiście, znakomity śledczy. Do tego historia o samobójstwie matki, po którym Harry musiał, wobec załamania się ojca, przejąć opiekę nad Sio, swoją siostrą z zespołem Downa. Tu - w poczuciu winy za śmierć matki - szukać trzeba korzeni jego problemu alkoholowego. I właściwie w tym momencie można by było uciec z krzykiem. ALE...
Nesbo ma pomysły. genialnie proste, po prostu genialne. Wymyśla fabułę, śledztwo, dowody, poszlaki - wszystko ma rozplanowane co do najdrobniejszego szczegółu. Po czym elementy układanki zręcznie miesza i tak samo czytelnikowi serwuje (bardzo dobry styl, świetna kontrola fabuły, tempo siada jedynie w pierwszej połowie Czerwonego gardła, ale druga wyrównuje to z naddatkiem). I nie jest to, jak u Deavera za każdym razem ten sam schemat. Tylko zawsze całkiem inny.
Polecam gorąco zwolennikom interesującej intrygi. Stieg Larsson się chowa.
 
1 , 2
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka