poniedziałek, 28 listopada 2005
Niech zima idzie stąd i wychędoży się sama

Najlepiej z użyciem tego całego śniegu i błocka pośniegowego. Nie rozumiem, jak do cholery można lubić zimę? Toż to trzeba być spaczonym, jak słowo honoru. No bo, sami pomyślcie, kto normalny lubi:

1. Zamarzać i to zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz malowniczej, zabytkowej kamienicy, a już zwłaszcza w łazience, która temperaturą przypomina prosektorium.

2.Mimo to bulić bajońskie sumy na ogrzewanie cudnymi kaflowymi piecami, które grzeją między 22 a 6 rano i między 13 a 15, a w pozostałym czasie dobitnie udowadniają, co by było, gdyby ktoś się zbuntował i postanowił w ogóle ich nie włączać.

3.Nosić ohydną, grubą odzież, którą w dodatku trzeba konspirować w salach wykładomych (tj.siedzieć na niej), jeśli nie chce się stracić godziny w kolejce do szatni.

4.Codziennie uprawiać jazdę figurową po chodnikach,modląc się, żeby nie zostać sprowadzonym do pozycji wrestlingowej/nie doznać trwałego uszczerbku na zdrowiu.

5.(podpunkt dla ślepaków) Chodzić po omacku, bo słodki biały puszek zalepia szkła.

Ktoś lubi? Palec pod budkę, bo za minutkę zamykam budkę! Nie widzę. Tak więc postuluję założenie Społecznego Komitetu na Rzecz Samowychędożenia Się Zimy Z Użyciem Śniegu/Błocka W Charakterze Wazeliny. Zmarznięty powstań ludu ziemi!

16:48, krwawasiekiera , z metra cięte
Link Komentarze (6) »
sobota, 26 listopada 2005
Przeskoczył płot i what?

Na wstępie kilka słów wyjaśnienia. Dawno nic o żadnej książce nie napisałam (tego wyjaśniać nie trzeba, każdy widzi:>), a to z tego prostego powodu, że ostatnio sporo czasu poświęcałam na lekturę tak pasjonujących i ważkich dzieł jak kodeks cywilny i karny tudzież (tak, właśnie tudzież:P) orzeczenia sądów polskich instancji wszelakich, z naciskiem na najwyższą. Albo takiej historii ustroju ze szczególnym uwzględnieniem parlamentaryzmu. A że jeszcze "Politykę" co tydzień przeczytać trzeba, czas na lektury sensu stricto "rozrywkowe" mocno się zredukował. Ma to te dobre strony, że nareszcie książki zaczęły mi wystarczać na dłużej=mniej wydaję. .

Udało mi się skończyć bardzo interesującą pozycję, jaką jest "Wałęsa.Ludzie.Epoka."

http://ksiazki.wp.pl/katalog/ksiazki/ksiazka.html?kw=68704

Historia człowieka wyniesionego przez splot niezwykłych okoliczności? Na pewno również. Ale w żadnym razie TYLKO. Ta rola w pewnym momencie dosłownie, jak to się mówi, leżała na ulicy. Ale żeby ją podnieść, trzeba było naprawdę niemałej odwagi. Jednak sama odwaga też by nie wystarczyła. Potrzebne było coś więcej. Umiejętność przekonania ludzi, sprawienia, by uwierzyli, że coś mogą i coś im się należy. Że muszą żądać i walczyć, a jedyne, czego im w żadnym razie nie wolno, to poddać się, pogodzić, zwątpić, ustąpić. Nikt nie mógł tego zrobić lepiej i pełniej niż jeden z nich, ktoś, kto rozumiał ich problemy, potrzeby i frustracje, bo były także jego udziałem. Ale także sprawny organizator, człowiek twardy i nieugięty wobec przeciwności.On czyli kto? Lech Wałęsa.

Książka nie jest jednak w żadnym razie patetycznym peanem pochwalnym ani bezkrytycznym panegirykiem. Po okresie chwały przyszedł kryzys, władza bardzo Wałęsę zmieniła, zaczęły się "wojny na górze", budowa "dworu", konflikty z dawnymi przyjaciółmi i współpracownikami. Wszystko to zaowocowało osamotnieniem i porażką w wyborach prezydenckich 95', które "Lechu" przegrał niejako na własne życzenie, na oczach milionów kompromitując się w telewizyjnych potyczkach z Aleksandrem Kwaśniewskim. Autorzy wcale tego nie ukrywają, dążą do jak najbardziej obiektywnego ( bo zupełny obiektywizm, nie oszukujmy się, w świecie słowa pisanego nie występuje) ukazania faktów. Prowadzony żywym, swobodnym, absolutnie nienużącym czytelnika językiem wywód co rusz ilustrowany jest świadectwami świadków epoki, uczestników wydarzeń z obu stron barykady. I, co najważniejsze, zdjęciami. Te już są zupełnie unikalne, świetnej jakości i podobierane pod interesującym kątem. Obok "momentów dziejowych" możemy podziwiać Wałęsę w rozbrajającym różowym pulowerku:) Zaprawdę, to po prostu trzeba zobaczyć. I przeczytać. Szczerze polecam. Ja, w szkole przerobiwszy PRL bardzo pobieżnie, wyniosłam z tej lektury mnóstwo wiedzy. I równie wiele przyjemności.

P.S. Wielu ciekawych, choć niekoniecznie pozytywnych, rzeczy można się też dowiedzieć o przeszłości i początkach politycznej kariery najpopularniejszych bliźniaków RP, zwanych też "zderzakami Wałęsy".

Czara miodu z kroplą dziegciu

No i teraz mój image legnie w gruzach. Wyjdzie na to, żem zwierzę opętane komercją i bezrozumnie papkę dla mas chłonące. A ja to mam tam, gdzie słońce nie dochodzi (czytaj:nic mnie to nie obchodzi). Byłam sobie na "Harrym Potterze i czarze ognia" w dniu premiery. I świetnie się bawiłam. Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa:P A teraz kilka konstruktywniejszych (choć niezbyt radykalnie:>) uwag.

Po pierwsze: reżyser inteligentnie pociachał tę kupę pustosłowia, która rozdymała daleko poza rozsądne granice objętość książkowego oryginału. I choć niektórych wątków (rodziny Hagrida, skrzatki Mrużki) żal, to jednak całość jest logiczna, spójna i zachowuje klimat pierwowzoru. Ponad 2,5 godziny mijają jak z bicza strzelił.

Po drugie:trzy IDEALNE trafienia obsadowe tj. 1.Voldemort 2. Moody 3.Karkarow. Miód. Rita Skeeter też niekiepska. Tylko Madame Maxime totalnie rozminęła się z moim wyobrażeniem. Gra aktorska "młodzieży" zauważalnie lepsza w porównaniu do dwóch pierwszych części ( trójki nie miałam okazji zobaczyć.JESZCZE:P).

Po trzecie: Matko i córko, nareszcie jest w tym filmie jakiś humor. Co więcej, śmieszny w praktyce, a nie tylko w mglistej teorii. Więcej luzu i naturalności bardzo dobrze robi całości.

Po czwarte: Efekty zaprawdę imponujące, zwłaszcza smoki. Ale również trytony i inne druzgotki, labirynt, sceny "cmentarne". Jest nastrojowo, do czego przyczynia się także naprawdę dobra muzyka.

Po piąte: ZA MAŁO SNAPE'A!!! No żesz <autocenzura> jeśli człowiek idzie na film głównie po to, żeby sobie posłuchać Rickmana, a ten odzywa się oszałamiającą ilość trzech razy, to sami przyznajcie, że można się zdenerwować. Zresztą, można czy nie, ja się zdenerwowałam. Kto mi zabroni?

KONKLUZJA: Warto iść na ten film, nawet samotnie, jako i ja uczyniłam, bo nikt mi towarzyszyć nie chciał ("Na Pottera?Nie żartuj!"). Samiec/samica zbędni. I to wcale nie jest kino dla niedorozwiniętych nastolatków. Na moim seansie dominowali ludzie dobrze po 20-tce i 30-tce, w tym spory odsetek obcokrajowców.

P.S. Kurde, kocham minipleks ARS. Ma dosłownie same zalety. Nie dość, że mieści się tuż koło mojego domu, to salki mają super klimat. Każda inny. Reduta, w której byłam tym razem, lekko lożowo-teatralny. Aż miło siedzieć i oglądać, naprawdę. Ponadto film prezentują wyłącznie w wersji oryginalnej z napisami, co również o czymś świadczy. Kto twierdzi, że nie ma różnicy, niech sobie obejrzy Pottera zdubbingowanego. I potem to ładnie odszczeka:>

czwartek, 24 listopada 2005
You've got a mail czyli Zbrodnia doskonała

Z dzisiejszych ćwiczeń z kryminalistyki historia pochodzi, a jakże:) A że jest cudownej urody, postanowiłam ją przytoczyć. Swoim potoczystym stylem, bom bezczelna:P

Zbrodnia to niesłychana, pan zabił drugiego pana.Po podjęciu tego drastycznego kroku podstawowym problemem sprawcy stały się zwłoki.A raczej ich lokalizacja przestrzenna. Krótko mówiąc, chciał się cholerstwa pozbyć z domu. No ale co, zawinąć w dywan i wynieść?

****

PRZERYWNIK -ANEGDOTKA.

Prowadzący zwykle prosi studentów, aby spróbowali kiedyś wynieść kolegę (żywego:P) zawiniętego w dywan, tak, żeby nikt ich nie zauważył. Jedna grupka wycwaniła się, poczytała uczone publikacje i wyczaiła, że najgłębszą fazą snu jest faza REM, przypadająca  między drugą a trzecią nad ranem. O tej właśnie porze zawinęli kolegę w dywan i zjechali windą na dół. I co? Po otwarciu drzwi zderzyli się niemal czołowo z sąsiadem (z lekko zachwianą koordynacją, bo tenże znajdował się "pod wpływem"), który wyrozumiale zapytał:

-Szo? Czepiecie?[Co? Trzepiecie? - przyp.tłum.]

Puenta: Czego nie będzie pamiętał na drugi dzień, tego nie będzie pamiętał, ale gości z dywanem na pewno nie zapomni:P

***

KONIEC PRZERYWNIKA

Zatem wyniesienie w dywanie nie wchodziło w grę. Żadnej poręcznej rzeki w pobliżu nie było. Spalenie zwłok "domowymi metodami" jest niewykonalne. Ale Polak potrafi! Otóż Pomysłowy Dobromir pokawałkował swoją ofiarę na osiem sporych części. Każdy kawałek skrupulatnie zapakował. otworzył książkę telefoniczną. I...wysłał paczki pocztą pod losowo wybrane adresy w małych miejscowościach.Sobie zostawił głowę, którą zniszczył we własnym zakresie. Logiczne, po niej natychmiast zidentyfikowanoby ofiarę. Czy hamletyzował, nie wiadomo. Lubicie dostawać paczki? Ja też! A jeszcze lepiej lubię znajdować awizo w drzwiach. Ciut irytacji, ale dłuższa niepewność i potem większa radocha.A ci biedni ludzie, z których siedmioro było w wieku od 35 do 45 lat, poszli na pocztę, odebrali paczki, przynieśli je do domu i znaleźli w środku rękę/nogę/korpus niepotrzebne skreślić. Żaden z nich nie zadzwonił na policję. No bo co powiedzieć?

-Halo! Dostałem pocztą ludzką nogę!

-A co, zamawiał pan pierś?

Policja od razu by coś PODEJRZEWAŁA. A po co to? Lepiej wyrzucić i zapomnieć. Ale był jeszcze ósmy adresat. Staruszek, mieszkający samotnie w leśniczówce na odludziu,który, aby odebrać swoją paczkę [zawierającą nogę], jechał siedem kilometrów rowerem w trzaskający mróz.Ja rozumiem jego reakcję. Zgłosił sprawę na policji.

Policja, uwaga, POMYŚLAŁA. Że warto by sprawdzić, czy ktoś nie dostał innych części nieboszczyka.Tak poskładali go do kupy (oprócz głowy). Ale nic by im to nie dało, gdyby nie pozornie drobny, a ewidentnie głupi błą sprawcy. Otóż nadał on wszystkie 8 paczek z jednej poczty. Na dwie tury. Panienka z okienka go zapamiętała, bo rzadko się to zdarza.A poczta, mili moi, znajdowała się 300 metrów od jego domu. A wystarczyło wysłać paczki z dwóch różnych poczt. I byłaby ZBRODNIA DOSKONAŁA.

20:22, krwawasiekiera , Orlątko Temidy
Link Komentarze (5) »
wtorek, 22 listopada 2005
Są rzeczy bezcenne - za wszystkie inne zapłacisz....

Ja bym bardzo tego nie chciała.

Pierwszemu chętnemu bym oddała.

Z radością.

Jeszcze bym dopłaciła.DUŻO.

Ale, niestety, przysługuje mi stypendium specjalne.

W dodatku, o zgrozo, najwyższe.

200 złotych polskich miesięcznie uczelni z gardła bezczelnie wydrę.

I zapewniam Panią-Z-Dziekanatu, która mi dzisiaj bardzo dobitnie uświadomiła ogrom mojej bezczelności, że jest mi z tego powodu równie przykro, jak jej.

Ba. Nawet bardziej.

Trudno uwierzyć, co?

21:18, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Komentarze (3) »
niedziela, 20 listopada 2005
Nowe credo?

Od czasu do czasu trzeba sobie zrobić lifting filozofii życiowej (rzyciowej też, a jakże:P). Tylko że tak na siłę to se ne da. Aż tu wczora, z wieczora, wyszło zupełnie spontanicznie. Zródłem natchnienia, wyrocznią, Pytią delficką okazał się niepozorny na codzień Winamp. Który losowo odtworzył poniższe:

Nikt tego nie wie, jak ja kocham siebie
O sobie tylko śnię!
Nieważne dziewczyny, nieważne przyczyny
Ja po prostu kocham się
Na nikogo nie czekam, tylko sobie przyrzekam
Z sobą tylko być

Nigdy się nie pokłócę, nigdy się nie porzucę
Nie rozdzieli mnie nic
Nigdy z sobą się nie kłócę, nigdy siebie nie porzucę

Całe noce, całe dnie, ja po prostu kocham się
Całe noce, całe dnie, ja po prostu, ja po prostu kocham się

Każda dziewczyna ma swego chłopaka, a ja tylko siebie
I najlepiej się mam, sam ze sobą na sam
Ze sobą sam na sam
Swoje włosy uczesze, jeszcze raz się pocieszę
Całusa sobie dam!
Nie rozdzieli mnie nic
Tylko z sobą chce być, bo ja tylko siebie mam

Nigdy z sobą się nie kłócę kłócę, nigdy siebie nie porzucę
Całe noce, całe dnie, ja po prostu kocham się

Całe noce i całe dnie, ja po prostu, ja po prostu kocham się

Wszyscy udają, że kogoś szukają, znajdują tylko łzy
Jakis czas się kochają, potem się porzucają
Nie umią sami być
A ja jestem sam i dobrze sie mam
O sobie tylko śnie!
Nieważne dziewczyny, nieważne przyczyny
Ja prostu kocham się

Nigdy z sobą się nie pokłócę, nigdy się nie porzucę
Całe noce, całe dnie, ja po prostu kocham się

Wszelki komentarz zbędny:P Coś w tym jest, no nie?:) Co jednakowoż nie znaczy, że rezygnuję z mojego poprzedniego credo, które brzmi,jak następuje:

Przewróciło się , niech leży, cały luksus polega na tym,
że nie muszę go podnosić, będę się potykał czasem
będę się czasem potykał, ale nie muszę sprzątać

zapuściłem się, to zdrowo, coraz wyżej piętrzą się graty
kiedyś wszystko poukładam, teraz się położę na tym
to mi się wreszcie należy, więc się położę na tym

coś wylało się, nie szkodzi, zanim stęchnie to długo jeszcze
ja w tym czasie trochę pośpię ,tym bezruchem się napieszczę
napieszczę się tym bezruchem, potem otworzę okna

w kątach miejsce dla odpadków ,bo w te kąty nikt nie zagląda
łatwiej tak i całkiem znośnie, może czasem coś wyrośnie
może ktoś zwróci uwagę, ale kiedyś się wezmę.


zapuściłem się, to zdrowo, cały luksus polega na tym
łatwiej tak i całkiem słusznie, może czasem coś wybuchnie
będę się czasem potykał ale kiedyś się wezmę .

Teraz mam dwa równoprawne:)) Słuszną linię ma nasza partia, a ideologicznego bogactwa nigdy za wiele:D

11:26, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 listopada 2005
Socjopatom to dobrze...

Chwilami to aż im zazdroszczę. Ostatnio na ćwiczeniach z kryminologii szczególnie zazdrościłam. Takim to dobrze. Nie obowiązują ich żadne normy, nie wiedzą, co to poczucie winy. Są głęboko przekonani o słuszności wszelkich swoich działań. Niepotrzebne im techniki neutralizacji (znaczy takie mateody samousprawiedliwiania się, jakie stosują inni sprawcy przestępstw). Co ciekawe, socjopaci to najczęściej przestępcy wielokrotni. Klasycznym, choć na szczęście nie istniejącym realnie, przykładem socjopaty jest doktor Hannibal Lecter ze swoją misją oczyszczania świata-pastwiska z pasącego się na nim ludzkiego bydła. Coniektóre chwasty sama bym chętnie powyrywała, ale nie zrobię tego, bo wiążą mnie ( na moje własne życzenie) normy i wartości. Może więc, w jakimś szczególnym sensie, socjopaci są potrzebni. Jeden mógłby się na przykład zająć tym cwaniaczkiem, który uszkodził mózg własnego synka tak, że dziecko nieodwracalnie straciło wzrok i słuch. Biciem w głowę. Bon apetit, cher docteur.

20:41, krwawasiekiera , Orlątko Temidy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 listopada 2005
Dzień świra
Bo czasem jest taki dzień. I wcale nie musimy wiedzieć o tym od razu po przebudzeniu, instynktownie.Właściwie, jeśli się dobrze zastanowić, to właśnie jest w takich dniach najgorsze. Dobrze się maskują, skubańce. Weźmy takie wczoraj, 16 listopada anno domini 2005. Nie było jakoś specjalnie fascynujące, rutyna. Wykład, jedne ćwiczenia, wykład, lektorat. W tak zwanym międzyczasie gorączkowe poszukiwanie w sklepach jakiegoś w miarę normalnego (czytaj: nie różowego, i nie mam na myśli koloru, tylko filozofię, styl życia, bo róż ma różne oblicza:P) swetra, uwieńczone sukcesem, ale za nieproporcjonalną cenę...Nihil novi sub Jove, generalnie rzecz ujmując. Środy w tym roku są ciężkie, a już na lektoracie, rozpoczynającym się o 18:20, mój mózg przypomina ścięte białko. A trudno od takiej substancji wymagać błyskotliwych wywodów na temat historii unifikacji językowej w Polsce, w dodatku, bagatelka, w języku francuskim. Nicto, dobiłam do zbawczej 20-ej z  poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Doleciałam do domu na skrzydłach ulgi. Pomyślałam, że zasłużyłam na jakąś przyjemność. Jako osoba prymitywna ( i głodna) zwizualizowałam sobie odruchowo coś słodkiego. Z posiadanych produktów tylko musli egzotyczne spełniało to kryterium. No to otwieram. Robiłam to dziesiątki razy. Zawsze rękami. Nigdy nożyczkami. I wiecie co? Paczka eksplodowała i rozsypała się po całej kuchni (świeżo posprzątanej, nadmieńmy). Zbierałam musli jak Adaś Miauczyński cornflakesy. Chciało mi się miauczeć. Prawdziwy dzień świra. Czasem nie trzeba doby, wystarczy sekunda.
15:04, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 listopada 2005
PKP czyli Płać Kochany Pasażerze

Polskie Koleje Państwowe - to brzmi dumnie. Bliższe prawdy byłoby jednakowoż rozszyfrowanie tego skrótu jako np. Przedsiębiorstwo Kulejąco-Padające. Albo Podróżuj Kurwa Powoli. Ja przepraszam, że posługuję się łaciną, ale sami oceńcie, czy nie mam prawa:

5:15 rano [właściwie to środek nocy, ale co tam] - Otwieram jedno zapuchnięte oko. I już muszę wyskakiwać z łóżka na łeb na szyję, bo pociąg odchodzi o 5:55, a my musimy być na dworcu 15 minut przed czasem, bo tak.

5:56 - pociąg osobowy relacji Legnica -Wrocław rusza powoli, jak żółw ociężale. Pokonuje dzielące oba miasta 60 kilometrów z prędkością poddźwiękową w imponującym czasie 88 minut. Nicto, zgodnie z planem.

7:25-7:52 - świerkniemy na dworcu we Wrocławiu (choć wydawać by się mogło, że w kieleckiem, bo piździ jak nie przymierzając tamże)

7:52 - pociąg Tanich Linii Kolejowych pod tytułem "Wielkopolanin" zajeżdża z fasonem na peron. Mamy miejscówkę, więc przynajmniej tradycyjne sceny dantejskie i walka o ogień związana z szukaniem miejsca zostają nam oszczędzone.

7:52 -11:28 planowy czas podróży na trasie Wrocław - Kraków urozmaicony, a jakże:

- ciągłym otwieraniem (zimny przeciąg po nogach) i zamykaniem drzwi przez współpasażerów z obowiązkowym skrzypem i trzassskiem

- symfonią na 6 dzwonków komórkowych (i pewnie tyleż komórek mózgowych) z tego jeden miauczał rozdzierająco jak kot (tak od miski:P)

- krzykami:piwko!kawa!!!!napoje zimne, gorące, słodycze!!!( gdy tylko zdawało mi się, że zasypiam)

- dramatycznymi historiami o Jacku o Krótkim Wacku opowiadanymi via mobile phone, że się tak popiszę znajomością języków obcych:P

Tak że się nie wyspałam. Zamiast tego przypomniałam sobie piosenkę Big Cyca :Ja jestem pasażerem, wyrywam irchę z siedzeń, na wszystko leje pies, bo lubi PKS.

 Może dlatego tak nerwowo zareagowałam na fakt, że o 11:28 nie znajdowaliśmy się jeszcze w Krakowie ani nawet w bliskim pobliżu. Co tam, że miałam wykład na 13. A żeby usiąść, musiałam tam być o 12:45. A żeby dojść, powinnam wyjść z domu (ha, ha!) o 12:30. Ponieważ nic innego nie mogłam zrobić wyżyłam się pasożytniczo Ja jestem pasażerką, podarłabym coś z chętką, przeklinać mi się chce, PKP. Średnie, wiem. Skuteczność też miało niedużą. Przyszedł pan konduktor i powiedział, żeby raczej nie liczyć na jakąkolwiek redukcję 25 minutowego opóźnienia. Tu miał rację.Czego jak czego, ale szczerości nie można PKP odmówić. I hojności. Dojechaliśmy nawet 5 minut później:P W dodatku dworzec był w remoncie, więc zanim per aspera ad astra dotarliśmy do domu, miałam sporo czasu na deszyfrowanie drogiej memu sercu nazwy. Tak, żeby oddać jej kwintesencję. Najpełniej. Najsprawiedliwiej. Nie wiem, czy mi się udało, oceńcie sami:

PKP - Perfekcyjny Kurs Przeklinania.

19:21, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Komentarze (4) »
sobota, 12 listopada 2005
Biega, krzyczy pan Hilary....
Owoż odkryłam z właściwym sobie refleksem i inteligencją, że nie można komentować wpisów bez logowania. I nawet odkryłam, jak to zmienić. I just did it. Tak więc od dziś chcę tu widzieć las komentarzy i nie ma, że trzeba się logować na bloksie i to boli:P Mamy wolność słowa ! Lepiej późno niż wcale...
15:59, krwawasiekiera , z metra cięte
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2
| < Listopad 2005 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka