czwartek, 20 lipca 2017
Poza tematem, ale czasami człowiek musi, inaczej się udusi
Nie chciałam poruszać na blogu wątków politycznych, bo nie miejsce tu na to, ale po prostu - jako prawnik z wykształcenia i zawodu - dłużej milczeć nie mogę. Kroplą, która przepełniła czarę, była Facebookowa notka Jakuba Żulczyka, pod którą podpisał się Łukasz Orbitowski. Bo o ile nie mam złudzeń co do tego, że zdecydowana większość społeczeństwa nie ma i nie chce mieć pojęcia, o co chodzi w aktualnym legislacyjnym skoku PiS na sądownictwo (Krajową Radę Sądownictwa, nominującą sędziów, mają w całości wybierać politycy, a jej aktualna kadencja, podobnie jak kadencja WYBRANYCH sędziów Sądu Najwyższego, ma być, wbrew jasnym i jednoznacznym normom konstytucyjnym, a zatem normom najwyższej rangi i bezwzględnie obowiązującym, skrócona), to owszem, miałam złudzenia, że tzw. „ludzie kultury” choć istotę tego problemu rozumieją. To naprawdę nie jest trudne – nie będzie sądów niezależnych od polityków, a to, czy politycy wybiorą swoje pionki większością 2/3, czy 3/5 głosów, nie ma najmniejszego znaczenia. Dlatego wielka wolta prezydenta Dudy jest żenująca i nawet jeśli jego nowelizacja ustawy o KRS przejdzie, to – podpisując obie te ustawy – doktor prawa zniszczy niezależne sądy w Polsce i odbierze obywatelom gwarancję obiektywnej weryfikacji wyniku wyborów, bo tę przeprowadza Sąd Najwyższy. To jest demontaż ustroju państwa i nie ma co porównywać go z jakimikolwiek nadużyciami któregokolwiek poprzedniego rządu czy większości parlamentarnej. Pewnie, że takie były. Ale nikt nie kwestionował podwalin demokracji, a tym jest trójpodział władzy.

I teraz wchodzi Jakub Żulczyk, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, a zatem człowiek, któremu studia uniwersyteckie niewątpliwie dały umiejętność korzystania ze źródeł, tj. odnajdywania informacji, osadzania ich w odpowiednim kontekście, a przede wszystkim ich rozumienia. Nominowany do Paszportu Polityki za Ślepnąc od świateł, scenarzysta zbierającego bardzo dobre recenzje serialu Belfer, autor świeżo po premierze bestsellerowego już Wzgórza psów i ze sporymi zasięgami w social mediach (prawie 50 tysięcy fanów na Faceoboku). Ogólnie – twórca na fali. Cały na biało. I składa następujące oświadczenie na temat bieżących wydarzeń wokół sądownictwa:

Ja tak nieśmiało, jako laik, dlaczego opozycja nie ma żadnego alternatywnego projektu reformy sądownictwa? Zamach na demokrację, który jest faktem, w ich ustach staje się sloganem. Na spotkaniach scenariuszowych jest taka zasada - jeśli chcesz storpedować czyjś pomysł, nawet najgłupszy, musisz mieć kontrpropozycję. Ta kontrpropozycja jest konieczna zwłaszcza wtedy, gdy cały projekt zaczyna tonąć w coraz większych odmętach głupoty.

Chcecie żeby było tak, jak do tej pory? Poczytajcie książkę Justyna Kopińska, którą tutaj polecałem.

Polski wymiar sprawiedliwości jest przesycony patologiami.

Moi koledzy i koleżanki twórcy wystosowali dziś list do prezydenta RP z prośbą o weto ustaw o KRS i SN.

Skoro oni mogą, i ja mogę.

Proszę opozycję o konkretny pomysł na Polskę, w tym inicjatywę ustawodawczą dot. sądownictwa.

To, co się dzieje, to również wina waszej indolencji.

Niestety, gdy nikt nie staje do licytacji, przetarg wygrywają złodzieje.

Pod tą deklaracją podpisał się następnie Łukasz Orbitowski, pisarz, laureat Paszportu Polityki, nominowany do Nike, mający własny autorski program telewizyjny. Absolwent filozofii na UJ.

I tutaj załamałam się w sposób ostateczny. Bo nawet jeśli się jest laikiem, to pewne rzeczy można szybko sprawdzić, doczytać i zrozumieć. Nie trzeba wykształcenia prawniczego, by pojąć, że to, co PiS przepycha jako reformę sądów i walkę z uprzywilejowaną kastą sędziowską, to nie jest projekt usuwający wady systemu, a projekt usuwający bezpieczniki uniemożliwiające przejęcie władzy na stałe przez jedną opcję. Sądy trzeba reformować, przede wszystkim dokładając etatów.  W roku 2016 wpływ spraw do sądów powszechnych wyniósł 14,9 mln i był mniejszy o 1,6 punktu procentowego niż w roku poprzednim, natomiast w porównaniu z rokiem 2012 wzrósł o 6,2%. W okresie 2012-2016 największy wpływ odnotowano w roku 2013 – 15 169 808 spraw (źródło). Ilość etatów sędziowskich na  terenie całego kraju to 10.000 i ponieważ minister Ziobro uważa, że fakt, iż załatwili oni jedynie niecałe 94 % z tych niemal 15 milionów nowych zeszłorocznych spraw, jest skandalem, liczba ta nie będzie zwiększana. Bo i po co? Postępowania nie są przewlekłe z czyjejś zlej woli czy lenistwa, a (prócz zbyt małej liczby sędziów w stosunku do wpływu) dlatego, że np. Inpost, który miał e- zwrotki w standardzie, dzięki czemu potwierdzenie doręczenia pism procesowych i zawiadomień trafiało do sądu natychmiast, przegrał obsługę sądów z Pocztą Polską. Ta e-zwrotek ma niewiele, choć się do ich wprowadzenia w 100%, startując do przetargu, zobowiązała. A jak nie ma wszystkich zwrotek na termin rozprawy, sprawa spada. I następny termin jest za 3 miesiące, albo za pół roku. Bo wcześniej nie ma wolnej sali (patrz niemal 15 milionów nowych spraw rocznie).

Co tu można zaproponować w kontrze, skoro kontrpropozycja już jest, w deptanej i pogardzanej Konstytucji, nazwanej przez Prezesa Kraju książeczką? Co ma skok na niezależność sądownictwa do spraw opisywanych w Polska odwraca oczy? Za to, że Policja fałszuje statystyki, odpowiada Komendant Główny, który każe fałszować, bo tego od niego oczekuje Minister Spraw Wewnętrznych. Dajmy więcej władzy politykom, a mniej realnych możliwości ich kontrolowania sądom, sytuacja na pewno się radykalnie poprawi. Tortury młodocianych pacjentów na oddziałach psychiatrycznych to również efekt zaniechań prokuratury i Policji. Dajmy więcej władzy politykom, a mniej realnych możliwości ich kontrolowania sądom, sytuacja na pewno się radykalnie poprawi. Za błędną diagnozę Beethovena z Murzasichla sądy nie odpowiadają. Wypuścili skazanego zabójcę przedterminowo na podstawie pozytywnej opinii z Zakładu Karnego – ok, ewidentny błąd, ale jak takie ryzyko wyeliminować? Nigdy nie wypuszczać skazanych za najbardziej niebezpieczne przestępstwa? Pisana pod Trynkiewicza ustawa o bestiach jest najprawdopodobniej niezgodna z europejskim prawem, stanowiącym część polskiego porządku prawnego. Kodeks nie przewiduje obowiązku informowania Policji o warunkowym przedterminowym zwolnieniu zabójcy. W tym zakresie warto by zmienić prawo. Ale czy to wina sądów, że prawo jest złe? Chyba raczej wina posłów, którzy je uchwalają. Dajmy więcej władzy politykom, a mniej realnych możliwości ich kontrolowania sądom, sytuacja na pewno się radykalnie poprawi.

Co tu by zmienił alternatywny projekt ustawy o ustroju sądów powszechnych? Który i tak przy obecnym układzie sił w parlamencie wylądowałby w koszu bez czytania? Pewnie, sędziowie to też ludzie i – zwłaszcza przemęczeni zbyt dużą ilością spraw – popełniają czasem błędy. Ale tego się żadną ustawą nie wyeliminuje. Więcej etatów to mniej spraw na głowę i lepsza jakość pracy pojedynczego sędziego.

Od ludzi kultury, dziennikarzy i filozofów, oczekiwałabym większej odpowiedzialności za słowo niż od przeciętnego czytelnika Faktu. A przynajmniej wiedzy, że jak się nie ma pojęcia, o czym się mówi, to warto nie zabierać głosu, zanim się tego nie sprawdzi.

Jest źle, a będzie jeszcze gorzej, bo przecież ci pisarze kończyli szkoły sprzed reformy i studia w czasach, gdy obowiązywały egzaminy wstępne. Smutno mi.

P.S. Profesor Ewa Łętowska, mój wielki osobisty autorytet, o tym, dlaczego postulat alternatywnej ustawy zmieniającej aktualnie obowiązujące prawo jest pozbawiony sensu. Zachęcam do poczytania.

18:03, krwawasiekiera , z metra cięte
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 marca 2017
Siedzimy tu przez nieporozumienie (Hymn narodowy, Przemysław Wojcieszek, Emilia Piech)
Dziś w rubryce rozmaitości wpis teatralny.  Otóż przyjechał do mnie gość z Krakowa na weekend i chciałam gościa uraczyć tym, co Legnica ma najlepszego. M.in. teatrem, w którym poprzednio byłam na gościnnym występie Janusza Gajosa. Ponieważ akurat grali Hymn narodowy, to - po zapoznaniu się z pozytywnymi recenzjami - zasiadłyśmy sobie wczoraj na Scenie Gadzickiego. Swoją ścieżką, sam teatr Modrzejewskiej jest dramatycznie niedostosowany do potrzeb osób z problemami ruchowymi, co nie ulega zmianie od lat, na scenę dodatkowo trzeba się dostać po kolejnych schodkach, a tam - siedzenia na schodkowym rusztowaniu, mega niewygodne składane krzesła, co też nie jest bez znaczenia, bo spektakl trwa 130 minut bez przerwy. A czemu nie ma przerwy, stało się dla mnie jasne dość szybko. Gdyby była, to, nie ukrywajmy, są spore szanse, że nikt by po niej na dalszą część nie wrócił.
Przemysława Wojcieszka kojarzyłam z ciekawym spektaklem sprzed lat - Made in Poland. Nic nie przygotowało mnie na poziom artystyczny jego najnowszej sztuki. Zacznijmy od fabuły. Główny bohater to Mick Jagger ruchu związkowego lat 80., obecnie 55-letni alkoholik, pracujący jako biegły z zakresu pożarnictwa - Zbigniew (Bogdan Grzeszczak). Wydaje mu się, że wszyscy o nim zapomnieli, choć był, jak sam mówi, drugi po Wałęsie. Ale chcą go jako symbol zarówno młodzi i dynamiczni zwolennicy obecnej władzy, jak i podzielona opozycja. Przy czym ta druga frakcja podsyła mu na wabia 20-letnią Alicję (współautorka scenariusza Emilia Piech), która ma mu zawrócić w głowie i namówić do ponownego zajęcia miejsca na czele ruchu oporu. Idzie jej to marnie, bo Zbigniewa znacznie bardziej od wspominana i reanimowania przeszłości interesuje alkohol i sama Alicja, młoda, ponętna (choć głupiutka) i skłonna się oddać dla sprawy. W międzyczasie PiSiory wrzeszczą na KODziarzy (i odwrotnie) z rusztowań ustawionych po bokach wyłożonej kawałkami styropianu sceny, a kiedy już znużonym bohaterom uda się zasnąć po libacji i jałowych dyskusjach, ewentualnie zbliżeniu pozbawionym rewolucyjnego entuzjazmu, nawiedzają ich demony. I jakkolwiek jest w tym spektaklu wiele złych rzeczy (zbędny hałas, płaskie dialogi, nieustanne wrzaski, błyski i dymy), to jednak te demony są zdecydowanie najgorsze. Jest coś takiego jak metafora, taki środek wyrazu. I te demony mają nią niby być. No więc równie dobrze można by wziąć młot pneumatyczny. Bo mamy Andrzeja Dudę czytającego ustawy po nocy, Kukiza wrzeszczącego bez sensu o JOWach, Antoniego Macierewicza onanizującego się do nagrania z prezydenckiego Tupolewa (obrzydliwość), Krychę P., co biega po scenie, i prawie że tocząc pianę, opowiada, jak by to reedukowała pedałów, ewentualnie odrzuca kapustę pekińską, jak sobie uświadamia, że to z Chin, bądź łapie za gitarę i zachęca publiczność, by razem z nią śpiewała nowy hymn narodowy (o Bogu, jednowersowy). Satyra najniższego lotu, po prostu żenada. I wtedy wchodzi Paweł Palcat, laureat tegorocznej nagrody WARTO, jako Jarosław Kaczyński. Wcześniej był Macierewiczem (przepraszam, Antonim M.), ale to, co wyrabia jako Jarek K., to już jest pukanie w dno od spodu. Jarek najpierw zmaga się z workiem na zwłoki, tzn. z bratem. Potem staje z nagim torsem pokrytym tatuażami i zachęca widzów, by go obrażali, bo się ich nienawiścią karmi. Następnie sam ich obraża. A człowiek siedzi  i się głęboko zastanawia, co tu zaszło i jakim cudem ktoś dopuścił do realizacji ten dramatycznie rozdarty wewnętrznie scenariusz, w którym groteskowo gruba kreska (dajmy litościwie na to, że kabaretowa) miesza się z prościutką fabułką, nieudolnie udającą dojrzałą refleksję nad stanem polskiego społeczeństwa i politycznego sporu. Której puenta brzmi - trzeba chodzić po domach i rozmawiać z ludźmi ich językiem, nikt tego za was nie zrobi. No, z takim językiem to naprawdę nie wiem, do jakich ludzi - i, co ważniejsze, z jakim konkretnie przesłaniem - twórca chciał dotrzeć. Bo jeśli to ma być najlepsze, co nasz teatr ma do zaoferowania, to zdecydowanie nie jestem adresatem docelowym przekazu. Jedyne lepsze momenty to scenki pomiędzy posadzonymi na widowni Ireną (Anita Poddębniak) i Marianem (Paweł Wolak). A to o 500+, a to o broni elektromagnetycznej używanej na niewinnych mieszkańcach Legnicy. I o tym, jak Rosjanie manipulowali Bolkiem.  W sumie z 10 minut. Reszta powinna być milczeniem.
P.S. Dla porównania kilka profesjonalnych recenzji, polecam zwłaszcza pierwszą: 1, 2, 3.
P.S. 2 Wywiad z Przemysławem Wojcieszkiem z dzisiejszego Dużego Formatu.
czwartek, 03 listopada 2016
Jedenastka na ostrzu!
Tak jest, dręczę publikę swoimi wpisami już całe jedenaście lat! Statystyki, jak sądzę, nikogo poza mną nie obchodzą:) W zamian postanowiłam polecić wam z okazji urodzin bloga 11 tytułów, które oceniłam na 10/10 w ciągu tych lat.

1. Hyperion Dana Simmonsa - pierwsza część tetralogii, konstrukcyjnie kolaż złożony z opowieści uczestników niezwykłej pielgrzymki. Do dziś pamiętam niezwykłe emocje, jakie - mimo początkowego sceptycyzmu - towarzyszyły tej lekturze. Naprawdę, dla wszystkich. Nie dajcie się odstraszyć złowrogiej etykiecie sf, a nie będziecie żałowali. Więcej w recenzji na samym dole linkowanej strony.

2. Shogun Jamesa Clavella - odsyłam do swoich zachwytów polekturowych. Rzecz monumentalna, ale niewątpliwie warta poświęconego jej czasu. Co mi przypomina, że w kolejce czeka Gaj-jin.

3. Reamde Neala Stephensona to pozycja dla autora, tworzącego głównie sf, w zasadzie mocno nietypowa i budząca w gronie jego fanów skrajne emocje, ale według mnie - fenomenalna sensacja.

4. Pożeglować do Sarancjum i Władca cesarzy Guya Gavriela Kaya - alternatywne Biznacjum i porywająca mozaika ludzkich losów, wyborów oraz namiętności. Warto, nawet jeśli w innych powieściach autor spuszczał z tonu, to ta dylogia jest absolutnie wyjątkowa.

5. Ślepowidzenie Petera Wattsa to powieść, którą trzeba przeżyć samodzielnie. Jej niezwykła popularność nie jest przypadkowa. Do dziś pamiętam to skakanie po przypisach na kartkach recenzenckiej szczotki i wrażenie totalnego wessania w losy Siriego i reszty załogi. W recenzji widnieje dziewiątka, ale dziś dałabym dziesiątkę:)

6. Rzeka tajemnic Dennisa Lehane'a to dla mnie perła w koronie jego twórczości i kwintesencja tego, czego szukam w każdym kryminale.

7. Carpe Jugulum Terry'ego Pratchetta to jedna z najlepszych części Świata Dysku, humorystycznie odziany traktat o odwiecznej walce tradycji z nowoczesnością i instytucjonalnej religii z prawdziwą wiarą (recenzja druga od dołu na linkowanej stronie).

8. O Rozłące Christophera Priesta rozpisywałam się już wielokrotnie, ale żadna okazja nie jest zła, by polecić ją po raz kolejny, ani by sięgnąć po nią po raz pierwszy.

9. Oczywiście nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu Sagi o wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego. Choć to trochę oszustwo, bo w ciągu tych 11 lat zaliczałam tylko powtórki. Jest jednak dla mnie bardzo ważna. O tym, jak zacząć przygodę z tym niezwykłym cyklem i dlaczego warto, przeczytacie tutaj.

10. Wieki światła Iana R. MacLeoda zachwyciły mnie lata temu i stanowiły początek przygody z twórczością tego autora, nurtem new weird i serią Wydawnictwa MAG Uczta Wyobraźni. Byłam wtedy recenzentką nieopierzoną i pełną entuzjazmu dla nowości, ale wszystkie trzy przygody kontynuuję po dziś dzień, co chyba o czymś świadczy.

11. Gniew  Zygmunta Miłoszewskiego, czyli najlepszy polski kryminał, jaki przeczytałam w ciągu tych 11 lat:)

Dziękuję Wam za tych 11 lat. Za to, że jesteście. Za to, że jest was coraz więcej, nawet jeśli nie wszyscy się odzywacie. Że te sobotnie notki to nie tylko mój kompulsywny rytuał. Kto wie, może nawet dobijemy do trzeciej pięciolatki?:)
środa, 23 grudnia 2015
Duch Strzeżenia Wiedźm (3)
Ku swemu zdumieniu, Śmierć odkrył, że załatwianie kolejki dzieci jest całkiem przyjemne. Do tej pory mało kto cieszył się na jego widok.

NASTĘPNY! JAK MASZ NA IMIĘ, MAŁA... Zawahał się, ale szybko nad sobą zapanował...OSOBO?

– Nobby Nobbs, Wiedźmikołaju – odparł Nobby.

Czy tylko mu się zdawało, czy kolano, na którym siedział, było o wiele bardziej kościste, niż być powinno? Pośladki usiłowały kłócić się z mózgiem, ale zostały przyciśnięte.

A BYŁEŚ GRZECZNYM KRAS... GRZECZNYM GNO... GRZECZNYM OSOBNIKIEM?

I nagle Nobby odkrył, że nie panuje nad własnym językiem, który całkiem samowolnie, pod wpływem straszliwego przymusu, uformował krótkie:

– ...ak.

Gdy Nobby walczył o władzę nad własnym ciałem, potężny głos mówił dalej:

PRZYPUSZCZAM ZATEM, ŻE NALEŻY SIĘ JAKIŚ PREZENT DLA GRZECZNEJ MAŁP... GRZECZNEGO CZŁO... GRZECZNEJ OSOBY PŁCI MĘSKIEJ?

Aha, teraz cię mam, teraz ci wygarnę, staruszku, pewno już nie pamiętasz tej sutereny na tyłach warsztatu przy Starej Szewskiej, co? Te wszystkie poranki Strzeżenia Wiedźm z maleńką dziurą w moim świecie...

Słowa wezbrały w Nobbym, ale zanim osiągnęły krtań, stłumiło je coś pradawnego... I ku zdumieniu Nobby’ego, zostały przełożone na:

– ...ak.

COŚ ŁADNEGO?

– ...ak.

W tej chwili niewiele pozostało w Nobbym świadomej woli. Cały świat składał się z jego obnażonej duszy i Wiedźmikołaja, który wypełniał sobą wszystko.

I OCZYWIŚCIE BĘDZIESZ GRZECZNY PRZEZ NASTĘPNY ROK?

Niewielka pozostała jeszcze cząstka nobbowatości chciała odpowiedzieć: Zaraz, a jak dokładnie pan szanowny definiuje „grzeczny”? Jakby, na przykład, zdarzył się jakiś towar, po którym nikt by nie tęsknił? Albo, na przykład, taki mój kolega był na patrolu, niby, i odkrył, że sklepikarz zostawił sklep na noc otwarty. No i każdy mógł tam wejść, nie? Ale przypuśćmy, że ten kolega zabrał jeden czy drugi drobiazg, taki jakby, no wie pan szanowny, taki napiwek, a potem wezwał sklepikarza, żeby zamknął drzwi, to dalej liczy się jako „grzeczny", nie?

Dobro i zło były, według filozofii Nobby’ego, określeniami całkowicie względnymi – i blisko spokrewnionymi. A większość jego krewnych, na przykład, była przestępcami. Jednak to zaproszenie do debaty filozoficznej zostało przechwycone gdzieś w głębi mózgu przez czysty lęk przed wielką brodą na niebie.

– ...ak – pisnął.

ZASTANAWIAM SIĘ, CO CHCIAŁBYŚ DOSTAĆ...

Nobby zrezygnował i siedział jak niemy. Cokolwiek miało się teraz zdarzyć, na pewno się zdarzy i on nic na to nie poradzi... W tej chwili światełko na końcu psychicznego tunelu ukazywało tylko dalszy ciąg tunelu.

AHA. TAK.

Wiedźmikołaj sięgnął do worka i wydobył dziwnego kształtu prezent, opakowany w świąteczny papier, który – ze względu na pewną konfuzję myśli obecnego Wiedźmikołaja – pokryty był deseniem wesołych kruków. Kapral Nobbs chwycił go w drżące dłonie.

CO SIĘ MÓWI?

– ...uję.

A TERAZ BIEGNIJ.

Kapral Nobbs z wdzięcznością zsunął się z kolana i przecisnął przez tłum. Przystanął dopiero wtedy, kiedy drogę zastąpił mu funkcjonariusz Wizytuj.

– Co się działo? Co się działo? Nic nie widziałem!

– Nie wiem – wymamrotał Nobby. – Dał mi to...

– Co to takiego?

– Nie wiem.

Nerwowo rozrywał papier w kruki.

– Niesmaczna jest cała ta sprawa – stwierdził funkcjonariusz Wizytuj. – Oddawanie czci idolom...

– To prawdziwa samopowtarzalna kusza z potrójnym naciągiem, Burleigh i Wręcemocny, z polerowaną orzechową kolbą inkrustowaną srebrem!

– ...wulgarna komercjalizacja dnia, który ma jedynie astronomiczne znaczenie – ciągnął Wizytuj, który rzadko zwracał uwagę na cokolwiek, kiedy wygłaszał potępienie. – Jeśli już jakkolwiek ten dzień świętować, to...

– Widziałem ją w „Łukach i amunicji”! Miała „Wybór redakcji” w kategorii „Co kupić, jeśli umrze twój bogaty wuj Sidney”. Musieli recenzentowi złamać obie ręce, żeby ją wypuścił!

– ...powinien być upamiętniony krótkim nabożeństwem...

– Musi kosztować więcej niż roczne zarobki! Robią je tylko na zamówienie! Trzeba czekać całe lata!

– ...natury religijnej. – Funkcjonariusz Wizytuj zdał sobie nagle sprawę, że kogoś za nim brakuje. – Czy nie mieliśmy aresztować tego oszusta, kapralu? – zapytał.

Kapral Nobbs spojrzał na kolegę. Oczy zamgliła mu duma posiadacza.

– Cudzoziemiec z ciebie, Kocioł – oświadczył. – Trudno się spodziewać, żebyś zrozumiał, o co naprawdę chodzi w Strzeżeniu Wiedźm.

 

Wiedźmikołaj, Terry Pratchett

***

Wszystkiego dobrego wszystkim czytelnikom! Zdrowia, spokoju, odpoczynku i niech Duch Strzeżenia Wiedźm będzie z Wami!

11:04, krwawasiekiera , z metra cięte
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 listopada 2015
10 lat bloga!:)
Olaboga! Tak, tak, choć trudno w to uwierzyć, dziś przypada dziesiąta rocznica pierwszej notki Na ostrzu siekiery. Te 10 lat to był w moim życiu niesamowicie różnorodny czas: byłam studentką, freelancerką, zdążyłam nawet zostać etatowcem:) Jedno się nie zmieniało - zawsze znajdowałam czas na czytanie, oglądanie i (częściej lub rzadziej) opisywanie swoich wrażeń. Kilka razy rozważałam zmianę miejsca, ale to by wymagało czasu i pracy, a ostatnio nawet z czasem na jedną, żelazną notkę tygodniowo bywało niekiedy krucho.
No dobrze, zanim się całkiem rozkleję, garść rocznicowych statystyk.
Te 10 lat to m.in.:
447 wpisów o literaturze małej i dużej;
213 rendez-vous z X muzą;
2834 komentarze;
120280 odwiedzin od 14 października 2007;
w ciągu ostatnich 4 lat średnio 1269 odwiedzających miesięcznie;
najczęściej zaglądają czytelnicy z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania, Łodzi, Białegostoku, Katowic, Gdańska (Trójmiasta) oraz Lublina - czyli zasięg zdecydowanie ogólnopolski:)
wybór co ciekawszych fraz w wejściach z wyszukiwarek:
- fisher siekiery
- upadek zachodniej cywilizacji
- junkers zgasł
- kurwy sztum (oraz sztumskie kurwy)
- rozum nie jest w stanie tego ogarnąć
- druga pięta
- na czym polega oczynszowanie chłopów.

No to jeszcze 10 autorów, których chciałabym zdecydowanie polecić waszej uwadze, a których odkryłam przez te lata:

Neal Stephenson
Dan Simmons
Dennis Lehane
Kate Atkinson
James Clavell
Peter Watts
Borys Akunin
David Mitchell
Zygmunt Miłoszewski
Joe Abercrombie

Nie brakuje o nich tekstów na blogu i odsyłaczy do napisanych przeze mnie recenzji. Łączy ich jedno - w swoich gatunkach  są pierwszoligowi. Stąd brak numeracji, bo kolejność jest zupełnie przypadkowa. Korzystam z rocznicowej okazji, by po raz kolejny nachalnie polecić ich twórczość waszej życzliwej uwadze:)
czwartek, 26 czerwca 2014
Za chwilę dalszy ciąg programu
Ostatnio mam straszne urwanie głowy, na czym cierpi częstotliwość blogowych wpisów. Co więcej, od lipca szykują mi się spore zmiany w dziennym rozkładzie jazdy, więc nie wiem, jak blogowanie się będzie kształtowało w trudnym okresie adaptacyjnym.

Solennie jednak obiecuję, że w najbliższych dniach dołożę wszelkich starań, by:

a) zachęcić do oglądania serialowej wersji Fargo, która jak na razie jest dla mnie bezapelacyjnym hitem wśród premier sezonu 2013/14;
b) opisać wrażenia z lektury Syna Nesbo (nie jest to szczyt możliwości autora, ale czyta się znakomicie);
c) to samo zrobić z Alex Lemaitre'a (bardzo pozytywne zaskoczenie, mimo ewidentnej skłonności autora do efekciarstwa);
d) wyjaśnić, dlaczego warto obejrzeć tylko pierwszy sezon Orphan black;
e) porównać pierwszy i drugi sezon Orange is the New Black.

Kolejność realizacji wpisów może ulec zmianie:) Zwłaszcza gdyby czytelnicy wyrazili jakieś konkretne preferencje:D
czwartek, 13 marca 2014
Tak się ostrzy siekierę, czyli wpis ilustrowany, z prośbą o 1% podatku
Po raz drugi i ostatni w tym roku (słowo!) powracam do tematu swojej rehabilitacji, zdobywając się jednocześnie na kosztującą mnie bardzo wiele publikację własnego wizerunku:) przy tej czynności, stanowiącej jedną z najbardziej intymnych. Bardzo nie lubię, żeby ktoś patrzył, jak ćwiczę. Strasznie mi to przeszkadza. Jakiś czas temu (mniej więcej w połowie stycznia) moje rehabilitantki zapytały, czy zgodzę się na zrobienie w trakcie zajęć kilku zdjęć, które chciałyby umieścić na swojej stronie internetowej. Zgodę wyraziłam, a rezultat okazał się - ku mojemu zaskoczeniu, bo zazwyczaj na zdjęciach wychodzę w najlepszym wypadku tragicznie - na tyle akceptowalny, że postanowiłam niektóre z efektów "sesji" wykorzystać do własnych celów, czyli do zbierania środków na dalszą rehabilitację z 1% podatku (na co z kolei rehabilitantki się zgodziły, niniejszym bardzo dziękuję:). Po tym przydługim wstępie - obiecane ilustracje:





Na zdjęciu pierwszym klęk jednonóż na niestabilnym podłożu, czyli tzw. beretach. Może i wygląda to wesoło, ale nie było mi tak całkiem do śmiechu:)




Na zdjęciu drugim jedno z trudniejszych i ważniejszych dla mnie funkcjonalnie ćwiczeń, w fazie kluczowej - nie wystarczy wejść na przeszkodę, przed zejściem z niej trzeba jeszcze złapać równowagę i ją utrzymać.

Chciałam umieścić jeszcze trzecie, ale skoro edytor bloxa stawił opór, uznajmy to za znak od Opatrzności. W każdym razie - to zaledwie dwa z dziesiątków istniejących i praktykowanych, częstokroć wyrafinowanie bezwzględnych:) sposobów ostrzenia siekiery. Wszystkim, którzy chcieliby wspomóc ten proces, przypominam, iż można to zrobić następująco:

Przekaż 1% podatku

W formularzu PIT wpisz numer:
KRS 0000037904

W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podaj:
3980 Chojnowska Agnieszka

3980 to mój "numer podopiecznego", w Fundacji DZIECIOM Zdążyć z Pomocą jestem od wielu lat, środki z subkonta (o ile jakieś mam) otrzymuję dopiero po przesłaniu do Fundacji opłaconych faktur za rehabilitację, jako zwrot.
Tutaj znajdziecie program do rozliczeń z wpisanym KRS Fundacji i link do rozliczenia online.
Osoby zainteresowane przyczynami, dla których potrzebuję rehabilitacji, jej kosztami itp. - odsyłam do poprzedniego wpisu zamieszczonego w ramach akcji I ty możesz naostrzyć siekierę!
Wszystkim ofiarodawcom z góry serdecznie dziękuję.
środa, 05 lutego 2014
I ty możesz naostrzyć siekierę! - prośba o 1% podatku


Sprawa wygląda w ten sposób, że od urodzenia jestem chora na porażenie mózgowe (MPD). Nie jest to zdecydowanie najgorsza postać tej choroby, lubię myśleć, że, gdybyście spotkali mnie w pogodny, bezśnieżny dzień na w miarę prostym (pozbawionym schodów i nadmiernie wysokich krawężników) kawałku drogi, pomyślelibyście co najwyżej, że mocno utykam na lewą nogę. Jest to wynik wieloletnich ćwiczeń. Ale jak już spadnie śnieg, albo pojawi się bariera architektoniczna (np. schody bez poręczy), albo boli mnie kręgosłup, sprawy nie wyglądają tak różowo.  W związku z tym potrzebuję rehabilitacji w wymiarze dwóch godzin tygodniowo. Jedna godzina kosztuje obecnie (tam, gdzie się rehabilituję) 70 PLN. Roczny koszt mojej rehabilitacji, którą nazywam sobie pieszczotliwie rehabem, wynosi w przybliżeniu 5000 PLN. Rehabilitacja mnie nie wyleczy, ale, po pierwsze, stale mnie usprawnia, a po drugie - zapobiega pogarszaniu się mojego stanu zdrowia. Metody, które w moim przypadku sprawdzają się najlepiej, to PNF, NDT Bobath i terapia manualna (w kwestiach dotyczących kręgosłupa lędźwiowego). We wszystkich podstawową sprawą jest regularność, bo tylko wówczas przynoszą trwałe efekty.
Dlatego, jeśli nie pomagacie w ten sposób nikomu innemu, będę bardzo wdzięczna za przekazanie 1% Waszego podatku na moje subkonto w Fundacji Dzieciom - Zdążyć z Pomocą.
Jak to zrobić? Instrukcja ze strony Fundacji:

Przekaż 1% podatku

W formularzu PIT wpisz numer:
KRS 0000037904

W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podaj:
3980 Chojnowska Agnieszka

3980 to mój "numer podopiecznego", w Fundacji jestem od wielu lat, środki z subkonta (o ile jakieś mam) otrzymuję dopiero po przesłaniu do Fundacji opłaconych faktur za rehabilitację, jako zwrot.
Tutaj znajdziecie program do rozliczeń z wpisanym KRS Fundacji i link do rozliczenia online.
Na mojej stronie w Fundacji znajdują się wszystkie potrzebne informacje. Zdjęcie "lekko" nieaktualne, ale data urodzenia prawidłowa:) Link do strony, wraz z linkami do gabinetów rehabilitantów, z których pomocy korzystałam w czasie studiów w Krakowie i korzystam obecnie, umieściłam w zakładce TO STAY SHARP, po prawej stronie.
Z góry bardzo dziękuję wszystkim czytelnikom, którzy zechcą poświęcić swój 1%, by ostrze siekiery nie stało się tępe:)
wtorek, 24 grudnia 2013
Duch Strzeżenia Wiedźm (2)
– Sam wiesz, panie, że nie powinieneś robić takich rzeczy. Pamiętasz, jak się to skończyło ostatnim razem.
WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE.
– Ale... Mała dziewczynka z zapałkami, umierająca na śniegu, to ważny element samego ducha Strzeżenia Wiedźm, panie – tłumaczył zrozpaczony Albert. – Rozumiesz, ludzie słyszą o czymś takim i mówią: „Może i jesteśmy ubożsi niż kaleki banan i mamy do jedzenia tylko błoto i stare buty, ale i tak powodzi się nam lepiej niż tej biednej dziewczynce z zapałkami”. Dzięki temu czują się szczęśliwi, panie. I wdzięczni za to, co mają.
WIEM, CO JEST DUCHEM STRZEŻENIA WIEDŹM, ALBERCIE.
– Wybacz, panie, ale widzisz, to wszystko i tak się dobrze kończy, bo ona się budzi, widzi jasność, słyszy muzykę i przychodzą aniołowie, panie.
Śmierć zatrzymał się.
AHA. ZJAWIAJĄ SIĘ W OSTATNIEJ CHWILI Z CIEPŁYM UBRANIEM I CZYMŚ GORĄCYM DO PICIA?
No ładnie, pomyślał Albert. Pan naprawdę wpadł w ten swój dziwaczny nastrój.
– E... no nie. Nie dokładnie w ostatniej chwili, panie. Nie jako takiej.
TAK?
– Bardziej tak jakby już po ostatniej chwili. – Albert zakaszlał nerwowo.
CHCESZ POWIEDZIEĆ, ŻE KIEDY ONA JUŻ...
– Tak. Tak mówi ta opowieść, panie. To nie moja wina.
DLACZEGO NIE ZJAWIAJĄ SIĘ WCZEŚNIEJ? TAKI ANIOŁ MA CAŁKIEM SPORĄ ŁADOWNOŚĆ.
– Trudno powiedzieć, panie. Przypuszczam, że ludziom wydaje się to bardziej... no, bardziej satysfakcjonujące. – Albert zawahał się. Zmarszczył brwi. – A wiesz, panie, kiedy tak o tym opowiadam...
Śmierć spojrzał na niewielką postać pod padającym śniegiem. Potem ustawił życiomierz w powietrzu i dotknął go palcem. Strzeliła iskra.
– Tak naprawdę, panie, to nie wolno ci tego robić.
WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE. WIEDŹMIKOŁAJ DAJE PREZENTY A NIE MA LEPSZEGO PREZENTU NIŻ PRZYSZŁOŚĆ.
– Tak, ale..
ALBERCIE.
– Już dobrze, panie.
Śmierć podniósł dziewczynkę i ruszył do wylotu alei.
Płatki śniegu opadały niczym pióra aniołów. Śmierć wyszedł na ulicę i zastąpił drogę dwójce ludzi człapiących ciężko przez zaspy.
ZABIERZCIE JĄ GDZIEŚ DO CIEPŁA I DAJCIE DOBRĄ KOLACJĘ, rozkazał, wciskając dziecko w ręce jednemu z nich. I PAMIĘTAJCIE, ŻE PÓŹNIEJ MOGĘ TO SPRAWDZIĆ.
Odwrócił się i zniknął wśród wirujących płatków.
Funkcjonariusz Wizytuj popatrzył na trzymaną na rękach dziewczynkę, a potem na kaprala Nobbsa.
– O co tu chodzi, kapralu?
Nobby odsunął skrawek koca.
– Nie mam pojęcia. Wychodzi na to, że zostaliśmy wybrani do okazania dobroczynności.
– Moim zdaniem to niezbyt dobroczynne, takie wciskanie kogoś przypadkowym ludziom.
– Daj spokój. Na komendzie zostało jeszcze trochę jedzenia – odparł Nobby.
Wezbrało w nim silne wrażenie, że tego właśnie się ktoś się po nim spodziewa. Pamiętał tego grubego człowieka w grocie, chociaż nie mógł sobie przypomnieć jego twarzy. I nie bardzo mógł sobie przypomnieć twarz osoby, która oddała im dziewczynkę, co oznacza, że musiała to być ta sama twarz.
Wkrótce potem zadźwięczała muzyka, zapłonęło bardzo jasne światło, i dwaj urażeni aniołowie zjawili się u wylotu alei. Albert rzucał w nich śnieżkami, aż sobie poszli.

Wiedźmikołaj,
Terry Pratchett

***
Jako materiał do świątecznej refleksji. Wszystkim życzę magicznych, spokojnych, rodzinnych świąt. I dużo radości, zwłaszcza z przyszłości.
Tagi: cytaty
11:29, krwawasiekiera , z metra cięte
Link Komentarze (2) »
niedziela, 03 listopada 2013
8 lat na ostrzu
Dziś przypada ósma rocznica pojawienia się pierwszej notki na tym blogu. Stat4U oferuje mi statystyki tylko za ostatnie 4 lata. Od 1 stycznia 2010 miałam 84733 unikalnych odwiedzających. Jeśli chodzi o statystyki odsłon, blox podaje tygodniowo od 4500 do 6500, aczkolwiek nie mam pojęcia, ile z tego generują boty. Czytelnicy Na ostrzu siekiery rekrutują się ze wszystkich kontynentów (miałam nawet 3 wejścia z Afryki!). W Europie przodują Włochy, Wielka Brytania, Niemcy i Francja. W Polsce najwięcej czytelników blog ma kolejno w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi, Katowicach, Białymstoku, Trójmieście, Lublinie i okręgu katowickim.

W ciągu tych ośmiu lat popełniłam 340 notek O literaturze małej i dużej, a 170 razy byłam na Rendez-vous z X muzą. Pozostałe kategorie merytoryczne nie podlegają uwzględnieniu w podsumowaniu, bo nie były prowadzone przez cały okres istnienia bloga. Jak widać, profil Na ostrzu siekiery przechylił się zdecydowanie w stronę literatury, o której pisałam dwukrotnie więcej niż o filmach i serialach. Chyba raczej skazuje mnie to na niszowość, ale jest mi w mojej niszy bardzo dobrze i nie zamierzam się z niej ruszać:) Od ponad 2,5 roku łączę pisanie tutaj z pracą w dwóch miejscach. Staram się, by nie wpłynęło to na regularność wpisów, ale z efektami różnie bywa.
2455 komentarzy świadczy o tym, że odzew się zdarza:) Dziękuję wszystkim czytelnikom, mam nadzieję, że znaleźliście tutaj coś wartościowego, a ostrze mojej siekiery nie stępiło się zanadto przez 8 lat:) To już jednak nie mnie oceniać. Do mnie należy tylko pisanie.
Konkurs rocznicowy, niestety, nie cieszył się popularnością. Może nagrody nie były dostatecznie atrakcyjne, a może zadanie zbyt wymagające? W każdym razie w konkursowe szranki stanęła jedynie Esther i za pomocą poniższego tekstu o książce Na ostrzu siekiery:

Agnes de Axe, piękna i uwodzicielska wojowniczka z krainy Blokspel, już od ośmiu lat prowadzi krucjatę przeciwko grafomanii. Wszyscy słyszeli o jej perypetiach z Urażonymi Autorami, burzliwej relacji z X Muzą oraz licznych romansach z fikcyjnymi bohaterami. Agnes, przy pomocy swojej magicznej Siekiery, bezlitośnie rozprawia się ze Złymi Książkami w każdej swojej recenzji. Niezmiennie sprawiedliwa w swym osądzie, zawsze potrafi docenić dobrą literaturę.

Patronat WP

"Ostre!" - pewien miesięcznik literacki
"Paranormal z najwyższej półki." - Bardzo Znany Krytyk

zdobyła jedną z nagród. Którą, nie jest wiadome, bo jak dotąd nie złożyła stosownej deklaracji:D
Tagi: dylematy
11:22, krwawasiekiera , z metra cięte
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka