wtorek, 26 lutego 2019
Blox mnie wykopał, zanim sama się wyniosłam

Czyli o żarcie stulecia, zamknięciu serwisu Blox.pl.

W związku z zaistniałą sytuacją przenoszę bloga na Wordpressa, jako że jest to mechanizm miły, skuteczny i znany mi z Fahrenheita.

Komentarze nie będą przeniesione, nad czym szczerze boleję, gdyż - jak by nie było - ponad 13 lat dyskusji najprawdopodobniej przepadnie z dniem 30 listopada 2019 r. Piszę najprawdopodobniej, bo postaram się jeszcze zasięgnąć porady zewnętrznych specjalistów co do tego, czy komentarze da się jednak wytransferować.

Najzabawniejsze jest to, że rozważałam przeniesienie bloga na inną platformę od dobrych kilku lat, ale ze zwykłego wygodnictwa nie potrafiłam się na to zdecydować. Szkoda mi było ciągłości. Cóż, czas nadszedł:)

Dziękuję, że byliście. I mam nadzieję, że przeniesiecie się razem ze mną. Adres podam, jak tylko blog będzie dopracowany na tyle, by bez wstydu można było pokazać go publiczności. A reszta, mam nadzieję, pozostanie bez zmian:D

 

Tagi: przenosiny
11:22, krwawasiekiera , z metra cięte
Link Komentarze (11) »
sobota, 16 lutego 2019
Seriale roku 2018
A. NAJLEPSZE SERIALE
 
1. Marvelous Mrs. Maisel - nadrabiałam ciurkiem 2 sezony. Opowieść o Żydówce z dobrego domu, która pod wpływem zdrady męża odkrywa w sobie potencjał stand-uperki, jest po prostu fenomenalnym połączeniem komedii, dramatu i znakomitego soundtracku. W roli ojca Maisel możemy podziwiać detektywa Monka! W tym serialu nie ma słabego wątku i mam nadzieję, że w trzecim sezonie się to nie zmieni. Genialna satyra.
 
2. AHS: Zabójstwo Versace (teraz już dostępny na Netfliksie) zaczynał sie niemrawo w porównaniu z historią O.J. Simpsona z pierwszego sezonu, ale w miarę rozwoju zostawił poprzednika daleko w tyle. A to głównie za sprawą Darrena Crissa, znanego wczesniej z Glee, który w roli psychopatycznego zabójcy Andrew Cunanana ujawnia niesamowity aktorski talent. Ale scenariusz też jest dobry. Zdecydowanie polecam.
 
3. A Very English Scandal tylko trzy odcinki, historia oparta na faktach, Hugh Grant w roli pretendenta do stanowiska brytyjskiego premiera i Ben Wishaw jako jego neurotyczny kochanek, który wywołuje tytułowy skandal. Warto jak nie wiem.
 
B. PREMIERY WARTE UWAGI
 
1. Dark - niemiecki serial SF na kilku planach czasowych, o podróżach w czasie. Zakręcony jak ruski słoik na zimę, ale zdecydowanie warto powytężać zwoje mózgowe w próbach odszyfrowania, jak poszczególne kawałki układanki do siebie pasują. Końcówka troszkę rozczarowuje, zdecydowanie wolałabym zamkniętą historię. Ale taki mamy klimat. Również Netflix.
 
2. The Kominsky Method to urocza, bezpretensjonalna historia o starzejącym się aktorze i jego równie wiekowym agencie, którą na wyższy poziom wynoszą kreacje Michaela Douglasa i Alana Arkina. Serial stworzył Chuck Lorre, odpowiedzialny za TBBT i Młodego Sheldona. Wisienką na torcie jest Lisa Edelstein w nietypowym emploi. Dostępne na Netfliksie.
 
3. Seven seconds gęsty kryminał z mocnymi wątkami obyczajowymi i przygnębiającą diagnozą społeczną. Punktem wyjścia jest przypadkowe i tragiczne w skutkach potrącenie czarnego nastoletniego rowerzysty przez samochód. Serial twórczyni The Killing, także z oferty Netfliksa.
 
C. KLAPY ROKU.
 
1. Modyfikowany węgiel, czyli wielka zmarnowana okazja. Dobra obsada, niezłe dekoracje i nieporzebne majstrowanie przy gotowym znakomitym scenariuszu, jakim była powieść Richarda Morgana. Tak, ten gniot też na Netfliksie. I mam nadzieję, że z wiedźminem nie będzie tak samo.
 
2. Ania, nie Anna, sezon 2 - po niezłym otwarciu w tym sezonie scenarzyści posunęli się w swoich innowacjach o kilka kroków za daleko. Szkoda. Też Netflix, owszem.
 
3. Dom z papieru - serial z dobrym pomysłem, świetnie zaczęty, który następnie zaprezentował równię pochyłą scenariuszowych bzdur. Ale piosenka - cymes.
 
Ogólnie mam nieodparte wrażenie, że serialowo był to słaby rok. A wy widzieliście coś wartego polecenia?
sobota, 09 lutego 2019
Specjalista Lynn dziwi się światu (Ben Fountain, Długi marsz w połowie meczu)

Zaczniecie chyba niedługo podejrzewać, że mnie ktoś podmienił, ale ostatnimi czasy naprawdę trafiają mi się świetne lektury. W tym takie, które miałam w kolejce od dłuższego czasu. Tak jak powieść Bena Fountaina w fenomenalnym przekładzie Tomasza S. Gałązki. Niby prosty pomysł – uczynić narratorem dziewiętnastolatka, który po wyjątkowo spektakularnej akcji bojowej w trakcie wojny z terroryzmem w Iraku dostaje wraz z kolegami dwutygodniową przepustkę z piekła. Ale nie za darmo – są obwożeni po Stanach jako propagandowe maskotki na tournée zwycięstwa. Każdy chce im pogratulować osobiście, szybko impregnują się na monotonny patriotyczny bełkot, który zresztą autor dość ciekawie wyodrębnił w tekście. Korzystają za to do oporu z atrakcji niedostępnych na wojnie: dobrego jedzenia, luksusowej limuzyny i alkoholu. Oraz próbują za pośrednictwem hollywoodzkiego producenta Alberta sprzedać prawa do ekranizacji swojej historii. Obiecano im za nie po sto patyków na łebka, ale robi się nerwowo – umowa niepodpisana, a oni za dwa dni muszą wracać na front. Przy tej okazji narrator - Billy Lynn, prosty chłopak z Teksasu, dla którego wojsko nie było wolnym wyborem, ale alternatywą wobec więzienia, pozwala sobie na rozmaite obserwacje i przemyślenia dotyczące otaczającej go ściemy. Widzicie, zdaje mu się, że na wojnie zrozumiał, jak naprawdę działa świat. Doznał oświecenia niedostępnego cywilom.

Pomysł może i nieskomplikowany na pierwszy rzut oka, ale takie są najtrudniejsze w realizacji. Zdecydować się na narrację, której dominujący nurt stanowi monolog wewnętrzny, to postawić wszystko na jedną kartę. Można dużo i łatwo przegrać. Jeśli stworzy się postać niewiarygodną albo sztampową, zabrany do jej głowy czytelnik szybko się znudzi, nie zaangażuje w podaną z jednostkowej perspektywy problematykę, którą chce go zainteresować autor. Zakwestionuje stawiane przez niego tezy, wyczuwając koturnowość i fałsz. Ale Fountain rozbił całą pulę. Billy’emu się wierzy. A jednocześnie się mu współczuje. Bo stracił przyjaciela i nie może oddać się żałobie. Bo musi wrócić na front. Bo nigdy nie miał dziewczyny ani oparcia w ojcu, który był wyjątkowym skurczybykiem. Ale przede wszystkim współczujemy specjaliście Lynnowi, bo, stojąc z boku, widzimy, jak krucha jest narracja, którą chłopak próbuje wytłumaczyć sobie świat. Że pod zapożyczoną od bardziej doświadczonych kolegów pozą doświadczonego przez życie cynika czai się naiwność, bezwarunkowe pragnienie bliskości i akceptacji, a przede wszystkim strach przed powrotem tam, stale walczący o lepsze z lojalnością wobec kolegów z Bravo.

Niby zatem nic takiego się nie zdarza (zdecydowana większość akcji rozgrywa się, zgodnie z tytułem, podczas meczu futbolowego na stadionie Dallas Cowboys  w Święto Dziękczynienia), ale w duszy Billy’ego Lynna trwa walka, o której wie tylko on i zaproszony do jego myśli czytelnik - podglądacz. A której obserwacji nie sposób przerwać. Dzięki genialnemu przekładowi (Tomasz S. Gałązka, powtarzam raz jeszcze) rozbiegane, skaczące między wątkami przemyślenia specjalisty Lynna wprost hipnotyzują odbiorcę, porywają go w wir różnorodnych i sprzecznych odczuć, które – w co łatwo uwierzyć – mogą miotać młokosem po pierwszym chrzcie bojowym niemal w przeddzień powrotu na pole walki.

Zapoznajcie się z Billym – brak mi słów, żeby adekwatnie opisać, dlaczego warto z nim przejść cały długi marsz. Ale nie żałuję żadnego kroku i zapamiętam tę trasę.

P.S. Chciałam wrzucić jakiś fragment, żeby zilustrować geniusz tłumacza, ale musiałabym wrzucić całą książkę. Nie umiałam się zdecydować.

niedziela, 03 lutego 2019
Głosy Watts (Ryan Gattis, Miasto gniewu)

Przeczytałam pięć dobrych książek, ale ta była zdecydowanie najlepsza. Zamieszki w Watts, dzielnicy Los Angeles, 6 gorących dni w 1992 r., kiedy ludzie dali wyraz swojemu oburzeniu na wyrok uniewinniający policjantów oskarżonych o pobicie czarnoskórego taksówkarza Rodneya Kinga. Rzekomo stawiał on opór podczas próby aresztowania. Ale co zaczęło się jako wyraz słusznego gniewu społecznego, zostało słusznie zinterpretowane jako niepowtarzalna okazja do wyrównania rachunków przez różne grupy interesu. Przede wszystkim gangi, rozzuchwalone nieadekwatną do skali protestu ilością funkcjonariuszy sił porządkowych, rozpoczęły z dawna odkładane egzekucje, licząc na darowaną przez chaos bezkarność. Ale była to też szansa dla drobnych przedsiębiorców pod kreską – jeśli jakiś sklep czy budynek zapłonie w ogniu Powstania Rodneya Kinga, ubezpieczycielowi trudno będzie wykazać, kto zaprószył iskrę.

Według mnie bardziej adekwatny do struktury narracyjnej tej porywającej i przerażającej historii jest tytuł oryginalny, czyli All involved, co tłumaczy się jako „wszyscy zamieszani”, „wszyscy zainteresowani”, a w tym kontekście może raczej „wszyscy uwikłani” lub „wszyscy umoczeni”. Gattis bowiem konstruuje swoją opowieść jako swego rodzaju sztafetę narracyjną, a każdy kolejny bohater, z którego perspektywy śledzimy wydarzenia we wrzącym mieście, jest w jakiś sposób związany z poprzednimi. Pierwszym z nich – i najważniejszym, choć zajmie scenę najkrócej – jest Ernie, sprzedawca tacos niezwiązany z gangami, ale mieszkający z gangsterską ekipą, do której należy także jego młodszy brat, a aspiruje młodsza siostra. Ernie najbardziej nie lubi wracać do domu piechotą, bo to w jego dzielnicy bardzo niebezpieczny sport. Poprzedni samochód jednak sprzedał bez mrugnięcia okiem, gdy trzeba było wpłacić kaucję za jednego z członków ferajny. Pieniądze z narkotyków, o nieznanym źródle pochodzenia, wzbudziłyby podejrzliwość władzy. Pewnie, Ernie mógł odkupić brykę za pieniądze z handlu. Ale nie chciał mieć z tym interesem nic wspólnego. Sam odkłada, niedługo będzie miał wystarczającą sumę i może zacznie się uczyć, jak robić sushi. Ten chłopak ma dalekosiężne plany.

Ale przeznaczenie ma wobec niego inne zamiary. Parka już się czai z nożycami. I tak rusza samonakręcająca się spirala zemsty, układów, zdrady, lojalności i walki o przetrwanie. Poznamy siostrę i brata Erniego, jego współlokatorów, sąsiadów, koleżanki ze szkoły. Strażaka gaszącego wybuchające w całym mieście pożary, pielęgniarkę próbującą ratować ofiary zamieszek, gangstera, który w krótkim czasie stracił dwójkę rodzeństwa, młodego graficiarza, szalonego bezdomnego rozmawiającego z przepływającą przez LA rzeką, byłego gangstera, ćpunkę, funkcjonariusza oddziałów specjalnych i mnóstwo innych „zamieszanych”.

A każdy ma własną historię i indywidualny język, znakomicie oddany w przekładzie Roberta Sudoła. Wartka fabuła rozpisana na tak porywające głosy, wielość i wiarygodność zaoferowanych perspektyw sprawiają, że – czy tego chcecie, czy nie – pochłonie was kocioł zamieszek. To straszna, smutna, brutalna i ironiczna opowieść o rzeczywistości, w której nawet normalność jest jak stąpanie po cienkim lodzie. Tu nawet bez zamieszek można zginąć na każdym kroku, a pierwszym prawem ulicy jest losowość.

Gorzkie, ironiczne, znakomite. Za zwrócenie uwagi na autora bardzo dziękuję Jane Doe.

| < Luty 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28      
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka