poniedziałek, 29 stycznia 2018
O Cieniach Wojciecha Chmielarza dla naekranie.pl
W tym tygodniu książkę recenzowałam na łamach portalu naekranie.pl. Kto ciekaw moich wrażeń z najnowszej odsłony przygód Jakuba Mortki, tego zapraszam tutaj. Gdyby recenzja miała tytuł, brzmiałby: Kiedy system zawodzi. Muszę przyznać, że jestem z tego tekstu całkiem zadowolona, co nie zdarza mi się często.
P.S. Darujcie sobie za to najnowszego Miniera. Absolutnie do dupy.
niedziela, 28 stycznia 2018
Gdy wielki talent nie wystarczy (I, Tonya)
Filmowy 2018 zaczęłam bardzo dobrze. Po znakomitych Trzech billboardach trafiłam na kolejny wartościowy i poruszający kawałek kina. Biografia łyżwiarki figurowej Tonyi Harding (znakomita i słusznie nominowana do Oscara Margot Robbie), która jako pierwsza Amerykanka (i druga kobieta) w historii wykonała potrójnego Axla, to bardzo smutna opowieść, zarówno w wątku sportowym, jak i prywatnym.
Tonya urodziła się z darem do łyżew, pierwsze zawody wygrała, zanim skończyła 5 lat. Ale dopóki nie pokonała wszystkich rywalek sprawnością, wykonując nieosiągalny dla innych skok, zawsze przegrywała, bo obcinano jej punkty za prezencję. Pochodziła z biednej rodziny, ojciec wcześnie zostawił matkę (absolutnie przerażającego babsztyla, który nie okazywał jedynaczce ani odrobiny uczucia - kolejna świetna kreacja, tym razem w wykonaniu Allison Janney), kiepsko zarabiającą i wiecznie rozczarowaną córką kelnerkę. Spragniona miłości Tonya wyszła za swojego pierwszego chłopaka, mimo że bił ją już przed ślubem (matka zdołała ją wcześniej przekonać, że na bicie zasługuje). Brak pieniędzy przekładał się na brak eleganckich strojów – sama je sobie szyła – a osobowość zawodniczki, prosta, butna i arogancka, w zestawieniu z jej bynajmniej nie filigranową posturą, także nie wpisywała się w oczekiwania jurorów. Tonya wszystko robiła nie tak, łącznie z wyborem podkładu muzycznego. Chciała na lodzie być sobą, a to nie było dopuszczalne. Kto chciał zwyciężać i reprezentować USA na świecie, musiał mieścić się w szablonie, który wymagał między innymi pochodzenia ze szczęśliwej amerykańskiej rodziny.
Kiedy zaś nikt już nie mógł zaprzeczyć, że Tonya naprawdę jest najlepsza, zaplątała się w swoje korzenie i straciła szansę na olimpijski tryumf. Straciła nawet więcej, wtedy pewnie uważała, że sens życia. Jak do tego doszło? Przekonajcie się sami, oglądając ten bardzo ciekawy film, zrealizowany w konwencji paradokumentu (wywiady z bohaterką i jej byłym mężem oraz jej matką, przeplatane retrospekcjami z ich życia). Na końcu można zobaczyć fragmenty prawdziwych dokumentów i tym bardziej docenić casting oraz charakteryzację. Aktorzy są bardzo podobni do odtwarzanych przez siebie postaci, a wszelkie detale idealnie oddają klimat przełomu lat 80. i 90. (te swetry, mój boże, to trzeba zobaczyć!). Ta opowieść to zaprzeczenie amerykańskiego mitu Od pucybuta do milionera i twardy dowód, że gdy gwiazda przyjdzie na świat w nieodpowiedniej rodzinie, nie  będzie miała szans, choćby była najlepsza na świecie. Gorąco polecam!
niedziela, 21 stycznia 2018
Ostatni bastion sprzeciwu wobec bezradności (Trzy billboardy za Ebbing, Missouri)
Spróbuję się wziąć na sposób i pisać choćby krótkie notki o filmach bezpośrednio po seansach. Wtedy może tak świetne obrazy jak Trzy billboardy nie przepadną w mrokach zapomnienia. Jeślibyście mieli zobaczyć w tym roku tylko jeden film, to gdyby to był ten, nie będziecie żałowali. Choć klasyfikowanie go jako komedii (nawet czarnej) uważam za gigantyczne nieporozumienie. Według mnie to  dramat wagi ciężkiej.
Tytuł może się wydawać dziwny, ale w zasadzie właśnie o billboardy w tym filmie chodzi. Mildred Hayes (w tej Oscarowej roli absolutnie niesamowita Frances McDormand), matka zgwałconej i zamordowanej dziewczyny, nie może się pogodzić z tym, że nie znaleziono sprawcy, a śledztwo utknęło w miejscu. Nie ma świadków, DNA nie należy do żadnego notowanego mężczyzny, stróże prawa, którym przewodzi chory na raka trzustki w terminalnym stadium komendant Willoughby (świetny Woody Harrelson), nie mają żadnego punktu zaczepienia. Wściekła Mildred wynajmuje zatem na rok przestrzeń reklamową opisaną w tytule i zamieszcza na niej kilka motywujących słów pod adresem komendanta. Uruchamia to lawinę rozmaitych zdarzeń. Przede wszystkim współczująca jej do tej pory społeczność miasteczka uważa, że swoim czynem przekroczyła akceptowalne granice żałobnego rozgoryczenia. W końcu komendant to porządny chłop, który zrobił, co mógł, a Mildred nie daje mu umrzeć w spokoju.
Gniew społeczności kieruje się również przeciwko właścicielowi agencji reklamowej, który billboardy udostępnił, i przybiera mocno agresywne formy. Jednak żadne z nich nie chce się cofnąć. Cierpi na tym również pozostała przy życiu rodzina Mildred - syn prześladowany w szkole, a nawet były mąż brutal, umawiający się aktualnie z głupiutką (matko, jaka ona jest głupia - taką głupotę naprawdę ciężko zagrać i zachować powagę, tym większe brawa dla Samary Weaving) dziewiętnastolatką.
Naprawdę warto zobaczyć, jak to się rozwinie, gdyż obok historii matki walczącej o sprawiedliwość są tu i inne - ciekawe i niebanalne - wątki. W innym filmie, w innym ujęciu, wyszłaby z tego natłoku ludzkich problemów łzawa melodramatyczna papka. Ale tutaj, dzięki wyważonemu scenariuszowi, sporej dozie czarnego humoru i genialnie dobranej obsadzie, wszystko komponuje się idealnie. Polecam!
sobota, 20 stycznia 2018
Ekspresowo o zaległościach z 2017
Dusza chciałaby się pozachwycać Dżentelmenem w Moskwie Amora Towlesa (wyjątkowa powieść, polecam już teraz!), ale rozum podpowiada, że jak dzisiaj nie opiszę zeszłorocznych zaległości, to już nigdy.

Skrzydła sfinksa Andrea Camilleri - kolejny tom o komisarzu Salvo Montalbano z fikcyjnego sycylijskiego miasteczka Vigata. Tym razem bohater – walcząc jednocześnie z poważnym kryzysem w swoim związku z Livią – musi rozwikłać zagadkę martwej dziewczyny z tajemniczym tatuażem w kształcie motyla. Przy okazji niechcący zaburza lokalne układy i układziki, zadzierając między innymi z kościelnymi dostojnikami. Jak można się domyśleć, jego przełożony, kwestor, nie będzie zachwycony. Ale kto zna komisarza, ten wie, w jak głębokim poważaniu ma on opinię kwestora. A kto nie zna, czym prędzej powinien się z nim zapoznać, bo cykl Włocha to fenomen – na etapie 11 tomu (oszczędzam sobie, bo po polsku wyszło dotąd tylko 15) nadal trzyma równy, wysoki poziom. I oferuje unikalny sycylijski klimat, ze wspaniałymi opisami lokalnych potraw.

Wszystkie dzieci Louisa Kamila Bałuka to debiutancki reportaż o głośnej aferze z holenderską kliniką in vitro (wielokrotnie, latami używano nasienia tego samego dawcy, o zapłodnienia bardzo wielu kobiet). Jest to niewątpliwie tekst dobry, w który autor włożył mnóstwo pracy. Jednak – cóż mogę powiedzieć? Nie porwał mnie. Nie do końca odpowiada mi reporterski styl Bałuka, więc choć doceniam zarówno wybór, jak i realizację tematu, tym bardziej że to jego pierwsza książka – na następną, jeśli się ukaże, nie będę się rzucała. Nie ma między nami chemii i tyle.

Celibat: opowieści o miłości i pożądaniu Marcina Wójcika to przykład z przeciwnego bieguna. Już przy poprzedniej książce, o Rodzinie Radia Maryja, zaiskrzyło między nami. Autor ma świetny, angażujący emocjonalnie styl opowiadania, dar wynajdywania niezwykłych, różnorodnych historii, pozwalających wieloaspektowo przedstawić temat. A przy tym nie osądza swoich bohaterów, pisze o nich empatycznie, starając się nawet w najgorszych przypadkach zrozumieć ich położenie i motywacje. Od poprzedniej książki znacząco się rozwinął pod względem warsztatu. Jest więc o księżach, którzy zrzucili sutanny dla kobiet. I o kobietach żyjących w związkach z tymi, którzy tego nie zrobili. O dzieciach, które ponoszą tych związków konsekwencje (słynna afera z dziedziczeniem po zmarłym nagle księdzu profesorze przez jego syna). Ale jest tu również wiele innych, mniej oczywistych opowieści, a każda warta przeczytania. Całość wywarła na mnie wielkie wrażenie.

Trzy dni i jedno życie Pierre’a Lemaitre’a to historia, której chyba nikt się po nim nie spodziewał. Wiele było głosów zawodu, ale ja akurat postrzegam to jako zaletę. Pisarz zagrał czytelnikom na nosie, zamiast kolejnego kryminału nafaszerowanego zwrotami akcji proponując opowieść o dość niezwykłym sprawcy, któremu się upiekło i musiał z tym żyć. Wyszło ciekawie, zwłaszcza jeśli chodzi o punkty zwrotne w tej historii, które są tak banalne jak życie. Najgorszą karę wymierzamy sobie sami. Tak więc polecam, ale raczej nie osobom nastawionym na dynamiczną fabułę.

Przyszłem, czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy Janusza Głowackiego czytało się wartko, bo napisane ze swadą, ale najciekawsze były nie anegdoty poboczne, a kolejne wersje scenariusza właśnie. Niezłe, ale do Z głowy startu nie ma.

Lady Day śpiewa bluesa czyli autobiografia Billie Holiday spisana przez Williama Dufty’ego – niezwykła, fascynująca i przejmująco smutna historia wielkiego talentu. Kobiety o rzadkiej sile charakteru i pasji muzycznej, której nie złamał rasizm i wszelkie związane z posiadaniem czarnej skóry trudności. A jednak pokonały ją narkotyki. Na uwagę zasługuje przekład, moim zdaniem budujący unikalny klimat. Wielkie oklaski dla tłumacza Marcina Wróbla. Nie jest to łatwa lektura pod żadnym względem, ale warto.

Manson: ku zbrodni Jeffa Guinna to z kolei pozycja, na którą napaliłam się jak szczerbaty na suchary, a mordowałam się z nią ponad dwa lata i cztery podejścia. Nudna, przeładowana kompletnie nieciekawymi rozważaniami obok tematu, nabiera tempa dopiero w końcówce. Porażka.

Morderstwo w Orient Expressie Agathy Christie – nie jesteśmy dla siebie stworzone i tyle. Wszystkie kawałki do siebie pasują, ale intryga jako całość jest tak wydumana i wymaga przyjęcia tylu niewiarygodnych założeń, że mnie nie przekonuje. Nie mój typ kryminału i to się raczej nie zmieni, choć złożoność pomysłu mimo wszystko doceniam.

Był sobie chłopczyk Ewy Winnickiej to najlepszy przeczytany w zeszłym roku reportaż. O sprawie Jasia, anonimowego chłopca wyłowionego ze stawu, o tym, jak ustalano jego tożsamość i jak się w tym stawie znalazł. Skąd pochodził, kim byli jego rodzice i jak doszło do tragedii. Temat-pułapka, który mniej utalentowaną reporterkę zapewne by pokonał, ale Ewa Winnicka ma to coś, co pozwala jej opisać go z odpowiednim dystansem, bez uciekania się do tanich chwytów. Jej warsztatowy geniusz zwiększa jedynie siłę rażenia tej tragicznej historii. O tym, że system jest na tyle wadliwy, iż martwe dziecko może w nim przepaść bez śladu na lata, a gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności – przepadłoby na zawsze. I nie dlatego, że sprawca był geniuszem zbrodni. Czytajcie koniecznie.

Zostało mi jeszcze Nie hańbi Olgi Gitkiewicz, o którym postaram się napisać osobno, oraz pierwsza część rozmowy Pilcha i Pietrowiak Zawsze nie ma nigdy, o której napiszę, jak przeczytam już zakupioną część drugą. Czytaliście coś z tej listy? Jakie wrażenia?
niedziela, 14 stycznia 2018
Zróbmy to tak, by nikt nie widział (Poznań. Miasto grzechu, Marcin Kącki)
Miałam najpierw napisać o licznych pominiętych na blogu z braku czasu lekturach z roku poprzedniego, ale pierwsza pozycja przeczytana w 2018 zrobiła na mnie na tyle duże wrażenie, że plan ten uległ zmianie.
Po znakomitym, choć przygnębiającym i przerażającym Białymstoku Marcin Kącki zabrał się za swój matecznik, czyli Poznań. I udało mu się po raz kolejny stworzyć bardzo sugestywny i - eufemistycznie mówiąc - niewesoły obraz miejskiej rzeczywistości. Kluczem do zbioru jest jedno z mott, fragment autobiograficznych zapisków Marii Rudowicz, zatytułowanych Grzeszne miasto. Brzmi on tak: Dziwny dom i dziwni mieszkańcy. Dla oka, przed ludźmi tworzyli niby porządną rodzinę, a każdy z nich żył własnym życiem, odrębnym i tylko w niedzielę następowała pewna zmiana.
Znajduje odwzorowanie w strukturze Poznania, którego cztery części to kolejno: Synowie, Rodzina, Kościół i Matki. W pierwszym rozdziale przeczytamy o dorosłych, którzy jako chłopcy należeli do chóru Polskie Słowiki (jeden z trzech podrozdziałów stanowi przedruk z reportażu Maestro). Nie wszyscy bohaterowie byli ofiarami dyrygenta Kroloppa. Ich dalsze losy także były bardzo zróżnicowane, podobnie jak stosunek ich rodziców do wydarzeń w chórze. W rozdziale Rodzina przeczytamy o historii rodziców pierwszego polskiego ujawnionego dorosłego dziecka poczętego metodą in vitro oraz o zagadkowym zniknięciu ujawnionego geja, a zarazem znanego i szanowanego lekarza, który prowadził bardzo bujne i towarzyskie życie, lecz choć miał wielu przyjaciół, praktycznie nie miał kontaktów z własną rodziną. W rozdziale Kościół znajdziemy historię księdza, który po obnażeniu bezradności instytucjonalnej KK wobec molestowania kleryków w sprawie abp. Paetza zrzucił sutannę. I jak wcześniej był poważany w środowisku naukowym, tak później stał się trędowatym. Jest biografia dziennikarza lokalnej katolickiej gazety, który był przez długi czas blisko z Paetzem. A także bardzo ciekawy - śmieszno-straszny - podrozdział poświęcony historii pomnika Najświętszego Serca Pana Jezusa, zburzonego przez hitlerowców, który obecnie usiłuje się odbudować. Rozdział Matki był dla mnie chyba najciekawszy - otwiera go bowiem podrozdział Jeżycjada (na wszelki wypadek z symbolem znaku towarowego), o rodzinie Barańczaków. Małgorzata Musierowicz to siostra genialnego poety i tłumacza Stanisława, córka "czerwonego lekarza" Jana Barańczaka. W opowieść o tej niezwykłej rodzinie wplecione są też losy mało znanego poznańskiego poety Wojciecha Bąka, zdradzonego przez własne środowisko. Historia jak z Lotu nad kukułczym gniazdem Keseya. W tym rozdziale Kącki umieścił też portret mało poznańskiej matki - wspomnianej na wstępie Marii Rudowicz, autorki Grzesznego miasta. Byłaby takim Grzesiukiem Poznania, gdyby nie to, że życie od dzieciństwa miała przerażająco ciężkie, a momentu zasłużonej sławy i sukcesu związanego ze spisaniem wspomnień w nim zabrakło. Niemniej - postać absolutnie fascynująca. Na jej tle nieco mniejsze wrażenie robi sylwetka  Marii Wicherkiewicz, malarki, literatki i historyczki, skupionej na historii społecznej Poznania. Nieco mniejsze, ale nadal wielkie, bo - jak na czasy, w których przyszło jej żyć oraz posiadany status społeczny - była prawdziwą pionierką feministycznej niezależności. Ale ma ta biografia i dość zagadkowy, a w pewnym stopniu nieprzystający do pięknego obrazka fragment. Jaki? Nie zdradzę, by nie psuć przyjemności z lektury.
Choć to taka masochistyczna przyjemność - bo mimo że całość jest niewątpliwie interesująca, miejscami wręcz fascynująca, to jednak jawi się ten Poznań miejscem dusznym, hołdującym pozorom i nieprzyjaznym jakiemukolwiek indywidualizmowi. Jest to zapewne przesada wynikająca z doboru materiału, jednak nie da się ukryć, że w znacznym stopniu mentalność poznańska to po prostu nasza mentalność narodowa. Niestety. Autor wykonał gigantyczną pracę i udało mu się na jej podstawie stworzyć opowieść - diagnozę, po którą niewątpliwie warto sięgnąć.
piątek, 12 stycznia 2018
Kilka przymyśleń o ostatnim Jedim
By rozruszać nieco zakurzoną - jak okazało się podczas podsumowań minionego roku - sekcję filmową na blogu, podrzucam linka do garści luźnych impresji, jakie sformułowałam po seansie najnowszej odsłony Gwiezdnych Wojen. Dziś tekst ukazał na wirtualnych łamach Fahrenheita. Zachęcam do polemiki i podzielenia się własnymi przemyśleniami. W moich przeważa rozczarowanie, niestety.
czwartek, 04 stycznia 2018
Seriale roku 2017
Opisywanie seriali szło mi zdecydowanie lepiej niż opisywanie filmów. Odpadłam dopiero w czwartym kwartale, a z ważniejszych premier nie widziałam chyba tylko Feud i The Deuce. Oba tytuły mam w planach.

A. NAJLEPSZE SERIALE:
 
1. Opowieść podręcznej - nie było w tym roku dyskusji ani godnego rywala dla tej genialnej ekranizacji, o której pisałam na świeżo po seansie.
 
2. The Man in the High Castle – sezon 1 i zwłaszcza sezon 2 – a to z kolei przykład, jak twórczo rozwinąć wyjściowo dość kameralny świat przedstawiony i zrobić to ciekawiej od oryginału. Szczerze? Pierwszy sezon był trochę rozlazły, ale – z uwagi na bardzo niską zbieżność serialowej fabuły z powieścią Dicka – i tak intrygował na tyle, że warto było dotrwać do momentu, w którym akcja ruszyła. Za to w drugiej serii twórcy naprawdę rozwinęli skrzydła i zaproponowali wciągającą historię. Świetna obsada, zwłaszcza jej japońska część (to historia alternatywna, o świecie, w którym państwa Osi wygrały wojnę), ale głównego esesmana też lubię (wiem, jak to brzmi, ale naprawdę to jedna z ciekawszych postaci). Bardzo polecam, wyjątkowo nie trzeba znać książki, ale dzięki jej znajomości można tym bardziej docenić geniusz scenarzystów.
 
3. Mindhunter – nie ma co oszukiwać, uwielbiam Finchera, uwielbiam grzebanie w przestępczych umysłach, ten serial po prostu musiał być na moim tegorocznym podium. Dlaczego? Pisałam tutaj. I soundtrack, geniusz w stanie czystym.

B. PREMIERY WARTE UWAGI:
 
1. Ania, nie Anna – ekranizacja, której bardzo się bałam, a która okazała się chyba najprzyjemniejszym zaskoczeniem roku.

2. The Crown sezon 1 i zwłaszcza sezon 2 – nie mogłam długo złapać chemii z tym serialem, czemu zawiniły trzy pierwsze, dosyć nudne odcinki. Ale pierwszy sezon ładnie się rozkręcił, a drugi, skoncentrowany na Elżbiecie jako członku rodziny, a nie głowie państwa, oglądało się już naprawdę znakomicie. Wielkie brawa dla księcia Filipa (Matt Smith), któremu udało się ukraść sezon tytułowej bohaterce.

3. Legion – serial SF, specyficzny, mocno autorski i zdecydowanie nie dla każdego, co od razu zaznaczam. Wymaga bardzo dużego skupienia, zwłaszcza na etapie zawiązania akcji, kiedy to niczego widzowi nie ułatwia.  Jednocześnie żaden serial, który obejrzałam w tym roku, nie zdążył tyle razy i tak skutecznie wyprowadzić mnie w pole. No i zdecydowanie to sztuczka, która może się udać tylko raz. Ale zobaczymy, co przyniesie ewentualna kontynuacja.

Nie zmieściły się w topce, ale zdecydowanie zasługują na wspomnienie: Better Call Saul – sezon 3 (nareszcie ruszył, i jak pięknie pokazał wojnę między braćmi!), Liar – sześć odcinków o tym, jak łatwo paść ofiarą sprawnego kłamcy, niestety troszkę siada w finale, ale nie można mieć wszystkiego oraz This is Us - ładnie zamknęło pierwszy sezon i mimo moich obaw w drugim nadal zachowuje swoją nieuchwytną magię.

C. KLAPY ROKU:

Top of the Lake sezon 2 – umówmy się, że ten serial nigdy nie był normalny, ale poziom odjazdu, jaki zaprezentowano w tym sezonie, jest nie do przełknięcia nawet mimo genialnej obsady. Nie róbcie sobie tej krzywdy. Dawno nie widziałam czegoś bardziej absurdalnego.

Tin Star – Tim Roth jako szeryf samotnie rzucający wyzwanie naftowemu gigantowi. Co może pójść źle? Otóż wszystko, moi drodzy. Totalnie wszystko, bo scenarzysta chyba dostał nie te narkotyki. A może miał akurat syndrom odstawienia? W każdym razie serdecznie odradzam.

The Defenders mogło z tego być coś ciekawego, ale przez idiotycznie poprowadzony wątek Iron Fista wyszło kiepsko.

Coś waszym zdaniem pominęłam?
wtorek, 02 stycznia 2018
Bilans filmowy 2017
W minionym roku obejrzałam 20  nowych filmów, w tym 2 polskie, czyli Sztukę kochania i Cichą noc. Aż 8 w kinie. Gdybym miała przyznać pierwsze miejsce, musiałyby się nim podzielić Ukryte działania i Obdarowani, ale inne podkreślone tytuły niewiele im ustępują. Najgorszym tegorocznym seansem był Pierwszy śnieg. Rozczarowania roku to Ostatni Jedi oraz nowi Piraci z Karaibów. Największym pozytywnym zaskoczeniem był Blade Runner 2049. Poniżej tradycyjna już lista tytułów z ocenami i krótkimi uzasadnieniami.

Gorączka sobotniej nocy - 7/10 – czyli atrakcja zeszłorocznego Sylwestra. W swoim czasie to musiał być rewolucyjny film, ale nadal dobrze się ogląda, a ścieżka dźwiękowa jest świetna.

Sztuka kochania – 7,5/10 – nie wszystko mi się w tym filmie podobało, sporo było niepotrzebnych przerysowań, ale uważam go za ważny i potrzebny. Genialna kreacja Magdaleny Boczarskiej.

Manchester by the sea - 7/10 – to rzadki przykład filmu, w którym wszyscy bohaterowie bez wyjątku działali mi na nerwy. Nawet kilka słów o tym napisałam.
 
Moonlight - 8/10 - także opisałam. I na tym – w marcu – skończyły się moje zeszłoroczne sukcesy w opisywaniu obejrzanych filmów, niestety. Nawet nie będę łgać, że może w tym roku będzie lepiej.

Piękna i Bestia - 7/10  - ale Luke Evans jako Gaston 11/10. To trzeba zobaczyć.
 
Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie - 8/10, jedno z większych pozytywnych zaskoczeń. Spodziewałam się po prostu komedii, a dostałam bardzo ciekawy film o pozorności relacji międzyludzkich. Polecam!

Sekrety morza - 6/10 – strasznie mi tę animację zachwalano, ale choć doceniam stronę techniczną, treść – w teorii bardzo poruszająca emocjonalnie – raczej mnie wymęczyła.

Zwierzęta nocy - 8/10 – rzadki ptak, czyli dobra ekranizacja niebanalnej powieści.

Piraci z Karaibów. Zemsta Salazara - 6/10 – ten dzień zapamiętacie jako dzień, w którym Jack Sparrow stał się własną karykaturą i największym balastem filmu.

Mała Miss - 7/10 – ciepły, pozytywny, pełen humoru film o rodzinie spełniającej marzenie córki. Dziadek i jego choreo rządzą!

LEGO Batman - 6/10 – film, na który czekałam, ale który okazał się gorszy od pierwszej części.

Dunkierka - 8/10 – bardzo dobry film, kameralny i poruszający.

Obdarowani - 8/10 – zaangażował mnie emocjonalnie bardziej niż Dunkierka, a to jest coś. Genialna rola jedenastoletniej McKenny Grace.

Kingsman: Złoty Krąg  - 6/10 Głupie i gorsze od jedynki, ale i tak fajne:) Elton John +1.
 
Blade Runner 2049 – 7,5/10 – śliczny wizualnie, Gosling wreszcie w roli, do której został stworzony. I dłużył mi się zdecydowanie mniej od oryginału.

Ukryte działania - 9/10 – oparty na faktach film o czarnoskórych kobietach zatrudnionych w NASA, które umożliwiły Amerykanom lot na Księżyc. GENIALNY.

Cicha noc - 8/10 - bardzo dobry film o rodzinie z tradycją wyjazdów za chlebem do Holandii. Realizm najwyższej próby, znakomita obsada. Polecam!

Pierwszy śnieg - 3/10 – tragedia, bezeceństwo, gwałt na literackim pierwowzorze. Jak z dobrego kryminału zrobić film bez napięcia i bez sensu.

Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi - 6/10 – momenty były, lecz niestety i żenady nie zabrakło.

Lady Bird  - 6/10 – niby faworyt wszystkich nagród, dla mnie dość nijaka historia o buntującej się nastolatce.

A jakie były wasze odkrycia i rozczarowania filmowe 2017? Nie muszą to być tegoroczne premiery.
| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka