środa, 11 stycznia 2006
Czeski film w Krakowie

Miejsce akcji: salka na poddaszu.

Czas akcji: 11 stycznia, Anno Domini 2006, godzina mniej więcej 15:45. Ćwiczenia z cywila.

Osoby: doktor Anna Rachwał (prowadząca),prof.dr hab.Józef Wójcikiewicz (prodziekan do spraw studenckich, wpadający z wizytą), studenci (zwierzyna)

J.W. (wchodząc nagle do salki): A, dzień dobry, tak wpadłem, zobaczyć, jak się państwu tu studiuje. Pani jest za doktora Rachwała?

A.R. (skonfundowana): To ja jestem doktor Rachwał. Tak mam na nazwisko... Zawsze tu jestem. A po mnie doktor Tracz.

J.W. (udając, że nic się nie stało) A, widzi pani, doktora Tracza znam... Tak nam się kadra rozrasta, że nie sposób znać wszystkich.(odzyskując kontenans) Ale po to właśnie są takie wizyty, żeby się zapoznawać. (próbując zapunktować) Nieprawdaż, pani Agnieszko?

A.R. (mimowolnie): Aniu...

J.W. (ostatecznie zbity z tropu): Otóż właśnie...(desperacko zmieniając temat) a tu, jak widzę, całkiem ciepło [w salce można się udusić, a są tylko maleńkie, trudno otwieralne okna "na uchył" -> modern stajl:P]. Bo miałem doniesienia, że zimno...

Zwierzyna (chórem): To nie tutaj, tylko z drugiej strony, na karnym! Klimatyzacja nie działa!

J.W. (chcąc się wycofać z tarczą) No to cóż, nie będę przeszkadzał. Egzamin z prawa cywilnego już zdałem, swego czasu, całkiem nieźle...(ostatnia próba) Jaki temat dzisiaj?

A.R. Zawieranie umów w trybie aukcji i przetargu.

J.W. Hm, cóż, sporo się pozmieniało, tyle teraz tych umów...Żegnam. (wychodzi).

Zwierzyna w zbiorowy, dotychczas ledwie hamowany, śmiech.

A.R. (rozbawiona) Nic dziwnego, że mnie prof. Ćwiąkalski nie pamięta. Nie byłam dobra z polityki gospodarczej...

Zwierzyna (chórem) Ale to nie był prof. Ćwiąkalski, tylko prof. Wójcikiewicz!!! Z kryminalistyki!

A.R. (z uporem) Ale podobny!

Głos z sali: Prof. Ćwiąkalski jest chudszy!

A.R. (zrezygnowana) No dobrze, państwo lepiej wiecie...

Świat się śmieje, nikt nic nie wie:)))

19:18, krwawasiekiera , Orlątko Temidy
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 stycznia 2006
Jak koledzy w rurach chcieli się ze mną pobawić

Sytuacja stała się ekstremalna. Znikąd pomocy. Ryzyko skażenia i związanej z nim katastrofy ekologicznej wzrastało z minuty na minutę. Jako że gubernator Kalifornii przebywał niestety w Kalifornii, a Rambo szykował się do kręcenia kolejnej części swoich przygód pt. "Wejście geriatry", nolens volens zmuszona byłam spojrzeć prawdzie w oczy. To JA musiałam podjąć wyzwanie, rzucone mi z nagła przez zdradziecki los. Dokonawszy, skrótowego, z konieczności, bilansu potencjalnych zysków i strat, przeszłam od słów do czynów. Zgodnie z wiedzą zdobytą ongiś na zajęciach z podstaw przedsiębiorczości, działania rozpoczęłam od przeglądu dostępnych środków. Wyszło szydło z worka, że mój największy, nie chwaląc się, atut, to jest siła intelektu, jest w zaistniałej sytuacji kompletnie bezużyteczna. Diametralnie odwrotnie rzecz się miała z siłą fizyczną, którą, owszem, rozporządzam, jednakowoż mam z nią pewien problem. Problem jest tej natury, że jak już zacznę jej używać, to trudno mi wyczuć granicę, wypośrodkować, innymi słowy: często gęsto przeciągam strunę i powoduję jej pęknięcie. Tym niemniej żadne tertium nie zostało mi datur.

     Zaczęłam ostrożnie, delikatnie, ale rychło się okazało, że nie z moją przeciwniczką te numery. Broniła się zajadle. Ani, cholera, drgnęła. Tkwiła ostentacyjnie w miejscu, drwiąc sobie z mojej wyrozumiałości. Jednak, jako studentka prawa i zwolenniczka szeroko pojętego humanitaryzmu, postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. I tym razem nie ustąpiła. Nie ukrywam, zorytowało mnie to. Pojawiła się już co prawda szczelina w jej zwartym dotychczas pancerzu, jednak było to zdecydowanie za mało. Do trzech razy sztuka, pomyślałam. Nadszedł czas na radykalizm. Sama, cholernico, się o to prosiłaś. I nauczyłam ją moresu. Za pomocą linijki aluminiowej, na którą naparłam z taką determinacją, że aż wyraźnie się odkształciła. I, co najgorsze, byłam z siebie prymitywnie dumna.Zrobiłam to, co tu kryć. Dopięłam swego.

Naprawiłam spłuczkę!

 

21:56, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 stycznia 2006
Vinum cogitare difficilum facit*

Miała być filozoficzno-egzystencjalna i wysokim stopniu erudycyjna notka inspirowana obejrzanym wczoraj "Truman show". Zamiast tego będzie znowu o niczym, albowiem sprawy się wzięły i pokomplikowały. Ni mniej ni więcej a zrobiłyśmy sobie dzisiaj we trójkę z autochtonkami z Grodu Piastowskiego Legnicy kolektywny obiad studencki, który okazał się całkowitym zaprzeczeniem obiadu studenckiego. Albowiem ponieważ to nie obiad był, a uczta. Może nie Trymalchiona, ale bogiń na pewno. Trzech. I jabłka też by się znalazły, jakby dobrze poszukać. Owoż spożyłyśmy (styl wysoki uznaję w tym momencie za jedyny dopuszczalny):

1. Jako danie główne: kurczaka w porach z ryżem i rzodkiewkami w charakterze surowizny.

2.Jako napitek: wino lekko musujące Lambrusco z darów spóźnionych Gwiazdkowych, w dodatku w prawdziwych kieliszkach, z tychże darów pochodzących.

3. Jako deser: melona.

Delektowałam się tym wszystkim tym bardziej, że jako dyletantka nie brałam udziału w przygotowywaniu, pozorując w zamian gorliwą naukę - moją rolą było uprzątnięcie śladów tej żywieniowej rozpusty. No i ogarnęła mnie błogość, jako że człowiek prymitywnym stworzeniem jest. Wszelkie myśli wyższe odpłynęły w siną dal. Notki o "Truman show" chwilowo nię będzie. Pewnie nsapiszę ją któregoś dnia, kiedy to bogactwem pożywki intelektualnej trzeba będzie przyćmić ubóstwo realnego menu.

Mam za to refleksję uboczną -> chyba niechcący odkryłam dlaczego Norwid, Szopen i inni wielcy artyści największe swe dzieła tworzyli przeważnie w okresie największej nędzy. Ot, musieli się czymś zająć, żeby nie myśleć o głodzie.

Efekt Kapui z kolei, jak wiemy z przykładu wojsk dzielnego Hannibala, miewa na jednostki czy grupy wpływ destrukcyjny. Na szczęście nie będzie miał szans wystąpić,bo takie orgie żywieniowe mają w życiu studentek charakter li i jedynie epizodyczny.

Konkludując - nie zrozumie głodnego syty, bo ich różnią apetyty (także intelektualne).

*Et coniugare, jakby jakieś błędy deklinacyjne w tytule notki wystąpiły, czego nie jestem w stanie wykluczyć:>

22:23, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Komentarze (3) »
sobota, 07 stycznia 2006
Podręcznego zatrudnię od zaraz!

Plecy mnie bolą od pięciogodzinnego ślęczenia nad książką. I nawet nie ma mi kto zrobić relaksującego masażu. Podręcznego zatrudnię od zaraz. BEZ ŻADNYCH WARUNKÓW!!!

Tylko musi to być Hugh Grant:)

No dobra, ewentualnie Paweł Małaszyński:>

21:19, krwawasiekiera , z metra cięte
Link Komentarze (5) »
piątek, 06 stycznia 2006
Epifania

Wzięła i nastąpiła. Gdy otworzyłam dzisiaj jedno kaprawe, niedowidzące oko o godzinie, o zgrozo, trzynastej. Świadomość dobiła się wreszcie do zawartych na solidne sztaby lenistwa pospolitego wierzei mojej mózgownicy. I dostarczyła posłanie mniej więcej tej treści (cytat przybliżony, choć głośno się darła, niedokładnie ją przez opary snu słyszałam):

Jest piątek, szósty stycznia. Do dwudziestego piątego stycznia zostało 19 dni. Książka do kryminologii ma 513 stron. Stron książek do kryminalistyki nawet mi się nie chce sumować, więc powiem w skrócie: BARDZO DUŻA LICZBA. Zdecydowanie nie jest to odpowiednia pora na oglądanie głupich seriali i zaczytywanie się biografią jakiegoś starego, martwego od niemal wieku gryzipiórka. Jest to pora, żeby wziąć dupę w troki. Nie pytaj, która godzina. Odpowiedź brzmi: twoja ostatnia, jeśli chcesz zdążyć.

Poza niewybaczalną herezją (Desperate housewives i Rodzina Soprano nie są przygłupie! Co innego Magda M., ale na szczęście się skończyła:P) jest coś, niestety, na rzeczy.

Kryminologio, przybywam chwycić się z tobą za bary!

UPDATE 18:54 -> 1/5 ksiązki do kryminologii za mną:) Na dziś fajrant. Zaslużyłam, no nie?

14:53, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 stycznia 2006
Złe dobrego początki

Żadne znaki na niebie i ziemi nie zapowiadaly, że to będzie dobry dzień. Wskazywały od samego rana na coś wręcz odwrotnego. Najpierw ledwo wstałam na wykład, bo po wczorajszych dwunastu (tak, 12!) godzinach snu dzisiejsze sześć wydawało się lekko trącić malizną. Kawa nie pomogła. To znaczy pomogła o tyle, że nie zasnęłam przez 135 minut wykładu. Z nieba padało białe rozwolnienie [deszcz ze śniegiem, nie mylić z białym gównem - samym śniegiem:P]. Ale po wykładzie było już tylko lepiej. Śnieg przestał padać, zdobyłam cennego plusa za aktywność na ćwiczeniach z cywila a moja recenzja "Modyfikowanego węgla" została nagrodzona w konkursie Merlina na recenzję tygodnia:D Mam 50 złotych, które MUSZĘ wydać na książki:))))) Kocham taki przymus:D I takie dni.

17:46, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 stycznia 2006
Ku(pa) mięci

Korzystając z dobrodziejstwa zintegrowanej z internetem katedry kryminologii, zaplanowałam byłam resztę sesji zimowej:

1.Chwila ćwierćprawdy: 25 stycznia 2006 etiologia przestępczości

2.Chwila trzech ćwierci prawdy: 30 stycznia 2006 kryminologia

3. Chwila prawdy: 4 lutego kryminalistyka

4.Chwila półprawdy:7 lutego polityka kryminalna

Ferii tymczasem borem lasem nie planuję, coby nie zapeszyć, tfu, tfu, na psa urok.

18:48, krwawasiekiera , Orlątko Temidy
Link Komentarze (3) »
Rolled, rolled & collapsed

I skończyło się rumakowanie...

Mam nadzieję, że teraz może być już tylko lepiej.

Tak, wiem, czyją matką jest nadzieja.

18:41, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 grudnia 2005
Cysarzowi przeciwić się nie lża, a zemsta nietopyrza też może być straszna...

...toteż niniejszym uprzejmie donoszę, że recenzja "Modyfikowanego węgla" by moja nieskromna osoba już zaistniała w odmętach sieci:

http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/420799

Korzystając z okazji, chciałabym zarekomendować inną pozycję, którą dziś skończyłam, a mianowicie kryminał "Skrzynia na złoto" autorstwa Borysa Akunina. Jest to pierwsze moje spotkanie z twórczością tego autora, ale tak udane, że z całą pewnoscią nie będzie ostatnim. Zamysł konstrukcyjny jest prosty i, co tu kryć, niezbyt odkrywczy: młody magister nauk historycznych, członek Brytyjskiego Towarzystwa Królewskiego, Anglik o rosyjskich korzeniach, zafascynowany historią swojego arystokratycznego rodu, jedzie do Moskwy. Nie w celach turystycznych, ale aby odnaleźć drugą połowę testamentu swojego przodka, siedemnastowiecznego kapitana kremlowskich muszkieterów. Na miejscu okazuje się, że dokument w całości to nie testament, ale wskazówki, precyzujące miejsce ukrycia wielkiego skarbu - biblioteki Iwana Groźnego, w której są tomy z czasów Bizancjum. Niestety, nie tylko Nicholas odczytał cały testament i zapragnął odnaleźć skarb...

Równolegle do współczesnego wątku poznajemy losy owego kapitana muszkieterów, Corneliusa von Dorna, który przypadkiem trafia w centrum politycznych intryg i nie raz i nie dwa ledwo uchodzi z życiem, a w dramatycznych okolicznościach odkrywa sekret Liberii Iwana...

Doskonała znajomość zarówno stosunków panujących we współczesnej Moskwie, jak i historii Rosji, pozwala Akuninowi wiernie oddać realia, co, nie mniej niż pełne dowcipu limeryki, uprzyjemnia lekturę. W dodatku zakończenie jest zaskakujące. Nie mniej, niż rozwiązanie zagadki Zamoleusa. A cóż to takiego? Zapraszam do lektury:) 

Rok will roll

Właściwie to zawsze uważałam postanowienia noworoczne za wydumaną bzdurę. To znaczy nie, że ogólnie są bez sensu, tylko że w moim przypadku. Bo generalnie mam słabą silną wolę i dobrze mi z tym. Leniwa jestem do obrzydliwości. Zwyczajnie mi się nie chce, o. Czasem, owszem, coś samo się urodzi, ale wszelkie odgórnie narzucane, nawet przeze mnie samą, normy, łamię, jakby na przekór. No bo co to ja, stachanowiec? Trzymaj formę ponad normę? Not my cup of tea. Que sera, sera. (Ale się prymitywnie chwalę znajomością jenzykuf - słoma mi z butów wystaje, że hej!:P). Ot, na przykład wczoraj, zdarzyło się samo z siebie, że rozmowa, której bałam się od dłuższego już czasu, bo myślałam, że będzie końcem czegoś bardzo ważnego, okazała się nowym początkiem:))) Samo się wyprostowało. CIESZĘ SIĘ. Oby to była dobra wróżba na nowy rok. Bo ten mijający był zdecydowanie nienajlepszy. Ale ma to swoje plusy dodatnie - nietrudno będzie go przebić:D A zatem, plan jednoroczny w ruch. Fajnie będzie za rok (o ile jeszcze będzie istniał ten blog) ocenić wydajność.

WYTYCZNE NORMATYWNE NA ANNO DOMINI 2006

1.Nie dać się. Przede wszystkim samej sobie.

2. Starać się nie odkładać wszystkiego na jutro, bo może nie być jutra:P

3. Utrzymać to, co ważne, nawet kosztem pomniejszych bzdur.

4. Nie tłamsić  niczego w sobie, nie brać spraw na przeczekanie, nie dać sobie wejść na głowę - słowem - asertywną (choć nie chamską) być.

5. Nie jeść tyle słodyczy. I nie pić za dużo.

No, chyba wszystko, co najważniejsze, bo bzdety typu: uczyć się, nie wylecieć ze studiów, oddawać teksty z rozsądnym wyprzedzeniem czy napisać wreszcie coś własnego i tak są bez szans na realizację w praktyce. Pożyjemy, zobaczymy, jak nas naród i partia z tej jednolatki rozliczą.

A ponieważ dzisiaj mamy jeszcze stary rok, zamierzam jeść i pić do woli, bo się nie liczy:P Jako i wy uczyńcie! Miłej zabawy w noc przejścia.

15:52, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Komentarze (2) »
| < Luty 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka