sobota, 05 listopada 2005
Miód, czekolada i gorzka pigułka

OSTRZEŻENIE:WSZELKIE WPISY Z TEJ KATEGORII DOTYCZĄ MNIE IN PERSONAM, W ZWIĄZKU Z CZYM SĄ RACZEJ NUDNE, MAŁO ERUDYCYJNE I BEZNADZIEJNE. W SKRÓCIE - DNO.

No i stało się. Popadłam w nastrój pseudofilozofii dla ubogich. Akurat w jeden z najmilszych wieczorów od naprawdę długiego czasu świat musiał mimochodem przypomnieć, jak beznadziejnie jest urządzony. Jakbym nie wiedziała. Bo właściwie to nie chcę wiedzieć.Ignoruję ten fakt, z uporem godnym zaprawdę lepszej sprawy. A tu figa. To se ne da. Prawda zawsze wyjdzie na jaw. A takich żałosnych pseudoidealistów jak ja zaskoczy zawsze w najgorszym momencie. Mnie dziś zaskoczyła niczym Mefisto niejakiego Twardowskiego w karczmie "Rzym". Tylko nie piłam wódki z kielicha, a miód. Dobry miód. Tym lepszy, że w doborowym towarzystwie. I ni z tego, ni z owego, jakby siekierą przez łeb. Pewne rzeczy zdecydowanie nie powinny się zdarzać. Nigdy i nikomu. Truizmy, truizmy. Złe rzeczy zdarzały się, zdarzają i będą zdarzać - bo nie ma sprawiedliwości.Ale nigdzie nie jest napisane, że muszę się z tym godzić. Choć mój sprzeciw nic nie zmieni, a mój bunt mogę sobie wsadzić ni mniej, ni więcej, a właśnie w rzyć. A jednak nie potrafię z niego zrezygnować. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Pewnie naiwnie. Muszę być naiwna, bo szybko sobie znalazłam pocieszenie. Bez nieszczęść nie docenialibyśmy szczęścia. Kiepskie pocieszenie, ale, z braku większej ilości miodu, lepsze takie niż żadne. I tak właśnie działa mój mały teatrzyk.Show must go on.

22:16, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 listopada 2005
Jak wiedźmin podążył za białym królikiem

Z braku własnych oryginalnych i powalających pomysłów param się, rzecz jasna tymczasowo i między innymi, zacnym gatunkiem fanfiction.Z czym to się je? Jest to, jak sama nazwa wskazuje, fikcja tworzona przez fanów. Przy czym pod określeniem "fani" kryją się literackie formy pasożytnicze kradnące danemu autorowi jego wykreowane w pocie czoła uniwersum, bohaterów i bezczelnie robiące w tymże uniwersum własny bajzel. Takąż niedźwiedzią przysługę byłam (nie)uprzejma wyświadczyć Andrzejowi Sapkowskiemu moim fanfikiem zatytułowanym "M jak MISJA". Fanfik co prawda bije głównie w niesławnej pamięci szczerial, to jest, przepraszam, serial, który z twórczością pana Andrzeja łączą li i jedynie imiona bohaterów...Ale dlaczego właściwie ja się tłumaczę? Kto chce wiedzieć, co łączy Geralta z Rivii z niejakim Neo Reevesem, niech sam sprawdzi - zapraszam.OSTRZEŻENIE: bez znajomości opowiadań Andrzeja Sapkowskiego ze zbiorów "Ostatnie życzenie" i "Miecz przeznaczenia" oraz, pożal się Wielka Melitele, "dzieła" kinematografii rodzimej, jakim jest serial "Wiedźmin", tekst staje się, delikatnie mówiąc, niezrozumiały.

http://siekierka.blox.pl/resource/M_jak_Misja.doc

21:06, krwawasiekiera , moja grafomania
Link Dodaj komentarz »
Piraci z Karaibów po polsku

Znacie kapitana Jacka Sparrowa? Ja znam i podziwiam, za brawurę i fryzurę, niekoniecznie w tej kolejności. Dzisiaj zaczęłam lekturę najnowszej powieści Marcina Mortki "Karaibska krucjata. Płonący Union Jack". I jej główny bohater wydaje się być bliskim krewniakiem krewkiego Jacka, mimo że nazywa się Billy O'Connor. Już chłopaka lubię:) Od chwili, kiedy wyrzucił za burtę swojego kapitana - wyjątkowego dupka, lubię go jeszcze bardziej. Sama nie raz i nie dwa mam ochotę na taką radykalną akcję w stosunku do rozmaitych jednostek, tylko:a)nie mam okrętu z czym wiąże się b) nie mam żadnej poręcznej burty, c) większość potencjalnych ofiar jest cięższa i silniejsza ode mnie, więc i tak nie zdołałabym uskutecznić manewru wyrzucania. W tej sytuacji może i lepiej, że zachodzą okoliczności a) i b). Ale zostawmy mnie, która chwilowo sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem, a wróćmy do Billy'ego. Sprytnie wykorzystawszy powstały wakat, przedsiębiorczy ów młodzieniec doszedł do, słusznego skądinąd, wniosku, że jak już szaleć, to na całego i zaabordażował sobie lepszy i nowszy okręt. A to tylko początek jego przygód. Wróżę, że zajdzie wysoko, choć mam nadzieję, że nie na szubienicę. Będę informować o rozwoju sytuacji. A tymczasem hej, ho i butelka rumu!

P.S. Niestety nie mam rumu. Ani nawet herbaty rumowej aromatyzowanej. Ani żadnego alkoholu. Nie tylko w butelce, nawet w naparstku:/ Do stu tysięcy fur beczek zjełczałego tranu, wszystko wskazuje na to, że będę się musiała zadowolić herbatką pod tytułem "melisa z pomarańczą":( Bez cukru. Bo wyszedł.

czwartek, 03 listopada 2005
Najważniejsze pytanie czyli DLACZEGO?

A bo tak mi w duszy grało. Pisać to ja lubię. Umiem czy nie, to już inna sprawa, swoją drogą mocno dyskusyjna. Ale od dyskusji to są fora dyskusyjne. A tu się nie będzie dyskutować, tu się będzie pisać. Ja będę, się znaczy. Jak długo starczy mi weny, chęci i osełka się do cna nie stępi.O czym? O tym i owym, co pod ostrze wpadnie. Notki o sobie, jako szczególnie drastyczne, poprzedzać będę zawsze stosownym ostrzeżeniem:P Nie ponoszę odpowiedzialności za wysokie stężenie jadu, ironii i innych substancji toksycznych w moich wypowiedziach. DROGI CZYTELNIKU! PRZED LEKTURĄ PRZECZYTAJ POWYŻSZE OSTRZEŻENIE LUB SKONSULTUJ SIĘ Z LEKARZEM LUB FARMACEUTĄ! P.S.Tak oto dobry początek mamy już za sobą. Chciałabym jednak pozdrowić jeszcze z tego miejsca mojego byłego profesora od geografii, chociaż nigdy tu nie trafi [tak, czuję, że rymuję] -> zainspirował mnie do zatytułowania mojej debiutanckiej notki, co wiele mówi o ewentualnej przyszłości tego bloga.

18:39, krwawasiekiera , z metra cięte
Link Komentarze (1) »
1 ... 106 , 107 , 108
 
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka