piątek, 16 grudnia 2005
Tony was obroni

Ha! Po ponad dwuipółletnim oczekiwaniu, tęsknieniu i usychaniu, dotrwałam tego wielkiego dnia. Dokładnie rzecz ujmując, wczorajszego. Godziny tradycyjnie zgoła barbarzyńskiej, bo 23:30, ale nicto. Ważne jest, że STAŁO SIĘ. "Rodzina Soprano" i jej absolutnie unikalny boss Anthony (dla rodziny Tony) powrócili! To znaczy do ludzi, którzy są pozbawieni dobrodziejstwa HBO i zdani na łaskę i niełaskę TVN, a w których poczet się zaliczam.

Jako że to czwarty bodaj sezon, polecanie komuś, kto poprzednich nie zna, jest z gruntu pozbawione sensu. Ale zdecydowanie polecam nieobeznanym zapoznanie się. Pierwsze sezony mają ten niebagatelny walor, że występuje w nich matka Ton'ego (później odtwarzająca ją - fenomenalnie - aktorka niestety zmarła). Generalnie jest to, jak sam tytuł wskazuje, saga rodu mafijnego. Ród ma nietypowego cappo di tutti cappi, pozbawionego autorytetu w domu, mającego liczne problemy z żoną, dziećmi i samym sobą. Uczęszczającego na psychoterapię, karmiącego kaczki i mordującego ludzi z zimną krwią.  

Czyż nie brzmi smakowicie? Powiadam wam, czułam się wczoraj jak Tantal, któremu w końcu pozwolono zerwać jabłko.

System Eliminacji Studentów Jest Aktywny
Sesję w dniu dzisiejszym o godzinie 11:55 rozpoczęłam. Tak zwaną "zerówką" (nazwa nie ma żadnego związku z miłościwie nas strzegącym Ministrem Sprawiedliwości:>) z przedmiotu pod wszystko mówiącym tytułem "Dzieje parlamentaryzmu polskiego". Pochlebiałam sobie, że umiem. W sumie żadne pytanie mnie nie zaszokowało. Kilka tradycyjnie spaliłam przez głupotę. Kilku innych błędów pewnie nie dostrzegłam. Ale powinnam zdać. O ile skaner odczyta granatowy atrament, bo inaczej może być ciężko:P Tak to jest nie mieć czarnego (niewyschniętego) długopisu. A mówią, że wiedza wystarczy:> Figę tam.
13:56, krwawasiekiera , Orlątko Temidy
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 grudnia 2005
Szatańsko bezczelna kryptoreklama

Otóż Wirtualna Polska zamieściła kolejną moją recenzję, tym razem "Szatańskiego interesu" Tomasza Pacyńskiego, autora szczególnie mi bliskiego, który, niestety, niczego więcej nie napisze. Recenzja jest szczera, choć z natury rzeczy subiektywna. Chętnych zapraszam do lektury:

http://ksiazki.wp.pl/katalog/recenzje/rid,36739,recenzja.html

Przy okazji chciałabym gorąco polecić wszystkim inne książki Packa, to jest:

1. Przede wszystkim cykl Sherwoodzki, twórczą interpretację dalszych losów banitów osieroconych przez Roberta z Locksley. Docelowo cykl miał być trylogią w czterech tomach (trzecia część, Wrota Światów, została podzielona). Niestety, Pacek nie zdążył ukończyć pracy nad ostatnim tomem. Co wżadnym stopniu nie umniejsza wartości pozostałych części. Mnie najbardziej podobała się "Maskarada", a z postaci Claymore Ramirez, najemny morderca z zasadami:)

TOM I "SHERWOOD" http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/330727

TOM II "MASKARADA" http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/332087

TOM III PART I "WROTA ŚWIATÓW. ZŁA PIOSENKA" http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/332087

2. Wcześniejsze przygody teamu M&M (Matylda&Morozow) czyli

"LINIA OGNIA" http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/393923

ubaw po pachy gwarantowany:)

12:22, krwawasiekiera , moja grafomania
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 grudnia 2005
Tu leży wieszcz. Przechodniu, nie szcz.

Mickiewicz Adam wielkim poetą był, jak każde dziecko wie. Pomniki ma i ulice. Komentowany jest i trawestowany. Nawiązują do niego mniej lub bardziej twórczo, częstokroć kontrastowo. Na takie przeciwstawne nawiązania natrafiłam ostatnio i mnie wzięły i urzekły. A że nie jestem wredną egoistką,[dziś wyjątkowo] to się podzielę. Niech stracę:>

1. Fragment wywiadu-rzeki udzielonego Stanisławowi Beresiowi przez Sapkowskiego Andrzeja:

Stanisław Bereś:W pana prozie nie ma państw niewinnych, każde jest unurzane w jakiejś podłości lub złu.trudno tego nie dostrzec w kraju, który wyprodukował utopię Polski niewinnej i ukrzyżowanej.Czy to oznacza Pana rezerwę wobec mesjanizmu i roli, jaką pełniło w naszej historii wyobrażenie Polski jako Chrystusa Narodów?

Pytam, bo kiedyś młody historyk francuski zagadnął mnie, w publicznej debacie na temat polskiego mesjanizmu, czy wiem, co w cywilizowanych krajach robi się z facetami, którzy twierdzą, że są Chrystusem. Ja mu na to, że zamyka się ich w maisons de fous, ale co zrobiłby z całym narodem, który tak uważa? On na to bezceremonialnie "Zakład musi być odpowiednio większy". Czy Pan także uważa, że ta ofiarnicza filozofia kwalifikuje nas, Polaków, do domu wariatów? I czy już się z niej wyleczyliśmy?

Andrzej Sapkowski: Pan przesadza i Francuz przesadza. Wystarczy maison de fous całkiem standardowych rozmiarów.Lub kilka takich maisons. Nieduża, acz obejmująca terytorium sieć.Znikoma albowiem część narodu polskiego wyznaje ofiarnicze przekonanie o byciu narodem wybranym. Większość - ta rozumna i w związku z tym do domów wariatów się nie kwalifikująca - zdała sobie już dawno sprawę, że żaden z nas Mesjasz, żaden Winkelried, ba, nawet za pawia i papugę robić nie możemy,będąc zdecydowanie za mało kolorowi i interesujący. Wszyscy przytomni ludzie dostrzegli już, że we wsi zwanej Europą jesteśmy za stodołą. A nasz mesjanizm, nasz winkelriedyzm, jeszcze dalej - za tym mianowicie przybytkiem, który za stodołą stoi, a w drzwiach  serduszko ma wycięte.I dorze zresztą, że tam jest - bo tam jego miejsce.

2.Utwór, że tak powiem, poetycki, przez niektórych wierszem zwany:

***

     Mija 150 lat od śmierci Mickiewicza.

Duch (śmiejąc się) A wiesz ty,

co będzie z Polską za lat dwieście?

wiem widzę Adamie

mój pierwszy człowieku

wiem widzę czuję

serce mi się ściska

"serce mi się kraje"

tak po staroświecku

"powiedz moim dzieciom

niech się kochają

między sobą"...

To był Twój testament

ale dzieci

nie kochają się

ludzi świat siebie ohydzą

utraciwszy rozum

plwają na siebie i żrą jedni drugich!

ze Stambułu ze smutnego domu

z izby bez światła płynie twój szept

"niech się kochają"

szept płynie zamiera

nie doszedł do nas

do naszego Domu

boli mnie serce staje

ocknąłem się

jaka cisza wkoło

"niech się kochają"

już zwietrzałe słowa

od lat dobiegają z Rzymu

ze Stambułu do Polski

powoli słabną

zamierają

nowych ust szukają

które to powtórzą

ale gdzie ukryć łzy

co zrobić ze łzami

w listopadzie

najlepiej ukryć łzy

w uśmiechu

uciec z duszą na listek

                                 Listopad 2005

A teraz trzy zagadki. Wszystkie banalne. 1)Która wypowiedź jest wam bliższa? 2) Kto jest autorem wiersza? 3) Ile nawiązań i do jakich utworów wieszcza zawierają przytoczone teksty?:P Miłej zabawy:)

sobota, 10 grudnia 2005
Ja, masochistka

Jestem zdegustowana własną postawą.To nie tak miało być, zupełnie nie tak. Miałam wstać wcześnie rano, rześka jak skowronek, zasiąść do nauki, uwinąć się ze stustronicową partią podręcznika do historii doktryn politycznych i prawnych, rzucić okiem na zdobyte wczoraj cudem kompletne notatki z wykładów "Dzieje prlamentaryzmu polskiego" - to, lekko licząc, do 14-ej. Następnie miałam napisać jedną recenzję, której nie napisałam wczoraj (na warsztacie "Żaba" Małgorzaty Musierowicz). A później zacząć czytać kolejną książkę do zrecenzowania, bo tyły mam straaaaszliwe.ALE...

Wstałam o 11:25. Zanim doprowadziłam się do stanu używalności, zrobiła się 13. Zamiast wpaść w panikę, przywdziać włosienicę, chwycić dyscyplinę i wymierzywszy sobie zasłużoną ze wszechmiar karę wziąć się do pracy w dwójnasób intensywniejszej co zrobiłam?

Może się wam to wydać straszne, ale taka jest prawda. Udałam się do księgarni Hetmańskiej. Gdzie oczywiście zachorowałam z miejsca na kilka(naście) książek, które BARDZO bym chciała, a nie będę miała. Czujecie? Jeśli jeszcze nie poczuliście, naszkicuję wam moją sytuację. Na parapecie okiennym na przeczytanie czekają:

1) Sapkowski&Bereś "Historia i fantastyka".

2) Marcin Wroński "Tfu, pluje Chlu czyli opowieści z Pobrzeża".

3) Mika Waltari "Rzymianin Minutus"

4) Tenże, "Mój syn Juliusz"

5) Frank Herbert "Diuna" (POŻYCZONA)

6) Neal Stephenson "The Confusion" (POŻYCZONA) - drugi tom cyklu barokowego, jako, że, w przeciwieństwie do "Żywego srebra", nie wyszedł jeszcze po polsku, od razu zachorowałam na wersję angielską i wydarłam ją K. alias Nieśmiałej Krainie Łagodności - pozdrawiam:) Rzecz liczy, bagatelka, 810 stron, a że w lengłydżu czytam 2 razy wolniej->1620

7) JRR Tolkien "Hobbit" - wersja francuska, której nie miałam czasu przeczytać od sierpnia.

8) Krzysztof Piskorski "Wygnaniec" zakupiony w pierwszych dniach listopada.

9) Arturo Perez-Reverte "W cieniu inkwizycji"

Że o najnowszej "Polityce" nie wspomnę.

NA ZRECENZOWANIE CZEKAJĄ PRZECZYTANE WCZEŚNIEJ:

1) Joanna Fabicka "Seks i inne przykrości"

2) Marcin Mortka 'Karaibska krucjata. Płonący Union Jack"

3) Małgorzata Musierowicz "Żaba"

W DOMU, NA ŚWIETA, CZEKAJĄ:

1) Umberto Eco "Tajemniczy płomień królowej Loany"

2) Jerzy Pilch "Rozpacz z powodu utraty furmanki"

3) Janis Joplin. Żywcem pogrzebana.

A i pod choinką, jak zwykle, znajdę kilka książek. Bo takie prezenty najbardziej mnie uszczęśliwiają.Kto mnie zna, ten to wie.

Nie czytam ani nie recenzuję, bo nie mam czasu. Jak już czas znajdę, to się powinnam uczyć. Bo tak jakby w piątek, a następnie we wtorek mam egzaminy. A mimo to chodzę do księgarni i jestem nieszczęśliwa, bo chcę książki. Co można powiedzieć o takim człowieku? To znaczy oprócz określeń powszechnie uznawanych za obelżywe?:I dotyczących stanu zdrowia psychicznego?:P

M jak MASOCHISTKA.

20:48, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Komentarze (3) »
piątek, 09 grudnia 2005
Ogórek kiszony czyli zabójcza broń 5

Dzieje parlamentaryzmu polskiego, wykład.

O Michale Korybucie Wiśniowieckim: Miał jeden talent, do języków. Podobno znał ich aż osiem. Tylko cóż z tego, skoro w żadnym z nich nie miał absolutnie nic do powiedzenia?

A wiecie, jak umarł? Przejadł się ogórkami kiszonymi.

Syn Wielkiego Jaremy, "Piast"...ROTFL roku. Od razu mi się "Ostatni bohater" Pratchetta przypomniał:D Kto czytał, ten wie, dlaczego. Kto nie czytał, temu przy okazji polecam:)

14:41, krwawasiekiera , Orlątko Temidy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 08 grudnia 2005
Publicystycznie

Kiedyś zastanawiałam się, jak to możliwe, że Sienkiewicz jest obecnie tak nielubiany przez moich rówieśników, którzy, słysząc miano mojego ulubionego pisarza, zazwyczaj pukają się wymownie w czoło lub, jeśli są subtelniejsi, tylko nieznacznie acz znacząco wznoszą brwi. Wyszło mi z tych rozważań coś na kształt felietonu.

SIENKIEWICZ – PRZEGRANY BEZ BITWY” – krótka refleksja o współczesnej recepcji twórczości.
 
 
            Jest miłość trudna – pisze ksiądz Jan Twardowski. Słowa te jak ulał pasują do uczucia, jakim darzę twórczość niejakiego Litwosa, szerzej znanego jako Henryk Sienkiewicz. Gdy jako swoją ulubioną książkę wymieniam „Trylogię” tegoż autora, ludzie bledną, nieznacznie się odsuwają, ( a może to, nie daj Boże, zaraźliwe?!)  robią dziwną minę, lub otwarcie pukają się w czoło. Rodzina i przyjaciele po kilku bezowocnych próbach terapii pogodzili się z faktami, zgodnie ze znaną dewizą „co głupie, to nieuleczalne”. Ponieważ nie odpowiada mi proste wyjaśnienie, że rzeczywiście jestem chora (mechanizm zaprzeczenia), postanowiłam niniejszym zastanowić się nad przyczynami tak zgodnej, przywodzącej na myśl pieski Pawłowa, reakcji społeczeństwa na hasło SIENKIEWICZ.
           
PRZYCZYNA PIERWSZA – ETYKIETKA CZYLI DLACZEGO WARTO WAŻYĆ SŁOWA?
Zacznijmy, wbrew logice (chorzy mają pełne prawo bredzić), od końca. Tak oto kończy się ten szereg książek, pisany w ciągu wielu lat, w niemałym trudzie , dla pokrzepienia serc  - czytamy na ostatniej stronnicy „Pana Wołodyjowskiego”. Koniec powieści, początek dramatu. Tak to się zwykle  kończy, jak człowiek ma ambicje na błyskotliwy finish – katastrofalną wpadką w szambo po same uszy. Wątpię, czy autor w pełni zdawał sobie sprawę, co robi, pisząc te słowa. Gdyby tak było, wykreśliłby je. Ja wiem, że człowiek, który zapełnił ponad 2000 stron mniej lub bardziej udanymi zdaniami i tym samym uczciwie zapracował na chleb, może się w pewnym momencie poczuć znużony – ale mógłby wtedy pójść za radą, która wszak wyszła spod jego własnego pióra: „Kończ waść, wstydu oszczędź”...
            Jak powiadają filozofowie, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, a co się stało, to się nie odstanie – tym niemniej włos mi się na głowie jeży, ręce opadają i serce się kraje, kiedy widzę, że „Trylogię”, której niezaprzeczalnie największą zaletą jest piękny, potoczysty styl, sprowadza się na różnych akademiach ku czci, w podręcznikach, w idiotele – do tego jednego hasła, pięknego, porywającego, patriotycznego etc. –  na zasadzie – krótkie, wpadające w ucho, nieskomplikowane interpretacyjnie – ergo , idealne do celów marketingowo-rocznicowych, w dodatku (największy plus) – mówi nam, co pisarz miał na myśli, gdy zapisywał tom za tomem, zdejmując z nas niemiły obowiązek czytania tychże. Cóż z tego, że Zagłoba znacznie częściej niż o ginącej ojczyźnie myślał o kolejnym antałku miodu, a Bohun z miłości gotów był wyprzeć się własnych korzeni i aby móc kochać, wzdychał melancholijnie: „Żeby ja był Lach”, a Wołodyjowski szukał głównie okazji do popisania się swym szermierczym kunsztem, nie bardzo dbając o okoliczności (vide: elekcja w OiM)? Ani o tych trzech, ani o żadnym innym bohaterze cyklu ostatnie zdanie nie wspomina – czyżby nie istnieli? Dywagować sobie można, ale święty Boże nie pomoże, gdyż przyzwyczajenie jest drugą naturą,  powtarzanie matką nauki, a Polak, odpowiednio zmotywowany, potrafi – hasło: SIENKIEWICZ - odzew: KU POKRZEPIENIU SERC
( nasuwa się tu refleksja o tych, których matką jest nadzieja, ale przecież lekarz zabronił mi się denerwować...). Mógł Sienkiewicz napisać :dla pieniędzy, z nudów, dla sławy tudzież chwały – ale czasy były trudne , wytyczne dla twórców jasne i przeraźliwie monotematyczne – który wydawca by mu to puścił? A jedyny żywiciel rodziny musi dbać o dzieci...no to pokrzepił, a sam siebie, po Gombrowiczowsku, upupił. (Gombrowicz nazwał pana S. „szkodnikiem wyobraźni narodowej” i „pierwszorzędnym pisarzem drugorzędnym”, ale mu wybaczam, bo poza tym pisał dorzecznie).
 
PRZYCZYNA DRUGA – NGRODY, ZASZCZYTY I INNE HONORY, CZYLI KRÓTKI INSTRUKTAŻ PIŁOWANIA GAŁĘZI,  NA KTÓREJ PISARZ SIEDZI
           
Jako że już odzyskałam względną równowagę psychiczną, przejdźmy dalej. Noblistów, na nasze szczęście, nie mamy w Polsce zbyt wielu. Na własne nieszczęście, Sienkiewicz został jednym z nich. Zachciało mu się uniwersalne problemy podejmować, no i gdzie swoim Quo vadis? zaszedł? Do Sztokholmu na jeden dzień, do kolejnej „szufladki” na zawsze, a nieco później na listę lektur szkolnych. No, bo jak to tak: świat docenia, a rodacy pomijają? Nie może to być! Uhonorować trzeba! A czyż może być większy zaszczyt niż miejsce na liście lektur obowiązkowych? Wszak czym skorupka za młodu...
Skorupka za młodu nie jest jednak zbyt potulna, miast nasiąkać, odtrąca, bo dojrzewanie to okres buntu, więc nie wypada robić niczego, co każą. Zwłaszcza czytać tego, co każą. A już jak inkryminowana pozycja jest dłuższa od „Naszej szkapy”, to mowy być nie może o kompromisie i ustępstwach. Powszechnie zaś wiadomo, że nic bardziej nie obrzydza książki, zwłaszcza nieczytanej , niż ulubiony przez służących polskiemu systemowi edukacji sprawdzian z „treści” , nie daj Boże, z treści nieobjętej bry...pomocami naukowymi. Taki niedostateczny, oczywiście niezasłużony, głęboko odbija się na psychice dziecięcia i sprawia, że nigdy nie naprawi ono swojego błędu – przeciwnie, budzącą przykre wspomnienia twórczość do końca swoich dni będzie omijać szerokim łukiem. Właściwie nic w tym dziwnego...Będzie wolało poczytać książki nienapiętnowane mianem „lektur”, dla przykładu autorstwa takiego Sapkowskiego. Ówże Sapkowski w gronie swoich literackich autorytetów przyznaje Sienkiewiczowi poczesne miejsce. Ten, którego tak lekko się czyta, czerpie z Sienkiewiczowskiej frazy garściami. Ale Sapkowski jest na topie i „trendy” tudzież „cool”, a  „Potop” to „cegła”, w dodatku drętwa.
Dewiza audiatur et altera pars nie bez przyczyny jest od wieków fundamentem prawa. Ale Sienkiewicz nie może być wysłuchany, gdyż niemal nikt go dzisiaj nie czyta. Jak więc ma się bronić: stylem, którego nikt nie zna? W mojej klasie, tak zwanej „humanistycznej”, na 32 osoby „Potop” przeczytały trzy. Na nic się zdały pochwały tej trójki – mocno zakorzeniony w świadomości ogółu stereotyp „Sienkiewicz =chała” był potężniejszy nawet od murów niezdobytej Częstochowy. Noblesse oblige, ale po co tracić czas i zdrowie na czytanie, jeśli można obejrzeć? Wszak film też jest sztuką, czyż nie? Ale o tym za chwilę. Inna alternatywą są różnej maści streszczenia, jakże ekonomiczne czasowo. Mniejsza o fakt, że można w nich przeczytać rewelacje typu: Kmicic był narzeczonym Herakliusza Billewicza na mocy jego testamentu (AUTENTYK). Koleżanka kiedyś z całkowitą powagą zapytała mnie, czy Bogusław Radziwiłł był gejem (nie do końca pojęła istotę relacji między min a Sakowiczem)  Więcej przykładów nie przytoczę, bo znowu mi się poziom adrenaliny w organizmie podniesie.
 
PRZYCZYNA TRZECIA – JEST TAKI ZWYCZAJ W TYM KRAJU, ŻE GDY KTO KONA, TO MU NAJBLIŻSI KREWNI PODUSZKĘ SPOD GŁOWY WYSZARPUJĄ, ABY ZAŚ SIĘ DŁUŻEJ NIE MĘCZYŁ, CZYLI EKRANIZACJE
 
Leżącego się nie kopie, ale humanitarnie i w dobrym tonie jest go  dobić, jeśli znajduje się już w stanie krytycznym. Stąd zapewne idea przeniesienia Trylogii (że o Quo vadis? i W pustyni i w puszczy nie wspomnę, żeby nie używać słów powszechnie uznanych za obelżywe) na ekran. Niejaki Jerzy H. Marzył o zekranizowaniu Trylogii od dzieciństwa. Nie mam nic przeciwko realizowaniu marzeń, a nawet egoistycznie przyznam, ze chciałabym urzeczywistnić kilka własnych , ale...
Reżysera H. urzekła plastyczność opisów Sienkiewicza,  wyjątkowość jego dialogów, pełne życia postaci, które wykreował – nic dziwnego, mnie też to wszystko urzekło. Ale czy reżyser H. (nie jestem w stanie napisać pełnego nazwiska...) pomyślał o konsekwencjach swojego czynu? Stworzył jeden dobry film, i to na podstawie najsłabszej moim zdaniem książki (Pan Wolodyjowski), jeden znakomity (Potop) i jeden, którego nie można, niestety, określić inaczej niż gniotem...a tym samym zadał Sienkiewiczowi – pisarzowi decydujący cios – jeszcze bardziej przetrzebił, i tak już nieliczne, grono jego czytelników. Ekranizacja ma to do siebie, że nie może zawierać wszystkich wątków – wiele znakomitych postaci w ogóle nie zaistniało na ekranie, setki błyskotliwych kwestii nie zostały wypowiedziane, nastąpiły typowo komercyjne modyfikacje fabuły – takimi prawami rządzi się film, a przede wszystkim biznes.  Ale znowu to, co w Sienkiewiczu najlepsze, jego największa siła ( będę to podkreślać do znudzenia – taka niegroźna mania) , czyli styl w pełnej krasie, nie ujrzało światła dziennego. I nie ma w tym nic dziwnego, bo styl  literacki jest ex definitio  nieprzekładalny na język filmu. Obejrzawszy film, statystyczny widz zna zarys fabuły, ale o rzeczywistym kunszcie Sienkiewicza nie ma zbyt wielkiego, mówiąc eufemistycznie, pojęcia. I  nie będzie miał, bo po czorta czytać, jak się zna zakończenie? Czego nowego można się dowiedzieć? Ot, paru nieistotnych szczegółów...na przykład, że Sienkiewicz wielkim pisarzem był.
Jest w „Potopie”  jeden fragment, który idealnie wręcz pasuje do omawianego zagadnienia. Jest to odpowiedź Zagłoby na wywody Wołodyjowskiego, że do wygrywania bitew niezbędne jest wykształcenie: Postaw mi tymczasem najmądrzejszego inżyniera Szweda czy Niemca, a ja przeciw niemu Rocha postawię, który ksiąg nie wertował, i obaczym.  Roch bez wątpienia rozwaliłby inżynierowi naładowany wiedzą łeb jednym ciosem swojej potężnej pięści, dzięki sile której został oficerem. Przykro mi to stwierdzić, ale Sienkiewicz przewidział tym samym rezultat bitwy, będącej przedmiotem moich rozważań – tj. swoją klęskę. Niewiele się zmieniło – Roch Kowalski ksiąg nie wertował, Jan Kowalski też tego nie czyni, więc nawet by nie wiedział, że go obrażam, gdybym go kpem nazwała,a piszący księgi, w dodatku „niepopularne” przegrywają bez bitwy. 
Ponieważ popadam w tanie moralizatorstwo, którego nie znoszę niemal tak bardzo, jak moi rówieśnicy Sienkiewicza, a pora kolejnej dawki leków uspokajających nieuchronnie się zbliża...to już jest koniec – że zacytuję powszechnie lubianego Sienkiewicza. Kubę. Pod żadnym pozorem nie mylić z Henrykiem.
 

To już cały wiek...

Jutro Harold Pinter odebrałby literacką nagrodę nobla. Nie odbierze ze względu na stan zdrowia. Mimochodem uświadomiłam sobie, kto odbierał tę samą nagrodę sto lat temu. Otóż Henryk Sienkiewicz. Mój literacki guru, bożyszcze czczone nieprzerwanie od siedmiu lat, odkąd po raz pierwszy przeczytałam Trylogię. I zrozumiałam, że nigdy nie będę umiała TAK pisać. Mimo to, jak to głupi podlotek, postanowiłam spróbować. I tak powstało najdłuższe, jak dotychczas, dzieło mojego życia. Niepowtarzalne Jaśniepanasienkiewiczowskie Kawałki Apokryficzne. Na potrzebę swojej rozbuchanej wyobraźni stworzyłam uniwersum, do którego bezceremonialnie przeniosłam ulubionych bohaterów. Zapraszam chętnych do SIENKIEWICZOWA:

http://siekierka.blox.pl/resource/SIENKIEWICZOWO_part_one.doc

http://siekierka.blox.pl/resource/SIENKIEWICZOWO_part_two.doc czyli odcinek świąteczny - niebawem na czasie:D

http://siekierka.blox.pl/resource/SIENKIEWICZOWO_part_three.doc

http://siekierka.blox.pl/resource/Chrzciny_albo_Szekispir_w_Sienkiewiczowie.doc

http://siekierka.blox.pl/resource/Wiedzmin_w_Sienkiewiczowie_part_one.doc

http://siekierka.blox.pl/resource/Wiedzmn_w_Sienkiewiczowie_part_two.doc

19:31, krwawasiekiera , moja grafomania
Link Dodaj komentarz »
A kto umarł, ten nie żyje

Wykład z cywila.

Prowadzący:W polskim prawie nie ma istytucji śmierci cywilnej. Jak ktoś żyje, to żyje.

:P

18:29, krwawasiekiera , Orlątko Temidy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 grudnia 2005
Santa Claus was here

Zawitał, a jakże , chociaż pewnie nie zasłużyłam, bo wredna jędza ze mnie. Ale Miki dobry jest, wie, że taka już moja uroda. Przyniósł:

1.ZESTAW "NAJWIĘKSZE MARZENIE STUDENTA" to jest:

->gołąbki (sztuk ilość bliżej nieokreślona, częściowo skonsumowane przed przeliczeniem)

-> słoik sałatki warzywnej (klasyka i poezja smaku)

->kabanosy

->pierogi ruskie

->kotlety mielone

->rolady drobiowe

Tak, dobrze zgadliście. Mama przyjechała. Jedzenia do świąt nie zabraknie:)

2. Stanisława Beresia wywiad-rzekę z Andrzejem Sapkowski pt. "Historia i fantastyka" oraz Miki Waltariego "Rzymianina Minutusa" - ale to teoretycznie nie Miki, tylko "praca" mi przysłała. W cudzysłowie, bo recenzowanie to sama przyjemność. Więc można przyjąć, że to jednak Miki incognito:)

3. Najnowszy tom "Jeżyciady" Małgorzaty Musierowicz pt. "Żaba" (jestem dziecinna and proud of it! Poza tym nawet jeszcze za bardzo nie mogę się dopaść, bo Mama mi wyrwała:P) za pośrednictwem współlokatorki!

Książki i żarcie - cała prawda o moich priorytetach wyszła przy okazji:> Cóż, trzeba jej spojrzeć w oczy, póki się ich jeszcze czytaniem do reszty nie zajechało:D Tylo rózgi, mimo intensywnych wysiłków, nie udało mi się znaleźć. Dziwny jest ten świat...

A Wam co przyniósł Święty Mikołaj/Dziadek Mróz/Pere Noel? Tylko nie mówcie, że w niego nie wierzycie, bo się zemści za rok, kłamczuchy!

20:15, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Komentarze (3) »
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
To stay sharp
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka