niedziela, 29 stycznia 2012
Kilka zaległych impresji
Detroit 1-8-7 - policyjny z 2010, dobry, ciekawy, nieszablonowy, ze świetnymi aktorami (m.in) z Rodziny Soprano (Imperioli) i Nowojorskich gliniarzy (McDaniel), perspektywiczny, z biegiem sezonu zyskujący na jakości...oczywiście, skasowany po pierwszym sezonie:/ Oglądało się bardzo dobrze i szkoda, ale cóż, nie pierwszy to irracjonalny cancel i nie ostatni. 8/10 Touching evil (3 sezony, ale po kilka odcinków) - kolejny brytyjski z Robsonem Greenem, tym razem w roli policjanta. Sylwetka i problemy bohatera szablonowe, za to fabuły bardzo ciekawe. No i najważniejsza zaleta - będący bezpośrednią pochodną jakości scenariusza i aktorstwa klimat, który wręcz można kroić nożem. 7/10 Black mirror - trzy odcinki, z których każdy ma obnażać zgniliznę moralną współczesnego społeczeństwa w sposób szokujący. Do pewnego stopnia się to udaje, choć właściwie serial nie mówi o ludziach nic nowego, więc nie jest tak rewolucyjną rewelacją, jak się po wyczytanych tu i ówdzie ekstatycznych zachwytach spodziewałam. Niemniej, niewątpliwie pomysły są ciekawe (ten zaprezentowany w drugim odcinku może najmniej, gdyż finał dał się przewidzieć z ogromnym wyprzedzeniem) i skłaniają do refleksji. Zatem obejrzeć niewątpliwie warto. 7,5/10 The jury (2011) - próba refleksji nad wadami i zaletami instytucji ławy przysięgłych i jej wpływu na brytyjski proces karny. Pomysł bardzo ciekawy, perspektywa narracyjna - z punktu widzenia poszczególnych przysięgłych, których sylwetki wymyślono interesująco różnorodnie - również. Aktorstwo świetne (m.in. w roli adwokat oskarżonego Julie Walters), sprawa ciekawa i mocno współczesna (oskarżony o seryjne zabójstwa kobiet poznanych na internetowym portalu randkowym, skazany, po apelacji sąd skierował sprawę do ponownego rozpoznania). Słowem, same zalety, i tylko zakończenie większości wątków poszczególnych postaci niepotrzebnie skopane 6,5/10. Ale obejrzeć moim zdaniem warto.
wtorek, 24 stycznia 2012
Najbardziej oczekiwane 2012
Z braku materiału na merytoryczną literacką notkę (nie chcielibyście czytać moich przemyśleń o Darze, bo nie okazał się - wbrew pewnym przesłankom - wystarczająco kiepski, by go malowniczo zrównać z ziemią, a przesadnie dobry też nie jest; zaś w The blade itself, na które pozwalam sobie tylko w weekendy, dotarłam zaledwie do połowy) zdecydowałam się na szybkie zestawienie najbardziej oczekiwanych przeze mnie tegorocznych premier. Z których zapewne co najmniej połowa, wbrew zapowiedziom wydawców, ostatecznie się nie ukaże, ale co tam. 1. Neal Stephenson Reamde (2011) - co prawda mam jeszcze do nadgonienia Zamieć, Diamentowy Wiek i Zodiac, ale to mi nie przeszkadza wyczekiwać polskiego przekładu najnowszej pozycji:) 2. Dan Simmons Drood (2009) - obsuwa się i obsuwa Dickensowska powieść kolejnego z moich mistrzów, a szkoda, bom jej okrutnie ciekawa. 3. Terry Pratchett Snuff (2011) - niech złe języki mówią, co chcą, ja wierzę, że sir Terry ciągle w formie, po W północ się odzieję nie mam podstaw, by w niego wątpić. Ale szkoda mi pieniędzy na angielski hardcover, bo mam tyle czytelniczych zaległości, że zanim zdążę przeczytać, polski przekład niewątpliwie się ukaże. 4. Scott Lynch Republic of thieves (jeszcze niewydana) - no właśnie:/ Co nie przeszkadza mi na nią czekać, bo naprawdę, podobnej czytelniczej przyjemności co Niecni Dżentelmeni mało co mi w ostatnich latach dostarczyło. Mam nadzieję, choć jest ona coraz to wątlejsza, że autor upora się ze swoimi poważnymi problemami zdrowotnymi i odda nam, czytelnikom, Locke'a i kompanię. 5. Matthew Woodring Stover Caine's Law (3 kwietnia 2012) - jeśli mowa o podobnej jakości rozrywki, co przy Lynchu (choć cykle b. różne), to Akty Caine'a pierwsze przychodzą mi na myśl. Polska premiera podobno jeden czy dwa dni po angielskojęzycznej, byłoby pięknie:) 6. Mike Carey Szósty tom przygód Feliksa Castora (jeszcze niewydany) - co prawda chyba jest jakaś obsuwa, bo miał się ukazać pod koniec 2011 roku, ale czekać mi to nie przeszkadza:] 7. Gail Carriger Heartless (2011)& Timeless (marzec 2012) - czyli kolejne przygody Alexii&co - nic nie poradzę, samą mnie zaskoczyło, jak mocno "kupił" mnie Protektorat parasola. To bym sobie raczej bez trudu łyknęła w oryginale, ale por. uwaga przy punkcie 3. 8. Jo Nesbo Phantom (sierpień 2012) - czyli Harry'ego H. perypetii z kryminalistami i nierównego boju z Jimem Beamem ciąg dalszy. Żeby tylko seria się nie zrypała. I tak "spod dużego palca" to chyba wszystko, na co czekam najbardziej (bo skoro nic więcej nie przychodzi mi do głowy, to widocznie nie czekam na to wystarczająco mocno:). A wy? Czego wyglądacie? Może uzupełnię swoją listę:) Tagi:
książkoholizm
zapowiedzi
12:02, krwawasiekiera ,
O literaturze małej i dużej
Link Komentarze (10) »
wtorek, 17 stycznia 2012
Dziewczyna z tatuażem
Idę dzisiaj, po seansie uzupełnię tę notkę. Wstępnie trochę się martwię, że Lisbeth nie pasuje. Szwedzkiej wersji jeszcze nie widziałam. Dawno tak nie czekałam na żaden film. Panie Fincher, proszę mnie nie zawieść. Po. Podobało mi się bardzo. Co prawda Fincher zrobił Larssonowi przysługę, bo powycinał większość żenujących podbojów seksualnych Mickego i obsadził w tej roli Craiga, przez co Zimny Sztokfisz nie był taki zimny...ale nie bądźmy drobiazgowi:) Już sekwencja otwarcia nastawia pozytywnie do całości. A dalej jest bardzo po Fincherowsku, choć, poza wątkiem Harriet, wiernie w stosunku do literackiego pierwowzoru. Ale te szczegóły, szczególiki. Tu rekwizyt, tu zbliżenie, tam motyw muzyczny. Bjurman tak obleśny, jak trzeba. Lisbeth idealna, przynajmniej wg moich wyobrażeń (z tego miejsca odszczekuję wcześniejsze zastrzeżenia). Dłużyzn nie ma, a w książce były, oj były. Zatem jest to jeden z tych bardzo rzadkich przypadków, kiedy film jest lepszy od powieści, na której go oparto. Polecam. I trochę mi wstyd, że wątpiłam w Finchera.
sobota, 14 stycznia 2012
Lubię Gloktę od pierwszego akapitu
Pracowity tydzień, nie było czasu na blogowanie. Przeczytałam w zeszły weekend następną Kamieńską (a raczej poprzednią, bo Płotki giną pierwsze w cyklu chronologicznie poprzedzają Śmierć i trochę miłości). Za wiele nowego do refleksji o pisarstwie Marininej dodać nie mogę, ale uważam za warte podkreślenia, że Płotki to pod każdym względem najlepsza z pięciu przeczytanych przeze mnie odsłon cyklu o przygodach leniwej analityczki z komputerem zamiast mózgu. Tak się wciągnęłam, że całość łyknęłam w niecałą dobę. Nie polecam natomiast Obsydianowego serca Ju Honisch, którego pierwszy tom domęczyłam w tygodniu, a do drugiego wcale mi się nie śpieszy. Książka reklamuje się jako powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku, ale im bardziej się w nią zagłębiałam, tym bardziej żadnego z tych elementów tam nie było. Była nuda, przegadanie i chaos. Więcej w recce, jak już ją napiszę. A, dostałam od Mikołaja jeszcze stówkę. I nie mogłam się oprzeć (a i zbyt mocno się nie starałam), by nie kupić 3 tomów trylogii Abercrombiego Pierwsze Prawo w oryginale. Książki przyszły w idealnym stanie, choć nie były opisane jako nowe, a kosztowały mnie wraz z wysyłką zawrotną sumę 66 PLN. Tak że: transakcja życia na początek roku:) Plus przyjemne z pożytecznym, bo strasznie dawno nie czytałam niczego po angielsku. Stąd też tytuł notki, bo ledwo zdążyłam zacząć The blade itself, już polubiłam cyniczne komentarze inkwizytora Glokty:D Tagi:
Aleksandra Marinina
Anastazja Kamieńska
Joe Abercrombie
kryminał
książkoholizm
polecanka
w lengłydżu
12:20, krwawasiekiera ,
O literaturze małej i dużej
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Boss ma wszystkich pod sobą
Jeśli chodzi o seriale debiutujące do tej pory w sezonie 2011/12, to 8 odcinków poświęconych losom burmistrza Chicago Toma Kane'a zgarnia wszystko. Porównania do The wire są nieco nie na miejscu, bo to (przynajmniej na razie) nie ten format, choć tematyka jest pod pewnymi względami podobna. Tylko Boss koncentruje się wyłącznie na politycznej sferze funkcjonowania miejskiego mechanizmu, pozostałe wątki (poza osobistym dramatem zdrowotnym Kane'a, który jest osią napędową fabuły jako całości) to właściwie wyłącznie odpryski. Ale pięknie opracowane odpryski, tyle mogę powiedzieć:) Najsilniejsze strony Bossa to pomysłowy, świetnie rozpisany, pełen równomiernie budowanego napięcia wielowątkowy scenariusz oraz interesujące, wiarygodnie psychologicznie (co jest funkcją jakości scenariusza) i świetnie zagrane postaci. Będąc na szczycie władzy i tkwiąc tam stabilnie od lat, burmistrz Kane z dnia na dzień dowiaduje się, że straci wszystko, także człowieczeństwo, i w ciągu maksymalnie trzech lat zmieni się w zaślinione warzywo. Nie ma lekarstwa na toczącą jego mózg, rzadką demielinizacyjną chorobę. Pieniądze, które posiada, w niczym mu więc nie pomogą. Ten wielki polityk nagle odkrywa, że nie ma komu powiedzieć o swojej chorobie. Współpracownikom - z oczywistych powodów - powiedzieć nie może. Z żoną łączy go od długiego już czasu raczej relacja czysto biznesowa. Od córki oboje się odcięli, bo była z pewnych powodów PRowskim balastem. Zatem, póki starczy sił, Kane robi to, co jest jego żywiołem - walczy o utrzymanie się na szczycie za wszelka cenę - a jak na złość kłopoty zaczynają się piętrzyć. Stara się spychać chorobę na margines świadomości, jednak jej stopniowy postęp skutecznie mu to utrudnia. Rzecz jest znakomita. Co prawda Yungarowi tłumaczenie PL idzie jakoś opornie, ale jeśli ktoś może bez polskich literek, to polecam, wciąga ze skarpetkami.
sobota, 07 stycznia 2012
Podziękowania dla Św. Mikołaja
Za to, że praktycznie wyczyścił moją przechowalnię w Merlinie:) Chuck Palahniuk Potępieni Paolo Bacigalupi Nakręcana dziewczyna. Pompa numer sześć Terry Pratchett Nacja Dan Simmons Wydrążony człowiek. Muza ognia Roger Żelazny Kroniki Amberu tom 2 Jim Butcher Front burzowy (nowy, lepszy, dużo lepszy przekład Piotra W. Cholewy - jak na razie tylko ten tytuł przeczytalam, bo i czekałam na niego już ładne parę lat, a do recenzji dostać się nie udało:/, więc tym większe dzięki dla Mikołaja:]) 4 płyty z audiobookami Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia: które są pierwszymi audiobookami, na jakie - z oczywistych powodów - miałam ochotę. I, co chyba nie jest w przypadku audiobooków standardem, są właściwie bardziej inscenizacją niż książką czytaną. Jak na razie dosłuchałam niemal do końca Kwestii ceny, a więc prawie cztery opowiadania zaliczone. Muszę powiedzieć, że plusy przeważają nad minusami. Narrator co prawda czasami w afektowany i nieuzasadniony sposób przeciąga zdania, ale ogólnie spisuje się więcej niż nieźle. Podoba mi się też w zdecydowanej większości przypadków dobór głosów: Krzysztof Banaszyk pasuje na Geralta (czy on go nie dubbingował w grze? Jednak nie, to był Jacek Rozenek, pasował jeszcze lepiej), świetnie wypada Maria Pakulnis jako Calanthe i Marian Opania jako Velerad. Vanin kiedyś pisał o tym (przy wersji RMF), że dialogi w wersji audio się nie bronią, na razie zauważyłam może ze dwa takie momenty, oba w opowiadaniu Mniejsze zło (dialogi ze Stregoborem i Renfri). Poza tym jednak nie mam takiego wrażenia. Jak dotąd chyba najlepiej wypadł Wiedźmin, bo tam jest ładny balans pomiędzy narracją i dialogami, którego w mniejszym lub większym stopniu brak pozostałym trzem wysłuchanym do tej pory tekstom. Choć imitacje odgłosów zwierząt w wykonaniu barona z Tigg na cintryjskiej uczcie też robią wrażenie:) Dostałam też od coś od Pere Noel, czyli Mikołaja francuskojęzycznego, za co również jestem bardzo wdzięczna, bo będzie okazja do odkurzenia języka:L'empire des loups (Imperium wilków) oraz Pars vite et reviens tard (nawet zekranizowana!). A w ogóle to jesteście niedobrzy, bo nie chcecie polecać żadnych książek ani filmów, o.
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Bilans filmowy 2011
A, bo czemu by nie? W tym roku, poza powtórkami, obejrzałam 21 nowych filmów. Poniżej lista z ocenami: Medium (Hereafter) 5/10 Zanim odejdą wody (Due date) 6/10 Człowiek, który gapił się na kozy 7/10 Piraci z Karaibów 4 - 8/10 Harry Potter i Insygnia Śmierci II 8/10 Do szpiku kości (Winter's bone) 6/10 Wszystko w porządku (The kids are all right) 6/10 Para na życie (Away we go) 8/10 Turysta 3/10 127 godzin 8/10 Jak zostać królem (King's speech) 10/10 Wyspa tajemnic (Shutter island) 8/10 Dorian Gray 5/10 Miasto złodziei (Town) 7/10 Robin Hood 6/10 Król lew 3 8/10 Baby są jakieś inne 8/10 Conviction 6/10 Idy marcowe 6/10 Drive 3/10 Kung fu panda 2 7/10 Król lew 3D 9/10 (powtórka, ale w 3D:P) Jak łatwo wywnioskować z powyższego zestawienia, najlepszym filmem roku zostało u mnie obejrzane na początku roku Jak zostać królem, ale polecam też Away we go (rany, Najbardziej Idiotyczne Tłumaczenie Tytułu 2011), bo jest to historia niebanalna. 6 filmów z powyższej listy obejrzałam w kinie, z czego najbardziej żałuję kasy wydanej na Turystę, ale tu sama jestem sobie winna, ja i moja niemądra, nastoletnia, albo wręcz podstawówkowa obsesja na punkcie J. Deppa:/ Film dobry do śmiechu i widoczki ładne, ale litości. Nieporozumieniem Roku zostaje bezapelacyjnie Drive. Dlaczego - pisałam całkiem niedawno. Obecność tylko jednego polskiego filmu na liście jest nieprzypadkowa. Dosyć mam filmów o wojnie, biedzie, chorobach i lustracji (wiem, durne uogólnienie, ale co poradzę, że co się zainteresuję jakimś polskim tytułem, to, całkiem niespodziewanie, ląduje w jednej z tych szufladek?). A durnych komedii romantycznych made in Polska nie oglądam z zasady. Czy przegapiłam coś wartego uwagi pośród tegorocznych premier?
sobota, 31 grudnia 2011
Bilans czytelniczy 2011
Przeczytanych: 80. Zagranicznych: 66. Polskich: 14. (o 7 mniej niż w roku ubiegłym) A. Najlepsza przeczytana książka. 1) Równorzędnie: Neal Stephehson Cryptonomicon i 1) Hubert Selby Requiem dla snu Wiem, że to trochę oszustwo, ale to jedyne 2 książki, które w tym roku oceniłam na 5,5 na Biblionetce i choć są bardzo różne, nie umiem powiedzieć, która podobała mi się bardziej. 2) Bernard Cornwell Trylogia arturiańska (czyli Zimowy monarcha, Nieprzyjaciel Boga i Excalibur). 3). John Irving Regulamin tłoczni win Najlepsza książka polska nie zmieściła się w tym roku na pudle, a była nią Biała gorączka Jacka Hugo-Badera. W ogóle chyba zgredzieję, bo tylko 6 z 80 książek oceniłam na 5 lub powyżej. B. NAJGORSZA PRZECZYTANA KSIĄŻKA 1) Stepan Chapman Trojka - książka - dla mnie - bez sensu. Uzasadnienie - w recenzji na WP. 2) Susana Vallejo Wrota światów + Czarna śmierć na blogu znana jako Literacki Pinokio 2011 aka Powrót Drewnianego Mnicha. 3) Lauren Kate Namiętność - po ubiegłorocznym tryumfie 2 tomu Upadłych w tej kategorii, trzeci poradził sobie nieco gorzej, ale niewiele:). C. NAJWIĘKSZE POZYTYWNE ZASKOCZENIE Kerstin Gier Trylogia czasu tom I i II (Czerwień Rubinu+ Błękit szafiru) - a jednak nie wszystko, co dla młodzieży, musi być Zmierzchopodobne. Maja Lidia Kossakowska Grillbar Galaktyka - pierwsza od dawna udana pozycja autorki. D.NAJWIĘKSZE NEGATYWNE ZASKOCZENIE Jeffery Deaver Hak - pierwszy Deaver, który był tak nudny, że poszłam spać na scenie strzelaniny. E. ODKRYCIE ROKU Bernard Cornwell, zdecydowanie. Przymierzam się do zgłębienia pozostałych utworów tego autora. F. ULUBIONY NOWY BOHATER. Dwójka: Alexia Tarabotii z cyklu Gail Carriger Protektorat parasola - za charakterek:) A także Gunnar Barbarotti z powieści Hakkana Nessera - za zakłady z Bogiem i zaprzeczanie na każdym kroku gatunkowym stereotypom:) G. KSIĄŻKA Z NAJBARDZIEJ SKOPANYM ZAKOŃCZENIEM: Cassandra Clare Miasto upadłych aniołów (uwierzcie, nie chcecie znać szczegółów). Z innych nazwisk wartych uwagi Kate Griffin za cykl o Matthew Swifcie, niezmiennie Jo Nesbo (tym roku 2 pierwsze tomy HH i Łowcy głów), Terry Pratchett (W północ się odzieję), Ian R. Macleod (Pieśń czasu.Podróże). Bardzo żałuję, że tak niewiele udaje mi się czytać książek własnych. Znaczy, nierecenzyjnych było w sumie 38, ale większość albo kupionych w tym roku (13), albo pożyczonych z biblioteki czy od znajomych. Kolejka z lat poprzednich jak tkwiła, tak tkwi. A, jeszcze: sprzedałam w tym roku 30 książek, więc nie tylko sfinansowałam wszystkie swoje zakupy, ale jeszcze trochę nad kreską jestem. A wy? Co z tegorocznych lektur polecacie?
wtorek, 27 grudnia 2011
Filmy czasem też
Choć ostatnio rzeczywiście coraz rzadziej. No ale, jak się człowiek odbije od takiej ściany jak powszechnie zachwalane Drive - na którym to myślałam, że się potnę otwieraczem do piwa, bo był to film-paradoks - z masą akcji, a jednocześnie nudny i rozwleczony tak, że aż zęby bolały. Litości? I to mi Gustomierz na Filmwebie ocenia na 83% zgodności z moim gustem filmowym. Nie polecam, a wręcz gorąco odradzam. 4/10 Idy marcowe - to pozycja dla odmiany niezła, ale nic ponadto. Sprawnie ograny najstarszy chyba polityczny schemat świata. No ale - tempo bardzo dobre, aktorstwo takoż i ani razu nie zerknęłam na zegarek. Ach, ci niepoprawni idealiści kontra Prawdziwe Życie...7/10 Conviction z Hilary Swank - film na faktach i nawet ciekawy, ale znowu - rozwleczony ponad miarę. Mogliby spokojnie wyciąć ze środka ze 30 minut, całość tylko by na tym zyskała. 6/10 Czekam teraz na nowego Batmana i Fincherowskie Millenium. No i na to, kiedy wreszcie zagrają Szpiega w mojej wsi (pewnie w marcu, ale przestało mi się spieszyć, bo mam książkę do przeczytania:>).
sobota, 24 grudnia 2011
|
Archiwum
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Porąbane dźwięki
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
Varia (Ścinki)
Tagi
|