środa, 16 maja 2012
Cytat cudny, bo całej - albo niemal całej - książki zacytować nie sposób
Ja cenię gorycz, gdyż rodzi się z doświadczenia. To przywilej tych, którzy żyją naprawdę. Ty także musisz ją polubić. W końcu, gdy zniknie wszystko inne, pozostanie ci tylko ona.

Kościej Nieśmiertelny
(C.M. Valente, Nieśmiertelny s.55, wyd. MAG 2012, przełożył Robert Waliś)

Tylko Valente potrafi chwycić za serce opisem krojenia chleba.
Boleśnie odczuwałam przy lekturze tej wspaniałej książki (nie wiem, czy nie przebija nawet Opowieści sieroty - drugi tom na pewno) braki w znajomości kontekstów. Tych wszystkich rosyjskich baśni, bajek i podań, z taką swobodą miksowanych i trawestowanych. O głupim Iwanie coś mi się kojarzy i o tej piwinicy, co miał do niej nie wchodzić. O śmierci Kościeja schowanej w skrzyni też coś gdzieś dzwoni. Ale Żar- ptak, smok Gorynycz, Piękna Jelena? Google słabo mi pomaga, pewnie źle pytam. No i co z ludźmi-ptakami, czy to Puszkin jest? Pomóżcie, mądrzy ludzie, bo nie mogę tego znieść. Kopaliński odesłał mnie tylko do jakiegoś baletu fantastycznego i na tyle tylko mi się przydał.
Plus, na przyszłość, polećcie jakiś sensowny zbiór rosyjskich baśni. No żeby bo haśle Maria Moriewna wyskakiwała autorka fanfików? Zbulwersowałam się własnymi lukami.

sobota, 12 maja 2012
Love Caine
I jakoś mi przejść nie chce, więcej, po ukończeniu wczoraj wieczorem lektury najnowszego tomu, czyli Prawa Caine'a, nabrałam strasznej ochoty na przeczytanie całości cyklu po raz drugi.

Co jest o tyle dziwne, że zwykle nie lubię takich ryzykownych zabaw z cofaniem się w czasie i skakaniem w przestrzeni, jakie Stover w najnowszej powieści serwuje. Tym lepsza chyba reszta jest:), że zdołała mi to przykryć i nie wpłynęło negatywnie na ogólną ocenę.

Nowa powieść to ze względu na szachrajstwa temporalne i różnego innego rodzaju triki dość skomplikowana mieszanina elementów nowych i znanych z części poprzednich. Dobrze by było przed lekturą przypomnieć sobie choć poprzednią część, bo rok to jednak długo, pamiętałam tylko ogólny zarys fabuły Czarnego Noża. Ale i bez tego połapać się można, choć jakiś czas to zajmuje. No i prolog dostajemy na końcu:)

Niemniej, dla mnie konieczność składania sobie tego wszystkiego stanowiła wartość dodaną. Caine się starzeje, czy też może emocjonalnie dorasta? Więcej jest introspekcji, dialogów, interakcji z innymi istotnymi postaciami, a mniej jatki - i mnie taka zmiana proporcji bardzo odpowiada. Ten tom jest przełomowy dla relacji Hari-Duncan.

Nie oznacza to, że Caine nie pozostaje sobą - cynikiem rzucającym równie sprawnie nożami, jak zabójczymi grypsami:) Sporo tu humoru i błyskotliwie zabawnych dialogów.

Tak, jestem zakochana w Cainie:) Wpływa to zapewne na obniżony krytycyzm wobec jego przygód, więc proszę brać poprawkę. Nie umiem się oprzeć takim poharatanym emocjonalnie i z radością patrzę, jak im się nieco karta odwraca i dostają swoją gorzką odrobinkę szczęścia. Taka wada fabryczna.
niedziela, 06 maja 2012
Stres pourazowy
Wywołany Magią krwi odreagowałam na wspaniałym tygodniowym wyjeździe. Oczywiście, mimo intensywnego programu rozmaitych przyjemnych aktywności, nie obyło się bez czytania do poduszki.

Bezwzględna, czyli czwarty Protektorat Parasola, oferuje wszystko, do czego cykl nas przyzwyczaił, ale jakby w mniej atrakcyjnej formie. Nie wiem, może to fragmentaryczne czytanie, ale nie wydaje mi się. Raczej formuła zaczyna się zużywać, choć nadal jest sympatycznie i miejscami zabawnie. Te poważne tony, pojawiające się w niektórych wątkach osobistych, średnio mi przystają do stylistyki cyklu. Ale to ja. No i oczywiście nie zmniejsza to mojego zainteresowania kolejną częścią.

Jeszcze przed wyjazdem czytałam całkiem sympatyczny debiut Anety Jadowskiej, czyli pierwszy tom Złodzieja dusz. Muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś dużo gorszego. Całkiem przyzwoity magiczny kryminał w toruńskich realiach, niezłe postaci, sporo fajnego humoru. Najlepsza pozycja z FS od chyba dwóch lat, (z tych, które czytałam). Recka powinna pokazać się niebawem.

Czytałam też W grobie, czyli trzeci tom przygód półwampirzycy Cat i wampira Bonesa. Seksu znacząco mniej (nie żałuję, po szokującej ilości w tomie poprzednim), sensu niewiele więcej niż zwykle. Dokończyć nie zdążyłam, porzucając bohaterów 20 stron przed finałem, w wirze bitwy z hordą zombich. Dokończę dzisiaj. A może jutro? W końcu mamy długi weekend.

A ja oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie przywiozła z wyjazdu kolejnej książki (wiem, kwalifikuję się do leczenia). Ale to Prawo Caine'a, więc był mus. Zaczęłam w pociągu, początek mocny, skończę pewnie max. do wtorku i zaś 45 PLN. Ale kto bogatemu zabroni, nie?:)

Oraz pożyczyłam dwie kolejne pozycje (zostawiając na podmiankę 2 własne, nie jestem pasożytem), obie bardzo mnie radujące: Cornwella Jeźdźców z piekieł i Starkeya Cnotliwego księcia - zanim Henryk VIII został królem. Zwłaszcza wizja cnotliwego Henrysia jest intrygująca. Mało wiem o jego przedkrólewskich latach.

A, byłabym zapomniała. Fahrenheit powrócił!

W nowej, portalowej formule.

Ode mnie na dobry początek kilka słów o Niebie ze stali.

czwartek, 26 kwietnia 2012
Krwi, krwi, krwi - c.d.
Recka nie oddaje wprawdzie w pełni traumatycznego doświadczenia, jakim była lektura dzieła pana Huso, niemniej jednak myślę, że nawet ten wycinek daje niezłe pojęcie o skali zgrozy nieszczęsnej ofiary.
Są cytaty:) Co prawda nawet nie te najlepsze, ale musiałam się ograniczać.
Może choć ktoś się pośmieje, będzie pożytek z mojej męki.
Ostrzeżenie przed dziełem ponawiam z całą stanowczością.
wtorek, 24 kwietnia 2012
Rumpel/Gold
Uwielbiam go:)

A wczorajszy odcinek Once upon a time, poświęcony po raz kolejny powikłanej historii tej postaci, zdopingował mnie do podzielenia się tą fascynacją. Choćby tylko dla tej genialnej kreacji warto oglądać serial. Carlyle postaci Golda i Rumpelstiltskina buduje właściwie całkowicie odrębnie, powinni mu płacić dwie gaże.

Zachęcam do zarażenia się moją fascynacją.
Z bajkowej dwójki tego sezonu, czyli Grimm i Once upon a time, Once wygrywa o kilka długości. Bardzo fajne pomysły scenariuszowe. Zła Królowa. I Pan Gold, czy wspominałam o panu Goldzie?:)

Jak on pięknie mówi! Akcent! <3

I żeby było nieco mniej obsesyjnie: trailer.

Kogo zachęciłam?


poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Nie wyrabiam z czytaniem posiadanych, ale co z tego?
Nie żeby powstrzymało mnie to przed dokonaniem zakupów w Dzień Książki i skorzystaniem z promocji Empiku (30% na wszystko powyżej 100 PLN).

Nabyłam drogą kupna, choć wolałabym grabieży, nowego Orbita, nowego Nessera, nowego Pratchetta, nową Carriger i ostatniego Piskorskiego. Czyli wszystko, co musiałabym kupić i tak.

Niestety, Caine nie zdążył wyjść przed promocją.

A wy jak uczciliście święto książki?

czwartek, 19 kwietnia 2012
Krwi, krwi, krwi!
Krzyczał pan Zagłoba na widok trupa pana Podbipięty. A ja mam ochotę tak zakrzyknąć sponad kart Magii krwi niejakiego Huso. Literacki Pinokio to za mało. Epitety mię się skończyli.
Mnie! Której na epitetach, nie chwaląc się, zwykle nie zbywa. Ja nie mogę z tą książką. Ona jest tak zła, że to się nie mieści w głowie, pale ani żadnym innym zbiorniku. Już pomijam takie drobiazgi jak zapach pasty do podług na drugiej stronie, czy inne stróżki (nie: żony stróży, żeby nie było niedomówień).
Książka jest chaotyczna, nudna, pretensjonalna, napisana (bądź przełożona) wykończająco bełkotliwym językiem.
I ma 645 stron!
Jestem na 500-ej (dwa miesiące temu porzuciłam na 73-ej) i wciąż nie mam pewności, czy autor wie, o co właściwie mu chodzi. Zamierzam dzisiaj skończyć. Ale ostrzegam już.
To jest gorsze niż dowolni szargani na tym blogu mnisi, z drewna bądź Połabia, gorsze niż Upadłe Anioły, uzależnione od wielokrotnych orgazmów półwampirzyce i dowolny inny recenzowany przeze mnie crap.
I oczywiście co? Jest pierwszym tomem dylogii.
niedziela, 15 kwietnia 2012
Porozmawiajmy o Kevinie ( i nie tylko)
Czyli najświeższe wrażenia filmowe.

Musimy porozmawiać o Kevinie stanowi dla mnie klasyczny przykład filmu przereklamowanego. Sama skusiłam się nie tyle z powodu medialnego szumu, ile ze względu na Tildę Swinton oraz Johna C. Reilly. I powiem tyle: film męczy nerwowo, szarpana stylistyka realizacji ma za zadanie - jak mi się zdaje - budować klimat narastającej grozy, we mnie natomiast groza narastała w trakcie obserwacji, jak Tilda wychowuje sobie Potwora. Bowiem, wbrew tezie lansowanej najwyraźniej przez powieść i oparty na niej obraz, Kevin nie urodził się Zły. Może i miał jakieś charakterologiczne zadatki na zakazane nasienie, ale wg mnie odpowiedzialność za dalsze wypadki spada w całości na jego matkę-idiotkę. Sama sobie zgotowała ten los, nie ma więc we mnie współczucia dla jej straszliwego dramatu. Nie da się winić scenarzystów, że dostali taki, a nie inny materiał bazowy (powieść). Dlatego film oceniam na 6/10 (głównie ze względu na poziom aktorski).

Crazy, stupid, love
- to pozycja z gatunku, za którym zazwyczaj nie przepadam, a co więcej z Goslingiem, za którym zdecydowanie nie przepadam od czasów Drive. Mimo pewnej szablonowości całość ogląda się jednak całkiem przyjemnie, jest nawet kilka zaskoczeń i w sumie dobre tempo. Mogę polecić na wieczór, jeśli chcecie się wyluzować. 7/10

Zaplątani - te nowsze Disneyowskie animacje na ogół do mnie nie trafiają, choć oglądam dość wybiórczo. Fascynacja dziecięca skończyła się w okolicach Dzwonnika z Notre Dame, a ostatnia z nowszych, która mnie porwała, to Nowe szaty króla (2000), obejrzane z kilkuletnim opóźnieniem. Kolejnych nawet nie widziałam (szybka konsultacja z wujkiem Google pozwoliła mi to ustalić bez wątpliwości). Ale tę BARDZO swobodną wariacją na temat Roszpunki polecam z czystym sumieniem. Zabija tekstami (oczywiście w wersji PL), piosenki są sympatyczne, zwłaszcza jedna mnie urzekła:
Marzenia mają:) 8/10
piątek, 13 kwietnia 2012
Dwa lata
Minęły, a boli tak samo, jakby to były tylko dwa dni.
Wyszedł nowy Pratchett,  którego Joanka chętnie by przeczytała, polując na kolejny czytelniczy orgazm w nadgarstku.
Co kilka dni wciąż coś mi o niej przypomina, nawet głupia pogoda, bo jak ciepło, to byłaby w siódmym niebie - jak ostatnio, w marcową sobotę, gdy było ponad 20 stopni, a ja szłam sobie parkiem i zastanawiałam się, czy nie zostać tylko w krótkim rękawku.
 
Tradycyjnie, JK.
Tagi: Joanka
12:06, krwawasiekiera , rzyciowe
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 kwietnia 2012
Shepard i jego smok
Przeziębiona jestem wprawdzie, co wpływa ujemnie na ogólną sprawność psychofizyczną, ale ponieważ dawno nie dzieliłam się wrażeniami literackimi, to...szybka zachwycona migawka.
Jestem w trakcie lektury zbioru opowiadań Smok Griaule, który w ostatnich dniach stycznia ukazał się w Uczcie Wyobraźni, czyli nakładem wydawnictwa MAG. Na razie przeczytałam trzy teksty (Piękna córka poszukiwacza łusek, Ojciec Kamieni i Człowiek, który pomalował smoka Griaule'a) i napoczęłam czwarty. Już jednak mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych pozycji w serii i że z pewnością zainteresuję się innymi dokonaniami autora.
Początkowo byłam sceptyczna, ale potem uwiodło mnie wszystko: oryginalność, złożoność pomysłów, język (przekład Wojciecha Szypuły, jednego z mojej topowej trójki tłumaczy:). Każdy kolejny tekst oferuje nowe, pozytywne zaskoczenia. Zatem przed dokonaniem bardziej fachowej analizy, emocjonalnie i nieprofesjonalnie POLECAM.
P.S. Niedługo nowy Caine! Kto się cieszy ze mną?
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 70
Zakładki:
Krytyczne ostrze siekiery:P
Moje manie na małym ekranie
Porąbana literatura
Porąbane dysputy
Porąbane dźwięki
Przyjaciele i znajomi Siekiery (znaczy - też porąbani:)
Varia (Ścinki)
Tagi
statystyka