Blog > Komentarze do wpisu
Szczupaczyńska lekko słabuje (Maryla Szymiczkowa, Seans w Domu Egipskim)
Jestem fanką cyklu o krakowskiej profesorowej i trzeciego tomu jej przygód wyglądałam od pierwszych zapowiedzi, a postanowiłam przeczytać na pociechę po urlopie. Poszło szybko i nie było nieprzyjemnie. Wszystkie elementy na swoim miejscu: klasyczna "zagadka zamkniętego pokoju", poszlaki obciążające praktycznie wszystkich podejrzanych i autentyczne zaskoczenie osobą oraz motywacją sprawcy. Do tego opis świątecznych przygotowań, krakowskiej szopki, a nade wszystko walki starego z nowym, czyli pozytywizmu z młodopolską dekadencją. Symbolami tej ostatniej są tytułowy seans oraz jeden z podejrzanych - Stanisław Przybyszewski, z lubością budujący swój mit Szatana i przyjmujący hołdy zapatrzonej w niego zgrai aspirujących artystów oraz społecznych wyrzutków. A jako wisienka na torcie modus operandi sprawcy - trucizna w kieliszku z absyntem. Wszystko pasuje: stara receptura, nowe dodatki, zgrabnie skrojone rozwiązanie zagadki.
A jednak - nie porwała mnie najnowsza koprodukcja Tarczyńskiego i Dehnela. Z całego cyklu tę odsłonę - mimo naprawdę ciekawego finału intrygi - oceniam najsłabiej.
Powodów jest kilka, ale pierwszy i chyba jeden z istotniejszych wyłożyli sami autorzy w otwarciu jednego z rozdziałów:

Jadąc spod Paonu do Pszornów, Zofia myślała o sprawie Beringera. Nie, nie o tym, kto go zabił, ani o tym, ile czasu jej zostało przed oficjalnym wszczęciem śledztwa – ale o tym, jak niewiele jej poszukiwania różnią się od zwykłych, monotonnych zajęć żony profesora uniwersytetu. Cóż bowiem robi innego niż kiedyś? Odwiedza kolejne mieszkania, hotele, kawiarnie, prowadząc z członkami krakowskiej socjety długie i do niczego, jak dotąd, nieprowadzące rozmowy. Tu złoży kondolencje, tam puści w obieg plotkę, jeszcze gdzie indziej naciągnie kogoś na zwierzenia, wszędzie wypijając herbatę czy kawę, pogryzając ciastka i pomadki. Jakże różniło się to od zwiedzania podłych nor na Dębnikach czy telepania się pociągiem do Bochni!

Jest mocno monotonnie, po prostu. Szczupaczyńska odhacza kolejnych podejrzanych na liście i jakoś brak w tym nerwu, który przykuwałby do kolejnych stron. Dodatkowo nie przepadam za Młodą Polską, a choć Przybyszewski przemawia cytatami z samego siebie, to same opisy środowiska, może z uwagi na niechęć profesorowej do jego przedstawicieli, też są mocno przerysowane. Jak na moją tolerancję - za mocno. Nie było źle, jednak dotąd bywało zdecydowanie lepiej. Nie odradzam, ale trzymam kciuki za powrót pani Szymiczkowej do dawnej formy, bo mimo wszystko chętnie poczytałabym kontynuację, o ile będzie na nią sensowny pomysł.
sobota, 18 sierpnia 2018, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/08/19 08:15:19
Ja jestem fanem po lekturze pierwszego tomu :) Kolejne dwa jeszcze nieprzeczytane.
-
2018/08/19 11:33:47
Gdybym miała wybierać, jako aktualnego faworyta wskazałabym drugą część.
statystyka