Blog > Komentarze do wpisu
Wynaturzone uczucie (Gabriel Tallent, Moja najdroższa)

Miałam plan odgruzowania kategorii filmowo-serialowej i nadgonienia zaległych opisów, których ilość systematycznie wzrasta, ale rozwój protestu dorosłych niepełnosprawnych i ich opiekunów zniszczył mnie psychicznie, odbierając motywację. Całe szczęście, że wyszli, bo nie wiadomo, jak by się to skończyło. Na ile to było możliwe, odpoczywałam w fikcyjnym świecie Na południe od Brazos Larry’ego McMurtry’ego. Zostało mi po dziesięciu dniach lektury jeszcze nieco ponad sto stron tej wspaniałej literackiej przygody. By zakochać się w powieści, mistrzowsko przełożonej przez Michała Kłobukowskiego (pewne nazwiska powracają w moich peanach na rzecz tłumaczeń i nie jest to przypadek), potrzebowałam przeczytać jakieś trzy.

Ale dzisiaj o książce przeczytanej już jakiś czas temu. Takiej, której obawiałam się jako kolejnej marketingowej miny (ogłoszona najważniejszą książka 2017 roku przez „Washington Post”, „USA Today”, „New York Timesa”, „Business Insider” oraz Amazon.com i National Public Radio. Otrzymała także nominacje do prestiżowych nagród: National Book Critics Circle John Leonard Prize dla najlepszego debiutu roku; LA Times dla najlepszej książki roku; Goodreads Choice Awards w kategoriach Najlepsza powieść i Najlepszy debiut roku; International Dylan Thomas Prize dla najlepszej książki roku; Barry Award dla najlepszego debiutu roku; na domiar złego ma na okładce wielki napis „Bestseller New York Timesa”), a którą ostatecznie ciężko przeżyłam i potrzebowałam dogłębnie przemyśleć. I wciąż nie jestem pewna, czy znajdę odpowiednie słowa, żeby o niej sensownie napisać. Muszę jednak przynajmniej spróbować. Bo taki debiut jak Moja najdroższa Gabriela Tallenta faktycznie nie zdarza się często i choć ciężko mi to przechodzi przez gardło, zasłużył na swoją sławę i światowy sukces.

Najważniejsza w tej książce jest Julia. Trochę jednak potrwa, nim poznacie jej prawdziwe imię, a na pewno do niego nie przywykniecie, bo sama myśli o sobie jako o Turtle. Dziewczyna ma 14 lat, mieszka z ojcem Martinem w położonym na uboczu zrujnowanym domu na północnym wybrzeżu Kalifornii. W szkolnej ławce cierpi niewyobrażalne wprost katusze, czytanie ze zrozumieniem to dla niej wyzwanie. Myśli sama o sobie jak najgorzej. Wolna i pewna tego, co należy zrobić, czuje się tylko na łonie natury, najlepiej – obserwując świat przez celownik broni, którą posługuje się z wyjątkową biegłością. A czyszczenie broni i rozbieranie jej na części stanowi jej ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. Turtle wie, że musi być czujna, zwarta i gotowa. Zbliża się bowiem koniec świata, zawiniona przez ludzkość ekologiczna katastrofa, a w świecie „po” przetrwają tylko najsprytniejsi, najbardziej samowystarczalni i bezwzględni. Taką wizję przekazał córce Martin, a słowo Martina to w jej wąskiej rzeczywistości prawda objawiona. Martin jest mądry, sprytny i ujmujący, kiedy się postara. Codziennie odprowadza córkę na przystanek szkolnego autobusu. Wezwany przez dyrekcję i nauczycielkę z powodu niezadowalających postępów dziewczyny w nauce – obiecuje ćwiczyć z nią słówka. Jest przystojny i nonszalancki. Koledzy zazdroszczą Turtle fajnego ojca. Ale tak naprawdę Turtle nie ma kolegów – po szkole wraca od razu do domu. Poza tatą ma tylko dziadka, który mieszka z psem w zrujnowanej przyczepie kempingowej niedaleko jej domu. A przynajmniej tak sytuacja wygląda do czasu, gdy pewnego dnia, podczas jednej ze swoich niekończących się leśnych wędrówek, Julia pomaga dwóm zagubionym chłopakom mniej więcej w swoim wieku. Jeden z nich zaczyna jej się podobać.

A to kłopot, bo ma poważnego konkurenta. Martin jest nie tylko ojcem, ale i kochankiem Turtle, co dziewczyna przywykła uważać za normę, razem z resztą anormalnych zasad kształtujących jej codzienność. Dzięki przyjaźni z przypadkowo poznanymi chłopakami zaczyna odkrywać, jak żyją inne dzieciaki w jej wieku. A ponieważ niemal równocześnie staje się kobietą, powoli znajduje odwagę, by przeciwstawić się ojcu i uwolnić od uczucia stanowiącego dotąd sens jej życia. Obserwowanie tego procesu, dzięki sprawności autora w oddawaniu przemyśleń bohaterki, równie mocno przeraża, co fascynuje. I przyciąga niczym magnes. Ale Martin nie puści Julii łatwo. Ani z trudem. Nie zamierza puścić jej wcale. Gdyby chodziło tylko o nią, pewnie by mimo wszystko została. Jednak w pewnym momencie, przekonany o bezmiarze swojej władzy nad córką, ojciec popełnia błąd.

Pewnie, można by się czepiać. Debiutanta w zasadzie zawsze da się na czymś przyłapać. Tallent miejscami, szczególnie w monologach Martina, pozwala sobie popłynąć i lekko przeciąga strunę. Ale jednocześnie tak przekonująco wciąga nas do głowy młodej kobiety skrzywdzonej przez najbliższą jej osobę, że za to warto mu te momenty utraty kontroli wybaczyć.

To bardzo dobra, ale naprawdę okropna powieść. Nie jestem w stanie jej polecić, bo chyba nie każdy da sobie z nią radę. Ale nie żałuję, że ją przeczytałam.
poniedziałek, 28 maja 2018, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: polixena, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2018/05/29 09:14:46
Dzisiaj w punktach:

1) A jak już przeczytasz "Na południe od Brazos", to koniecznie zobacz serial, imho lepszy nawet niż książka (czytałam ją trzy razy, żeby się upewnić co do swoich uczuć, i jakoś ani razu nie mogłam się szczerze zachwycić, być może przez brak wyraźnego punktu kulminacyjnego; poza tym z postaci w książce podoba mi się tylko Klara, w serialu - wszyscy).

2) Już, już chciałam się łapać za polecaną książkę, ale kiedy wspomniałaś o kazirodztwie... hm, o pewnych rzeczach może i byłabym w stanie czytać, ale chyba nie chcę. Zamierzam przynajmniej spróbować obejrzeć "Patricka Melrose", i wystarczy mi tych potworności. Potem już tylko sielanki.

3) Zawsze podobały mi się Twoje recenzje, ale ostatnio jaśnieją nowym, trochę onieśmielającym blaskiem. Zdaje się, że przeskoczyłaś na wyższy level :-)
-
2018/05/29 10:44:01
Odpowiem tak samo:)
1) Ależ mam w planach! Obsada jest znakomita.
2) Ten wątek jest w Mojej najdroższej wyjątkowo dewastujący. Bo Julia kocha ojca i wierzy, że ich miłość fizyczna to dar, wyraz zaufania, coś wyjątkowego. Myślę, że akurat ty powinnaś sobie bez wątpienia darować, ale jakbyś jednak chciała, to daj znać:)
3) Aż sama nie wiem, co mam na to powiedzieć, poza: dziękuję, osobiście nie zauważyłam:))
-
2018/05/29 22:30:11
Wiesz, recenzja jest bardzo dobra, dogłębna. Ale mam mieszane uczucia co do tej książki. Pozdrawiam wieczornie :)
-
2018/05/29 22:32:53
Możesz to rozwinąć? Ciekawi mnie, co konkretnie masz na myśli.
statystyka