Blog > Komentarze do wpisu
W nocy wszystkie koty są czarne (Wojciech Chmielarz, Żmijowisko)
Najnowsza powieść Wojciecha Chmielarza to w pewnym sensie eksperyment na czytelnikach, których pisarz do tej pory przyzwyczaił do typowego kryminału, choć z każdą kolejną książką coraz mocniej przesuwał akcenty na społeczno-psychologiczne tło. W przypadku Zombiego ucierpiała na tym logika intrygi. Żmijowisko jest bardzo spójną całością, w ramach której autor sprytnie odwraca uwagę czytelnika od najbardziej oczywistego rozwiązania zagadki, podsuwając kolejnych podejrzanych i możliwe wyjaśnienia zaginięcia nastoletniej Ady. Za to należą mu się pochwały, bo – choć z góry wiadomo, że np. nastoletni Damian, syn właścicieli gospodarstwa agroturystycznego, w którym rozgrywa się zdecydowana większość akcji, sprawcą raczej nie będzie, to już inni kandydaci do tej roli są bardziej prawdopodobni. Co najważniejsze, podejrzenie nie pada przed czasem na właściwą osobę. Mimo że – podobnie jak w przypadku opisywanej tutaj całkiem niedawno Czwartej małpy – wystarczyłoby zrobić pół kroku do tyłu, a winny stałby się oczywisty, bo niemal od samego początku dostajemy wszelkie niezbędne dane. Rozgrywka z czytelnikiem jest więc uczciwa, gdyż ma on szansę odgadnąć prawdę. To zawsze dla mnie dodatkowy i cenny walor tego typu powieści. Jest też jednak zarazem mistrzowska, gdyż Wojciechowi Chmielarzowi udaje się na tyle mocno wciągnąć odbiorcę w opowiadaną historię, że nie ma on czasu spojrzeć na całą układankę z odpowiedniego dystansu i skupia się na jej aktualnie eksponowanych elementach. Gwarantuje to powodzenie prowadzonej z czytelnikiem gry i ostateczny tryumf autora, czyli finałowy efekt zaskoczenia.
Sprzymierzeńcem pisarza w tej rozgrywce jest wybrana przez niego konstrukcja narracji, opartej na trzech planach czasowych. Pierwszy to teraźniejszość, rok po wakacyjnym wyjeździe grupki przyjaciół ze studiów i ich partnerów, na którym Ada Dusza zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Drugi rozgrywa się rok wcześniej, w trakcie feralnych wakacji. A trzeci w okresie przejściowym, co pozwala ukazać wpływ zaginięcia nastolatki oraz innych wakacyjnych wydarzeń na życie bohaterów.
Pisanie o zaginięciu dziecka i towarzyszących mu emocjach rodziców to trudne zadanie, jednak w tych ruchomych piaskach, pełnych takich zagrożeń jak banał, koturnowość i tani sentymentalizm, Chmielarz lawiruje sprawnie i udaje mu się nie przeszarżować, oddając emocjonalne reakcje bohaterów w sposób wiarygodny.
Niestety, jest też jakieś ale (zauważcie, że Cieni się nie czepiałam, więc nie czepiam się dla samej sztuki). Ze wskazanych na wstępie powodów jest rzeczą zupełnie zrozumiałą, że autor musiał namnożyć wątków pobocznych w ramach dywersji, mającej na celu odwrócenie uwagi od tego jednego kierunku, w którym czytelnik nie powinien spoglądać. Ale, na litość, czy musiał do tego posłużyć krótki przegląd tabloidowych nagłówków? Historia dwójki nastolatków, na pierwszy rzut oka inspirowana prawdziwymi wydarzeniami z Rakowisk (nawet i tytuł, a zarazem nazwa letniskowej miejscowości, narzuca oczywiste skojarzenia), jest jeszcze do przyjęcia,  bo choć Sabina, zwana Merigold, może się wydawać irytująco przerysowana, to przy autentycznej Zuzannie M. jawi się jako postać bardzo realistyczna. Podobnie z lokalnymi zblatowanymi notablami – jakoś przejdzie. Mroczna przeszłość właściciela agroturystyki zaczyna już zalatywać tasiemcową docudramą, ale od biedy da się na nią przymknąć oko, bo w sumie mogła się przecież wydarzyć. Jednak wsadzenie w to wszystko polsko-nigeryjskiej prezenterki telewizyjnej, która po utracie pracy zamierza zabawić się w Trumana Capote i napisać książkę o zaginięciu Ady, a przy okazji jest napastowana przez miejscowych rasistowskich kmiotków o wąskich horyzontach, to już więcej niż lekka przesada. Zwłaszcza że w ramach całej intrygi motywacje paczki inteligenckich przyjaciół z Warszawy – zarówno mężczyzn, jak i kobiet – nie wystawiają im wszystkim lepszego świadectwa co do szerokości horyzontów. Więcej nawet, wystawiają im świadectwo o wiele gorsze. Ludzie są nieskomplikowani i pod cienką powłoką kulturalnego wychowania drzemią w każdym dokładnie takie same, prymitywne instynkty i motywacje. O tym, między innymi, opowiada ta historia, i wybrzmiałaby równie mocno bez dosłownej Murzynki do bicia. Czy tak kategorycznie postawiona teza o ludzkiej naturze jest prawdziwa, nie jestem prywatnie do końca przekonana, ale takich bohaterów dostaliśmy i zapewne są oni w populacyjnej większości. Doboru próbki czepiać się zatem nie będę. Ale sama chciałabym wierzyć, ze ludzie są mimo wszystko, nawet statystycznie, nieco lepsi niż wakacyjna paczka ze Żmijowiska i mieszkający tam miejscowi.
niedziela, 20 maja 2018, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/05/20 18:38:47
"Żmijowisko" przede mną, a teraz czytam "Czwartą małpę", po twojej rekomendacji :)
-
2018/05/20 19:10:15
To mam nadzieję, że się spodoba:D
statystyka