Blog > Komentarze do wpisu
Trochę Dicka, trochę Matriksa, za dużo chaosu (Rafał Kosik, Różaniec)
Miałam nadzieję, że najnowsza powieść Rafała Kosika okaże się czarnym koniem fantastycznej rodzimej stawki 2017. Był to bowiem wyjątkowo marny rok, o czym świadczy choćby fakt, że ostatecznie na nominacje do Nagrody Literackiej imienia Jerzego Żuławskiego załapali się autorzy spoza gatunkowego getta - Zygmunt Miłoszewski z Jak zawsze oraz Elżbieta Cherezińska z Płomienną koroną (na którą i ja zagłosowałam, bo choć wątek fantastyczny to żenada, sama powieść jest dobra).
Jest to moje pierwsze spotkanie z powieściową twórczością autora, a zarazem jego pierwsza powieść dla dorosłych po wieloletniej przerwie. Być może źle trafiłam, na pewno Różańcowi nie pomogło, że powstawał osiem lat. Jest bowiem dramatycznie nierówny i to niestety rzuca się w oczy. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością lepiej by też książce zrobiło, gdyby ukazała się w innym wydawnictwie, nienależącym do autora (ewentualnie, by w tej formie nie ukazywała się po prostu w ogóle).
Zdaję sobie sprawę, że brzmi to ostro, zwłaszcza w zestawieniu ze wszystkimi pochlebnymi opiniami, na które natknęłam się w okolicach premiery.  Ale nic na to nie poradzę, mimo że w pomyśle na wielu poziomach był potencjał, a powieść momentami czytało się z autentycznym zainteresowaniem, końcowy efekt przypomina sflaczały balon. Akcja rozgrywa się w nieokreślonym momencie przyszłości, bo ludzkość nie liczy już lat w sposób, do którego przywykliśmy. Po niesprecyzowanej katastrofie ekologicznej musieliśmy opuścić Ziemię i przenieść się do miast-pierścieni, orbitujących wokół Nie-Słońca. W Pierścieniu Warszawa mieszka Harpad, nasz główny bohater, który utrzymuje się z hakowania sztucznej inteligencji, monitorującej m.in. bezpieczeństwo populacji. Obniża mianowicie swoim klientom poziom PZ, czyli punktów Potencjalnego Zagrożenia, tak, by nie ulegli Eliminacji dla dobra ogółu. Próg punktowy, po którym to następuje, jest nieznany, wiadomo jednak, od kiedy należy mieć się na baczności. Gdy zbierzemy zbyt wysokie PZ, pojawiają się prowokatorzy, usiłujący nas przepchnąć przez granicę, zza której nie ma powrotu. I wtedy trzeba szukać kogoś takiego jak Harpad – kodera g.A.I.a. Umiejętności bohatera są przy tym na tyle unikalne, że zostaje on - z pomocą szantażu skierowanego przeciwko najbliższej osobie - wplątany w rozgrywkę polityczną. Pierścień Warszawa znajduje się bowiem w gorącym okresie przedwyborczym. I jakby tego wszystkiego było mało, w pewnym momencie wybucha Pierścień Monachium, co zostaje zatajone przed opinią publiczną. Rozwój wydarzeń zmusi protagonistę do wejścia głębiej i odkrycia prawdziwej natury rzeczywistości, gdyż, jak łatwo się domyślić, swych unikalnych umiejętności nie posiadł on po to, by bezproblemowo zarabiać na życie. Jego głównym przeciwnikiem okażą się nie zwaśnione ludzkie stronnictwa, ale sztuczna inteligencja, która miała im służyć.
Mamy więc koronny schemat SF, do tego nawiązania do absolutnych klasyków gatunku, takich jak Dick czy Ellison. Wypada zatem zapytać, dlaczego ten samograj nie działa? Przede wszystkim autor chciał napisać wszystko na raz: klasyczne SF, political fiction, powieść obyczajową, fantastykę socjologiczną i jeszcze dodać troszkę sensacji na dodatek. Po czym, gdy tylko dany wątek doprowadzał bohatera do niezbędnego fabularnie miejsca, Rafał Kosik bez żalu go porzucał. A sam bohater jest niestety zbyt bezbarwny, by jego losy porwały nas dostatecznie i pozwoliły przymknąć oko na fakt, że całe, teoretycznie bardzo istotne wątki fabularne, zawisają w próżni. Na przypadłość szkicowości cierpią zresztą wszyscy bohaterowie, być może dlatego, że językowo i stylistycznie proza Kosika jest po prostu słaba. Gdyby było tu coś innego, oryginalny koncept albo fabuła trzymająca się kupy, dałoby się przymknąć oko na to, że wszyscy mówią tak samo, a opisy ich motywacji czy przemyśleń są po prostu marne. Dobry jest opis świata, odsłaniany stopniowo (w tym także rzeczywistości społecznej), i on chyba autora najbardziej interesuje. Jako czytelnik poczułam się jednak oszukana, gdy w pewnym momencie, bez udzielenia jakichkolwiek wyjaśnień, nastąpiło cięcie i kamera zaczęła pokazywać coś zupełnie innego niż dotychczas, prowadząc do zakończenia, dogodnie zwalniającego autora z obowiązku udzielania konkretnych odpowiedzi. Nie polecam.
niedziela, 29 kwietnia 2018, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/04/30 09:48:28
Jakbym czytał własne recenzje z Felixa, Neta i Niki. Świetne pomysły, marne wykonanie, bo przecież własna żona redaktorka nie powie autorowi, że odwalił kichę i ma połowę wyciąć. A potem mamy Bunty maszyn czy inne klątwy McKillianów :( A naród i tak kupi, bo Powergraph ma niezłą markę.
-
2018/04/30 13:00:36
Już nie chciałam tak personalnie, że żona - redaktor. Ale uważam, że jest to jedno ze źródeł problemu. Ale kto wie, może autor niekompatybilny z innymi redaktorami. Nie sprawdzałam, czy wydał jakąkolwiek powieść poza Powergraphem.
-
2018/04/30 13:24:43
Ale to jest prawdopodobnie ten sam problem, jaki się pojawił, gdy Małgorzatę Musierowicz zaczęła redagować córka; wszystko zostaje w rodzinie i brakuje spojrzenia z zewnątrz. Zważywszy, że autor przywykł, że drukuje sobie sam to, co napisał, to mógłby faktycznie mieć problem, gdyby obcy redaktor wkroczył z nożycami. A przydałoby się wielokrotnie.
-
2018/04/30 14:09:48
Nie mam wprawdzie porównania, ale na podstawie Różańca przydałyby się nie tylko nożyce. Również dopilnowanie domykania wątków. Ogólnie sporo by tu było do zrobienia i mogłaby wyjść z tych zabiegów naprawdę dobra książka, mówię to jako redaktor wciąż uczący się fachu. A tak jest to, co jest. Pomieszanie z poplątaniem, literackie Monstrum.
-
2018/04/30 14:29:39
Zastanawiam się, czy we wcześniejszych powieściach dla dorosłych Kosik lepiej sobie radził. Bo mam chyba Vertical i trochę się boję zaglądać :)
-
2018/04/30 14:36:13
Wiem, że były cenione w fandomie. Zwłaszcza Vertical i Mars. Ale Różaniec też miał dobre recenzje. Zatem ja na pewno nie sprawdzę, bo się zraziłam. Ale gdybyś się zdecydował, daj znać, co się okazało;)
-
2018/04/30 14:39:24
Jasne. Chociaż jeszcze jeden FNiN mi został i też jakoś nie mam ochoty :(
statystyka