Blog > Komentarze do wpisu
Jak wam się nie podoba, to windą do nieba (Jo Nesbo, Macbeth)
Ponoć Jo Nesbo zgodził się na udział w Projekcie Szekspir tylko pod warunkiem, że przypadnie mu właśnie Makbet. Jest to moja pierwsza powieść z projektu, choć mam w planach jeszcze co najmniej Otella (Ten nowy Tracy Chevalier) i Burzę (Czarci pomiot Margaret Atwood). Oraz, rzecz jasna, Hamleta Gillian Flynn, jak tylko się ukaże. Tymczasem nie mam więc jeszcze pojęcia, jak z zadaniem przeszczepienia prac wielkiego klasyka na współczesny grunt poradzili sobie inni pisarze. Ale co do rezultatu starań Norwega uczucia mam, niestety, mocno mieszane.
Makbet nie jest sztuką łatwą, jako opowieść o żądzy władzy, sile miłości, szaleństwie, magii i przeznaczeniu. Niezwykły, unikalny wręcz miks wątków rodem z antycznej tragedii i ludowych podań. To, co składa się na jego wielkość, wszelkie próby reinterpretacji czyni niesamowicie ryzykownymi. Nesbo zdecydował się zrobić z tego wielowarstwowego materiału kryminał noir osadzony w niezidentyfikowanym mieście na amerykańskim wybrzeżu, a bohatera tytułowego uczynić funkcjonariuszem policyjnej jednostki specjalnej. Pod wpływem swojej ukochanej, Lady, właścicielki kasyna borykającej się z traumą dzieciobójstwa, młody człowiek, były wychowanek sierocińca i niebiorący od lat narkoman, zaczyna piąć się po szczeblach kariery, a każdy kolejny awans to trupy, w tym także ludzi mu najbliższych. Widać, że od pomysłu przedstawionego na spotkaniu we Wrocławiu dwa lata temu fabuła powieści jeszcze ewoluowała, bo początkowo na przykład trzy wiedźmy miały być trzema bossami narkotykowymi, a ostatecznie stały się jedynie wytwórczyniami silnie uzależniającego narkotyku, znanego jako wywar.
Czyta się Macbetha bardzo dobrze, bo jest w tej nowej fabule, na wielu poziomach podejmującej mimo wszystko udany dialog z oryginałem, ten sam magnetyczny pierwiastek, co w opowieści człowieka ze Stanfordu. Szaleństwo zarówno Macbetha, jak i Lady, dostaje przekonującą podbudowę. Także pozostałe postaci, nawet te poboczne, mają spójne motywacje i żywe charaktery. Są ludzkie, trudno nimi bezwarunkowo pogardzać jedynie dlatego, że okazują słabości rozmaitego rodzaju. Ale jednak magia nie działa na tyle mocno, żeby stos trupów dogodnie padających pod stopy bohatera i fura bezczelnych egzekucji w biały dzień, w tym takich na dzieciach i nawet niemowlętach, nie zaczęły w pewnym momencie wyglądać absurdalnie. Miasto przecież nie istnieje w próżni, a fakt, że od dawna zżerała je korupcja, nie oznacza jeszcze, że wszyscy grzecznie łykną ostrzelanie wiejskiego domu z działek bojowych, bo ukrywał się tam rzekomy zdrajca. Nowy komendant obejmuje urząd i nagle wszystkie próby zatrzymania kończą się śmiercią podejrzanych. Każdy siedzi u kogoś w kieszeni. Nikomu nie można zaufać, a już najmniej własnemu umysłowi. Jak to w kryminale noir, ale w tym wypadku wyznaczniki konwencji wyostrzone są daleko poza granice absurdu.
W teorii wszystko zgadza się z oryginalną fabułą i z genialnym podsumowaniem autorstwa Stanisława Barańczaka, tj.:
Szkot: bestia bitna.
Żona: ambitna.
Ręce umywa. Ma gdzieś.
Bór: marsz na mur! Finał: rzeź.

W praktyce rzeźnia zaczyna się za wcześnie, a choć są momenty czy rozwiązania znakomite, to jednak całość wydaje się przeszarżowana. Nie polecam, nie odradzam, nie żałuję poświęconego na lekturę czasu. Ale oczekiwania miałam sporo większe.
niedziela, 22 kwietnia 2018, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/04/22 14:26:48
Jestem w trakcie, do końca dość daleko, ale że kocham kryminały Nesbo, to mam nadzieję, że rozczarowana nie będę
-
2018/04/22 16:01:35
Też jestem wielką fanką autora, ale Makbeta nie do końca udźwignął. Im dalej, tym gorzej. Za mało dał od siebie, bał się albo nie miał pomysłu na bardziej twórcze niż odtwórcze podejście.
-
2018/04/22 21:33:49
Miałem nadzieję, że dzięki Makbetowi przekonam się do Nesbo i zostanę rzucony na kolana. No ale i tak spróbuję. Z przeróbek szekspirowskich Winterson poradziła sobie całkiem nieźle, o ile ktoś trawi jej pisarstwo. Natomiast koleś od Kupca weneckiego stworzył coś, w czym tkwię od bodaj roku, gdzieś w okolicach połowy, i chyba nie ruszę dalej, odrzuca mię formalnie :(
-
2018/04/22 21:35:27
Aha, i mam taką refleksję ogólną: Winterson trzymała się oryginału i dała radę. Jacobson się nie trzymał i wykonał gniota. Więc może to i dobrze, że Nesbo nie poszalał?
-
2018/04/22 21:55:33
"Zimową opowieść" Winterson czytałam trzy lata temu i jak na ignorantkę, nie znającą dzieł Szekspira, było ok. W każdym razie podeszłam do dzieła owego bez znajomości oryginału, więc i porównywać nie musiałam :)
A Nesbo tak czy inaczej przeczytam...
-
2018/04/22 23:07:50
@Zacofany: ujmę to tak: intrygi Makbeta nie da się przenieść 1:1 w realia demokratycznego miasta lat 70. XX wieku. Nesbo spróbował. W efekcie, by fabuła mogła się potoczyć swoim torem, od pewnego momentu większość postaci zachowuje się, jakby przeszły selektywną lobotomię.
-
2018/04/23 13:12:24
Czyli to nie jest dobry pisarz, skoro nie wie, kiedy może odejść od oryginału albo co zachować bez straty. Czyżbym zaoszczędził trzy dychy? :D
statystyka