Blog > Komentarze do wpisu
Literacka błyskotka (Paweł Sołtys, Mikrotyki)
Jeszcze tydzień temu, w trakcie lektury, byłam przekonana, że wyląduje tu pean pochwalny na cześć zbioru niedługich historii z życia zwykłych mieszkańców warszawskiego osiedla Stegny. Czytając, byłam nimi bowiem po prostu urzeczona. Aż musiałam sprawdzić, kim autor jest z wykształcenia, i wcale się nie zdziwiłam, że rusycystą. To musiała być filologia, ktoś z takim wyczuciem języka, oczytany, płynnie operujący kontekstami, myślący niezwykle plastycznymi obrazami, inne studia wybrałby pewnie wyłącznie z czystego pragmatyzmu. A ten kompletnie mi do Pablopavo nie pasował. Muzyk debiutujący zbiorem krótkich opowiadań, w jakimś stopniu chyba autobiograficznych, bo pewne motywy i osoby zbyt często przewijają się w tle, ma do swoich bohaterów, jak sam powiedział w wywiadzie dla Wyborczej, stosunek miłosno-liryczny. Stąd pewnie tytuł całości, nawiązujący do erotyków, gdyż autora-narratora fascynuje przede wszystkim żywot zwykłych ludzi. To ich egzystencję stara się uchwycić w swoich migawkowych, niezwykle sugestywnych opowiadaniach. Jak wyjaśnia: Nie piszę o zamożnej wyższej klasie średniej, bo po prostu nie bardzo mnie to interesuje. To wynika w dużej mierze z mojego trybu życia. Nie mam samochodu. Jeżdżę autobusami albo przemieszczam się na piechotę. Komunikacja miejska siłą rzeczy sprawia, że jestem blisko tak zwanego "zwykłego życia miasta". Z samochodu mało co widać - jedziesz zamknięty, słuchasz muzyki, a wieczorami spotykasz się na piwo z grupą przyjaciół, w której ciągle się obracasz. Nie widzisz wtedy świata na zewnątrz. Ja żyję troszeczkę inaczej. Stąd się biorą pomysły na piosenki i opowiadania - z tego, co widzę. Wsiadam na przykład w autobus na Targówek, jadę do ostatniego przystanku, a potem szwendam się po dzielnicy, zaglądam, słucham, patrzę. Gdybym był bardzo zamożnym człowiekiem i poruszałbym się dobrym samochodem między siłownią, korporacją a prywatnym przedszkolem, widziałbym znacznie mniej.
I rzeczywiście, ma to bezpośrednie odbicie w tekstach. Dworzec, autobus, klatka schodowa, knajpa, ulica – stąd, poza własną, bliskich i znajomych biografią, Sołtys czerpie inspirację. Językowo jest mistrzem, potrafi w całym tekście błyskotliwie ogrywać jedną i tę samą metaforę, a kiedy indziej jednym zdaniem trafia w emocjonalne sedno. Tylko że ta magia jest krótkotrwała, działa wyłącznie w trakcie czytania. Opowiadania są sensualistyczne, niezwykle autentyczne, wyraziste, żywe. Jakby się oglądało krótkie filmy. To robi wrażenie. Ale ono nie wytrzymuje nawet bardzo krótkiej próby czasu. Minęło siedem dni, a ja – poza pojedynczymi motywami i bohaterami, krótkimi przebłyskami oraz opisanymi wyżej ogólnymi bardzo pozytywnymi wrażeniami – nie pamiętam z Mikrotyków nic. Poza ogólną wymową całości, że w życiu piękne są tylko chwile, a w większości jest ono jednak do niczego. Niezbyt to odkrywcze, nie da się ukryć. Choć od prawdy nie odbiega. W każdym razie – warto dla ulotnych chwil zachwytu podczas czytania, ale wielka ani ponadczasowa literatura to nie jest. Choć, bardzo uczciwie, nie zdradza nawet takich ambicji.
sobota, 03 marca 2018, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
statystyka