Blog > Komentarze do wpisu
Oldman i Day-Lewis, czyli Oscarowych seansów ciąg dalszy
Staram się trzymać postanowienia o krótkim opisywaniu oglądanych filmów. Dziś o Czasie mroku mogę powiedzieć, że zaskoczył mnie pozytywnie. Na geniusz Gary'ego Oldmana w roli Winstona Churchilla byłam przygotowana, choć chwilami troszkę szarżował. Ale - mimo że ewidentnie skrojony pod show jednego aktora - scenariusz przedstawia też szerszą opowieść, która wciąga i pozwala śledzić wypadki doskonale przecież znane z historii z autentycznym zainteresowaniem. Bezpardonowa walka frakcyjnych buldogów już nawet nie pod, a wprost na parlamentarnym dywanie, to tylko jeden z tych przygnębiająco wręcz ponadczasowych aspektów dodatkowych. Warto zatem poświęcić dwie godziny z małym haczykiem, nie tylko na koncert jednego znakomitego aktora.

Niestety nie jestem w stanie z czystym sumieniem powiedzieć tego samego o kolejnym ponaddwugodzinnym filmie ze znakomitym aktorem w roli głównej, czyli Nici widmo. W zasadzie powinnam się tego spodziewać, gdyż po Magnolii wiem, że filmy Paula Thomasa Andersona nie są dla mnie. Ale nie oparłam się pokusie podziwiania Daniela Day-Lewisa, którego niezaprzeczalna aktorska maestria nie jest jednak w stanie skompensować ewidentnych niedostatków scenariusza. Tym razem dostajemy może i potencjalnie ciekawą oniryczną baśń o utalentowanym krawcu opętanym pracą, cierpiącym ewidentnie na jakieś zaburzenie ze spektrum autyzmu, który z toksycznego związku z siostrą przechodzi w toksyczny - także dosłownie - związek z własną modelką. Ale jakie to jest niemiłosiernie rozwleczone, napuszone, pretensjonalne i nudne! Jaki ten Day-Lewis w swoich natręctwach wkurzający! Gdyby obciąć ze trzy kwadranse, coś by się dało z tej w sumie ciekawej historii uratować. W obecnej formie, która jest zainteresowana głównie samą sobą, widzowi zostają znużenie i irytacja. Odradzam, chyba że jesteście fanami tego reżysera.
niedziela, 25 lutego 2018, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: polixena, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2018/03/01 09:04:07
Wiesz co, nie jest to "mój" rodzaj filmu, ale Nić widmo naprawdę mi się podobała - pomyśl, że to być może jedna z niewielu prawdziwych romantycznych komedii, bo momentami jest naprawdę zabawnie, a bohaterowie dobrali się jak w korcu maku :-) Jedyny fałszywy element to wózek w końcówce, bo pojawienie się dziecka zburzyłoby ten imho obrzydliwy, ale dla obojga najwyraźniej satysfakcjonujący układ, jaki sobie stworzyli.
A, i nie pamiętam, kiedy ostatnio słyszałam tak świetną muzykę w filmie.

Obejrzawszy dwa filmy, kandydujące do Oscara* - od dawna nie byłam aż tak na bieżąco! - przyznaję nagrodę Trzem billboardom za Ebbing, Missouri.

*I to by w zasadzie było tyle, bo reszta mnie jakoś nie ciągnie; może jeszcze kiedyś Dunkierka, ale się nie upieram.
-
2018/03/01 12:27:20
Polecam I, Tonya. Myślę, że ci podpasuje. Choć dołujący.
statystyka