Blog > Komentarze do wpisu
Gdy wielki talent nie wystarczy (I, Tonya)
Filmowy 2018 zaczęłam bardzo dobrze. Po znakomitych Trzech billboardach trafiłam na kolejny wartościowy i poruszający kawałek kina. Biografia łyżwiarki figurowej Tonyi Harding (znakomita i słusznie nominowana do Oscara Margot Robbie), która jako pierwsza Amerykanka (i druga kobieta) w historii wykonała potrójnego Axla, to bardzo smutna opowieść, zarówno w wątku sportowym, jak i prywatnym.
Tonya urodziła się z darem do łyżew, pierwsze zawody wygrała, zanim skończyła 5 lat. Ale dopóki nie pokonała wszystkich rywalek sprawnością, wykonując nieosiągalny dla innych skok, zawsze przegrywała, bo obcinano jej punkty za prezencję. Pochodziła z biednej rodziny, ojciec wcześnie zostawił matkę (absolutnie przerażającego babsztyla, który nie okazywał jedynaczce ani odrobiny uczucia - kolejna świetna kreacja, tym razem w wykonaniu Allison Janney), kiepsko zarabiającą i wiecznie rozczarowaną córką kelnerkę. Spragniona miłości Tonya wyszła za swojego pierwszego chłopaka, mimo że bił ją już przed ślubem (matka zdołała ją wcześniej przekonać, że na bicie zasługuje). Brak pieniędzy przekładał się na brak eleganckich strojów – sama je sobie szyła – a osobowość zawodniczki, prosta, butna i arogancka, w zestawieniu z jej bynajmniej nie filigranową posturą, także nie wpisywała się w oczekiwania jurorów. Tonya wszystko robiła nie tak, łącznie z wyborem podkładu muzycznego. Chciała na lodzie być sobą, a to nie było dopuszczalne. Kto chciał zwyciężać i reprezentować USA na świecie, musiał mieścić się w szablonie, który wymagał między innymi pochodzenia ze szczęśliwej amerykańskiej rodziny.
Kiedy zaś nikt już nie mógł zaprzeczyć, że Tonya naprawdę jest najlepsza, zaplątała się w swoje korzenie i straciła szansę na olimpijski tryumf. Straciła nawet więcej, wtedy pewnie uważała, że sens życia. Jak do tego doszło? Przekonajcie się sami, oglądając ten bardzo ciekawy film, zrealizowany w konwencji paradokumentu (wywiady z bohaterką i jej byłym mężem oraz jej matką, przeplatane retrospekcjami z ich życia). Na końcu można zobaczyć fragmenty prawdziwych dokumentów i tym bardziej docenić casting oraz charakteryzację. Aktorzy są bardzo podobni do odtwarzanych przez siebie postaci, a wszelkie detale idealnie oddają klimat przełomu lat 80. i 90. (te swetry, mój boże, to trzeba zobaczyć!). Ta opowieść to zaprzeczenie amerykańskiego mitu Od pucybuta do milionera i twardy dowód, że gdy gwiazda przyjdzie na świat w nieodpowiedniej rodzinie, nie  będzie miała szans, choćby była najlepsza na świecie. Gorąco polecam!
niedziela, 28 stycznia 2018, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/01/28 14:46:37
Na jakimś portalu też była jako "polecanka"- ale... jako komedia??? Litości...
Ale oglądałaś przedpremierowo? Bo ponoć od 2. marca dopiero... Ja mam ochotę na "Wszystkie pieniądze świata". Choć znając siebie- zanim się zbiorę do kina, to film zdąży wyjść na DVD...
-
2018/01/28 16:09:40
No, przed kinową polską premierą na pewno;) Komedia to nie jest, w żadnym momencie. Ale seans wart polecenia.
statystyka