Blog > Komentarze do wpisu
Dresden po lekkiej zadyszce wraca do popisowej formy (Jim Butcher, Zdrajca)
Akta Dresdena to jeden z moich ukochanych cykli w ogóle i najlepszy cykl urban fantasy, jaki do tej pory spotkałam na swojej czytelniczej drodze. A to coś znaczy, bo gatunek lubię i czytałam sporo. Do tej pory o cyklu, wznawianym i kontynuowanym - po niesławnej kompromitacji Wydawnictwa Amber (tragiczne tłumaczenie) - od dobrych paru lat, a dokładnie od października 2011, ze skandaliczną przerwą po 4 tomie, przez Wydawnictwo MAG, pisałam na łamach ksiazki.wp.pl. Była to już ostatnia nić łącząca mnie z serwisem, a po kolejnej zmianie kierownictwa i ona została zerwana. Ponad ośmioletnią współpracę zakończyłam recenzją dziewiątego tomu, czyli Białej nocy.
I choć do tej pory powtarzałam jak mantrę, że Butcher jako jedyny mimo napisania wielkiej liczby tomów cały czas proponuje czytelnikowi coś świeżego, na etapie Drobnej przysługi, czyli dziesiątej odsłony, zaczęłam mieć wątpliwości. Owszem, czytało się ją nadal bardzo przyjemnie, ale po raz pierwszy pojawiło się wrażenie, że - oprócz rozgrywania znanych elementów - nie wnosi w zasadzie niczego nowego. Dlatego nie napisałam o niej i w zasadzie mogłabym się podpisać pod tą recenzją Moreni.
Jednak Zdrajca, czyli tom 11, przywrócił mi lekko zachwianą wiarę w Jima Butchera, okazując się jedną z najlepszych (obok np. Rycerza Lata czy Dowodów winy) części serii. A wszystko dzięki przesunięciu akcentów na sferę wielkiej intrygi politycznej z udziałem Czarnej Rady, w którą Harry zostaje uwikłany z racji antypatii łączącej go z Donaldem Morganem. Antypatia to w zasadzie eufemizm, Morgan latami czyhał na najdrobniejsze potknięcie Dresdena, by móc ściąć mu głowę jako czarnoksiężnikowi. Biała Rada w końcu po latach oczyściła Harry'ego z zarzutów (raczej z powodu braków kadrowych wywołanych wojną z wampirami niż z przekonania o jego niewinności), ale Morgan prywatnych podejrzeń wobec niego nigdy się nie wyzbył. Tym słodszym paradoksem jest, że gdy to na zapiekłego Strażnika pada niesłuszne podejrzenie o zdradę i zabójstwo, musi on szukać pomocy właśnie u Dresdena. Bo tam pogoń podąży za nim w ostatniej kolejności. A Dresden, jak na sentymentalnego frajera przystało (i za to go kochamy:), pomocy oczywiście udziela. Co stanowi początek kłopotów.
Mamy zatem sporo nowości, między innymi możemy zwiedzić siedzibę Białej Rady w Edynburgu. Ale poszlaki prowadzą także do Białego Dworu (te wątki prywatnie zawsze bardzo lubiłam, koncept wampira żerującego na ludzkiej rozkoszy jest bardzo oryginalny). A że za głowę zdrajcy Rada zaoferowała nielichą nagrodę, w przerwach między zbieraniem dowodów niewinności swojego podopiecznego Harry musi odpierać ataki łowców nagród, w tym takich spod naprawdę ciemnej gwiazdy. Jeden z nich porywa jego przyrodniego brata Thomasa i wyrządza mu okrutną krzywdę (albo robi przysługę, obnażając jego prawdziwą naturę, to jedna z licznych ocennych kwestii w tym tomie). Do stawki honorowej i politycznej w polowaniu na faktycznego sprawcę dochodzi w efekcie motywacja osobista. Według mnie taki Dresden jest najlepszy, a Butcher, jak się finalnie okazuje, trzyma w rękawie jeszcze kilka atutów, z których nawiązanie do klasyki literatury stanowi jedynie przyjemny drobiazg. Słowem, wiele się w tym tomie wyjaśnia, ale równie dużo pozostaje do odkrycia. Na tom dwunasty czekam z prawdziwą niecierpliwością. Martwi mnie tylko, że autor już od 3 lat nie pisze dalszego ciągu i po piętnastym możemy zostać na takim samym głodzie jak reszta świata.
P.S. W tym tomie jako tłumaczka Akt Dresdena debiutuje Anna Reszka, z której pracą przy MAGowych paranormalach, ze szczególnym uwzględnieniem dzieł Cassandry Clare i Lauren Kate (och, jak bardzo nie będę tęsknić za recenzowaniem na zlecenie!), wiąże się wiele moich wyjątkowo traumatycznych wspomnień. Miałam zatem obawy, a nawet lęki. Z radością donoszę, że okazały się one bezpodstawne, a przekład ma w sobie swobodę i lekkość, której brakowało miejscami tomom przełożonym przez Michała Jakuszewskiego. Szkoda, że PWC nie przełożył całości, ale pewnie dalej tkwilibyśmy na etapie piątego tomu.
sobota, 19 sierpnia 2017, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/08/25 16:27:26
Ja niestety nie przebrnąłem przez pierwszy tom przygód Dresdena; niemniej jednak, z ciekawością czytam Twoje recenzje kolejnych tomów :)
-
2017/08/25 20:29:56
Serio nie podszedł? Pierwsza historia jest w sumie dość prosta, ale spróbuj jeszcze kiedyś Pełni księżyca. Naprawdę jakość stale wzrasta;)
-
2017/08/26 08:21:08
Może to nie był "ten moment" :) Wrócę do niej za jakiś czas.
-
2017/08/26 10:57:49
Ostatnio tak miałam z niewłaściwym czasem z Wchodzi koń do baru. Strasznie chciałam przeczytać tę książkę, zaczęłam, przeczytałam 20% i przerwałam, bo to po prostu nie był ten moment. Wrócę na pewno.
statystyka