Blog > Komentarze do wpisu
Rudolf Gąbczak powraca
Po jedenastu latach od premiery Tango ortodonto Joanna Fabicka postanowiła wrócić do swojego bohatera, imiennika Valentino. Powieść Rudolf Gąbczak i stan wyjątkowy była dla mnie całkowitą niespodzianką, ale też przyznam uczciwie, że sięgałam po nią z pewną obawą. Uwielbiam cztery poprzednie tomy cyklu i nie chciałam sobie popsuć wspomnień. Niepotrzebnie się niepokoiłam. Opowieść rozpoczyna się w listopadowy piątek trzynastego, 10 lat po tym, jak rozstaliśmy się z bohaterem i jego nieortodoksyjną rodzinką oraz znajomymi.

Stałem w przyciasnym prochowcu i zastanawiałem się, jak to się mogło stać, że świat, który znałem z lat młodości, tak szybko spróchniał? Wszystko wyblakło, rozmyło się, przepadło w niszczarce czasu: Anglicy grożą wystąpieniem z Unii Europejskiej, Turcy grożą wstąpieniem, a premierem Polski został mój dawny kumpel z młodości…
I tylko upiorny charakter matki przetrwał w niezmiennie dobrej kondycji. On i moje traumy, z którymi zmagam się od lat.


Mamy tu wszystko, do czego przywykliśmy. Wspomniane traumy Rudolfa (w tym kilka nowych, jak nadwaga, łysienie i rozpad małżeństwa), sporo komentarzy odnoszących się do aktualnych wydarzeń społecznych i politycznych w kraju (czarne protesty, reforma edukacji, wycinka drzew - tylko zamiast Beaty Szydło premierem jest BB Blacha, co też generuje sporo komicznych sytuacji) i nowe wyskoki Gonzo, czyli bratanka Wiktora, który w międzyczasie został gotem o radykalnych lewicowych poglądach. Powracają także Elka, Ozi, Brukselka (jako okrutna prawie że była żona Rudolfa) i oczywiście matka Rudolfa, jedyna w swoim rodzaju terapeutka Krystyna Gąbczak. Jedynie Gawła Gąbczaka, ojca rodu, już nie zobaczymy, gdyż powieść rozpoczyna się jego pogrzebem. Dzięki czemu wdowa może zacząć szukać nowej miłości.
Rzeczą nową są rodzicielskie perypetie bohatera, którego rezolutna córeczka Bronia, lat 9, prowadzi przezabawny Dzienniczek uczuć. Ma wprawdzie poważne problemy z interpunkcją i ortografią (dlatego zlecono jej to ćwiczenie), ale głębią przemyśleń i trafnością obserwacji nie ustępuje ojcu, który swoje pamiętniki zaczął prowadzić znacznie później.
Pewnie, nie wszystko mi się w piątym tomie podobało, niektóre wątki publicystyczne (uchodźcy) były zbyt przerysowane, ale ogólnie lektura była jak powrót do domu. Połknęłam całość jednym tchem, wielokrotnie szczerze się śmiejąc, a kilkukrotnie wzruszając. Dostałam, co chciałam. Jeśli ktoś jeszcze nie zna tego znakomitego cyklu, serdecznie polecam wcześniejsze tomy. Na majówkę jak znalazł!
sobota, 29 kwietnia 2017, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/04/30 09:19:54
Jak miło wiedzieć, że Rudolf wciąż w formie :) Aczkolwiek mnie Tango ortodonto nieco męczyło swego czasu.
-
2017/04/30 11:06:57
No to tutaj jest troszkę podobnie, ale i tak bardzo sympatycznie się czytało.
-
2017/05/02 13:15:08
Mam nadzieję, bo w przypadku Adriana Mole'a im dalej, tym gorzej.
-
2017/05/03 11:54:40
No właśnie, Rudolf to taki nasz Adrian Mole. I pamiętam, że ostatnim Adrianem byłam bardzo zdegustowana. Najnowszy Rudolf czeka na półce, kupiony z sentymentu i do uzupełnienia czterech poprzednich, czytałam dawno, pamiętam, że "ortodonto" podobało mi się tak sobie. Pamiętać, żeby wepchnąć w kolejkę...
statystyka