Blog > Komentarze do wpisu
Mio, moja Mio, a może byś się jednak dłużej nie męczyła? (Samuel Bjork, Sowa)
Przyszła pora na dalszy ciąg perypetii Holgera Muncha i Mii Kruger, śledczych ze specjalnej jednostki ds. zabójstw w Oslo. Sowa była dla mnie lekturą paradoksalną, bo czytało się ją bardzo dobrze, choć właściwie powinno być wręcz przeciwnie. Powody są dwa. Uwaga, jeśli ktoś jest mocno uwrażliwiony na jakiekolwiek informacje fabularne, nie powinien czytać dalej, bo nie da się moich zarzutów do książki uzasadnić, nie zdradzając tego i owego. Dotyczy to w szczególności pierwszego punktu.

Po pierwsze, na poziomie konstrukcji intrygi to nie jest uczciwy kryminał. Bjork proponuje jeden łopatologiczny trop, sygnalizowany już od prologu i konsekwentnie wspierany różnymi ujawnianymi w toku śledztwa poszlakami. Po czym pod koniec wprowadza kiks od czapy, zupełnie się spójnością historii nie krępując. Ani tym, że policjanci, podążający za przedstawionymi poszlakami, a więc kierujący się logiką, niby to najlepsi w kraju, wychodzą w efekcie na bandę dzieci we mgle. Robi też po raz kolejny to, co nie podobało mi się już w Sezonie niewinnych - czyni celem sprawcy osobę bliską śledczemu. Jest to nie tylko chwyt tani, ale już nawet w ramach cyklu wtórny i mimo rozwiązania tego wątku w sposób wymykający się uzasadnionym oczekiwaniom - jednak niemożebnie irytujący. Tak jakby w Oslo mieszkało 20 osób na krzyż i sprawca po prostu nie mógł się nie natknąć na bliskich policjantów.

Po drugie - nic nie jest w tej powieści tak irytujące jak Mia. Przy tym, co niby genialna i wyjątkowa, obdarzona darem i zatrudniona w specjalnej jednostce bez ukończenia szkoły policyjnej śledcza na kartach Sowy wyczynia, bledną wszelkie niedostatki intrygi. Gdyż jak tylko nie musimy czytać o biednej, nieszczęśliwej i marzącej o samobójstwie i przytulnej trumnie pannie Kruger, jesteśmy autorowi szczerze wdzięczni. Skutkuje to przychylniejszą niż obiektywnie  zasłużona oceną pozostałych partii tekstu. O ile polecając Sezon niewinnych, wspominałam o tym, że kreacja Mii niebezpiecznie balansuje na granicy karykatury, tymczasem jednak jej nie przekraczając, to tym razem wszelkie granice zostały już przekroczone. Ponowna próba samobójcza, ciągłe myśli o siostrze, stałe odjazdy po miksie tabletek i alkoholu. Nie wystarcza on już jednak do stymulowania daru, przemyślenia bohaterki nie mają w sobie nic odkrywczego i w żaden sposób nie pomagają w pracy zespołu. Jedynie niemiłosiernie męczą i wnoszą chaos.

A przy tym wszystkim - jednak bardzo dobrze całość jest rozpisana, czyta się ją mimo irytacji błyskawicznie i zainteresowaniem. Autor może i nie umie w realny suspens ani w spójność intrygi, ucieka w irytujące schematy, ale niewątpliwie ma rzadki dar opowiadacza, który sprawia, że negatywne elementy kumulują się dopiero po zakończeniu lektury. Wątpię jedynie, czy tę samą sztuczkę uda mu się wykonać trzeci raz, bez polepszania warstwy fabularnej i portretów psychologicznych postaci. Już za drugim podejściem wyszła jedynie fuksem.
sobota, 22 kwietnia 2017, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/04/23 17:42:27
Właśnie kupiłem "Sowę" w ramach dzisiejszego świętowania.
-
2017/04/23 18:51:09
No to porównamy wrażenia:)
statystyka