Blog > Komentarze do wpisu
O laniu wody, czyli Planeta Woda
Zacznijmy od tego, że mimo narastającego z najnowszymi tomami serii rozczarowania, na Erasta Fandorina chora jestem nieuleczalnie. Dlatego z wielką radością przyjęłam ukazanie się zbioru 3 opowiadań Borysa Akunina z udziałem tej postaci (choć niby Czarne miasto miało być ostatnią odsłoną cyklu). Jak to ostatnio pięknie napisały Kurzojady w kontekście Jeżycjady - ciągnie narkomankę do meliny:) Dostajemy trzy utwory, z czego tytułowy, najdłuższy (i najbardziej rozczarowujący) został przez autora sklasyfikowany jako kryminał technokratyczny. W pierwszej chwili nie zwróciłam na to uwagi, a szkoda, bo może byłabym lepiej przygotowana psychicznie na meandry intrygi. Zaczyna się dosyć ciekawie - Fandorin wraz z Masą szukają zatopionego skarbu, testując przy okazji prototyp łodzi podwodnej w pięknych okolicznościach przyrody karaibskich wysp (stacjonują na Arubie). Potem jednak pojawia się agent Scotland Yardu i przedstawia detektywowi - teoretycznie od dawna byłemu - propozycję nie do odrzucenia. Fandorin ma przeniknąć do prywatnego przedsiębiorstwa na wyspie Saint Constantin, by powstrzymać mordercę zwanego Liliowym Maniakiem, który na ofiary wybiera pacjentki zlokalizowanego na wyspie dziecięcego sanatorium przeciwgruźliczego. Na krzywdę dzieci szlachetny mąż nie może patrzeć biernie, ale zleceniodawca chce upiec na ogniu jego szlachetności także większą, własną pieczeń. Chcę uniknąć spoilerów, napiszę więc tylko tyle, że najbardziej atrakcyjnym elementem skrajnie niewiarygodnej, groteskowej intrygi jest groźny idealistyczny wariat, w istocie będący Napoleonem:) Który - jakże oryginalnie - chce władać światem i buduje podwodne technocentrum (sic!), mające mu przejęcie władzy umożliwić. Z góry jednak wiadomo, że tam, gdzie są Fandorin i Masa, taki plan nie może się udać. Kończą się Akuninowi wiarygodne pomysły na intrygi, a sf to zdecydowanie nie jego bajka, tyle powiem.

Samotny żagiel
, czyli kryminał nostalgiczny, to powrót Fandorna do Rosji. Bohater chce wyjaśnić zagadkę mordu na przeoryszy prowincjonalnego monasteru, znanej czytelnikom serii z Dekoratora jako niedoszła miłość jego życia. Gdy Fandorin sam wymierzył sprawiedliwość zabójcy, ona wybrała Boga. Teraz padła ofiarą makabrycznego mordu. To trochę zagadka zamkniętego pokoju, z uwagi na nietypową lokalizację monasteru i zamknięty krąg podejrzanych. Sama intryga jest więc lepsza, przy tej okazji wychodzi jednak z Fandorina paskudny seksista. Spotykając wyzwoloną i niezależną kobietę, lekarkę Annuszkinę, nie może jej znieść.

Dawniej takich kobiet chyba nie było na Rusi. Były nihilistki i ofiarne pracownice ziemstw; wśród jednych i drugich zdarzały się kobiety o męskim typie osobowości, nawet wyglądem przypominające mężczyzn, ale podobnych do doktor Annuszkiny Erast Pietrowicz jeszcze nie widywał. Ludmiła Sokratowna nie próbowała udawać mężczyzny, pozostawała absolutną, stuprocentową kobietą – a przy tym nie było w niej za grosz kobiecości. Jakaś brytyjska sufrażystka, z gatunku tych, co palą portrety króla i przykuwają się do ogrodzenia pałacu Buckingham. Sympatyczne rosyjskie imię w ogóle nie harmonizowało ze zdecydowanie nierosyjskimi manierami. Nie sposób wyobrazić sobie Rusłana, który pokochałby taką Ludmiłę.

Kobiety, które nie chcą zachowywać się jak kobiety, można traktować jak mężczyzn.

Kobieta jest jak wąż dusiciel, zdolna kochać tylko króliki (..).

Tego typu myślenie u światłego i postępowego człowieka jest przykre, choć zapewne typowe dla epoki. W każdym razie już mi Erasta nie żal, że - lecząc kryzys wieku średniego - związał się z puściuteńką aktoreczką, bo była fizycznie podobna do jego pierwszej żony:)

Od tejże aktoreczki ucieka w trzecim opowiadaniu (kryminale zaiste absurdalnym Dokąd płyniemy?) i to wprost z pociągu, co dowodzi wyjątkowej desperacji. Rusza w pogoń za niejakim Cukiereczkiem, psychopatycznym przestępcą z obsesją na punkcie czystości, który obrabował pociąg (jak się z czasem okaże, na zlecenie knujących komunistów, w tym Lenina i Stalina). Pogoń prowadzi Erasta do Krakowa, a nawet na gzyms Grand Hotelu na Sławkowskiej (na studiach przez trzy lata mieszkałam tuż obok!:) Fandorin daje się złapanemu przestępcy zrobić w konia jak ostatni kretyn, po czym ponownie musi go szukać, i tak spędza sylwestrowy wieczór w jednym lokalu z knującymi komunistami. Dosyć dziwaczna, choć ładnie ornamentowana historia, znów kompletnie niespójna z tym, co o Fandorinie wiemy z poprzednich odsłon.

Ponadto nie podobało mi się sentymentalne zakończenie drugiego opowiadania, psujące dawno i skutecznie zamknięty - w niebanalny sposób - wątek romantycznej relacji kliszą tandetną i niemiłosierną. I chyba o to mam do Akunina największy żal. O ile czytając drugie i trzecie opowiadanie bawiłam się - mimo zastrzeżeń - nie najgorzej, o tyle pierwsze i najdłuższe to totalne nieporozumienie.
sobota, 14 stycznia 2017, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/01/14 14:38:52
A jaka ona wyzwolona, skoro wszystko poświęca dla pseudorewolucjonisty w stylu niespełnionego żigolaka,który ma jej serdecznie dość. Ja miałam ubaw nieprzeciętny:-)
-
2017/01/14 15:48:16
Głupia i zaślepiona swoją drogą, ale jakby nie w tym rzecz. Nie bronię tej postaci, ale tok myślenia Fandorina był dla mnie zaskakujący.
-
Gość: polixena, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/01/25 13:57:55
No niestety, wszystko się zgadza. Mnie chyba najbardziej rozzłościła dziewczynka z pierwszego opowiadania, zadurzona - a jakże! - w Fandorinie. Więc już nie wystarczy, że leci na niego cały przekrój społeczny, od księżniczki po ulicznicę, i trzeba jeszcze dodać nieletnią? Ech, dziwnymi (albo i nie dziwnymi) ścieżkami chodzą myśli panów pisarzy w pewnym wieku.
-
2017/01/25 14:28:49
Dziewczynka teoretycznie zadurzyć się mogła, choćby z nudów i z nadmiaru fantazji. Ale przyznać by się chyba nie przyznała, a jak przerzuciła afekt na księcia, to uznałam, źe jest zaburzona. Choć faktycznie średnio to wygląda, łagodnie mówiąc.
-
Gość: polixena, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/11/23 11:02:45
Będzie jeszcze jeden Fandorin - ostatni. W swojej ojczyźnie ma ujrzeć światło dzienne 8 lutego, w 20 rocznicę wydania pierwszej części :-)

Niestety, Akunin jasno mówi, że cykl trzeba było zakończyć dziesięć lat temu, kiedy jeszcze go bawił, i że teraz pisze tylko z poczucia obowiązku, żeby doprowadzić historię Fandorina do końca. Biorąc dodatkowo pod uwagę to, że ostatnio chyba postawił na ilość*, a nie na jakość, pewnie nie należałoby mieć wygórowanych oczekiwań - ale, oczywiście, i tak je mam. W końcu to Fandorin. Ostatni.

"Bruderszaft ze śmiercią": unikać.
-
2017/11/23 19:15:14
Hm, 10 lat temu to byłby Nefrytowy różaniec. Biorąc pod uwagę jakość kolejnych odsłon cyklu, to byłby istotnie dobry moment na koniec. Historia Fandorina to się w zasadzie skończyła w Czarnym mieście, chyba ze coś mi umknęło:D Zatem autor posługuje się nieco pokrętną logiką.
Najgorsze jest to, że każdy kolejny tom pewnie i tak przeczytam:(
statystyka