Blog > Komentarze do wpisu
Tym razem cztery filmy:)
I tylko jeden ciut słabszy:)

Iluzja 2 - o, właśnie ten. Znaczy, ja bardzo lobię filmy w tej konwencji, nudy nie było bynajmniej, a Lizzy Caplan była przeurocza. Ale mimo wszystko zabrakło świeżości jedynki, a twórcy odarli magię z magii i dodali na koniec tak o dwie tony za dużo cukru w cukrze. Ale żeby nie było - sporo rzeczy mi się podobało, choćby świetna podwójna kreacja Harrelsona. 6/10

Londyński bulwar
to niby taki dosyć standardowy kryminał noir (wypuszczony z paki skazaniec chce zerwać z przeszłością, ale nie bardzo mu wychodzi, a w dodatku musi bronić damy w opałach przed zgrają żądnych sensacji paparazzich). Ale, kurczę, jest tak genialnie obsadzony i do tego stopnia zaskakuje w chwili, gdy człowiek jest już pewien, że wie o fabule wszystko, że naprawdę warto zawiesić na nim oko. Świetne kreacje w zasadzie całej obsady (m.in. Farella, Knightley i Friel) i naprawdę nietuzinkowy psychopata, a jako wisienka na torcie nastrojowy soundtrack. 7/10

Trumbo
to lider dzisiejszego zestawienia, z hasłem - zdecydowanie lepiej późno nadrabiać braki w Oscarowych nominacjach, niż nie robić tego wcale:) Wykreowany przez Cranstona tytułowy bohater, pisarz i scenarzysta filmowy, odmówił odpowiedzi na pytanie o przynależność do partii komunistycznej i trafił do więzienia, a także na czarną listę Hollywood. Pisał jednak nadal, nie tylko do filmów gorszego sortu. Pod pseudonimem Richard Rich dostał Oscara, wcześniej oddał znajomemu autorstwo - również nagrodzonych - Rzymskich wakacji. Cenę jego uporu i niezłomności zapłaciła liczna rodzina, totalnie podporządkowana  twórczej obsesji Daltona. Ten film to zbiór perełek, wiele scen na długo pozostaje w pamięci dzięki błyskotliwym dialogom. Genialni są Helen Mirren w roli opętanej ideą zwalczania komunizmu autorki  opiniotwórczych felietonów i kronik filmowych oraz John Goodman jako właściciel wytwórni gorszego sortu - Frank King. Polecam! 8/10

Boska Florence
- czyli film o najgorszej śpiewaczce świata, a raczej o jej dwóch wielkich miłościach - muzyce i St. Clairze Bayfieldzie, niespełnionym aktorze i nieprawym potomku angielskiego szlachcica. Nie jest to może jakiś wybitny film, ale zarówno zabawny, jak i autentycznie wzruszający. I - po raz kolejny - świetnie obsadzony. O Streep nawet nie ma co pisać, choć fałszowanie musiało być dla niej wyzwaniem. Ale Hugh Grant gra najlepszą i najciekawszą rolę od wielu lat, jest niby to cyniczny i wyrachowany, a w gruncie rzeczy - wierny, opiekuńczy i troskliwy, a przy tym bardzo naturalny. Simon Helberg, czyli Howie z The Big Bang Theory, pokazuje wielki komediowy talent w roli pianisty Florence, Cosme McMoona. We trójkę tworzą na ekranie całość angażującą emocje i przykuwającą uwagę. Warto. 7/10
niedziela, 18 września 2016, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: polixena, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/09/19 09:46:56
A zobacz sobie "Konesera" ("La migliore offerta"). Oglądając pomyślałam, że mógłby Ci się spodobać. Zaraz potem pomyślałam, że istnieje też możliwość, że zabijesz śmiechem i mnie, i jego twórców - więc tym bardziej jestem ciekawa Twojej opinii :-)
-
2016/09/19 19:21:27
Widziałam:) Dobry film!
statystyka